Tag Archives: bardzo biali ludzie

Jud Buechler

Jud Buechler

Fun Fact: Gdy ostatni raz Jud Buechler gościł na tych łamach, byłem w lekkim szoku, że istnieje udokumentowany przypadek wykonania przez niego dwóch wsadów w jednym meczu. Gdybym jednak wtedy nie ograniczył się do wrzucenia randomowego highlightu, a poczytał co nieco o Judsonie, uświadomiłbym sobie, że Mister Fundamental (taką podobno ksywę wymyślił mu Michael Jordan) był uważany za jednego z najlepszych atletów, jacy brali udział w trzech ostatnich mistrzowskich tańcach Bulls. I to też jest udokumentowane:

No dobra, z Vince’em Carterem nikt go może nie pomyli, choć akurat ma z nim coś wspólnego: obydwaj byli gwiazdami siatkówki w szkole średniej.

Jud preferuje siatkówkę plażową (grywał nawet sporadycznie w turniejach zawodowego cyklu AVP), co z pewnością poprawia wyskok, więc wszystko ma sens.

Skompilujmy zatem pierwszą piątkę koszykarskich siatkarzy:

PG – Luke Walton (może i trochę naciągana pozycja, ale Luke miał w sobie nieco z point forwarda, na pewno nie mniej niż z siatkarza plażowego)

SG – Jud Buechler (w sezonie 1996/97 na meczach w Chicago raz na jakiś czas pojawiała się grupka licealistów w pełnym rynsztunku siatkarza plażowego i z transparentem „Jud Buechler is the best volleyball player in the NBA.”)

SF – Chase Budinger (od 2017 roku jest zawodowym siatkarzem plażowym)

PF – Adam Keefe (na studiach grał w siatkarskim finale NCAA, zaliczył też romans z kadrą narodową)

C – Wilt Chamberlain (po zakończeniu kariery sporo czasu spędził na plaży grając w turniejach siatkarskich)

Na ławce mielibyśmy jeszcze Richarda Jeffersona (podobno siatkówka wydłużyła jego karierę koszykarską, grywał też w turniejach AVP razem z Waltonem), Joela Embiida (grał dużo w siatę zanim odkrył koszykówkę) i wspomnianego już Vince’a Cartera (podobno kumple śmiali się, że gra w siatkówkę, ale od śmiechu nikt sobie jeszcze nie poprawił wyskoku na tyle, żeby móc przeskoczyć dwie – i osiemnaście setnych – bagietki stojące pionowo jedna na drugiej).

Do tego składu można też dodać Mike’a Dodda i Mike’a Whitmarsha. Panowie w NBA nigdy nie zagrali, ale byli wybrani w drafcie. Dodd był pickiem numer 176 w dziewiątej rundzie draftu 1979 wykorzystanym przez Clippersów. Whitmarsh z kolei ze stojedenastką w piątej rundzie naboru z 1984 roku trafił do Blazers (podobno stoczył walkę o ostatnie wolne miejsce w składzie z nikim innym, jak Jerome’em Kerseyem), a potem przez kilka lat grał w Niemczech i podobno był bliski zahaczenia się w składzie Wolves. Dodd i Whitmarsh stworzyli później duet siatkarzy plażowych i w 1996 roku zdobyli srebrny medal olimpijski.

A wracając do Buechlera, to w latach dziewięćdziesiątych był on bliskim kumplem innego członka naszego teamu siatkarzy, Adama Keefe’a. Oczywiście siatkówka też ich zbliżyła, choć w 1997 roku przyznawali, że nigdy nie mieli okazji stanąć po przeciwnych stronach siatki. A co się działo, gdy mierzyli się na boisku koszykarskim? Oto statystyczne historia być może najmniej ekscytującego pojedynku w historii NBA:

Regular Season Table
Player G W L GS MP FG% 3P 3PA 3P% FT% TRB AST STL BLK PTS
Adam Keefe1394516.0.5000.00.0.7334.20.70.60.54.3
Jud Buechler134909.1.4140.30.8.400.7501.40.40.30.12.4
Provided by Stathead.com: View Stathead Tool Used
Generated 2/11/2021.

Playoffs Table
Player G W L GS MP FG% 3P 3PA 3P% FT% TRB AST STL BLK PTS
Jud Buechler96305.6.5560.20.6.400.5000.80.20.40.11.4
Adam Keefe936310.0.4120.00.0.5002.70.20.30.11.9
Provided by Stathead.com: View Stathead Tool Used
Generated 2/11/2021.

