Fun Fact: Michael Jordan grał w najlepszej drużynie jednego sezonu w historii NBA, a także jest właścicielem najgorszej.
Fun Fact: Michael Jordan grał w najlepszej drużynie jednego sezonu w historii NBA, a także jest właścicielem najgorszej.
Kiedy zakładałem tego bloga założenie było jedno: keep it cool. Wrzucam skany starych kart jakby od niechcenia, krótko podpisuję jakąś para-anegdotką jakbym znał ich tysiące, tu opublikuję jakieś wideo, tam jakiś głupawy tekścik – lajcik, no. Ale jak podejrzewałem, czasem zza tego wszystkiego może wychynąć fakt, że tak naprawdę czasem nie potrafię być cool i tymi prostokątnymi kawałkami papieru się jaram. Tak jak kartą, która dziś przyszła do mnie pocztą z Tajwanu. A że „box breakiem” nowej serii Panini Hoops zainicjowałem już pokazywanie na tym blogu także nowych kart, pozwolę sobie mój nowy nabytek zaprezentować w pełnej krasie.
Jaram się, bo to kolejna karta z „relikwiami” zawodników New York Knicks do mojej kolekcji. Jaram się, bo zawiera aż 7 „szmatek” game-used. Jaram się, bo „szmatki” należą do kilku spośród najbardziej kultowych graczy Knicks. Jaram się, bo to ciekawy (choć niepraktyczny) nowy rodzaj karty – booklet, który jest ozdobą kolejnej po Hoops najnowszej (i ekskluzywnej – box z 4 kartami „trzeszczy” 200 dolarów, choć akurat ta książeczka nabyta po względnej taniości) serii Panini – Preferred.
Tyle. I jeszcze zupełnie na luzaku i od niechcenia, skoro już poruszyłem temat bookletów Panini Preferred, od razu pokażę wcześniej nabytą, przez wzgląd na „relikwie” Melo i Tysona Chandlera, książeczkę z serii Slam Dunk (także limitowaną do 199).
Tyle. Tym razem już naprawdę. Mój wewnętrzny ośmiolatek chowa zabawki.
Fun Fact: Jedyną rzeczą na świecie, która była większa niż talent koszykarski Derricka Colemana było jego lenistwo.
Fun Fact: Przy okazji wrzucania karty Billy’ego Owensa przypomniała mi się jego okładka „Magic Basketball” oraz pierwsza w historii okładka tego kultowego magazynu, którą z kolei zdobił Richard Dumas – mający problemy z narkotykami gracz, który w sezonie 92-93 miał wejście smoka w świetnym składzie Phoenix Suns, ale sześć lat później grał już w Pekaesie Pruszków. Swoją drogą nie wiem czy istnieje/istniał kiedykolwiek jakiś koszykarski periodyk, który w swojej historii miał na okładce zarówno Billy’ego Owensa jak i Richarda Dumasa.
Fun Fact: Owens to jeden z największych zmarnowanych talentów lat 90. Wybrany w drafcie 1991 z numerem 3 przez Sacramento Kings (choć potem zrobił „Steve’a Francisa” i odmawiał podpisania kontraktu do momentu aż po starcie sezonu wytransferowano go do Golden State Warriors za Mitcha Richmonda) świetnie rzucał, zbierał i podawał oraz mógł grać zarówno na SG, SF i PF. Niestety NBA dość szybko zrewidowało ten pogląd i choć Owens zaczął karierę dobrze to potem z wydatną pomocą kontuzji najpierw powszedniał a potem już tylko marniał. Przynajmniej nikt mu nie odbierze tego, że kiedyś trafił na okładkę „Magic Basketball”.
Fun Fact: Charles Smith to jeden z bardziej zaskakujących członków „Klubu 50 punktów”. Za to jest prezesem klubu „Dałem się zablokować 4 razy w jednej akcji w najgorszym możliwym momencie”.
Fun Fact: Finley kojarzy mi się zawsze z jego tomahawkami, które były proste ale efektowne. Słusznie nie próbował zbyt często urozmaicać swoich wsadów, bo wtedy bywało różnie:
Fun Fact: Jedna z najbardziej naładowanych nostalgią kart w mojej kolekcji. To był taki Chauncey Billups wśród kart mojego dzieciństwa – bardzo cenna, każdy chciał ją mieć, natomiast wciąż zmieniała właściciela (zastrzegam, że tak mi się przynajmniej wydaje – to było prawie 20 lat temu i mogę już tego dobrze nie pamiętać). Nie wiem skąd ta karta pojawiła się w moim życiu, ale pewnie jak większość pierwszych kart jakie widziałem na oczy, w kartonie po szlugach przytaszczonym przez nowego kolegę z klasy, który nie zdał rok wcześniej. Nie pamiętam też już, kto został pierwszym właścicielem dream-teamowej karty Pippena, ale raczej nie byłem to ja, choć oczywiście pożądałem jej jak Melo piłki w izolacji. Potem jednak rozpoczął się ferwor transakcji i nagle Pippen zaczął w ramach naszej klasy przechodzić z rąk do rąk. Nie dam sobie jednej uciąć, ale niewykluczone, że sam też ją miałem i potem opchnąłem. Posiadanie tej karty wiązało się zawsze z ogromną radością i postanowieniem, że już nigdy się jej nie odda. Jeden z właścicieli podpisał ją nawet z tyłu swoją ksywą (wymyśloną na potrzeby panującej w tamtym czasie mody na graffiti i posiadanie własnego tagu).
I to właśnie „Aron” był przedostatnim posiadaczem tej karty (chyba, jeszcze raz przyznaję, że mogę to wszystko zmyślać). Nie pamiętam co za nią oddałem, ale na pewno było warto. I cieszę się, że powstrzymałem się od puszczenia ją w dalszy obieg…
Eee… chce się ktoś wymienić?
Fun Fact: Bernard King to trochę taki Carmelo Anthony lat 80. (tylko z gorszymi kolanami) – nie chodzi tylko o to, że swego czasu był najlepszym strzelcem Knicks, ale o ogólny talent ofensywny połączony z tym, że choć dokonywał w tej dziedzinie wielkich rzeczy, to nigdy nie był zaliczany do grona największych gwiazd (o czym może świadczyć fakt, że rokrocznie jest pomijany w wyborze nowych członków Hall of Fame), chociażby z powodu braku imponujących osiągnięć drużynowych. Trzeba jednak powiedzieć, że mogło to wyglądać inaczej gdyby nie bardzo poważna kontuzja kolana u szczytu kariery, która pozbawiła go atletyzmu i miejsca w składzie Knicks. King odbudował się w barwach Bullets, ale szansa na stworzenie duetu z Patrickiem Ewingiem przepadła. Tak czy siak to na pewno jeden z najlepszych graczy jacy kiedykolwiek grali w Madison Square Garden, dlatego też pochwalę się jego autografem (choć skaner zabiera tej karcie dużo uroku):
Fun Fact: Moje niezbyt szeroko zakrojone badania wykazały, że Penny Hardaway był w latach 90. ulubionym koszykarzem wszystkich tych, którzy dziś zupełnie nie interesują się NBA.