Category Archives: Karty

Gary Grant

Gary Grant

Fun Fact: Gdybym miał stworzyć pierwszą piątkę koszykarskich masochistów to miałbym pewien problem… ale nie tak duży, jak mogłoby się wydawać. Temat można bowiem potraktować bardzo luźno i już na dzień dobry miałbym ostrą rywalizację o miejsce w formacji podkoszowej między Dennisem Rodmanem (na pewno choć raz spróbował BDSM), Kevinem McHale’em, Willisem Reedem (słynni m.in. z gry pomimo bolesnych kontuzji) i A.C. Greenem (14 lat pracy bez ani jednego urlopu na żądanie). Jeśli jednak rozmawiamy o czystym masochizmie, to trzy miejsca w składzie – obwód i jedną z pozycji na skrzydle – otrzymałby na bank kolektyw Gary Grant, Eric Piatkowski i Loy Vaught.

Panowie mają to do siebie, że łącznie, w latach 1988-2003, rozegrali 24 sezony w barwach Los Angeles Clippers. W tamtych czasach, gdy w Clipperlandzie wygrywanie i dobra organizacja była na porządku dziennym mniej więcej w takim stopniu co przejawy filantropii i tolerancji Donalda Sterlinga, gra w ich koszulce była tylko niewiele wyżej w rankingu życiowych opcji niż dożywocie w najgorszym skrzydle kalifornijskiego więzienia San Quentin. A jednak Piatkowski wytrzymał tam 9 lat, Vaught – 8, a Grant – wybrany w Drafcie 1988 z 15-tką przez Sonics i od razu wymieniony za Michaela Cage’a – 7.

Gary Grant był gwiazdą Michigan Wolverines, gdzie tworzył backcourt m.in. z Antoine’em Joubertem, znanym w naszym kraju z występów w PLK (Browary Tyskie Bobry Bytom, Pogoń Ruda Śląska i Hoop Blachy Pruszyński Pruszków). W NBA gwiazdą nie został (m.in. z powodu łatki imprezowicza, na którą pracował w pierwszych sezonach w lidze), ale jako gracz Clippers potwierdził, że jest bardzo solidnym playmakerem. Cztery razy w karierze kończył mecz z dorobkiem 20 asyst, co jest ósmym wynikiem w historii ligi, ex aequo z m.in. innym rozgrywający Clippers – Chrisem Paulem (oraz Oscarem Robertsonem, Tinym Archibaldem i Scottem Skilesem). Do dziś jego nazwisko widnieje na trzecim miejscu listy najlepszych podających i przechwytujących w historii Clippers, jedynie za nazwiskami CP3 i 2-krotnego All-Stara (MVP Meczu Gwiazd w 1978) oraz członka All-NBA 2nd Team w 1976 roku, Randy’ego Smitha.

Gdyby poniższa sytuacja potoczyła się nieco inaczej, Gary miałby jeszcze więcej asyst w karierze…

Wracając do wywołanego już przez dobór karty „Klubu 20 Asyst” i tradycji wybierania pierwszych piątek, oto piątka najbardziej niespodziewanych członków wspomnianego grona, oczywiście bez podziału na pozycje, bo jednak to głównie point guardzi…

1 – Chris Duhon – zarwałem noc dla tamtego meczu, w którym Duhon zaliczył 22 asysty i tylko dlatego wierzę…

2 – George McCloud – był długodystansowym snajperem a nie rozgrywającym, średnia asyst w karierze – 2.3…

3 – Will Bynum – Joe Dumars ściągnął go w 2008 roku z ligi izraelskiej i trzymał w Pistons do 2014 (sam Joe D również wtedy wyleciał). Jak zapewne pamiętacie, Tłoki w tamtym czasie nie były synonimem solidnej koszykówki…

4 – Ennis Whatley – kolejny weteran ligi izraelskiej, miał kilka solidnych sezonów w słabych drużynach w latach 80. i wtedy śrubował swoje rekordy asyst. W latach 90. rozegrał 135 meczów, notując po 3 punkty i 2 asysty w każdym z nich. PG w mojej All-WHO?! Team

5 – Mahmoud Abdul-Rauf – wytrawny score-first point guard, duchowy ojciec chrzestny Stephena Curry’ego, często miał piłkę w rękach, ale jego średnia z kariery – 3.5 – nie sugeruje kogoś zdolnego rozdać ponad 20 kończących podań w jednym spotkaniu (w 586 meczach w karierze, w „Klubie 10 Asyst” pojawił się raptem 14 razy).

