
Fun Fact: Postanowiłem przypomnieć sobie mój ulubiony moment w karierze Michaela Jordana, czyli pierwszą połowę pierwszego meczu finałów NBA z 1992 roku.
6 celnych trójek (ZAMIENIŁ TEN SPORT W KONKURS TRÓJEK!!! W LATACH SZEŚĆDZIESIĄTYCH TO BYŁA PRAWDZIWA KOSZYKÓWKA!!!) i 35 punktów w jednej połowie to były rekordy meczów finałowych.
Jak się zestarzały?
Trzeba przyznać, że doskonale.
Gdybym miał zgadywać czy jego rekord trójek przetrwał dzisiejsze zwariowane strzelecko czasy, to powiedziałbym, że „NIE” i miałbym rację, ale byłem zaskoczony, jak świetnie wciąż się trzyma.
Choć wyrównano go pięciokrotnie – dokonali tego Ray Allen w 2008, Danny Green w 2013, Stephen Curry w 2015 i 2022 oraz Klay Thompson w 2016 – to pobito jedynie raz i to wcale nie współcześnie, a 18 lat temu, rękami nikogo innego, jak Jesusa Shuttleswortha.
(Rekord Raya liczby celnych rzutów z dystansu w finałowym pojedynku przebił o jedno trafienie Steph Curry w 2018 roku.)
Co do 35 punktów w połowie meczu finałowego, to rekord zabrany przez Jordana Elginowi Baylorowi nadal pozostaje jego.
Co więcej, od tamtego czasu tylko pięciokrotnie koszykarz NBA rzucał 35 punktów lub więcej w połowie meczu playoffs. W tym gronie znaleźli się:
- Charles Barkley (38 punktów w 1994)
- Steve Nash (35 punktów w 2005)
- Kevin Durant (38 punktów w 2019)
- Damian Lillard (35 punktów w 2024)
- Donovan Mitchell (39 punktów, wyrównany playoffowy rekord wszech czasów Sleepy Floyda w 2026)
Tamten inauguracyjny finałowy pojedynek Chicago Bulls i Portland Trail Blazers – a w zasadzie jego retransmisja – była moim pierwszym obejrzanym meczem o mistrzostwo NBA, pierwszym tak namacalnym dowodem wielkości Jordana oraz, bardzo możliwe, pierwszym zetknięciem z zawodnikiem NBA w trakcie gorącej serii rzutów za trzy.
Mało jest boiskowych sytuacji równie stymulujących, co trafienie kilku kolejnych trójek z rzędu, więc nic dziwnego, że ten rzut zrobił taką karierę.
W przeciwieństwie do rzutu z półdychy Josha Smitha.

To jest właśnie bardzo ciekawe i nieco zaskakujące, że w dzisiejszych takich ofensywnie czasach, te rekordy strzeleckie finałów i playoffs jakoś nadal pozostają nietykalne (wiadomo, mecze o stawkę, w teorii lepsza obrona itd., ale jednak).
Nietknięte te rekordy finałów od lat (ba, nawet te wyniki z niższych miejsc wciąż mają się dobrze, jak 55 punktów – tutaj znowu Jordan z finałów ’93 oraz jeszcze Rick Barry z zamierzchłych czasów z Warriors). Również 63 punkty Jordana z Celtics ’86 wciąż na czele… Jeszcze parę lat temu, po wysypie tych występów 70+ w sezonie, byłem przekonany, że to tylko kwestia czasu, aż w playoffs wydarzy się coś podobnego (pewnie mimochodem obstawiałem Hardena w Rockets, ale James w playoffs, to wiadomo co… 😉 ).
No i w sumie fajnie. Playoffy pozostają trochę swoją własną ligą.