Nie podejmę się analizy tych cyfr, powiem tylko na zakończenie, że Adamowi Keefe gra w siatę na pewno też poprawiła wyskok, choć bez przesady…

Otagowane ,

Eric Montross

Eric Montross

Fun Fact: Poczytałem sobie ostatnio trochę na temat Erica Montrossa i postanowiłem sporządzić kwestionariusz na jego temat. Możecie sobie wyobrazić, że odpowiada sam Eric, bo sporo rzeczy jest tu wziętych wprost z innych kwestionariuszy, a resztę dośpiewuję na podstawie miękkich faktów i twardych fantazji…

Ulubiona fryzura?

Żołnierski jeżyko-flat-top.

Dlaczego?

Bo szybko schnie.

Przepis na idealne popołudnie?

Jeżdżenie Chevroletem Blazerem i słuchanie country.

Ulubiony muzyk?

Randy Travis i Reba McEntire.

Ulubiony film?

„Conagher”

Ulubione jedzenie?

Cukinia.

Ulubiona książka?

„Tam, gdzie rośnie czerwona paproć” i drugi tom Encyklopedii Brittanica. (Eric przyznał później, że z tą encyklopedią to żartował, więc możliwe, że z cukinią też, ale tego na szczęście nie zdementował…)

Wymarzony zawód w dzieciństwie?

Śmieciarz.

Najlepszy diss na Ciebie?

Studencka gazeta Duke University umieszczająca na swoich łamach zupełnie pustą stronę z jednym tylko napisem: „Bezużyteczna biała przestrzeń – jak Eric Montross”.

Najmniej ulubiony przedmiot?

Bramka ochronna dla dzieci. (Eric w 2002 roku nadepnął na takową w swoim domu, złamał kość w stopie i po roku rehabilitacji, która nie była w stanie wyeliminować bólu odczuwanego w trakcie chodzenia, Montross ogłosił zakończenie kariery.)

Ulubiona pamiątka?

Podpisane skarpety Davida Robinsona. (Podobno wciąż wisiały na korkowej tablicy w domu Erica, gdy ten – jako członek tzw. Select Team – grał przeciwko Admirałowi w trakcie sparingów z Dream Teamem…)

Twój najsłynniejszy fan?

Vince Carter. (W 2003 roku VC ufundował boisko w biednej dzielnicy Toronto. Otworzył je wykonując efektowny wsad, a potem zaprosił wszystkich na grilla. Przez ten cały czas miał na sobie koszulkę Montrossa…

Eric grał z Vince’em w Toronto – to właśnie kanadyjska bramka ochronna zakończyła karierę Montrossa – a także jest legendą uniwerku North Carolina, na który uczęszczał Carter, więc istnieją spore szanse, że wybór outfitu na inaugurację boiska był tylko trochę ironiczny.)

Czy fani Celtics są zadowoleni z wybrania Ciebie z numerem dziewiątym draftu 1994?

Niby nie, ale beze mnie nie pozyskaliby Kevina Garnetta! („Niby nie”, bo z dziesiątką – i to do Lakers! – poszedł Eddie Jones, a Montross okazał się czymś pomiędzy drewniakiem, a ofiarą wygórowanych oczekiwań wobec białych centrów z udaną karierą akademicką na znanym uniwerku. Ale rzeczywiście można uznać, że bez Montrossa Celtowie nie zdobyliby mistrzostwa w 2008 roku. Boston w 1996 roku oddał Erica do Dallas, pozyskując m.in. pick zamieniony chwilę później w Antoine’a Walkera, którego z kolei w 2003 roku wysłano do – a jakże – Dallas, otrzymując w zamian pakiet zawierający Raefa LaFrentza, trzy lata później wymienionego na Theo Ratliffa, który w 2007 roku był częścią transferu sprowadzającego do Beantown Kevina Garnetta.)

Kto wygrałby w pojedynku Montrossa i Jasona Kidda z Dino Radją i wilkołakiem?

Dino i wilkołak, ale nieznacznie, po zaciętej końcówce.

Czy kartę użytą jako główną ilustrację tego tekstu można uznać za najbardziej białą kartę w historii?

Prawdopodobnie tak.

Jaką kartę do ilustracji tego wpisu wybrałbyś Ty?

Eric Montross

Czy jesteś antyszczepionkowcem?