Otagowane

Todd Lichti

Todd Lichti

Unlucky Fact: Łatwo rzucić okiem na metryczkę Lichtiego i uznać go za kolejnego, niezbyt wartego zapamiętania, bardzo białego człowieka, na dodatek wybranego z numerem 15 w drafcie, w którym z 17-ką poszedł Shawn Kemp. Możliwe jednak, że Todd Lichti byłby bardziej znaną postacią wśród fanów NBA lat dziewięćdziesiątych, gdyby nie druzgocząca passa nieszczęść, która bezpardonowo wybiła go z obiecującej trajektorii lotu jaką był sam początek kariery.

Jako rookie, Todd grał dla Nuggets po 16+ minut w meczu i rzucał średnio przyzwoite 8 punktów, na równie przyzwoitym odsetku – 48.6%. Ci, którzy widzieli go w akcji – nie tylko w NBA, ale i na Uniwersytecie Stanford, który opuścił jako rekordzista w ilości zdobytych punktów (jego rekord pobito dopiero w 2015 roku, czyli po 26 latach) – podkreślali jego ponadprzeciętny ciąg na kosz. Mierzący 193 centymetry shooting guard nigdy nie bał się wbiegania w pomalowane i to w czasach, w których tamte tereny zamieszkiwali prawdziwi twardziele. Po zakończeniu rozgrywek 89/90, działacze z Denver musieli być zadowoleni że Lichti w dniu draftu spadł na piętnastą pozycję – Bryłki gładko przegrały w pierwszej rundzie playoffs ze Spurs, ale Todd w pierwszym starciu miał z ławki 22 punkty, 13 zbiórek i 8 asyst.

Wiecie jak często rookie dokonuje czegoś takiego w meczu tej fazy rozgrywek (w tym przypadku Basketball Reference oferuje dane od 1964 roku)?

Query Results Table
Player Age Pos Date Tm Opp TRB AST PTS
Todd Lichti 23-108 G-F 1990-04-26 * DEN @ SAS L 13 8 22
Magic Johnson 20-239 G-F 1980-04-09 * LAL PHO W 13 11 25
Kareem Abdul-Jabbar 22-362 C 1970-04-13 * MIL @ NYK L 23 11 38
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 3/19/2018.

Niestety nieco ponad dwa tygodnie po zakończeniu tamtej serii, Lichti miał wypadek samochodowy. Jego dziewczyna, Kirstin – którą miał właśnie przedstawić rodzicom – zasnęła za kierownicą, auto przekoziołkowało i dziewczyna zginęła na miejscu. Todd trafił do szpitala bez poważniejszych – biorąc pod uwagę sytuację – urazów. Złamana stopa zrosła się na tyle szybko, że pojawił się w pierwszej piątce Nuggets na inaugurację sezonu. To mógł być jego przełomowy rok – w pierwszych 12 spotkaniach siedmiokrotnie rzucał ponad 20 punktów i notował średnie na poziomie 18.9 PPG, 3.8 RPG, 3.0 APG i 2.2 SPG.

Nie wiem, czy wypadek należy uznać za początek jego złej passy, czy też raczej za moment, w którym wykorzystał cały osobisty przydział uśmiechów losu, ale nie trzeba było długo czekać na kolejny cios wymierzony w zdrowie Todda. Przełomowy sezon trwał tylko 29 meczów (z czasem trochę wytracił impet, ale i tak 14 PPG za rozgrywki 90/91 to dobry wynik, choć oczywiście trzeba brać poprawkę na niesamowicie ofensywny styl gry tamtych Nuggets). Zanim Lichti zakończył przygodę z NBA w 1994 roku po serii epizodów w barwach Magic, Warriors i Celtics, zerwał więzadła w obydwu kolanach oraz doznał przecięcia ścięgien w nadgarstku.

Nawet gdy grał, nie był już jednak tym samym zawodnikiem. Częściowo ograniczony przez obolałe ciało, a częściowo przez przybitego tragedią i pechem ducha, nie był już tak nieustraszony na boisku. Sam później przyznał, że po wypadku „NBA przestała nagle być tak ważna, jaką wydawała się, gdy próbowałem się do niej dostać”.

Karierę dokończył we Włoszech i Australii. Na południowej półkuli zadomowił się nawet na dłużej, reprezentując Perth Wildcats do końca lat 90. i poznając tam projektantkę mody Sue, którą ostatecznie poślubił i z którą osiadł w Melbourne (w międzyczasie wracając na trochę do Stanów i próbując swoich sił jako komentator meczów Nuggets).

NBA oferuje bardzo wiele historii porażki, bo nie każdemu udaje się przekuć talent na ligową walutę, która pozwala na wieloletni byt w tym elitarnym gronie, tudzież nie rozmienić go na drobne. Czasem jednak po prostu brakuje wakatów na stanowisku kowala własnego losu i warto pamiętać, iż w licznych przypadkach zawalonych karier zamiast wytykać palcami, powinniśmy je krzyżować na szczęście.

Otagowane ,

Nate McMillan

Nate McMillan

Fun Fact: Gdybym chciał wybrać kartę, która najgorzej ilustruje karierę uwiecznionego na niej koszykarza, Nate McMillan z setu SkyBox 1990-91 byłby czołowym kandydatem. Nie dość, że pokazuje go w trakcie efektownego wsadu, czyli czegoś, co zupełnie nie kojarzy się z przyziemnym, niebłyskotliwym i twardym stylem gry „Pana Sonica”…

…to jeszcze na odwrocie zamiast fotki Nate’a, jest widnieje facjata Oldena Polynice’a (aka Not McMillan, he he):

NMcM

Jeden z najlepszych obwodowych defensorów lat 90. był znacznie bardziej zainteresowany rozgrywaniem i uprzykrzaniem życia rywalom, niż zdobywaniem punktów. Efekt: średnia asyst z kariery wyższa niż średnia punktowa oraz więcej przechwytów niż punktów w co dziesiątym meczu (83 razy na 796 spotkań sezonu regularnego).

McMillan wyrównał – niepobity do dziś – rekord ilości asyst w meczu w wykonaniu debiutanta – 25 (pierwszym, który tego dokonał był Ernie DiGregorio). To jednak rzadki fajerwerk statystyczny w karierze, która pod tym względem była raczej powściągliwa. Mało było zawodników tak bezwzględnie podporządkowujących indywidualne zapędy potrzebom zespołu.

Lata 90. Nate rozpoczął od przekazania pełnionej w latach 1986-90 roli podstawowego point guarda Gary’emu Paytonowi, rozpoczynając długoletnią wzorową współpracę tych panów. Dziś Mr. Sonic i The Glove sąsiadują ze sobą (jako, odpowiednio, numer dwa i numer jeden) zarówno na liście najlepszych przechwytujących, jak i najlepszych podających w historii Seattle Supersonics (oficjalnie Russell Westbrook wtrynił się pomiędzy nich na liście asystentów, ale wiadomo, Pioruny nigdy nie będą Ponaddźwiękowcami).

Otagowane

Tom Tolbert

Tom Tolbert

Fun Fact: W 1993 roku Tom Tolbert podpisał kontrakt z Los Angeles Clippers – po solidnym sezonie w Orlando Magic, gdzie grał rekordowe 25 minut w każdym spotkaniu – i zaczął nagle grzać ławę. Jego średni czas gry spadł o 12 minut i sfrustrowany Tom zaczął się nudzić. Z tychże nudów zaczął wydzwaniać do swojego ulubionego sportowego programu radiowego, prowadzonego przez Jima Rome’a (gdy zadzwonił pierwszy raz, zaczęto zadawać mu różne pytania by potwierdzić jego tożsamość, co skwitował zniecierpliwiony: „Dlaczego, do cholery, ktoś miałby się podszywać pod Toma Tolberta?”) i opowiadać ludziom historie z patologicznego świata Clippersów. Oczywiście GM, Elgin Baylor, nie był zadowolony, ale Tolbert powiedział wówczas: „No i co mi zrobi? Zacznę grać ujemne minuty?”

