Mike Gminski

Mike Gminski

Fun Fact: …a teraz dodajcie do tej twarzy diamentowe kolczyki – tak bowiem wyglądał Mike Gminski w 1990 roku po tym jak zawarł pakt z innymi koszykarzami Sixers: wszyscy mieli przekuć sobie uszy, jeśli Philadelphia wygra 10 kolejnych meczów. Wygrała 12. Gminski, choć zdecydowanie był bardzo białym człowiekiem, miał całkiem udaną karierę w NBA. No i był zajebisty w Hellboyu.

Otagowane , ,

Horace Grant

Horace Grant

Fun Fact: Choć Horace Grant jest z reguły kojarzony z ciężką pracą, solidnością i innymi pożądanymi u koszykarza cechami (no i z goglami, nie zapominajmy o goglach), to często się zapomina, że Grant czasami bywał bucem. Jak wielkim bucem? Cóż – odszedł z Chicago w 1994 roku po brzydkim rozwodzie (podejrzewano nawet, że celowo opuszczał mniej ważne gry w sezonie regularnym tłumacząc się urazami i chorobami) bo stwierdził, że nie jest tam traktowany jak gwiazda i podpisał „gwiazdorski” kontrakt z Orlando Magic (choć i tak nadal był tylko „tym trzecim”). Bardziej znamienny jest jednak jego drugi epizod w Orlando w latach 2001-2002, kiedy to rzekomo był tak rażącym przykładem zmanierowanego weterana, który wszystko wie lepiej i sarkastycznie podchodzi do wszelkich reform, że ówczesny trener Magic, Doc Rivers prawie pobił Granta w drużynowym samolocie (niedługo potem Grant wyleciał ze składu). Co aż tak rozwścieczyło Riversa? Ponoć Horace w rozmowie z jednym z kolegów klubowych nabijał się brzydko z innego klubowego kolegi. Obstawiam, że śmiał się z brzucha Shawna Kempa.

Otagowane

Carl Herrera

Carl Herrera

Fun Fact: Carl Herrera był pierwszym obywatelem Wenezueli grającym w NBA (choć z takim nazwiskiem mógł być równie dobrze jakimś czarnym charakterem w amerykańskim filmie akcji z lat 80. lub 90.). Z finezją miał tyle wspólnego co obój Tytusa Wojnowicza z tym obrazkiem…

Dino Riders

…ale dzięki ciężkiej pracy i byciu w składzie Houston Rockets akurat wtedy gdy Jordan przedwcześnie kończył/przedwcześnie wznawiał karierę, jest pamiętany do dziś. Drugim Wenezuelczykiem w NBA (który zresztą także większą część swojej kariery, co prawda króciutkiej ale jednak, rozegrał w barwach Rockets) był Oscar Torres. Dziś jedynym reprezentantem tego kraju w lidze jest rozgrywający Hornets, Greivis Vasquez.