Nie.

Otagowane ,

Jon Koncak

Jon Koncak

Fun Fact: „Jon Kontrakt” jest jednym z 16 koszykarzy w historii NBA, którzy trafili wygrywającego mecz buzzer-beatera nie trafiając wcześniej żadnego innego rzutu z gry w danym spotkaniu. To był 19 stycznia 1993, Atlanta grała w Charlotte, a Koncak dał swojemu klubowi zwycięstwo dobijając, nieco po siatkarsku, nieudaną próbę Dominique’a Wilkinsa. Wcześniej drętwy center Hawks oddał cztery rzuty, wszystkie pudłując.

Ktoś nawet wrzucił na YouTube’a skrót tamtego meczu:

Oto pełna lista tych szesnastu graczy, którzy swój dorobek rzutowy z pola rozdziewiczali game-winnerem/buzzer-beaterem:

  • Randy Foye (2016 rok, skuteczność z pola 1-2)
  • Robert Traylor (2002, 1-4)
  • Milt Palacio (2000, 1-1)
  • Moochie Norris (2000, 1-3)
  • Chuck Person (2000, 1-1)
  • Robert Horry (1995, 1-5)
  • Elden Campbell (1993, 1-10)
  • Jon Koncak (1993, 1-5)
  • Ed Nealy (1988, 1-1)
  • Mike Sanders (1987, 1-2)
  • Johnny Moore (1982, 1-6)
  • Barry Clemens (1974, 1-1)
  • Bud Olsen (1967, 1-2)
  • Jim Tucker (1955, 1-6)
  • Carl Braun (1954, 1-?, brak danych dotyczących liczby oddanych rzutów z pola)
  • George Ratkovicz (1953, 1-?)

W tym gronie siedmiu gości tworzy jeszcze bardziej ekskluzywny klub – tych, którzy owym zwycięskim trafieniem równo z końcową syreną zdobyli swoje jedyne punkty w meczu (czyli nie trafili wcześniej rzutu wolnego). Są nimi Foye, Palacio, Traylor, Person, Horry, Koncak i Nealy.

Z kolei do Palacio, Persona i Nealy’ego należy wyczyn jeszcze rzadszy – oddanie tylko jednego rzutu w całym meczu i od razu w ostatniej sekundzie, po zwycięstwo (choć Clemens też był 1-1 z pola, ale trafił wcześniej dwa rzuty wolne).

A skoro już zanurkowaliśmy w te staty, oto jeszcze parę michałków:

  • W latach 90. odnotowano 121 game-winnerów/buzzer-beaterów (przy czym liczę tu także początek sezonu 1999/2000, którego zazwyczaj nie biorę po uwagę podając statystyki ograniczone tylko do lat 90. – bez niego byłoby tych przypadków o cztery mniej).
  • Pierwszy taki rzut w ninetiesach trafił 15 stycznia 1990 roku Trent Tucker (tak, to był TEN rzut), a ostatni – 30 grudnia 1999 roku – Terry Mills (tego rzutu akurat nie ma na YT, ale pierwszy game-winner/buzzer-beater w karierze Millsa wyglądał TAK).
  • W latach 90. najwięcej tego typu trafień zanotował – oczywiście – Michael Jordan. Miał ich siedem. Drugi na liście jest John Stockton z trzema trafieniami.
  • Jordan przewodzi też liście wszech czasów – łącznie wygrywał mecz równo z końcową syreną dziewięć razy. Za nim są Kobe Bryant i Joe Johnson (po 8 trafień), LeBron James i Paul Pierce (7) oraz Dwyane Wade, Vince Carter, Kevin Garnett, Gilbert Arenas i Andre Iguodala (5).
  • Autorem pierwszego GW/BB w historii był John Barr. To było jeszcze w czasach BAA, 10 grudnia 1946, a jego rzut dał St. Louis Bombers zwycięstwo nad Cleveland Rebels.

Jeśli ktoś chce sam zanurzyć się w historii game-winnerów/buzzer-beaterów, odsyłam do pełnego ich zestawienia na Basketball Reference.

Otagowane ,

Bryant Reeves

Bryant Reeves

Fun Fact: Jedni grają w filmach wytwórni Warner Bros, a inni grają w… butach Warner Bros. Ilustracją do takiego właśnie zdania jest twarz Bryanta Reevesa w jego zawsze aktualnej/nigdy nie na miejscu stylówce oraz same buty, które ESPN nazwało kiedyś „największą i najbardziej białą wersją butów sportowych, jakie można znaleźć w drucianym koszu na tyłach lokalnego dyskontu, tych, których zakup rozważasz, gdy potrzebujesz czegoś, czego nie szkoda pobrudzić podczas pracy w ogrodzie”.

Warner postanowił spróbować swoich sił na rynku obuwia sportowego na fali „Kosmicznego meczu” i jednym z koszykarzy, którym zaproponował swoją własną linię obuwia był właśnie Big Country (dodajmy, że oprócz niego na tę propozycję przystał jeszcze tylko jeden gracz – Glen Rice). Cóż – Grizzlies mieli bardzo kreskówkowe logo, a Bryant był trochę jak skrzyżowanie Prosiaka Porky’ego z Gossamerem więc może to wcale nie był aż tak dziwny mariaż…

A tak w ogóle, to obejrzyjcie sobie „Finding Big Country”.

Akcja nie jest może zbyt wartka i Michael Jordan nie ma zawsze ostatniego słowa, ale to chyba najsłodszy koszykarski dokument jaki powstał. No i „warnery” Bryanta grają jedną z ról!

Otagowane ,

Mike Iuzzolino

Mike Iuzzolino

Fun Fact: Niewysoki point guard z włoskimi korzeniami, który został wybrany z numerem 35. w drafcie 1991 i rozegrał w NBA sto kilkanaście meczów, kontynuując karierę m.in. we Włoszech i Hiszpanii. Mike Iuzzolino to trochę taki Chris Corchiani.

Otagowane ,

Chris Corchiani

Chris Corchiani

Fun Fact: Niewysoki point guard z włoskimi korzeniami, który został wybrany z numerem 36. w drafcie 1991 i rozegrał w NBA sto kilkanaście meczów, kontynuując karierę m.in. we Włoszech i Hiszpanii. Chris Corchiani to trochę taki Mike Iuzzolino.

Otagowane ,

Uwe Blab

Uwe Blab

Fun Fact: Gdy ostatnim razem Uwe Blab gościł na łamach tego bloga, ograniczyłem się właściwie do zauważenia, że się śmiesznie nazywa (swoją drogą, chciałbym – w imię podtrzymania częstotliwości publikowania postów – wrócić do takich krótkich, durnych notek). Mam jednak w zanadrzu nieco bardziej rozbudowaną sylwetkę tej postaci, którą kiedyś opublikowałem w serwisie Z Krainy NBA jako część cyklu „Pozdro Retro”, a którą – wobec zniknięcia oryginału z Internetu – chciałbym teraz utrwalić na tych łamach…

Fun Fact Właściwy: W tym samym roku, w którym Detlef Schrempf rozpoczynał swoją niezwykle udaną karierę w NBA, do ligi trafił inny Niemiec, Uwe Blab.

Schrempf i Blab w tym samym sezonie trafili nie tylko do NBA, ale do tej samej drużyny. Detlef został wybrany z ósmym numerem Draftu 1985, a Uwe – z 17. Obydwaj Niemcy mieli za sobą pełną sukcesów karierę w NCAA, a wysoka pozycja Blaba była efektem solidnej gry dla Bobby’ego Knighta i Indiana University.

Fani Mavs latem 1985 wierzyli, że ich drużynie brakuje tylko centra, by stać się pełnoprawnym członkiem elity ligowej i z wyboru Blaba cieszyli się nawet bardziej niż Schrempfa. Los miał jednak pokazać, że na tamtym naborze Dallas nie zyskało zupełnie nic – Detlef formę odnalazł dopiero po przejściu do Indiany, a wybór Blaba, a jeden pick przed nim – Billa Wenningtona, jest po dziś dzień uznawany za jedną z najgorszych sekwencji kolejnych wyborów przez jedną drużynę.

Uwe wytrzymał w lidze tylko 5 lat, bo nie potrafił właściwie wykorzystać swoich 218 centymetrów, a na dodatek nigdy tak naprawdę koszykówka nie była dla niego najważniejsza. Pierwszy raz z tym sportem zetknął się w telewizji, oglądając film „Latający profesor”…

…ale tak naprawdę dowiedział się o co chodzi w wieku 15 lat, gdy namawiany przez siostrę spróbował swoich sił na parkiecie. Od tego czasu grywał dość okazjonalnie, ale jego klub z Monachium spotkał się kiedyś z amerykańską amatorską drużyną rozgrywającą cykl sparingów w Europie. Ojciec jednego z jej graczy zaproponował 17-letniemu Uwe i jego rodzinie przeprowadzkę do Stanów, gdzie Blab mógłby szlifować umiejętności pod okiem tamtejszych trenerów. Uniwersytecką przygodę z koszykówką zaliczył też jego brat, Olaf Blab, który dostał się do składu Illinois.