W szczytowych momentach (dwa pierwsze lata w Golden State i jedyny rok w Orlando) swojej trwającej niecałe 7 sezonów kariery, Tom Tolbert rzucał po 8 punktów i zbierał 5 piłek w każdym meczu. Jego dwa ostatnie sezony (93/94 i 94/95) były na tyle rozczarowujące, że gdy urodziło mu się pierwsze dziecko, 29-latek bez większego żalu zostawił ligę, która nie przewidywała żadnej większej roli dla gościa za słabego na grę na czwórce i za mało finezyjnego na bycie trójką.

Pogawędki z Jimem Rome’em zapewniły mu jednak gładkie wejście w świat sportowego dziennikarstwa. Przez ostatnie 20 lat Tolbert pracował jako komentator, miał własne programy radiowe i zaliczył przygodę z telewizją (za pracę przy meczach NBA na NBC dostał nawet nominację do Emmy).

Otagowane ,

Reggie Miller

Reggie Miller

Fun Fact: Meldowanie się w hotelach pod zmyślonymi nazwiskami to w świecie zawodowego amerykańskiego sportu dość długa tradycja, a na pewno istniała już w latach 90., co dokumentuje felieton Sports Illustrated z listopada 1997 roku.

Czytamy w nim m.in., że Reggie Miller zwykł korzystać z nazwiska Jamesa Browna, co w czasie jego pobytu w Chicago z okazji treningów trzeciego Dream Teamu doprowadziło do zabawnej sytuacji, gdy pewnego dnia do hotelu Millera przybył prawdziwy James Brown.

Inne ciekawe ksywki przywołane w tekście SI:

Z innych źródeł słyszałem, że Michael Jordan lubił wpisywać się w hotelowy rejestr jako „Clark Kent” lub „Bugs Bunny”, Charles Barkley wśród swoich licznych ksywek miał także idealnie pasującego „Homera Simpsona”, Tim Hardaway używał przydomka „Speedy Gonzalez” a John Crotty (point guard w pierwszej piątce graczy, o których jeszcze nie pisałem na blogu, choć już dawno powinienem) składał hołd Looney Tunes jako T. Devil (choć moja ulubiona historia dotycząca hotelowych aliasów nie wywodzi się z lat 90., a jej bohaterem jest Patrick Beverley, który przed sezonem 17/18 musiał zmienić swoją przykrywkę, bo wcześniej podawał się za Milosa Teodosicia – swojego nowego kolegę z drużyny).

Po co ta zabawa? Cóż, myślicie, że gdyby Reggie Miller wpisał się jako Reggie Miller w jakimś nowojorskim hotelu w czasie playoffów, to zamawiając posiłek do pokoju nie dostałby od kibicujących Knicks pracowników „czegoś extra”? (Chodzą plotki, że Kobe Bryant wpisał się swoim własnym nazwiskiem w hotelu w Sacramento w czasie playoffów 2002 i zatruł się dostarczonym do pokoju burgerem). Choć patrząc na posturę Reggie’ego można było mieć wątpliwości czy jadał coś poza złamanymi sercami kibiców drużyny przeciwnej w sosie z łez Spike’a Lee i potu Johna Starksa

To wcale jednak nie jest mój ulubiony „clutch-moment” w karierze „Jamesa Browna” (i wcale nie dlatego, że ucztował on tamtego wieczora na moim sercu). Za znacznie bardziej dobitny uważałem game-winner z czwartego spotkania finałów konferencji z Bulls w 1998:

Ten moment gdy bezpardonowo przepchnął największą gwiazdę koszykówki w historii i potem wbił mu w pierś symboliczny sztylet tak niezbornym rzutem, jaki tylko Reggie potrafił uskuteczniać, był dla mnie Millerem w pigułce. Gościem, którego nogi w dzieciństwie przez pięć lat tkwiły w szynach korygujących jak u Forresta Gumpa i który – choć zazwyczaj najchudszy na parkiecie – nie bał się wkurzyć nikogo (pamiętam anegdotę, że w czasie wspominanych już przygotowań do Igrzysk w Atlancie, Reggie uczył się przekleństw w językach krajów, z którymi USA miało grać). To odepchnięcie Jordana może i było faulem, ale karma wynagrodziła to Mike’owi w finałach tamtych playoffs, gdy kończył karierę game-winnerem także poprzedzonym kontrowersyjnym kontaktem z obrońcą.