Greivis Vasquez

Otagowane ,

Terry Dehere

Terry Dehere

Fun Fact: Z tą kartą kojarzy mi się moja ulubiona zabawa tego lata, kiedy w polskich kioskach pojawiły się paczuszki kart Collector’s Choice Upper Decka. Swoje karty tasowałem i rozkładałem na 4,8,16 itd kupek, tak aby w każdej było przynajmniej 5 kart. Te kupki były drużynami startującymi później w turnieju rozgrywanym systemem pucharowym. Każda drużyna miała 5 zawodników przyporządkowanych do pozycji 1-5 tak aby odpowiadały one jak najlepiej faktycznym pozycjom tych graczy na boisku. Mecze były rozstrzygane przez porównywanie umieszczonych z tyłu kart statystyk koszykarzy grających na odpowiadających sobie pozycjach – ten, który w danej rubryce miał przewagę, zdobywał punkt (można było grać systemem „best of five”, czyli tylko na punkty, zbiórki, asysty, przechwyty i bloki, albo „best of seven” dodając skuteczność z gry i wolnych). Po porównaniu graczy na wszystkich pięciu pozycjach znaliśmy zwycięzcę (remisy rozstrzygali, jeśli starczyło kart, rezerwowi, albo dowolna mała tabelka pomijająca kategorię, w której były takie same osiągi). Jedną z kupek-drużyn przed rozdaniem uznawałem za swoją i dzięki temu nie było to tylko ślęczenie nad cyferkami, ale emocjonująca walka mojej drużyny o mistrzostwo. Dehere nigdy w tej grze nie mógłby być uznany za MVP, bo statystyki miał liche (5,3 punktu średnio i łącznie 68 zbiórek, 78 asyst, 28 przechwytów i 3 bloki w 64 meczach sezonu 93/94). Teoretycznie jego wylosowanie oznaczało ostry łomot na pozycjach 1-2, ale i tak stał się on w jakiś dziwny sposób moim ulubionym graczem i cieszyłem się, gdy trafiał do składu mojej drużyny. Wierzyłem, że w końcu trafię nim na innego pierdołę albo kogoś, kto miał niskie zdobycze ze względu na kontuzje i wtedy urwie on jakieś punkty w ramach sztucznie stworzonej sportowej niespodzianki. Ciężko to wyjaśnić, ale coś w tej jego karcie, minie, pozycji, koszulce Clippersów, którą zawsze lubiłem, sprawiło, że przez długi czas ta karta była dla mnie symbolem tego jak powinna wyglądać karta koszykarska i chyba dlatego uparcie chciałem się nią bawić w te moje karciane play offy. Ba, o ile się nie mylę, system „best of seven” wymyśliłem tylko po to, żeby Dehere miał szansę zdobyć choć jeden punkcik za umiarkowanie przyzwoitą skuteczność wolnych (co było idiotyzmem bo choć czasem ugrał coś swoimi 75,3%, to chyba nigdy nikogo nie pokonał procentami z pola – 37,7).  W prawdziwym świecie Dehere poprawiał swoje statystyki w kolejnych dwóch latach od wydania powyższej karty, ale potem było gorzej i już po 6 sezonach wylądował poza ligą. Dziś jest właścicielem restauracji i lokalnym politykiem w Jersey City. I największym niespełnionym talentem pewnej letniej ligi.

Otagowane

Sam Vincent

Sam Vincent

Fun Fact: Obejrzałem sobie wczoraj mecz New York Knicks – Boston Celtics z grudnia 1985 roku. Strasznie fajny mecz: dwie dogrywki, Knicksi już bez Bernarda Kinga, ale z debiutantem Patrickiem Ewingiem, z kolei Celtowie zmierzali akurat po tytuł mistrzowski. A do tego wszystkiego takie dziwne widoki jak młody Rick Carlisle w barwach Celtics, albo cała drużyna Knicks, w której wtedy główne role odgrywały (oprócz Ewinga) takie postacie jak Pat Cummings (drugi strzelec Knicks i lider jeśli chodzi o wyglądanie jak coś co żyje w szafie i straszy małe dzieci), Louis Orr (najchudszy gracz jakiego widziałem poza Manutem Bolem, Shawnem Bradleyem i Keithem Clossem), Rory Sparrow, Trent Tucker, Ken „Animal” Bannister, James Bailey czy Ernie Grunfeld (później był generalnym menadżerem Knicks). Przekonałem się także, że ten skład nowojorski słusznie uważany jest przez niektórych za najbrzydszą drużynę w historii. Zwróciłem też uwagę na rezerwowego point guarda Bostonu, Sama Vincenta, którego komentatorzy nazwali rozgrywającym przyszłości Celtics. Trochę się mylili, bo rok później został wytrejdowany razem z niejakim Scottem Wedmanem do Seattle za wybór w drugiej rundzie draftu 1988, który potem oddali do Miami Heat w zamian za to, że Heat nie wybrali Dennisa Johnsona w expansion drafcie (czyli w zasadzie Celtics wymienili point guarda przyszłości na point guarda przeszłości). Nie w tym jednak rzecz – nie mogłem sobie przypomnieć dlaczego nazwisko Vincenta uruchomiło dzwoneczki w mojej głowie. Dopiero później olśniło mnie, że przecież Sam Vincent to ten gość z najsłynniejszej karty Michaela Jordana. Technicznie oczywiście, to Jordan jest gościem z karty Sama Vincenta, ale ten kartonik z setu 1990-91 Hoops przeszedł do historii właśnie ze względu na MJ-a – jest to bowiem jedyna karta, na której znalazła się niesławna koszulka Jordana z numerem 12 (słynna historia, ale przypomnę: przed meczem Magic-Bulls ktoś ukradł trykot z numerem 23 i Mike musiał zagrać z rezerwową dwunastką bez nazwiska na plecach). Podobno Hoops trochę się przestraszyło po wydrukowaniu tej karty, że prawnicy Jordana mogą robić im problemy o rozpowszechnianie jego wizerunku bez będacego marką samą w sobie numeru 23 więc wypuścili wersję alternatywną z innym zdjęciem Vincenta. W rezultacie ta karta jest na pewno jedną z najbardziej znanych w historii.

