Vin Baker

Vin Baker

Fun Fact: Nikt kto w 1997 roku widział tę kartę, to niezgrabne wyłożenie się na podłodze Bakera i ten strategicznie umieszczony obok głowy kosz, nie był ani trochę zdziwiony gdy parę lat później okazało się, że Vin jest alkoholikiem.

Otagowane

Jeff Turner

Jeff Turner

Fun Fact: Jeff Turner jest jedynym koszykarzem w historii NBA pochodzącym ze stanu Maine, o którym pewnie nikt by nie słyszał, gdyby nie to, że urodził się tam również i osadził akcję swoich książek, Stephen King. Turner na dodatek przyszedł na świat w Bangor, mieście, w którym King mieszka. Jego 10-letnia kariera w NBA (w czasie której fotografowie robili mu w kółko jedno i to samo zdjęcie widoczne też na karcie powyżej) nie przypominała jednak żadnej z książek mistrza horroru, m.in. dlatego, że Turner nigdy nie był na tyle popularnym zawodnikiem, żeby dorobić się psychofanek, które więziłyby go we własnym domu i łamały stopy młotem. Co prawda miał jednego psychofana, który podszywał się pod Turnera, żeby podrywać na internetowych czatach kobiety i uprawiać z nimi seks, ale o ile żadna z tych kobiet nie okazała się awatarem starego indiańskiego demona, ta historia także nie nadaje się na książkę Kinga. Gdyby Turner – obecnie będący trenerem koszykówki w szkole Lake Highland Preparatory School, której absolwentem jest m.in. Scott Stapp z Creeda – grał w dzisiejszych czasach, mógłby chociaż opowiedzieć o nocy spędzonej w hotelu Skirvin. Niestety w latach 90. Thunder byli wciąż „Ponaddźwiękowcami” z Seattle i drużyny przeciwne nie musiały nocować w zdecydowanie kingowskim, nawiedzonym hotelu w Oklahomie. Cóż – w tej sytuacji, musi nam wystarczyć nawiedzony ryj Scotta Stappa.

Scott Stapp

Otagowane ,

Atrament Sympatyczny: Otis Birdsong

Otis Birdsong

Otis Birdsong back

(Jeśli ktoś jest zdezorientowany widokiem gracza z lat 80. na karcie z XXI wieku na blogu o kartach z lat 90., odsyłam do pierwszego wpisu z cyklu „Atrament Sympatyczny”, w którym tłumaczę „co?” i „jak?”, przemilczając łaskawie „za ile?”)

1. Otis w trzecim swoim sezonie w NBA był uczestnikiem meczu, w którym Darryl Dawkins z 76ers stłukł po raz pierwszy tablicę.

Birdsong i Kansas City Kings wygrali tamto spotkanie.

2. Trzy lata później Birdsong był już kolegą klubowym Dawkinsa w New Jersey Nets. Podpisując z nimi kontrakt w 1981 roku został pierwszy guardem w historii NBA, który zarobił milion dolarów za sezon.

3. Jednym z jego największych drużynowych sukcesów było wyeliminowanie w pierwszej rundzie play off w 1984 roku broniącej tytułu Philadelphii:

4. Po zakończeniu kariery zajmował się głównie dwiema rzeczami – sprawami około koszykarskimi (jako generalny menadżer w D-League i członek zarządu National Basketball Retired Players Association) oraz nawiązaniami do Star Treka w wywiadach (zapoznałem się z trzema wywiadami z Birdsongiem – w jednym cytował Spocka, a w drugim porównywał Magica i Birda do Kirka i Spocka).

5. W 1983 roku Birdsong trafnie podsumował to jak zostanie zapamiętany, mówiąc, że w życiu są tylko trzy pewne rzeczy:

Śmierć, podatki i mój rzut z wyskoku.

Otagowane , , ,

Karl Malone

Karl Malone

Fun Fact: Mało kto wie, że Karl Malone posiada zdolności paranormalne. Legenda Utah ujawniła ten fakt w 1988 roku w rozmowie z, i kto wie, czy to nie najbardziej zwariowany element tej historii, Davidem Kahnem – ówczesnym dziennikarzem a dziś generalnym menadżerem Minnesota Timberwolves:

Możecie myśleć, że zwariowałem, ale wierzę, że posiadam moce psychiczne. Nie mam mocy przesuwania przedmiotów myślami, ale potrafię widzieć przyszłość.

Serio.

Nie mam wątpliwości, że posiada jakiś dar: czy jest to zdolność do proroczych snów, przewidywania lub widzenia zdarzeń zanim mają miejsce, ale on wydaje się ją mieć.

