
Fun Fact: Czy zostały jeszcze jakieś fun facty o Michaelu Jordanie, które mógłbym przytaczać z nadzieją, że choć kilka osób sympatyzujących z NBA lat 90. wcześniej o nich nie słyszało?
Wydaje mi się, to mało prawdopodobne, więc dziś odgrzejemy kotleta, tłumacząc się pośrednio kronikarskim obowiązkiem.
Przypomniałem sobie, że ostatnio przeczytałem wydaną w 1997 roku książkę „Money Players” autorstwa Armena Keteyiana, Harveya Aratona i Martina F. Dardisa, którzy z zacięciem dziennikarzy śledczych dokumentowali moment, w którym liga stawała się ofiarą własnego sukcesu. Podążając za pieniędzmi trafialiśmy nie tylko na młodych, niedojrzałych graczy, których egoizm (choć najczęściej nie ich, a ludzi, którymi byli otoczeni) erodował wizerunek NBA, ale też na trop mniejszych lub większych afer.
Ja wiem, że teorie spiskowe o pierwszym odejściu Michaela Jordana z NBA – że jego powodem wcale nie było wypalenie zawodowe, a kara za hazardowe wyskoki wiążące go z półświatkiem – też nie są już żadną zaskakującą ciekawostką. W końcu dostały nawet cały odcinek w „The Last Dance”. Ale „Money Players” poświęca im sporo miejsca, a ja w sumie nigdy tego wątku nie podejmowałem na tych łamach, więc zróbmy sobie szybką przebieżkę po temacie.
A więc. W skrócie. Michael Jordan był uzależniony od hazardu i – jak wyszło na jaw na początku lat 90. – przyjaźnił się z szemranymi typkami, którzy, jak to prawdziwi przyjaciele, systematycznie oskubywali go z kasy podczas gry z golfa. Najpopularniejszy sportowiec świata będący dłużnikiem przestępców rodził obawy o możliwość szantażu i korupcji.
Najbardziej prominentną postacią afery był oskarżany o pranie pieniędzy i handel kokainą Slim Bouler, któremu MJ wystawił kiedyś czek na 57 tysięcy dolarów, a gdy sprawa wyszła na jaw, kłamał, że była to pożyczka a nie spłata hazardowego (zresztą i tak nie całego) długu (Slim mówił po latach, że miał na Jordana wiele haków i jest zawiedziony brakiem wdzięczności gwiazdora za ich niewykorzystanie). Innym gościem, który zgarnął nagłówki był biznesmen Richard Esquinas, twierdzący, że Michael wisiał mu 1,25 miliona dolarów.
Oczywiście nic nam do tego z kim się Jordan kumpluje i jak traci pieniądze w wolnym czasie (choć w ligach amerykańskich były przypadki karania zawodników, którym udowodniono przegrywanie znacznych sum), ale Esquinas zeznał kiedyś, że słyszał fragment rozmowy telefonicznej Jordana sugerujący, że gwiazdor Bulls mógł rozmawiać o obstawianiu wyników meczów.
To był potencjalnie poważny zarzut, którego jednak nikt nie próbował zbadać. Esquinasa przedstawiano wszem i wobec jako niewiarygodnego świadka (nie pomagał sobie bezwstydną promocją swojej książki na temat jego znajomości z MJ’em) i odwrócono wzrok, co w opinii autorów „Money Players” było rażącym zaniechaniem.
To prowadzi do głównego, moim zdaniem, argumentu przeciwko teorii, że to liga zmusiła Jordana do odejścia.
Nie wierzę bowiem, że NBA chciała zawiesić człowieka, który w pojedynkę napędzał cały marketing ligi. Paradoksalnie, dowodem było jej kilkumiesięczne śledztwo, tak powierzchowne, że w jego trakcie nie przesłuchano ani przedstawicieli organów ścigania rozpracowujących przez lata przestępcze powiązania kolegów MJ’a, ani samego Jordana.
Jak można prowadzić śledztwo przeciw komuś i nie zadać mu oficjalnie ani jednego pytania?