PS1: Sam Vincent jest dziś trenerem o bardzo barwnym dorobku – prowadził między innymi holenderskich i greckich ligowców, trzy drużyny z D-League, kobiecą reprezentację Nigerii, męską reprezentację Libanu (obecnie) oraz najdziwniejszą drużynę z tych wszystkich – Charlotte Bobcats.

PS2: Nie wiem czy kogoś to interesuje, ale ten pick w drugiej rundzie draftu 1988, który został oddany za Vincenta i skończył w Miami okazał się kimś nazywającym się Sylvester Gray, kto rozegrał w Miami Heat 55 spotkań, w tym 15 w pierwszej piątce, notując przyzwoite 8-5-2 a potem zniknął z powierzchni Ziemi. Gdy będziecie kiedyś sporządzać listę najbardziej śmieciowych informacji jakie przyswoiliście w swoim życiu, to pamiętajcie o tym ustępie.

PS3: Pat Cummings był naprawdę brzydki.

Pat Cummings

Otagowane ,

John Williams

John Williams

Fun Fact: Ponieważ jak się niedawno okazało, część z Was odwiedza tego bloga w poszukiwaniu dowcipów o grubasach, dziś karta jednego z największych grubasów w historii – Johna „Hot Plate” Williamsa. Gdy pisałem o nim notkę będącą częścią tekstu „Mniej znane grubasy z NBA i okolic” byłem zdziwiony, że w źródłach, na które natrafiłem, jako jego wagę (przy wzroście 206 cm) podawano 107 kg. Wystarczy jednak spojrzeć na niego, żeby wiedzieć, że 107 kilogramów nawet w pobliżu Hot Plate’a nie leżało (a jeśli już, to bardzo krótko, bo pewnie natychmiast je zjadł*). Na szczęście ta karta jest w stosunku do kondycji Williamsa bezlitosna – na jej odwrocie jest bowiem napisanie, że ówczesny gracz Clippers waży 132,8 kg. I ta wersja już zdecydowanie lepiej koresponduje z tym co widzimy na zdjęciach Hot Plate’a. A korespondencja ta sprowadza się do słów „jesteś gruby”.

 

* To był mniej więcej 97 raz gdy użyłem tego rodzaju żartu o grubasach, ale przeglądając statystyki odwiedzin nie zauważyłem, żeby ktoś wchodził na MMJK szukając frazy „świeże żarty o grubasach”.

Otagowane

Rick Fox

Rick Fox

Fun Fact: W życiu każdego bloga w końcu przychodzi moment na tekst zainspirowany tym czego autor dowiedział się przeglądając jego statystyki odwiedzin. Nie zaskoczyło mnie w ogóle, że najbardziej popularną frazą wpisywaną w wyszukiwarki prowadzącą internautów na MMJK było (poza samą nazwą bloga) „godzilla vs barkley”. W tym kontekście nie dziwią też takie odniesienia jak „gry o iapońskich potworach z godzilli” czy „jak wygląda gódzillia”. Nieco bardziej zaskakujące było to, że ktoś trafił na MMJK wpisując w Google „wielkie czoło”, „zarosły usta”, „koszulki manowar”, „jak ma na imie rajona rondo dziewczyna”, „film teksanska maskara”, „koszykarze bez koszulek”, „zapuszczanie brody” (choć to akurat sprawa bliska mojemu sercu), „dada spreweel gdzie mozna kupic”, „jak wygląda tekst zwarty” i „list z przeprosinami do brzydkiego kaczątka”. Za to chyba najlepiej zawartość bloga podsumowuje fakt, że ludzie trafiali tu poprzez wpisanie frazy „dowcipy o grubasach”. Nie to jednak zainspirowało mnie do tej wrzutki, a lista krajów, w których ktoś odwiedzał MMJK. Top 5 poza Polską to USA, Wielka Brytania, Islandia, Hiszpania i Malezja, a na długiej liście obok m.in. Tajlandii, Luksemburga, Indonezji, Wenezueli, Singapuru czy Cypru znajduje się też Kanada, stąd pomyślałem, że to dobry powód aby pokazać kartę jakiegoś Kanadyjczyka. Rick Fox to drugi najbardziej znany gracz stamtąd, wybór padł więc na niego. A ponieważ jednak zdecydowana większość odwiedzin pochodzi z Polski, to dodam, że Fox chodził do szkoły średniej w Warszawie. Co prawda w tej w stanie Indiana, ale za to w hrabstwie Kosciusko.