Ten ruch oczywiście się opłacał i pozwolił zarobić Uwe około miliona dolarów, który później miał się okazać bardzo przydatny w układaniu sobie reszty życia, ale Blab nie pracował wystarczająco ciężko, aby dokonać czegoś więcej niż po prostu być w składzie drużyny NBA. Przed ostatnim sezonem jego kontraktu z Mavericks, Blab stanął przed szansą awansu w hierarchii drużynowej, bo rok wcześniej ogarnął się na tyle, by stać się de facto pierwszym rasowym centrem na ławce (choć w praktyce na środku grywał też nominalny power forward, Roy Tarpley). Zamiast iść za ciosem, spędził całe lato na podróżowaniu w ramach miesiąca miodowego, co wypomina sobie do dziś.

Kolejny dowód, że Blabowi po prostu nie zależało wystarczająco mocno – jeszcze jako gracz NBA znalazł sobie drugą pracę i w wakacje dorabiał jako programista w Texas Instruments, wykorzystując matematyczną i komputerową wiedzę, którą zdobył w college’u i która była jego prawdziwą pasją.

Kariera w NBA (potem grał jeszcze 3 lata w Europie, w tym razem z bratem Olafem w ALBIE Berlin) Uwe Blaba zakończyła się w 1990 roku po sezonie spędzonym w Golden State (40 meczów, w tym nawet 33 w pierwszej piątce, choć z ledwie 12 minutami w meczu i tak samo mizernymi jak zawsze wynikami – około 2 punktów i 2 zbiórek) i San Antonio (7 meczów). Do Spurs trafił na mocy transferu, który Bill Simmons po latach nazwał najwspanialszą i najbardziej niewytłumaczalną wymianą jeden-za-jednego w historii trade deadline – zamienił się miejscami z innym niespełnionym Niemieckim wieżowcem – Christianem Welpem.

Egzotyka Uwe – bardzo wyraźna w znacznie mniej otwartej na świat NBA lat 80. – oraz ponadczasowa egzotyka samego jego imienia i nazwiska oraz zawsze kultowy status drewnianego dryblasa grzejącego ławę – to wszystko (a rude włosy pewnie pomogły) sprawia, że Blab pamiętany jest dziś bardziej, niż zasługuje na to statystyczny gość z pięcioletnim, mało udanym stażem w NBA.

Próbowałem znaleźć jakiś stosowny do tematu highlight, ale niestety natrafiłem tylko na zapis Uwe Blaba, któremu Larry Bird zakłada „siatę” (choć może właśnie to jest stosowny highlight?):

Dziś Uwe (którego w 2010 roku spotkała ogromna tragedia – jego 19-letni syn Chris w trakcie bójki uderzył się w głowę i zmarł) nadal mieszka w Teksasie i nadal pracuje w branży komputerowej. Czyli karierę wybrał chyba właściwą…

Otagowane ,

Tim Kempton

Tim Kempton

Fun Fact: Tim Kempton to taki Brian Scalabrine dla średnio zamożnych. Rudy dryblas, który w grze miał tyle finezji, że aż dziwne, iż w kółko nie mówił „I am Groot”, ale udało mu się przez kilka lat zahaczać w składach drużyn NBA. O ile jednak na początku kariery – w trzech pierwszych sezonach (przeplecionych roczną przygodą z ligą włoską) – miał miejsce w rotacji swoich drużyn (a byli to, kolejno, Clippers, Hornets i Nuggets), tak później zaliczał już tylko role epizodyczne. W sezonie 1992/93 (czyli po kolejnej, tym razem dwuletniej przygodzie z ligą włoską) był czwartym wysokim wicemistrzów NBA, Phoenix Suns i występował po 5 minut w 30 meczach (ale w składzie playoffowym już się nie znalazł), ale ilość spotkań jakie zaliczał w kolejnych sezonach była już znikoma (kolejno: 13 – Hornets i Cavs, 0 – francuska, 3 – Hawks, 10 – Spurs, 8 – Magic i Raptors).