W czasie playoffów 1993, Jordan tak się obraził na media drążące temat jego uzależnienia od hazardu, że przez dwa tygodnie z nimi nie rozmawiał (śluby milczenia zawarł zaraz po tym, jak się wydało, że noc przed drugim meczem Bulls-Knicks zarwał w kasynie w Atlantic City). Ciszę przerwał dopiero podczas spotkania z kumplem, Ahmadem Rashadem, wyemitowanego w przerwie pierwszego meczu finałów z Suns, które było jednak bardziej oświadczeniem niż wywiadem.
Nic tak nie mówi „NIE MAM NIC DO UKRYCIA”, jak noszenie ciemnych okularów w ciemnym pomieszczeniu. Aż dziwne, że nie siedział za kotarą i nie miał zmienionego głosu. I że nie odpowiadał na każde pytanie: „w sposób wzorcowy unikam problemów z hazardem, jestem w czołówce krajowej a nawet światowej, z roku na rok liczba moich problemów z hazardem maleje”.
Niezwykle ciekawy jest wątek, że MJ zapytany o szansę zakończenia kariery tego lata, mówi „możliwe”. To sugerowałoby istnienie zamiaru znacznie wyprzedzającego faktyczną decyzję oraz śmierć jego ojca.
Tyle że zgadzam się z myślą rzuconą w „Money Players”, że timing jej ogłoszenia dolewa oliwy do spiskowego ognia.
Michael zwołał pamiętną konferencję raptem kilka dni przed startem obozu treningowego, co wygląda na dość impulsywną decyzję, i dwa dni przed zapowiedzianym przez Sterna zakończeniem śledztwa w jego sprawie.
Podobno Jordan tydzień wcześniej dostał też informację, że NBA planuje podjąć działania przeciwko niemu – tak przynajmniej twierdził prawnik Esquinasa.
Czy półtoraroczna przerwa była sposobem Jego Powietrzności na przejęcie inicjatywy? Wspólnym planem jego i Davida Sterna na nie psucie wizerunku i ligi, i samego zawodnika zarabiającego krocie dzięki kontraktom reklamowym? A może cała ta hazardowa afera, nagłaśniana przez prasę, była po prostu głównym powodem zmęczenia Jordana ciągłym byciem na świeczniku (choć i w ciemnych okularach u Rashada, i podczas konferencji, podkreślał, że nagonka dziennikarzy nie miała żadnego wpływu na jego decyzję)?
W każdym razie wszystko ucichło zaraz po zakończeniu kariery. Śledztwo faktycznie zamknięto dwa dni później, ale jego wyników nigdy nie ogłoszono. „Dlaczego?” – zapytano rzecznika ligi. „To zasadne pytanie, na które odpowiedzi nie jestem pewien” – brzmiała wypowiedź przytoczona w „Money Players”.
Do tematu w zasadzie już więcej nie wracano.
Jordan, który podczas konferencji prasowej podkreślał, że chce spędzać więcej czasu z rodziną, niemal natychmiast zaczął kolejną sportową karierę odciągającą go od bliskich, trenując i grając w baseball.
Właściciel Bulls, słynny dusigrosz Jerry Reinsdorf, nie przestał wypłacać mu pensji należnej na mocy jego kontraktu, jakby wiedział, że MJ wróci jeszcze w trakcie jego trwania.
Autorzy książki zwrócili uwagę na jeden z najsłynniejszych fragmentów przemówienia Mike’a, w którym daje wszystkim nadzieję, że – kto wie – „może za pięć lat, jeśli chęć gry powróci”, zobaczymy go jeszcze na parkiecie „jeśli Bulls będą chcieli, a David Stern pozwoli”. Keteyian, Araton i Dardis uważają, że ta ostatnia część brzmi trochę dziwnie, jakby Jordanowi wymknęło się, że potrzebuje zgody komisarza na comeback (tak, wiem, naciągane).
Ten fun fact nie wnosi nic nowego do wątku teorii spiskowej otaczającej pierwszą emeryturę Air Jordana, bo i „Money Players” w zasadzie nie ujawnia niczego nowego, ale jest chyba najbardziej solidnym opracowaniem próbującym łączyć różne wątki i – w odróżnieniu od śledztwa prowadzonego przez NBA – docierać do ludzi mających wiedzę na temat „sekretnego życia” Michaela.
No dobra, no to jak to, tak naprawdę było? Decydujcie:












