Tym razem nie mam żadnego uszczypliwego komentarza. To zdjęcie jest idealne.
Trochę źle, że nabijanie się z Chrisa Bosha już wyszło z mody, ale za to jemu samemu nie wyszły niedawno 3 kolejne wsady:
Fun Fact: „Podwójny” wsad Roberta Horry’ego, który zobaczyłem będąc brzdącem w jakimś „NBA Action” czy przerywniku z najlepszymi akcjami, zawsze uważałem za jedną z najwspanialszych rzeczy jakie widziałem kiedykolwiek na koszykarskim boisku. Dziś – po 18 latach zachwytów nad nim, dowiedziałem się, że ten kosz nie został zaliczony. Wybaczcie rumuńskie przekleństwo, ale nie mam innego komentarza: kurwesku.
Nie ma to jak w leniwe czwartkowe popołudnie zrujnować sobie dzieciństwo…
Fun Fact: Oprócz 12914 punktów w NBA, Gill ma w swoim dorobku jako profesjonalny sportowiec także bilans 4-0-0 na ringu bokserskim.
Trzy ze swoich walk wygrał przed czasem przez techniczny nokaut, a jedną jednogłośnie na punkty. Karierę zawodowego boksera Kendall zaczął w 2005 roku, niedługo po tym jak skończył karierę koszykarza. Ostatnią walkę stoczył dwa lata temu jako 42-latek.
Nick Young byłby dumny.
Fun Fact: Wszyscy jarają się dziś 30-tysięcznym punktem zdobytym przez Kobego Bryanta (w tym ja), dlatego postanowiłem oddać na MMJK hołd osobie, dzięki której możliwe były jego pierwsze punkty w karierze. To właśnie Buck Williams, grający wtedy w Knicks, sfaulował młodziutkiego debiutanta z Lakers w drugiej kwarcie meczu rozgrywanego 5 listopada 1996 wysyłając Kobego na linię rzutów wolnych, z której to zdobył swój pierwszy z kilkudziesięciu tysięcy punktów.
Fun Fact: 56. urodziny obchodzi dziś jeden z moich ulubionych zawodników w historii Knicks – Bernard King. King w najlepszych latach nie ustępował Larry’emu Birdowi, a w 1984 roku, gdy Bird został MVP w tradycyjnym głosowaniu dziennikarzy, superstrzelec Knicks został zwycięzcą plebiscytu w głosowaniu zawodników.
Ponieważ jednak grał w Nowym Jorku tylko w latach 82-87., to zmuszony jestem jego urodzinową laurkę ozdobić zgodną z przepisami bloga kartą z lat 90. przedstawiającą go z czasów gry w Washington Bullets.
Nikt mi jednak nie zabroni dorzucić do nich paru nowoczesnych kart upamiętniających złoty okres pierwszego „Króla” NBA.