
Fun Fact: 13 lutego 1992 roku był czwartkiem, ale dla Nelisona Andersona był małym piątkiem. Tego dnia pechowo zakończyła się jego wizyta na koncercie Ice Cube’a. Nick, kolega z drużyny Stanley Roberts oraz siostra Andersona, wraz grupką innych znajomych, rozsiedli się na trybunach Orlando Areny, gdy podeszła do nich para twierdząca, że zajęli ich miejsca i powinni się przesiąść. Oczywiście zakładam, że dobór słów mógł być nieco inny, bo zajście skończyło się przepychanką, w trakcie której Nick przywalił głową w krzesełko łamiąc kość prawego oczodołu.
Nie wnikam kto miał w sporze rację, ani kto zaczął, ale jak myślę o tej parze, to muszę powiedzieć, że rozkręcanie rozróby, gdy twój przeciwnik ma gabaryty Stanleya Robertsa (z ich powodu pewnie po prostu zajmował dwa krzesełka i stąd nieporozumienie) to coś, o czym powinno się pisać pieśni – takie pieśni.
No, chyba, że jesteś Larrym Nance’em.
Ówczesny lider Magic pauzował potem przez półtora miesiąca, przerywając sezon akurat w momencie, w którym rozgrywał najlepszą serię dziesięciu meczów w karierze (sprawdziłem, że pod względem liczby zdobytych punktów nigdy potem jej nie przebił). Notował w jej trakcie średnie 26.8 punktów, 8.2 zbiórek oraz 4.4 asysty. W meczu z Dallas Mavericks, niczym Ice Cube w dobry dzień, obijając się wykręcił nawet triple-double (32/12/10).
Jedynym plusem będącego w życiowym gazie Andersona opuszczającego 22 mecze – oraz faktu, że drugi najlepszy łowca punktów Magic, drugoroczniak Dennis Scott, stracił prawie cały tamten sezon – było przegranie odpowiedniej liczby spotkań, pozwalającej na zwycięstwo w loterii draftu, w którym główną nagrodą był Shaquille O’Neal.
Choć cała reszta kariery Nicka toczyła się już w cieniu Shaqa (na pewno pamiętacie jak O’Neal rozwalił konstrukcję kosza w New Jersey, ale prawdopodobnie nie jesteście już świadomi, że w tym samym meczu Nelison rzucił 50 punktów z ławki), Penny’ego Hardawaya i jeszcze tej czwórki, to Anderson zapracował na miejsce w historii florydzkiej koszykówki.
Pierwszy gracz wybrany przez Orlando w drafcie, jest do dziś rekordzistą klubu jeśli chodzi o liczbę rozegranych meczów, przechwytów (z których najsławniejszy jest, oczywiście, ten) i oddanych rzutów za trzy. Jest drugim strzelcem (za Dwightem Howardem) i snajperem długodystansowym (za Scottem) w historii, a także znajduje się na czwartym miejscu listy zbierających (w latach 90. był drugim najlepszym zbierającym shooting guardem w lidze – przez całą dekadę miał 3667 zbiórek i wyprzedzał go tylko Michael Jordan).
A wracając do otwierającej wpis wizyty gracza NBA na koncercie i powiązanej z nią bójki, to nadal moją ulubioną historią z tego gatunku jest ta z Chrisem Dudleyem.
