Category Archives: Karty

Sherman Douglas

Sherman Douglas

Fun Fact: Gdyby tak policzyć wszystkich zawodników, jacy przewinęli się przez drużyny, które walczyły na parkietach NBA z zespołem posiadającym w składzie Michaela Jordana, wyszłoby nam, że Mike miał w karierze 1212 przeciwników (mogę się założyć, że do każdego z nich ma historię typu „…i wtedy on do mnie coś powiedział i sprawa stała się osobista”). Gdybyśmy z kolei chcieli wybrać zawodnika, który na przestrzeni lat zebrał od MJ’a największego łupnia, to mocnym kandydatem byłby Sherman Douglas.

„Generał” stawał naprzeciw MJ’a 30 razy i nie wygrał z nim ani razu. To absolutny rekord. Pierwszą piątkę dziewic jordanowskich uzupełniają: Andrew Lang (bilans 0-17), Chris Gatling, Pooh Richardson (obaj 0-16) i Rumeal Robinson (0-15).

W sezonie regularnym Michael rzucał Shermanowi niecałe 30 punktów w każdym meczu, trafiając aż 53% rzutów z pola i 46% trójek. Douglas odpowiadał na to solidnym, acz niespektakularnym punktowo-asystowym 10/5 i 45% celności z gry. Panowie stanęli też naprzeciw siebie w pierwszej rundzie playoffów 1998. W przypominanej w „Ostatnim tańcu” serii Douglas zaliczył bardzo dobry występy, notując średnio po 18 punktów i 8 asyst na skuteczności 52% i dorzucając prawie 3 zbiórki i 2 przechwyty w każdym ze starć. Niestety Jordan też się nie obijał (36 punktów, 53% z pola) i Sherman razem z Nets nie byli w stanie wyrwać ani jednego meczu. Choć udało im się Micheala rozśmieszyć…

 

Ogólnie smaku zwycięstwa w pojedynku z Mike’iem nie zaznało 310 zawodników, ale 126 z nich dostało tylko jedną szansę. Dodajmy, że 76 koszykarzy może się chwalić, że nigdy NIE PRZEGRALI z drużyną Jordana. Najlepiej wśród nich wypada Hall-of-famer, 5-krotny All-Star i 11-krotny członek teamów All-Defensive, Bobby Jones. Michael pojedynkował się z nim i jego Sixers sześciokrotnie, w latach 1984-1986. Bilans „5 ja, Mike 0” ma Greg Buckner, a o jedno zwycięstwo mniej mają John Salmons i Rasho Nesterović. Wszyscy oni jednak wygrywali mecze z MJ’em w koszulce Washington Wizards, więc w zasadzie nie powinno się to liczyć. Tak w ogóle to znaczna większość koszykarzy, którzy nigdy z Jego Powietrznością nie przegrali, ścierała się z nim już w XXI wieku.

Więcej o najtrudniejszych rywalach Jordana mówią następujące wyimki:

– wśród rywali, których spotykał na parkiecie ponad 20 razy, Michael ma najgorszy bilans przeciwko Dennisowi Johnsonowi: 8-19;

– w kategorii 30 meczów lub więcej, najtrudniejszym przeciwnikiem jest Larry Bird – Mike ma tu bilans 11-23;

– gdy ograniczymy grono rywali do tych z minimum 50 bezpośrednimi pojedynkami, Jordanowi najgorzej szło w starciach z superrezerwowym Pistons, Vinniem Johnsonem – bilans 24-35. „Microwave” ograł raz MJ’a także w 1992 roku, już jako członek San Antonio Spurs;

– najczęściej Jordan pojedynkował się z Patrickiem Ewingiem i Joe Dumarsem – po 70 razy (to chyba dobry moment, żeby zaznaczyć, że wszystkie podane tutaj liczby dotyczą sezonu regularnego oraz playoffs). Lidera Knicks pokonał 49 razy, a jednego z najbardziej szanowanych przez siebie defensorów – 37 (z większością prominentnych członków Bad Boys, Air Jordan ma ujemny bilans, ale Dumarsa podgonił później, w drugiej połowie lat 90.)

Tutaj macie spis wszystkich przeciwników Jordana do wyszukiwania własnych fun factów.

A wracając do Shermana Douglasa – było 93 graczy NBA, którzy nigdy nie wygrali meczu stając naprzeciwko „Generała”, wśród nich tacy bohaterowie tego bloga, jak Dino Radja, Ken Bannister, Bo Kimble, Jeff Ruland czy Yinka Dare. Najwięcej porażek bez zwycięstwa z Shermanem – 6 – ma Marcus Liberty, który kiedyś być może też doczeka się tutaj wpisu.

Kończąc, dodam, że najsłynniejszy highlight Douglasa wygląda tak…

 

…a za najgorszy należałoby uznać całość występów w programie „Real Housewives Of Potomac”:

 

Otagowane ,

Michael Jordan

Michael Jordan

Fun Fact: Mój ulubiony „fajny fakt” z serialu „The Last Dance” to Michael Jordan grający w pierwszym meczu po rezygnacji z gry w baseball w założonych tył na przód spodenkach.

Szybki research pokazuje jednak, że mamy do czynienia z kolejnym epizodem kariery Jordana, w którym nie do końca wiadomo, co jest prawdą, a co legendą. Faktem jest, że logo NBA na gatkach GOAT-a widniało z tyłu, a nie z przodu. Gdy dziennikarze na pomeczowej konferencji zapytali dlaczego założył odwrotnie spodenki, MJ był zaskoczony: „Nie! Naprawdę?”. Dopiero po chwili dodał: „Pewnie dlatego grałem tak źle”.

Nieprawidłowo założone spodenki stały się symbolem nerwów towarzyszących spontanicznemu comebackowi, choć już następnego dnia, pomyłka Mike’a została zdementowana przez Johna Ligmanowskiego, odpowiedzialnego w klubie za sprzęt. Twierdził on, że to po prostu była wadliwa sztuka ze źle naszytym logo.

Jordan podchwycił tę wersję, jeszcze tego samego dnia mówiąc po treningu: „Założyłem spodenki dobrze. Po prostu źle je zrobiono. Wiedziałem. Wiązałem je przecież od przodu. Nie mogły być odwrotnie.” Czyli żadne tam nerwy – G.O.A.T., głupcze.

I to tyle, jeśli chodzi o „Spodenki Gate”. Możecie sobie wybrać własną wersję wydarzeń pasującą do osobistego obrazu Michaela Jordana.

Otagowane ,

Rodney Rogers

Rodney Rogers

Fun Fact: Co to jest? Kurdupel w za dużej koszulce, którego poprzednia drużyna NBA dwukrotnie zwolniła i który karierę zawodową zaczynał od grania koszykarza w reklamach, grubasek zdecydowanie za niski na swoje 120 kilo, którego poprzednia drużyna straciła w niego wiarę już dwa lata po wybraniu go z numerem drugim dziewiątym draftu, badylowaty dzieciak debiutujący w NBA, którego czekała kariera na poziomie 8 punktów i 6 zbiórek w meczu, rzucający obrońca pudłujący ponad 60% swoich rzutów oraz nudziarz, który zdobywając poniżej 15 punktów jest najlepszym strzelcem swojej drużyny…

Odpowiedź: prawdopodobnie najgorsza pierwsza piątka, jaka kiedykolwiek wywalczyła awans do playoffs. Pierwsza piątka Los Angeles Clippers w sezonie 1996/97.

Wygrali ledwie 36 spotkań, ale i tak przez długie lata byli jedną z tylko trzech ekip w kalifornijskiej historii klubu, której udało się zagrać w postseason.

Zostawię Wam odgadnięcie członków tej pierwszej piątki, ale zdradzę, że tym grubaskiem był Rodney Rogers. Trafił do Clippers w ramach transferu za Antonio McDyessa i choć nikt nie odmawiał mu talentu, to jego potężna postura stopniowo przestawała być uznawana za walor i coraz bardziej wyglądała na potencjalny problem (zwłaszcza, że Clippers tego typu problemy przyciągali – w sezonie 96/97 przez ich skład przewinął się także Gruby Stanley Roberts i Gruby Kevin Duckworth).

Kulminacją tego trendu był – oczywiście – sezon polokautowy. Rogers pojawił się na obozie przygotowawczym z 15-kilowym naddatkiem w stosunku do umieszczonego w kontrakcie maksimum. W kontrakcie był też zapis, że koszykarz ma przez całe offseason stawiać się dwa razy w miesiącu w klubie na oficjalne ważenie, a każda odnotowana nadwaga będzie skutkowała karą finansową. Z powodu lokautu te ważenia się nie odbyły, ale Clippersi – jak to Clippersi, którzy w tamtych czasach nie przegapili żadnej okazji, żeby oszczędzić – uznali, że skoro był za gruby w styczniu, to na pewno byłby też za gruby na wszystkich anulowanych „checkpointach” i ukarali go za każdy z nich. Rodney odwołał się od tej decyzji i rok później klub musiał oddać mu ponad 716 tysięcy dolarów. W kasie zespołu Donalda Sterlinga i tak zostało jednak prawie 200 tysięcy dolarów, bo powrót do formy już po oficjalnym ważeniu trochę Rogersowi zajął.