W rezultacie spuścizna Kemptona to michałki pozaboiskowe:

– w tekście Robesa Pattona z 1995 roku o modzie na tatuaże w NBA, Danny Ainge (który grał z naszym bohaterem w Suns) zdradził, że Kempton na pośladku wytatuowanego Diabła Tasmańskiego;

– w czasach gry w Charlotte, Kempton zjadł Whoppera jednym kęsem…

– technicznie poza boiskiem był także wtedy, gdy wziął udział w swojej najsłynniejszej akcji:

W takiej sytuacji nic więc dziwnego, że jego „highlight reel” na YouTube’ie wygląda tak:

Niehumorystyczne montaże nie są jednak dla Tima dużo bardziej łaskawe. Druga dostępna na YT składanka jego zagrań zawiera przybijanie piątek, poprawianie spodenek, dwa rzuty wolne, faul na Timie, kolejny rzut wolny, asystę do Rexa Chapmana, podkoszowe pudło i samobójczą dobitkę przeciwnika, zupełnie zwykły layup przyćmiony efektowną asystą Chapmana i jeszcze jedno dość zwykłe umieszczenia piłki w koszu:

Łaskawe niech mu będzie za to długie życie w zdrowiu czego Timowi, pracującemu od wielu lat jako komentator meczów Suns, życzę dziś z okazji 56. urodzin.

Otagowane ,

Danny Schayes

Danny Schayes

Fun Fact: Napisałem w swoim życiu wiele bzdur. Na tym blogu znajdziecie ich mnóstwo, bo wiele opowiadanych tutaj historii bazuje na plotkach, miejskich legendach i Jaysonie Williamsie.

Jeden mój błąd jest jednak szczególnie gruby. Napisałem kiedyś, że…

„Oprócz bycia jednym z najbardziej białych ludzi jacy grali w NBA w latach 90. i jednego z najgorszych wykonawców rzutów wolnych (48% w karierze), Danny Schayes jest też jednym z trzech najlepszych żydowskich koszykarzy w historii, obok swojego ojca Dolpha i, cóż, Amar’e Stoudemire’a.”

Pierwszej i ostatniej tezy wciąż będę bronił, ale skąd wziąłem tę środkową, nie mam pojęcia (pewnie w końcu wyedytuję ten wpis, ale najpierw chciałbym swój błąd udokumentować). Danny Schayes miał bowiem w swojej karierze skuteczność z osobistych na poziomie 80%, co jest doskonałym wynikiem jak na centra. Nie mam pojęcia o chodzi z tymi 48 procentami, ale widocznie musiałem Danny’ego pomylić z Chrisem Dudleyem. Schayes musiał być przecież świetny z wolnych, bo to była też specjalność jego ojca, który trzykrotnie przewodził w tym elemencie całej NBA.

W ogóle Dolph Schayes to była ciekawa postać. Był pionierem gry przodem do kosza i rzucania z dystansu z pozycji silnego skrzydłowego, mistrzem NBA z 1955 roku, 12-krotnym All-Starem i członkiem drużyn All-NBA, wyróżnionym włączeniem do Hall Of Fame i grona 50 najlepszych zawodników wybranych na 50-lecie ligi. Zmarły cztery lata temu Dolph (który gdy złamał prawy nadgarstek, po prostu nauczył się grać lewą ręką), dbał by pamięć o jego dokonaniach nie zaginęła – podczas każdej rozmowy o koszykówce fundował interlokutorowi szybki quiz wiedzy, w którym prawidłową odpowiedzią było zawsze „Dolph Schayes”. Tak przynajmniej wspomina to Danny.

„Dolph Schayes” to także odpowiedź na pytanie: „Który ojciec zawodnika NBA wszczął bójkę w trakcie meczu jego syna?” 4 maja 1997 roku, Dolph był na trybunach hali Miami Heat, gdy podejmowali Orlando Magic z Dannym w składzie. Gdy w trakcie trzeciej kwarty Burnie, maskotka Heat, opryskał wodą kilku fanów, papa Schayes wstał i przywalił mu pięścią. Dolpha musiała uspokoić ochrona, która eskortowała Burnie’ego na bezpieczną odległość.

„Strzelał w nas wodą. […] Myślą, że to śmieszne? To koszykówka, więc po prostu grajmy w koszykówkę.”

… mówił potem Schayes, którego od 69. urodzin dzieliły raptem dwa tygodnie.

