
Fun Fact: Don MacLean był jednym z tych koszykarzy, którzy przewinęli się przez orbitę zainteresowań poszukiwaczy następców Larry’ego Birda. Może nie w sensie stylu gry, bo Don ani nie podawał, ani nie miał imponującego zasięgu rzutowego, ale dzięki świetnej karierze w UCLA (do dziś jest rekordzistą szkoły pod względem zdobytych punktów przed Kareemem Abdul-Jabbarem i Reggie’im Millerem) i świetnemu drugiemu sezonowi w NBA (zdobył nagrodę Most Improved Player), był przez króciutki moment kolejną wielką nadzieją białych (nowym Larrym miał raczej być jego kolega ze skrzydła, Tom Gugliotta).
Dlaczego nie wypalił analizowaliśmy już poprzednim razem (przeczytałem ten tekst ponownie i znów nie mogę przestać myśleć o epickości Sylwestra 1994 i okolic).
Dziś możemy na przykład skupić się na tym, dlaczego ma ksywę „Hollywood”.
No to dlaczego ma ksywę „Hollywood”?
Bo wystąpił w „Słonecznym patrolu”.
To był dziesiąty odcinek trzeciego sezonu pod tytułem „Ratownicy nie potrafią skakać” (touché), wyemitowany jesienią 1992. Zawierał dwa wątki: pierwszy to ujęcia w zwolnionym tempie Pameli Anderson (tym razem uzupełnione skleconą naprędce historią creepa o nazwisku Kosowski stalkującego ją podczas własnej podróży poślubnej), a drugim śledztwo w sprawie morderstwa upadłej gwiazdy koszykówki szkolnej. Jak można się domyślić, Don pojawił się w tej drugiej historii, jako stały bywalec boisk Venice Beach, biorący udział w obstawianych meczach.
Jak wypadł? Aktorsko trudno powiedzieć, nie była to zbyt zniuansowana rola, ale koszykarsko raczej słabo, bo niemal na samym początku gra jeden na jednego z policjantem w średnim wieku i przegrywa 0:7.
Funkcjonariusz LAPD próbuje wyciągnąć od buka organizującego nielegalne zakłady informacje na temat zabójstwa, dlatego zgadza się brać udział w kolejnych meczach. Potrzebuje jednak partnera. I idzie do swojego ziomka z plaży, Davida Hasselhoffa, aka „Ostatnia osoba, do której byś poszedł chcąc pograć w kosza”.

Hoff od razu zastrzega, że – zgodnie z tytułem odcinka – nie potrafi skakać i nigdy nie był zbyt dobry, a na dodatek dawno nie grał, ale pan sierżant szybko nakreśla plan gry: idol Dirka Nowitzkiego ma tylko zbierać i podawać.
W finale odcinka główny bohater „Słonecznego Patrolu” dostaje zadanie krycia MacLeana w grze dwóch na dwóch, która miała zdecydować o rozwiązaniu sprawy.
Choć ostatecznie główni bohaterowie rzekomo przegrywają, to punkty dla drużyny przeciwnej najwyraźniej padają poza ekranem. Bo bazując na tym, co trafiło do finalnego montażu scen koszykarskich, wynik brzmiał 6:3 dla ratowniczo-policyjnego składu.
Hasselhoff zdobywa tylko jednego kosza, ale ma 2 zbiórki i 3 asysty oraz stawia naprawdę twarde zasłony, nie szczędząc rywalom łokci. Don MacLean też ma tylko jeden kosz, a do tego jedną asystę i jeden przechwyt.
W ramach epilogu dostajemy kolejną scenę koszykarską, już bez Dona, ale z Hoffem i policjantem.
Warto odnotować, że jeden bohater ma w niej koszulkę Los Angeles Clippers, a drugi koszulkę z hasłem antyrasistowskim, co jest zabawne, ponieważ – po pierwsze – Donald Sterling – a po drugie, Don MacLean był przez bardzo krótki moment graczem Clippers (a potem też komentował ich mecze).

Gwiazda UCLA została zgarnięta przez kalifornijskie koszykarskie brzydkie kaczątko w ramach wymiany w dniu draftu.
Za wybranego z numerem 19 MacLeana, Clippers wysłali do Detroit Pistons Oldena Polynice’a oraz dwa picki drugorundowe (pobierając też zupełnie nie rokującego już Williama Bedforda). Niestety nie było tu hollywoodzkiego zakończenia, bo strony nie mogły się dogadać w sprawie kontraktu (znów, Donald Sterling), no i w sumie, to Clippers mieli nadmiar skrzydłowych mogących grać na trójce i czwórce (to już GM, Elgin Baylor), więc tuż przed rozpoczęciem obozu treningowego, wysłali lokalny produkt na drugą stronę kontynentu (ponownie z Bedfordem na doczepkę).
Waszyngton w przeciwnym kierunku wysłał Johna Williamsa (też skrzydłowego, zresztą Baylor za zaoszczędzone pieniądze zakontraktował następnego – Kikiego Vandeweghe) i jego tyłek tak wielki, że pewnie bił własną monetę. Przypominam, że chwilę wcześniej Clippers pozyskali właściciela innego okazałego tyłka, Stanleya Robertsa. Nie wiem, co w trakcie offseason 1992 myślał sobie generalny menadżer, ale na pewno nie o stabilności płyt tektonicznych w Kalifornii.
Ale wracając do „Słonecznego patrolu” i kończącej odcinek sceny.
Dostajemy tu twist fabularny na miarę M. Nighta Shyamalana, po którym cały baywatchowski writers room pewnie dostał podwyżki i awansy.
Widzimy najpierw, jak ratownik nieudolnie próbuje doskoczyć do obręczy. Kumpel policjant naśmiewa się z jego nieporadności, na co David Hasselhoff wyzywa go na pojedynek one-on-one. Robi jeden zwód, mija go i… ROBI WSAD, BO TAK NAPRAWDĘ JEDNAK TEN RATOWNIK POTRAFI SKAKAĆ!

Oczywiście w akcji zakończonej wsadem gra dubler, dlatego po dunku ucieka z kadru odwrócony plecami i dopiero potem dostajemy najgorszy staredown ever:

Aha.
Byłbym zapomniał.
Winien Wam jestem jeszcze odpowiedź na pytanie, „kto zabił?”.
Mordercą okazał się partner boiskowy MacLeana. Cóż. Parę lat okaże się, że nie będzie to jedyny kolega Dona z drużyny, który kogoś zabił.