– potwierdzał słowa Malone’a Dave Checketts, prezydent Utah Jazz w 1988 roku. Serio.

Dowodem na paranormalne zdolności „Listonosza” miała być seria play off z Portland Trail Blazers, którą Jazz wygrali 3:1, po przegraniu pierwszego meczu. Malone’owi podczas drzemki przed spotkaniem numer 2 przyśniło się, że gra przeciwko Lakers, co miało oznaczać, że pokonali faworyzowanych Blazers. Malone podzielił się treścią snu tylko z Checkettsem, a Jazz roznieśli ekipę z Portland w kolejnych trzech grach. Malone dodał, że swoje nadnaturalne moce odziedziczył po matce, która także widziała przyszłość.

To chyba wyjaśnia dlaczego Malone był takim świetnym odbiorcą podań od Johna Stocktona – po prostu wiedział wcześniej gdzie będzie piłka. Kto wie czy jego markowe zagrania – rzuty z jedną ręką założoną za głowę – nie były tak naprawdę szybkimi drzemkami podczas, których Karl doznawał wizji na kolejne akcje.

Otagowane

4 najciekawsze transfery z udziałem Clyde’a Drexlera, które nie doszły do skutku

Clyde The Glide

Przejrzałem dzisiaj drugi numer „Magic Basketball” i zszokowały mnie dwie rzeczy. Pierwsza to absolutny bełkot jaki był głównym składnikiem wydrukowanych w tamtym numerze (zawierającym skarb kibica na sezon 94/95) tekstów. O ile się nie mylę, były to spolszczone wersje artykułów autorstwa amerykańskich dziennikarzy, a tłumaczył je chyba mniej zdolny brat Google Translate. Makabra. Dobrze, że byłem wtedy szczylem zbyt podnieconym magazynem o NBA, żeby zwracać na to uwagę, bo inaczej teksty o koszykówce uważałbym do dziś za coś straszniejszego od Czarnego Luda i tego numeru Batmana, w którym spotkał demona w prześcieradle polującego na archeologów, którzy naruszyli miejsce jego spoczynku. Druga rzecz, która mnie zszokowała, to wyłowiona z tego bełkotu informacja, że przed sezonem Portland Trail Blazers chcieli oddać Clyde’a Drexlera do Miami Heat, co, jak ujawnił dalszy reasearch, okazało się jednym z powodów tego, że The Glide ostatecznie sam zażądał transferu, co skończyło się wymianą z Rockets i wszystkim tym o czym pisałem, gdy niedawno wrzucałem na bloga kartę Drexlera. Dalszy research ujawnił także, że nie były to jedyne transferowe spekulacje, których centralną postacią był Clyde. Oto 4 najbardziej pobudzające wyobraźnię.

4. Clyde Drexler przechodzi do Miami Heat za Harolda Minera

Choć władze Portland wypierały się negocjowania takiej umowy, to, jak donosili dziennikarze podczas offseason A.D. 1994, poszło o to, że władze Miami Heat wyparły się 9 milionów dolarów, które Drexler miał zarobić w ostatnim roku swojego kontraktu (który do sezonu 95/96 płacił mu średnio po 1,3 miliona). Właśnie to handlowanie ze słabymi Heat tak rozzłościło Drexlera. Ciekawe jak się czuł Harold Miner, który z niespełnionego następcy Jordana został zdegradowany do niespełnionego następcy Drexlera?

3. Clyde Drexler przechodzi do Seatlle Supersonics za Kendalla Gilla

Plotka z sezonu 94/95, która była jedną z najpoważniejszych prób zadośćuczynienia zwerbalizowanej już prośby Drexlera o transfer i szansy na grę w dobrym klubie. Była to też szansa, żeby George Karl mógł się wreszcie pozbyć skłóconego z nim Gilla. Ostatecznie ten deal upadł i The Glide poszedł do Rockets. Czy razem z Kempem i Paytonem też zdobyłby swoje pierwsze mistrzostwo? Mogę się założyć, że takie gdybanie było powodem tego, że Shawn Kemp zapomniał o prezerwatywie przynajmniej raz.