Wątpię żeby było jakieś boiskowe wspomnienie, które irytuje fanów Bulls z lat dziewięćdziesiątych (bo w końcu i tak przecież to oni wygrywali), ale jeśli przeszkadza wam powyższy rzut Millera, zawsze możecie sobie przypomnieć jak cztery lata wcześniej cieszył się przedwcześnie…

Fanom Knicks niestety pozostaje tylko wyśmianie jego wyglądu.

Otagowane

Pervis Ellison

Pervis Ellison

Fun Fact: Cincinnati/Rochester Royals swego czasu (1956-60) mieli pierwszy numer draftu cztery razy w ciągu pięciu lat, ale odkąd zmienili nazwę na Kings i przenieśli swoją siedzibę – najpierw do Kansas City, a potem do Sacramento – najwyższy pick w naborze do NBA przypadł im w udziale tylko raz, w 1989 roku. I wykorzystali go na Pervisa Ellisona, którego zaraz po sezonie debiutanckim – Out Of Service Pervis opuścił w nim 48 spotkań – oddali do Waszyngtonu (w trójstronnej wymianie z Jazz) za trzy picki, w tym dwa drugorundowe i dwóch bardzo białych ludzi (Bobby Hansen i Eric Leckner) zupełnie w stolicy Kalifornii niechcianych (łącznie rozegrali dla Kings 70 spotkań).

Draft 1989 nie był jakimś szczególnie mocnym draftem, więc utalentowany center zawsze pójdzie w takich okolicznościach z jedynką, ale Kings mogli wybrać kogoś znacznie bardziej pożytecznego, jak Sean Elliott (pick #3) czy Glen Rice (#4), o dalszych wyborach – Mookie Blaylock (#12), Tim Hardaway (#14), Shawn Kemp (#17), Vlade Divac (#26) czy Cliff Robinson (#36) – nie wspominając.

Ellison niby nie był niczemu winien – ciało zdradziło go równie podstępnie, co klub i fanów – ale jego przedłużająca się absencja oraz niezbyt błyskotliwe występy w koszulce Kings (średnie 8.0 PPG, 5.8 RPG) zestawione z oczekiwaniami wobec pierwszego picku uczyniły z niego niezbyt popularną postać. Pervis tak wspomina tamte czasy:

„Było tak źle, że gdy wracając do domu po jednym z meczów, złapałem gumę na autostradzie, dwóch asystentów trenera minęło mnie nie zatrzymując się”.

Otagowane

Tony Dumas

Tony Dumas

Fun Fact: Tony Dumas – numer 19 Draftu 1994 – przeszedł do historii jako autor jednego z najgorszych występów w Slam Dunk Contest. Na swoje usprawiedliwienie ma jednak fakt, że przeszedł równocześnie do historii jako (prawdopodobnie) pierwszy koszykarz kontuzjowany w czasie konkursu (na pewno nie ostatni, parę lat później T-Mac rozwalił sobie nadgarstek w SDC). Jego uraz kolana trochę wygląda jak wymówka (ojoj, no wygrałbym to, ale widzicie, kolano, a przecież przygotowałem sekretny wsad!) ale faktem jest, że rookie z Dallas chwilę pauzował po Weekendzie Gwiazd, wracając na boisko niecałe dwa tygodnie później…

Tony’emu nie udało się zbyt wiele ugrać także poza Konkursem Wsadów. Z ligi wyleciał po 3.5 roku (zwolniony przez Cavs, gdzie trafił w trójstronnej wymianie z udziałem Antonio McDyessa z Phoenix Suns, do których z kolei trafił razem z Jasonem Kiddem), a jego najlepszą kampanią był ta drugoroczna, w której zagrał 67 spotkań (12 w pierwszej piątce) i rzucał po 11 punktów w meczu.

Dumas skorzystał z dodatkowych minut, które pojawiły się po kończącej sezon kontuzji kolana Jamala Mashburna, do której doszło ledwie kilka dni przed powyższym meczem. To miał być przełomowy sezon trzech panów „J”, którzy w poprzednim sezonie wygrali 36 meczów i zawsze żałowałem, że Mash, Kidd i Jim Jackson nie dostali jeszcze tej jednej szansy (w połowie kolejnych rozgrywek żaden z nich nie był już graczem Mavericks). Choć pewnie i tak nic by z tego nie wyszło, bo wiecznie ścierające się ze sobą młode gwiazdki z 18 pierwszych spotkań sezonu 95/96 – gdy Jamal, Jason i Jim byli jeszcze w komplecie – przegrali 12.

Na koniec jeszcze kilka migawek z Dumasem w meczowej akcji plus próbka jego talentów wokalnych w duecie z Popeyem Jonesem wygrzebana na jakimś strasznym wideoarchiwalnym zadupiu…

Otagowane

Chris Webber

Chris Webber

Fun Fact: Zadanie na dziś – pomyślcie o swoim ulubionym koszykarzu NBA i spróbujcie wybrać trzy mecze, które byłyby najbardziej trafnym skrótem jego kariery. Niekoniecznie najlepsze mecze, ale takie, które waszym zdaniem uchwytują esencję danego zawodnika, jego stylu gry, osiągnięć i spuścizny.

Przykładowo, fani Jordana będą mieli łatwo/trudno bo on miał w zasadzie same klasyczne mecze. Gdyby jakiś koszykarski neofita powiedział mi, „słyszałem, że ten cały Michael Jordan był niezły w kosza, ale nigdy nie widziałem żadnego meczu z jego udziałem – mógłbyś coś polecić?”, to postawiłbym na pierwszy mecz finałów z Blazers, The Flu Game i ostatni mecz jego kariery w koszulce Bulls (w zależności od dyspozycji dnia, mógłbym zamienić The Flu Game na 63 playoffowe punkty rzucone Bostonowi).

Z kolei gdybym chciał komuś wytłumaczyć jaką rolę odegrał w historii NBA mój ulubiony gracz, Chris Webber, to moja krótka lista spotkań do obejrzenia zaczynałaby się od starcia Golden State Warriors i Phoenix Suns z 16 listopada 1993 roku. To czwarty mecz w karierze C-Webba, który był jego oficjalnym wejściem w poczet najbardziej ekscytujących młodych graczy ligi. To z niego pochodzi jego najsłynniejsza akcja, do znudzenia wmontowywana w przeróżne kompilacje widowiskowych zagrań z lat 90 – wsad nad Charlesem Barkleyem po przełożeniu piłki za plecami. To właśnie spotkanie doskonale pokazuje jego wyjątkowy, zwłaszcza jak na podkoszowca, flow, wszechstronność, łatwość z jaką wszystko mu przychodziło i tę iskrę bożą, od której miał zająć się lont pod rakietą o nazwie „Najlepszy power forward w historii NBA” (jak miało się później okazać, ta rakieta eksplodował niedługo po starcie…).

12-letni ja musiał się zakochać w Webberze, bo Webber grał w kosza właśnie tak, jak robiłby to 12-latek – starając się ponad wszystko, by być na boisku cool.

LOWE.

Jakie dwa inne mecze dobrałbym do webberowego pakietu startowego? Chyba 40/10/10 w barwach Bullets przeciw Warriors jako szczytowe osiągnięcie szczeniackiego etapu kariery Chrisa (w której miał więcej talentu niż rozumu) oraz 51/26 wykręcone już w Sacramento, w pojedynku z Pacers, jako przykład tego jakim dominatorem potrafił być i jak często szło to na marne bo C-Webb miewał poważne problemy ze stawianiem kropki nad „i” (Kings przegrali tamten mecz a Webber spudłował 23 rzuty, w tym wszystkie w dogrywce).

Otagowane

Robert Parish (choć tak naprawdę to Larry Robinson)

Robert Parish

Fun Fact: Choć Larry Robinson przywdziewał koszulki aż ośmiu klubów NBA, to – jeśli wierzyć spisowi z Beckett.com – ten fakt nie został uwieczniony na żadnej karcie. Jedyna tekturka zadrukowana fotografią tego guarda, wchodząca w skład serii 1991-92 ProCards CBA, upamiętnia jego epizod w Rapid City Thrillers i estetycznie jest krewniakiem kart wydawanych parę lat później przez Tygodnik Koszykarski Basket…

Larry Robinson

Karty nie posiadam, więc skan pożyczony z COMC.com

Krewniakiem Larry’ego Robinsona jest z kolei Robert Parish, który użyczył swojego znacznie bogatszego dorobku (nie tylko) karcianego na potrzeby głównej ilustracji wpisu.