Otagowane

Z Archiwum XXI: Wielka Trójka z Wielkiego Jabłka

Steve Novak

Właśnie skończył się kolejny zwariowany i rozczarowujący sezon New York Knicks. Jako, że na tym blogu wielokrotnie deklarowałem swoje masochistyczne przywiązanie do pomarańczowo-niebieskich barw ekipy z Wielkiego Jabłka uznałem, że wypadałoby jakoś odpadnięcie z Heat zaakcentować. I tak oto powstał ten wpis, którego tytuł mógłby dotyczyć tylko i wyłącznie Steve’a Novaka, bo to on rzucił najwięcej wielkich trójek w tym sezonie (przynajmniej do czasu iście orszulkowskiego zniknienia w serii z Heat). Dotyczy jednak jego i dwóch innych graczy, których podpisy złożone pod sezonem 2011/12 są najbardziej czytelne. Regularny wkład Novaka w ofensywę Knicks był nie mniejszym zaskoczeniem niż eksplozja formy i popularności Jeremy’ego Lina, a jego cieszynka – najfajniejszą cieszynką roku. Jasne – każda próba innego rzutu Novaka niż rzut za trzy kończy się ofiarami w ludziach, ale w tym co robi najlepiej nie było w tym roku lepszego w całej lidze. Podobnie sprawa się ma z Tysonem Chandlerem, tyle że w defensywie.

Tyson Chandler

On też regularnie zapełniał szpitalem ciężko rannymi, którzy byli świadkami próby innego ofensywnego zagrania niż wsad po dokładnym podaniu pod kosz, ale w obronie zmienił Knicks z pośmiewiska w drużynę wysokiego kalibru, za co słusznie został doceniony nagrodą Defensive Player Of The Year.

No i ten trzeci…

Carmelo Anthony

Melo w tym sezonie chyba tyle samo razy uznawany za przyczynę wszelkiego zła w Nowym Jorku, co za zbawcę. Ja, w pełni świadom wszystkich minusów „Meloball”, mimo wszystko najpewniej czułem się kiedy piłkę w rękach miał właśnie Anthony. Zwłaszcza, że jednocześnie nie miał jej wtedy J.R. Smith.

Otagowane , , , ,

David Robinson

David Robinson

Fun Fact: Początek lat 90. był jedynym etapem w dziejach ludzkości, w którym noszenie takiej skórzanej kurtki na „sweter Billa Cosby’ego” nie kończyło się publicznym łamaniem goleni. Nie wiadomo kto na tej karcie stoi obok „Admirała”, ale moje dwa najlepsze typy to młody Blake Griffin albo Vinny Del Negro.

Otagowane

Glen Rice

Glen Rice

Fun Fact: Nie po to czekałem na to 11 lat, żeby coś takiego jak brak realnych szans na wygranie serii z Miami Heat przeszkodziło mi w uczczeniu pierwszego do 29 kwietnia 2001 roku zwycięstwa Knicks w play offs. A w ramach obchodów wrzucam kartę zawodnika, który w tamtym meczu pierwszej rundy z Toronto Raptors rzucił z ławki 18 punktów i miał 7 zbiórek. Możecie go pamiętać z czasów gdy nie wchodził z ławki, chyba, że był to Mecz Gwiazd.

Otagowane