Na koniec hołd dla tamtego niepozornego składu w postaci przerywnika z NBA Live 98 (które wyszło jesienią 1997 i wykorzystywało migawki właśnie z rozgrywek 96/97):

Otagowane

Corie Blount

Corie Blount

Fun Fact: Nie mogę sobie przypomnieć czy to był mecz z Pacers – pierwszy mecz Michaela Jordana po pierwszym powrocie z emerytury, czy mecz z Magic – pierwszy po comebacku mecz przed własną publicznością… W każdym razie TVP 2 miała dla nas jego retransmisję ze wstępem w postaci kilkuminutowego materiału dokumentującego wydarzenia prowadzące do legendarnego „I’m back”. Była tam m.in. scena z parkingu, która pojawiła się też w ósmym odcinku „The Last Dance” – w atmosferze kipiących plotek o jego rychłym powrocie, Michael Jordan wchodzi do United Center. W drzwiach mija się z gościem w wełnianej czapce, który wygląda na nieco zaskoczonego zderzeniem się w progu z Mike’iem i czekającymi na niego kamerami. Włodzimierz Szaranowicz, odnosząc się do aury niepewności towarzyszącej nagłemu pojawieniu się Jordana na treningach Bulls, skomentował to ujęcie słowami: „Nawet wpuszczający dżentelmen jest nieco zdziwiony”.

Piszę o tym teraz, na świeżo po seansie „Ostatniego tańca”, ale tak naprawdę tamten materiał oglądałem w grudniu 2018. Wtedy też zrobiłem zdjęcie, uwieczniające opisaną wyżej sytuację:

(Nie widać tego na robionej w półmroku fotce, ale moi rodzice w miarę niedawno weszli w posiadanie małego telewizorka z wbudowanym odtwarzaczem kaset wideo, co mój trzynastoletni ja uważa za najlepszy gadżet w historii, a stary ja… cóż, w zasadzie myśli to samo, a przynajmniej tak myślał spędzając sporą część wieczoru wigilijnego 2018 oglądając na nim stare kasety z meczami.)

Dopiero te niecałe dwa lata temu uświadomiłem sobie, że „wpuszczającym dżentelmenem” był Corie Blount (oraz, że wcale nie musiał być zaskoczony – mógł być po prostu zjarany).

Trochę mi głupio, że przez 23 lata myślałem, że Blount jest cieciem w United Center, więc przez te ostatnie kilkanaście miesięcy chciałem mu się odwdzięczyć własnym postem. Proszę bardzo.

 

Choć poza atletyzmem Blount jakoś szczególnie nie miał się czym wyróżnić na parkiecie, to dzięki podstawowemu pakietowi umiejętności podkoszowych spędził w lidze aż 11 sezonów. No i załapał się do jednej z najfajniejszych reklamówek z Michaelem Jordanem:

 

Pierwotnie Blount miał stać pod koszem, ale nie miał zamiaru zostać „tym gościem, nad którym MJ zadunkował w tej słynnej reklamie”, więc poprosił o inną rolę i został ostatecznie „tym drugim, którego mija Mike”. Rolę „tego pierwszego, którego mija Mike” zagrał z kolei patron tego bloga, Jerome Kersey.

A Jordan przefrunął w końcu obok Seana Rooksa (tak mi się wydaje, bo wtedy z 45-ką w Lakers grał właśnie on).

(Właśnie sobie uświadomiłem, że dwóch z trzech obrońców w tej reklamie zmarło przedwcześnie… Zdrówka, Corie!)