Larry i Robert dorastali w przedzielonych rzeką Red River siostrzanych miastach Bossier City i Shreveport. Oprócz linii na drzewie genealogicznym i ulubionego sportu łączy ich także gra dla Centenary College, gdzie Robinson był niewiele mniejszą gwiazdą co 15 lat starszy kuzyn. Parish ze średnimi z uniwersyteckiej kariery na poziomie 21 punktów i 17 zbiórek został wybrany z ósmym numerem draftu. Larry’emu 21 punktów, 7 zbiórek i parę asyst w każdym meczu nie pomogło i nikt nie chciał poświęcić na niego picku w naborze z 1990 roku, choć ostatecznie udało mu się wywalczyć miejsce w składzie drużyny NBA.

Debiutancki sezon podzielił między Washington Bullets (12 meczów) i Golden State Warriors (24 mecze), od tych pierwszych dostając nawet szansę – tuż przed zwolnieniem w drugim miesiącu rozgrywek – wychodzenia w pierwszej piątce, w której to roli notował około 7 punktów, 2 zbiórek i 2 asyst w każdym z nielicznych spotkań. To była jednak pierwsza i przedostatnia kampania, w której Larry dostawał w miarę regularnie szansę wybiegnięcia na boisko – potem były jeszcze 33 mecze z Atlanta Hawks w rozgrywkach 00/01 i to by było na tyle jeśli chodzi o granie w więcej niż 12 meczach na sezon…

Per Game Table
Season Age Tm G GS MP FG% 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PF PTS
1990-91 23 TOT 36 10 11.8 .413 .000 .556 1.4 1.0 0.4 0.0 0.8 1.4 3.9
1990-91 23 GSW 24 0 7.1 .407 .533 1.0 0.5 0.4 0.0 0.7 1.0 2.3
1990-91 23 WSB 12 10 21.3 .418 .000 .583 2.3 2.0 0.6 0.0 0.9 2.2 6.9
1991-92 24 BOS 1 0 6.0 .200 2.0 1.0 0.0 0.0 1.0 3.0 2.0
1992-93 25 WSB 4 0 8.3 .375 .000 .600 0.8 0.8 0.3 0.3 0.3 0.0 3.8
1993-94 26 HOU 6 0 9.2 .500 .250 .375 1.7 1.0 1.2 0.0 1.7 1.3 4.2
1994-95 27 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1995-96 28 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1996-97 29 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1997-98 30 VAN 6 0 6.8 .316 .500 1.000 2.0 0.2 0.7 0.0 0.3 0.0 2.8
1998-99 31 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1999-00 32 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
2000-01 33 TOT 34 1 18.6 .364 .379 .875 2.6 1.1 0.8 0.1 0.7 1.4 5.9
2000-01 33 CLE 1 0 1.0 0.0 0.0 0.0 0.0 1.0 0.0 0.0
2000-01 33 ATL 33 1 19.1 .364 .379 .875 2.6 1.1 0.8 0.1 0.7 1.4 6.0
2001-02 34 NYK 2 0 5.0 .250 .500 1.0 0.0 0.0 0.0 0.0 0.5 1.5
Career 89 11 13.5 .384 .373 .667 1.9 0.9 0.6 0.0 0.7 1.2 4.5
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 2/27/2018.

Puste miejsca powyższej tabeli (a jej dalszy ciąg), Robinson wypełniał grą w CBA, IBL i USBL, a także w Europie i Ameryce Południowej.

Jak widać, dane było mu przez krótką – najkrótszą – chwilę być kolegą klubowym Roberta Parisha, trzykrotnie też spotykali się w roli boiskowych rywali: po raz ostatni 14 lutego 1991 roku, ale Larry Robinson raczej nie wspomina tego zbyt dobrze…

Zoidberg: You should feel bad

Otagowane ,

Karl Malone

Karl Malone

Fun Fact: Karl Malone ma trochę za dużo czasu na emeryturze. Albo trochę za mało kasy. Efekt – dość drętwawy filmik, na którym Listonosz, za pieniądze Red Bulla, wkręca Anthony’ego Davisa.

Choć trzeba przyznać, że Malone w roli irytującego ciecia wypada całkiem nieźle.

Na pewno lepiej niż w roli irytującego agenta służby imigracyjnych.

Choć najlepiej i tak wypada Jimmy Kimmel w roli irytującego Karla Malone’a.

Otagowane