2. Clyde Drexler przechodzi do New York Knicks razem z Jeromem Kerseyem za Pata Cummingsa i Jona Koncaka

Co tam Clyde Drexler w moich Knicks – Jerome Kersey w moich Knicks! Ten projekt trade’u był dość skomplikowany i w zasadzie niezbyt precyzyjny, co mogło być główną przyczyną, że w fazie projektu pozostał. W 1987 roku, kiedy Trail Blazers mimo wielu utalentowanych zawodników zawodzili a mniej więcej połowa składu (w tym Drexler) otwarcie wyrażała niezadowolenie z podziału boiskowych ról, pojawił się pomysł przemeblowania składu. Ekipa remontowa miała dotrzeć z Nowego Jorku i składać się z podstarzałego majstra od niezłej ofensywnej gry na pozycji power forwarda, Pata Cummingsa i młodego eksperta od zbiórek, bloków i bycia koszykarzem, który faktycznie wygląda jak młody robol z ekipy remontowej, Jona Koncaka. Problem polegał na tym, że wcześniej Knicks musieliby zaaranżować wymianę z Hawks, którym w zamian za Koncaka oferowali Billa Cartwrighta. W jednym ze scenariuszy ostatecznego dealu, jego częścią był także patron tego bloga. Można się dziwić, że Blazers rozważali w ogóle wymianę swojej gwiazdy za dwóch średnich podkoszowców, z których jeden wyglądał tak…

Pat Cummings

…ale Drexler był wtedy skłócony z managementem i w końcu kiedyś woleli Sama Bowie od Michaela Jordana – Koncak zamiast Drexlera brzmi przy tym jak rozsądny deal. The Glide i Patrick Ewing w jednej drużynie? To byłby jeden z najbardziej ekscytujących tandemów. A także jeden z najbardziej zakompleksionych. Mało było bowiem gwiazd, które w najważniejszych momentach kariery zostały bardziej upokorzone przez swoich największych bezpośrednich rywali niż Drexler przez Jordana w 1992 i Ewing przez Olajuwona w 1994. Choć może w duecie mogliby pomóc sobie nawzajem w walce z mającymi nadejść demonami. Tak czy siak – JEROME KERSEY W KNICKS! Ten blog byłby dużo fajniejszy.

1. Clyde Drexler przechodzi do Houston Rockets razem z numerem 2 w drafcie 1984 za Ralpha Sampsona

Mind=blown. W głowie mi się kręci gdy pomyślę o konsekwencjach tej wymiany. Kogo wzięliby w drafcie 1984 Rockets gdyby mieli pierwsze dwa wybory? Oczywiście z jedynką, Akeema Olajuwona, który wypełniłby lukę po zapowiadającym się na gwiazdę pierwszej wielkości Ralphie Sampsonie – ale z dwójką? Jordana mimo iż mieli już Drexlera? Drexler mógłby przecież grać na skrzydle… Jordan, Drexler, Olajuwon – Mother Of Big Threes… A może wykorzystaliby drugi wybór na kogoś, kto zaspokoiłby potrzeby na pozycji skrzydłowego, czyli Charlesa Barkleya? Drexler, Barkley, Olajuwon… Młodzi? Bez pidżam?

Houston Rockets

Oczywiście skoro mieli Ralpha Sampsona i mimo wszystko wzięli Olajuwona stawiając na koncept dwóch wież, mogli też powtórzyć błąd Blazers i ze swoim numerem drugim wziąć Sama Bowie. Jedno jest pewne – niezależnie od wszystkiego Blazers w 1984 roku musieli skończyć z kontuzjogennym centrem w składzie.

Otagowane , , , , , , ,

Chuck Person

Chuck Person

Fun Fact: Ze wszystkich meczów, które nagrywałem w dzieciństwie na kasety wideo, jednym z moich ulubionych jest ten pomiędzy Minnesota Timberwolves i Boston Celtics rozegrany 15 grudnia 1992 roku, a pokazany w TVP2 pewnie jakiś tydzień później. Wtedy pierwszy raz w życiu widziałem w grze zawodników Timberwolves, których logo już od dawna było moim ulubionym. Dodatkowo, pierwszy raz w życiu widziałem dwie dogrywki w meczu NBA. Mogłem też obejrzeć w akcji Christiana Laettnera, bo z boisk Igrzysk w Barcelonie raczej go nie pamiętałem, a przecież to miała być gwiazda. Laettner nie zawiódł (35/17) a nawet odtworzył wiernie swój najsłynniejszy rzut z finału NCAA (dający tytuł mistrzowski uniwerkowi Duke) i doprowadził w ten sposób do jednej z dogrywek. Mi w pamięci utkwił jednak bardziej inny buzzer beater – rzut Chucka Persona z połowy boiska na zakończenie drugiej kwarty (połączony z szaloną cieszynką). Jedyny powód, dla którego nie zostałem tamtego dnia fanem Timberwolves to ich dziwnie wyglądający center pierwszej piątki, niejaki Luc Longley. Mimo iż Luc miał wtedy 19 punktów i 10 zbiórek, a ja ledwie 10 lat, to po prostu wiedziałem że drużyna, w której 45 minut na parkiecie spędza taki nieruchawy rudzielec, nie jest dobrą inwestycją kibicowskich uczuć. Jak się miało potem okazać, fascynujący mnie wtedy Chuck Person niedługo potem także obniżył na dobre koszykarskie loty i nigdy już nie zbliżył się do statusu gwiazdy, z którym flirtował w noszonym w latach 1986-1992 stroju Indiany Pacers. Noszonym z przerwami:

chuck person rifleman

Otagowane

Sean Elliott

Sean Elliott

Fun Fact: Sean Elliott jest osobą odpowiedzialną za 4 ważne momenty w historii koszykówki. Pierwszy z nich, to poniższa akcja – dla mnie jeden z najbardziej niedocenianych wsadów lat 90., z którego dumny byłby nawet Tom Chambers:

Drugi ważny moment, to tzw. Memorial Day Miracle, bez którego nie byłoby być może pierwszego tytułu Spurs (tamten rzut dawał Spurs prowadzenie 2-0 w serii i podłamał Blazers, którzy po zaciętych dwóch pierwszych spotkaniach zostali rozbici w pozostałych dwóch):

Trzeci moment, to pokazanie, że można zażartować z Gregga Popovicha i po powrocie do domu nie odnaleźć swojej żony i dzieci brutalnie zamordowanych.

I w końcu moment numer 4, najbardziej pobudzający wyobraźnię – dowód na to, że Tim Duncan nie jest robotem wysłanym do naszych czasów z przyszłości, w której ludzkość walczy z rządami maszyn a przywódcą ruchu oporu jest syn tablicy pleksiglasowej, którą można zabić tylko rzucając o nią piłką do kosza.

I jeszcze luźne spostrzeżenie po obejrzeniu tych filmików – zapomniałem, że Jerome Kersey był członkiem ekipy Spurs, która rozjechała moich Knicks w 1999 roku. To bardzo przykre, ale chyba za późno na zmianę patrona bloga…

Otagowane

Clyde Drexler

Clyde Drexler

Fun Fact: Spośród wszystkich kart, które w drugiej połowie lat 90. można było kupić w polskich kioskach, największy sentyment mam zdecydowanie do insertu „Professor Dunk” z serii 1995-96 Upper Deck Collector’s Choice. A spośród kart w tym insercie chyba najbardziej lubiłem powyższy kartonik Drexlera, głównie dlatego, że przypominał mi o finałach z 1995 roku. Tamte finały mają szczególne miejsce w moim sercu, bo pierwszy raz poczułem jak to jest kibicować mistrzowi. Moje wcześniejsze finały kończyły się porażkami drużyn, za które na ostatniej prostej trzymałem kciuki, tak samo zresztą jak prawie wszystkie kolejne. Na 21 finałów jakich byłem świadkiem, finalista z którym sympatyzowałem tryumfował tylko 4 razy (Rockets nad Magic w 1995, Pistons nad Lakers w 2004, Celtics nad Lakers w 2008 i Mavericks nad Heat w 2011). Jednak wspólne rozdziewiczenie moje i Clyde’a Drexlera było najsłodsze.

W ramach bonusu – zbiór najlepszych wykładów profesora The Glide’a z Dunk University:

Otagowane

Larry Johnson

Larry Johnson

Fun Fact: Moja pierwsza piątka zawodników NBA z kobiecymi przydomkami wygląda mniej więcej tak…

PG Vernell „Bimbo” Coles

SG Daniel „Boobie” Gibson

SF Anfernee „Penny” Hardaway

PF Larry „Grandmama” Johnson

C Harry „The Horse” Gallatin

Przydomek Gallatina jest jak najbardziej kobiecy, jeśli tą kobietą jest Sarah Jessica Parker.

Otagowane

Shawn Kemp

Shawn Kemp

Fun Fact: Dawno temu, w pociągu ze Lwowa do Odessy, wymyśliłem ze swoim przyjacielem grę karcianą „Kemp”. Jej zasady są wbrew pozorom nieco bardziej skomplikowane niż „wyciągnij dowolną kartę i idź płodzić nieślubne dzieci”, a poznać je można w dedykowanym wpisie na współ-moim matczynym, a w zasadzie ojcowskim blogu. Polecam grę w Kempa nie tylko na deszczowe dni w Seattle.

Otagowane