Otagowane ,

Darrick Martin

Darrick Martin

Fun Fact: Niewielu zawodników, którym udało się ostatecznie zakotwiczyć w lidze miało równie źle rokujący początek kariery, co Darrick Martin. Nie tylko nie został wybrany w drafcie 1992, ale dwukrotnie został zwolniony przez drużyny z zaplecza, czyli ligi CBA. Nikt nie wierzył w absolwenta UCLA, który na ostatnim roku stracił miejsce w pierwszym składzie, a dodatkowo był tak niski, że gdy potem trafił do Los Angeles Clippers, drużyna nie miała koszulki w jego rozmiarze i gdy wkładał ją w spodenki, zasłaniał część numeru. Po tym jak podpisał pierwszy kontrakt w NBA – z Timberwolves – ochroniarz w Target Center nie chciał wpuścić go do hali w dniu meczu.

Latem 1992 roku anegdoty z NBA były jednak jeszcze bardzo odległe. Szukając jakiejkolwiek fuchy, Darrick dorabiał grając koszykarza w reklamach, aż wreszcie załapał się do obwoźnej koszykarskiej trupy Magica Johnsona. Legenda Lakers wzięła Martina pod swoje skrzydła i pomogła odbudować jego pewność siebie, co niedługo potem zaowocowało udanym powrotem do CBA. Jako rozgrywający Sioux City Skyforce, Martin był w pierwszej dziesiątce strzelców, a w lutym 1995 roku debiutował na 10-dniowym kontrakcie w NBA.

To także Magic wkręcił Darricka latem 1995 roku na legendarne sparingi na planie „Space Jam”. Podczas jednego z nich, Martin nabrał zwodem Michaela Jordana i rzucił zwycięskiego kosza, wykrzykując MJ’owi w twarz: „Wypad z boiska, to jest moje miasto, a ty nie jesteś nawet prawdziwym MJ’em – to Magic Johnson nim jest!” (śmieciowe gadanie do Mike’a miało się na nim zemścić już kilka miesięcy później, gdy był zawodnikiem Grizzlies)

Choć na początku przygody z NBA został dwukrotnie zwolniony na przestrzeni kilkunastu miesięcy (w obydwu przypadkach przez Wolves) to ostatecznie przewinął się przez 13 sezonów, występując w 514 spotkaniach i notując średnio prawie 7 punktów i 3 asysty na mecz. Biorąc pod uwagę trudne początki, jest to wynik godny szacunku, choć według Washington Post miał on dziesiątą „najmniej wybitną” karierę w historii ligi (a według bloga Mercy Mercy Jerome Kersey ma na koncie o dwa nietypowe rekordy więcej niż większość graczy NBA). Być może jednak najbardziej niezwykłe w Martinie jest to, że był – przynajmniej jeśli wierzyć słowom jego kumpla, Magica Johnsona, jedynym zawodnikiem, który w latach dziewięćdziesiątych czuł dumę, że gra dla Clippers.

Sezon 1996/97 – pierwszy spędzony na koszykarskim zadupiu Los Angeles – był ostatecznym dowodem, że Martin nie jest w NBA przypadkiem. Miał 38 punktów i 8 asyst w starciu z Johnem Stocktonem i jego łokciami (choć w starciu z łokciami Karla Malone szło mu już gorzej), rzuconą przez Gary’ego Paytona rękawicę podjął 31 punktami i 9 końcowymi podaniami, a w twarz Penny’emu Hardawayowi rzucił 31 punktów.

Tamto starcie z Garym Paytonem można nawet znaleźć na YouTubie z rosyjskim komentarzem:

Choć Clippers latem 1996 praktycznie nie wzmocnili składu, to m.in. dzięki zastrzykowi energii jaki dało wprowadzenie do pierwszej piątki Martina, wygrali siedem spotkań więcej niż przed rokiem i wślizgnęli się do playoffów – raptem po raz trzeci w kalifornijskiej historii klubu (na kolejny taki wynik trzeba było czekać 8 lat).

Pamiętacie drugi odcinek „The Last Dance„? Obserwujemy w nim trudny początek sezonu 1997/98 w wykonaniu osłabionych brakiem Scottie’ego Pippena Byków. Chicago nie wygrało jeszcze ani razu na wyjeździe, ma problemy z rzuceniem 100 punktów, frustracja rośnie i przychodzi mecz z Clippers, którzy błyskawicznie wrócili do roli chłopców do bicia zaczynając poplayoffowe rozgrywki od bilansu 1-10. W serialu to spotkanie pokazane jest jako moment, w którym Jordan bierze sprawy w swoje ręce i niemal w pojedynkę przerywa złą passę poza własną halą. MJ rzuca 49 punktów i dostaje zaskakująco duże wsparcie od Luca Longleya (22 punkty i 17 zbiórek), Dennis Rodman dorzuca double-double (14/10) a Toni Kukoc krągłe 14/8/6, ale Bulls i tak się męczą, wygrywając dopiero po dwóch dogrywkach z drużyną, która trafiała tamtego wieczoru tylko 39% rzutów z gry i 61% rzutów wolnych.