Co do Danny’ego, to jest znacznie mniej pytań dotyczących historii ligi, w których jest dobrą odpowiedzią, ale grał aż 18 sezonów, więc przewijał się w tle różnych wydarzeń.

W finałach konferencji zachodniej z 1985 roku przyduszał go Kareem (za co wyleciał z boiska).

To nad jego rękami Mario Elie trafił wygrywający serię rzut nazwany potem „pocałunkiem śmierci”.

W meczu poprzedzającym bójkę jego starego z maskotką uprzykrzał życie Alonzo Mourningowi tak skutecznie, że ten w szatni zaczął wyżywać się na dziennikarzach, nie przebierając przy tym w słowach (to była pierwsza runda playoffs, a Danny i Magic, rozstawieni wówczas z numerem 7, wyrównali właśnie stan serii na 2-2… Richard O’Brien pisał wtedy w Sports Illustrated, że w sondzie/rankingu dostępnym na stronie „Famous Jews–Interactive”, Schayes po tym meczu dostał tyle głosów, że awansował z 73 na 23 pozycję).

Schayes jako wieloletni członek składu Nuggets, załapał się też na legendarny mecz z Pistons zakończony największą łączoną zdobyczą punktową w historii. W starciu, w którym rzucono 370 punktów, Danny oddał tylko jeden – niecelny – rzut z gry, za to trafił 11 z 12 rzutów wolnych… co sprawia, że tym bardziej jest mi głupio za tę pomyłkę ze starego posta…

Otagowane ,

Chris Dudley

Chris Dudley

Fun Fact: Cytat z Wikipedii… albo z Nagłowków nie do ogarnięcia:

W październiku 2018 podano do wiadomości, że we wrześniu 1985 roku, Chris Dudley i obecny sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, Brett Kavanaugh, wzięli udział w bójce barowej z mężczyzną, który wyglądał jak Ali Campbell, wokalista UB40.

Cudne.

Kusi mnie, żeby pozwolić temu zdaniu wybrzmieć i rzucić mikrofon…

…ale w sumie warto krótko rozwinąć temat.

Sprawa wypłynęła przy okazji nominacji Kavanaugh do Sądu Najwyższego. Oskarżano go bowiem o próbę gwałtu gdy był jeszcze studentem, a barowy incydent był jednym wielu z przykładów, że w tamtych czasach przesadzał z alkoholem i agresją (czemu sędzia Sądu Najwyższego wcześniej zaprzeczał zeznając pod przysięgą).

Dudley – kumpel Kavanaugh z uniwerku Yale – w samej aferze ma mały udział, ale w bójce już znacznie większy.

Panowie poszli razem na koncert UB40 a imprezę postanowili kontynuować w barze. Tam ich uwagę przykuł jeden z gości, wyglądający – ich zdaniem – jak wokalista reggae’owej kapeli. Sobowtór Aliego Campbella poczuł się nieco nieswojo w towarzystwie bezpardonowo gapiących się pijanych kolesi (z których jeden miał 210 centymetrów wzrostu) i zwrócił im uwagę, podkreślając wagę swoich słów wulgaryzmem. Sprowokowany Kavanaugh rzucił w niego piwem (są różne wersje tego, co zrobił przyszły sędzia, ale taką akurat wersję przedstawia świadek wydarzeń, grający z Dudleyem w reprezentacji Yale, Chad Ludington), mężczyzna wyprowadził cios i panowie zaczęli zapasy w kałuży złotego napoju. I wtedy do imprezy dołączył Chris Dudley, ochoczo – jakby chodziło o przepychankę w walce o zbiórkę – rozbijając butelkę na głowie „wokalisty UB40”. Cytując Ludingtona, „była krew, było szkło, było piwo i było trochę darcia się, aż przyjechała policja”.

Kilka lat później, Chris Dudley pomylił z Alim Campbellem Chrisa Corchianiego…

Najzabawniejsze jest to, że doczekaliśmy się oświadczenia od samego Aliego Campbella, który na wszelki wypadek potwierdził w rozmowie z „Guardianem”, że to nie on został poturbowany przez późniejszego gracza NBA i późniejszego sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych.

Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda Ali Campbell w barze, oto dość wierne odwzorowanie tamtego październikowego wieczoru z 1985 roku, tyle że zamiast pękającej butelki mamy pękające serce, a zamiast krwi – czerwone czerwone wino…

Otagowane ,