To był akurat jeden z dwóch kolejnych meczów, w których trener Fitch przykleił Martina do ławki. Na parkiecie przebywał tylko przez 3 minuty i 41 sekund, ale miał szansę dać Clippers zwycięstwo w pierwszej dogrywce. W ostatnich sekundach stanął do pojedynku jeden na jeden z Rustym LaRue, ale nie potrafił wykorzystać faktu, że Rusty LaRue był Rustym LaRue i spudłował nieco pokracznego layupo-floatera.

Clippers sprawili też problemy Bulls w drugim ich pojedynku w ramach „Ostatniego Tańca” – tym razem Darrick rzucił 19 punktów i jeszcze na półtorej minuty przed końcem Clippers remisowali z mistrzami NBA (ostatecznie przegrywając pięcioma punktami).

Martin może i ograł Jordana podczas tamtego sparingu w trakcie kręcenia „Kosmicznego Meczu”, ale już na zawodowych parkietach nie udało mu się to ani razu.

Otagowane ,

John Starks

John Starks

Fun Fact: Najważniejszym wsadem w karierze Johna Starksa wcalnie nie był „The Dunk”. Ba – najważniejszy wsad w karierze Johna Starks nie był nawet udany. Zakończył się bezlitosnym blokiem i bolesną glebą.

Starks, który dopiero niedawno zamienił pracę w supermarkecie na epizody w NBA, CBA i WBL, dostał jesienią 1990 roku zaproszenie na obóz treningowy Knicks. Nie łudził się, że coś z tego będzie, bo Nowojorczycy mieli w tamtym czasie dwanaście gwarantowanych kontraktów. Postanowił więc pożegnać się z tym etapem kariery w wielkim stylu i na sam koniec campu wykonać wsad nad Patrickiem Ewingiem. Niestety odbił się od centra Knicks jak od skały, a upadając na parkiet skręcił kolano. Ponieważ przepisy zabraniają zwolnienia zawodnika kontuzjowanego, Starks został z drużyną, a gdy na początku grudnia uraz wyeliminował z gry Trenta Tuckera, John dostał szansę na debiut w koszulce Knicks. To był mecz przeciwko Michaelowi Jordanowi i Bulls. Reszta jest historią…

…historią, której wycinek można było zobaczyć w ostatnim odcinku „The Last Dance”. Szósty epizod serialu skrywał w sobie gorzką pigułkę dla fanów Knicks, ale taki to już urok kibicowania komuś innemu niż Bulls w latach dziewięćdziesiątych… Na pocieszenie dostaliśmy scenę, w której Jordan przegrywa w rzucaniu monet ze swoim polskim ochroniarzem, którego brawurowe połączenie trwałej ondulacji, plerezy i wąsów jest prawdziwą gwiazdą „Ostatniego tańca”. Nie umknęła mojej uwadze symetria tej sceny z ostatnimi sekundami szóstego meczu finałów konferencji z 1993 roku. I tu, i tu ktoś dostał cztery szanse na pokonanie Michaela. Charles Smith nie wykorzystał żadnej. John Michael Woźniak wygrał za pierwszym razem. LEGENDA.

John Michael Wozniak

Otagowane , ,

Bill Laimbeer

Bill Laimbeer

Fun Fact: W „The Last Dance” historia Bad Boys kończy się na niepodanych rękach (boo-hoo) po czwartym meczu finałów konferencji w 1991 roku, ale faktyczny koniec tamtego składu miał miejsce w rozgrywkach 1993/94, a rękę (a konkretniej łokieć), przyłożył do niego Bill Laimbeer.

Choć wielu kluczowych Złych Chłopców – oraz trener Chuck Daly – opuściło już Motor City, to w składzie wciąż był Bill, Isiah Thomas i Joe Dumars.

30 października, niecały tydzień przed pierwszym meczem sezonu, podczas treningu, Laimbeer stawiając zasłonę uderzył łokciem Thomasa, łamiąc mu żebro. Zeke wylizał się dość szybko, ale szlag go trafił, gdy nieco ponad dwa tygodnie później, Bill znów uderzył go łokciem w to samo miejsce. Isiah niewiele myśląc zaatakował odwróconego Laimbeera, uderzając go pięścią w głowę. Efekt? Pęknięta trzecia kość śródręcza i groźba nawet dwumiesięcznej rehabilitacji (ostatecznie skończyło na około dwutygodniowej przerwie) oraz… zranione uczucia Billa Laimbeera. Serio. Uczucia Billa Laimbeera. Ta koszulka nie kłamała.

Mark Aguirre

Bill był tak wstrząśnięty, że następnego dnia – w trakcie spotkania z Thomasem i trenerem Donem Chaneyem – oznajmił, że kończy karierę. Bał się, że nie uda mu się odbudować przyjacielskiej relacji z Zeke’iem i odzyskać sympatii kibiców. Nie zniósłby bycia wygwizdywanym we własnej hali, a tego właśnie się spodziewał. Ostatecznie panowie się dogadali, były zaczerwienione oczy i wyznania wiecznej miłości w prasie (a może i nawet rozkoszne figle w szatni), ale raptem 14 dni później, 1 grudnia 1993 roku, w przeddzień powrotu na parkiet Isiah Thomasa, Bill ogłosił przejście na emeryturę.

„Robię w domu wielką imprezę!” – powiedział wtedy Horace Grant.

„Miał wspaniałą karierę.” – powiedział z kolei Phil Jackson. „Ale był dupkiem” – dodał.

Nikt tego dnia nie płakał, bo ta koszulka też nie kłamała:

Pistons w rozgrywkach 1993/94 wygrali tylko 20 razy, a cztery mecze przed końcem sezonu Isiah zerwał ścięgno Achillesa, co doprowadziło do zakończenia kariery (i straty kolejnej szansy na grę w Dream Teamie).

I taki właśnie był koniec Bad Boys, a ostatnim gwoździem do ich trumny był wybór w drafcie najgrzeczniejszego z chłopców – Granta Hilla.

Bonusowy Fun Fact: Służąca za ilustrację karta uwiecznia pierwszą przezroczystą maskę na twarz w historii parkietów NBA. Laimbeer strzaskał kość policzkową wpadając na ramię Oldena Polynice’a podczas meczu przedsezonowego w 1990 roku, a Pistons skontaktowali się wtedy z protetykiem Jerrym McHale’em, ówczesnym dyrektorem Michigan Hand & Sports Rehab Centers, który zaprojektował pionierską ortezę. Ta sama firma stworzyła też maskę, w której większość kariery spędził Rip Hamilton.

Otagowane ,

Mike Dunleavy

Mike Dunleavy

Fun Fact: Choć trenowanie drużyny mającej w składzie gwiazdy z mistrzowskim doświadczeniem wydaje się być samograjem, debiut 36-letniego wówczas Mike’a Dunleavy’ego w roli głównego trenera NBA zasługuje na uznanie. W sezonie 1990/91 przejął pałeczkę od Pata Rileya i poprowadził Lakers do finału, który też okazał się przekazaniem pałeczki – z rąk Magica Johnsona do rąk Michaela Jordana.

Niestety ekscytacja Dunleavy’ego związana z zadaniem wprowadzenia Showtime’u w nową erę nie trwała długo. Magic zakończył karierę, a zmieniającą się w Mieście Aniołów wartę stać było jedynie na 43 wygrane w sezonie zasadniczym i jedno zwycięstwo w playoffach (i przydomek „Slowtime”). Wtedy o Mike’a upomnieli się poprzedni pracodawcy – Milwaukee Bucks – z którymi związany był wcześniej nie tylko jako asystent trenera, ale i zawodnik. Oferta była bezprecedensowa, bo Dunleavy otrzymał rekordowo długi, ośmioletni kontrakt wart od 8 do 12 milionów dolarów (po uwzględnieniu premii), oraz dodatkową władzę w postaci stanowiska wiceprezydenta do spraw koszykarskich. Choć trenowanie Lakers nawet w chudych latach wciąż było najbardziej prestiżową posadą w branży, a Jerry Buss zaproponował mu dwuletnią umowę i drugą najwyższą pensję wśród szkoleniowców, w maju 1992 roku Mike Dunleavy zdecydował się spędzić resztę lat dziewięćdziesiątych w Milwaukee (Bucks w ramach rekompensaty musieli wysłać do L.A. jeszcze dwa picki drugorundowe).

Trenerem Kozłów był przez cztery lata (wygrywając kolejno 28, 20, 34 i 25 meczów), rok dłużej utrzymując się w roli prezydenta. To za jego kadencji do stanu Wisconsin trafili Glenn Robinson, Ray Allen i Vin Baker, z których pierwsi dwaj mieli później doprowadzić Bucks na odległość jednego zwycięstwa od finału NBA. Dekadę kończył w Portland, gdzie nagrodzono go tytułem Coach Of The Year za sezon polokautowy, który Jail Blazers zakończyli pierwszym z dwóch kolejnych awansów do finału konferencji.

Właściwy Fun Fact (wstęp mi się trochę rozlazł): Mike był w latach dziewięćdziesiątych nie tylko trenerem, ale też… zawodnikiem. W sezonie 1989/90 wystąpił w 5 meczach Bucks jako grający asystent trenera (jego średnie to 3.4 PPG i 2.0 APG, a najlepszy występ to 9 punktów i 4 asysty przeciwko Blazers). Podobny epizod zaliczył też w poprzednich rozgrywkach (2 spotkania, 5 minut, 3 punkty). Nie było to jakoś bardzo szokujące, bo:

a) trener Don Nelson znany był z niekonwencjonalnych pomysłów;

b) Dunleavy zakończył karierę w trykocie Bucks raptem dwa lata przed objęciem posady asystenta Nelsona.

Mike miał tylko 30 lat, gdy rozgrywał ostatnie spotkanie w swoim czysto zawodniczym dorobku, a powodem przejścia na wcześniejszą emeryturę była kontuzja pleców, której nabawił się w… wypadku lotniczym. Nie, jego samolot nie spadł z nieba, a… ostro zahamował podczas jazdy po pasie lotniska (piloci próbowali uniknąć zderzenia z ciężarówką przewożącą paliwo). Szarpnięcie spowodowało wypadnięcie dysku, którego efektem był ból pleców, nogi i stopy. Choć Dunleavy próbował jeszcze tego samego dnia zagrać w meczu z Bullets, musiał zejść z boiska już w pierwszej kwarcie. To był jego ostatni występ w karierze.

Dunleavy pozwał linie lotnicze domagając się odszkodowania w wysokości 10 milionów dolarów za przyczynienie się do kończącej karierę kontuzji, ostatecznie idąc na ugodę wartą okrągły milion. Zgarnął pieniądze i wyjechał do Nowego Jorku, gdzie zaczął pracować na Wall Street, ale ostatecznie zatęsknił za koszykówką i wrócił do Milwaukee.

Jako zawodnik, Mike – który słynął z nieustępliwości i rzutów za trzy – dwukrotnie dotarł do finału NBA, ale nigdy nie wygrał. Jako rookie w 1978 roku musiał razem z Sixers uznać wyższość Blazers, a w 1981 roku lepsi od jego Rockets okazali się Celtics. W czwartym spotkaniu tej drugiej serii finałowej zaliczył swój najbardziej pamiętny występ, będąc najlepszym strzelcem meczu i z 28 punktami prowadząc Rakiety do zwycięstwa i wyrównaniu serii na 2-2. Podobno grał wtedy z kontuzją kostki.

Otagowane

Dennis Rodman

Dennis Rodman

Fun Fact: Dennis Rodman był jednym z głównych bohaterów trzeciego i czwartego odcinka „The Last Dance”, w trakcie których m.in. usłyszeliśmy historię o jego 48-godzinnych wakacjach w Las Vegas w trakcie sezonu 1997/98 (long story short dla nie oglądających/przyszłych czytających: Rodman poprosił o przerwę na wyszumienie się i oczywiście nie dotrzymał danego słowa, że zabaluje tylko przez dwa dni, a do pracy wrócił dopiero, gdy w jego drzwiach stanął Michael Jordan i wyciągnął go za ucho – choć tak naprawdę to za kolczyk w nosie – z łóżka dzielonego z Carmen Electrą). W trakcie tamtego sezonu nie była to jedyna przygoda Robaka z Sin City. Głośno było o spontanicznej wycieczce do stolicy hazardu pomiędzy pierwszym (przegranym), a drugim meczem finałów 1998. Także w trakcie pojedynku z Utah Jazz, do sądu wpłynął pozew przeciwko skrzydłowemu Bulls, którego oskarżono o napaść i przemoc emocjonalną wobec krupiera. Rodman przed każdym rzutem ocierać kości o łysą głowę, brzuch i krocze pokrzywdzonego – wiecie, na szczęście. A z kim wtedy siedział przy stole? Z Vernonem Maxwellem. Chyba trudno wyobrazić sobie bardziej niestabilny emocjonalnie duet grający w kości. Wiecie z kim jeszcze w tamtym sezonie zabalował w Vegas? M.in. z Charlesem Barkleyem. Przewijający się wśród stałych komentatorów w „The Last Dance”, Sam Smith, w marcu 1998 pisał:

„Kilka tygodni temu, w wywiadzie dla NBC, Barkley co prawda nie przyznał wprost, że ma problem z piciem, ale powiedział, że picie to problem i kończy z nim. […] Od czasu tej deklaracji zaczął grać lepiej – wzrosła i jego skuteczność rzutów z gry, i średnia punktowa. Raz jednak powinęła mu się noga – w trakcie przerwy na Mecz Gwiazd spędził noc grając i hulając w Las Vegas razem z Dennisem Rodmanem.”

Także w 1998 roku – w listopadzie – miał miejsce chyba najsłynniejszy wypad „Robaka” do Vegas i impreza, po której obudził się jako mąż Carmen Electry (Rodman wystąpił o anulowanie ślubu już po 10 dniach).

Ach ten Dennis.

Ale David Robinson i tak był bardziej zwariowany…

Otagowane ,

Orlando Woolridge

Orlando Woolridge

Fun Fact: Pisałem ostatnio, że w pierwszych odcinkach „The Last Dance” brakowało mi wzmianki o Orlando Woolridge’u, ale prawda jest taka, iż w kontekście kariery Michaela Jordana jest on jedynie postacią z dalszego planu, która nie miała wpływu na to, jak wyglądał Ostatni Taniec.

Warto jednak pamiętać, że w 1984 roku zdecydowanie był na pierwszym planie jordanowskiej historii. To on był najbardziej obiecującym zawodnikiem Byków przed wyborem MJ’a, a potem kandydatem do stworzenia z nim duetu.

Kilka luźnych cytatów z tamtych lat:

„Orlando jest królem tej drużyny, ale chce mi zapłacić żeby go uczył [dunkowania – przyp. MMJK] – Michael Jordan, październik 1984.

„90 punktów w trzech ubiegłotygodniowych meczach udowodniło, że Bulls to coś więcej niż show Michaela Jordana” – Sports Illustrated, grudzień 1984.

„Orlando Woolridge prawdopodobnie przez resztę kariery będzie All-Starem”Larry Bird, luty 1985.

Dopiero z czasem (który wypełnił m.in. narkotykowy odwyk) przylgnęła do niego łatka gracza jednowymiarowego, zainteresowanego tylko powiększaniem swojego konta punktowego.*

Skoro więc w „The Last Dance” wzmianki o nim nie było, to wypełnię tę lukę wrzucając telewizyjny materiał o Orlando z 1985 roku:

Woolridge mówiący, że atakowanie kosza jest jak branie ecstasy doskonale wpisuje się w „objazdowy cyrk kokainowy”, który na wzmiankę o pierwszym sezonie MJ’a w Bulls już się załapał.

________

* mało który właściwy człowiek w historii wszechświata był na bardziej właściwym miejscu niż Orlando w Denver Nuggets za czasów Paula Westheada, skupiającego się na beztroskim zdobywaniu punktów. Zanim kontuzja oka w połowie grudnia 1990 roku wyeliminowała go z gry na dwa miesiące, rzucał po 29 punktów w każdym spotkaniu i bił się z samym Jordanem o tytuł króla strzelców (najwyższa średnia punktowa, stan na dzień, w którym Woolridge doznał urazu: 1. Charles Barkley – 29.8; 2. Orlando Woolridge – 29.6; 3. Bernard King – 28.7; 4. Michael Jordan – 28.6; 5. Karl Malone – 27.9). Orlando wrócił w połowie lutego, z goglami na głowie, do grania w których – jak później twierdził – przyzwyczajał się około miesiąca. Odbiło się to na jego średniej, która za drugą część sezonu wynosiła już „tylko” 22 punkty. Ostatecznie skończył rozgrywki z wynikiem 25.1 punktu na mecz, co dałoby mu dziewiąte miejsce na liście strzelców. „Dałoby”, bo niestety opuścił zbyt wiele meczów, żeby załapać się do oficjalnej klasyfikacji. Wygrał, oczywiście, MJ (31.5), przed Malone’em (29.0) i Kingiem (28.4).

Otagowane ,