Trzeba przyznać, że stylówka Szerszenia Hugo lepiej wytrzymała próbę czasu niż stylówki niektórych jego kolegów z Backstreet Boys
Trzeba przyznać, że stylówka Szerszenia Hugo lepiej wytrzymała próbę czasu niż stylówki niektórych jego kolegów z Backstreet Boys
Fun Fact: Zapewne wszyscy pamiętacie ten rzut…
Niestety Rexowi Chapmanowi nie udało się nim ostatecznie ukraść zwycięstwa Seattle Supersonics – ani w tym meczu, ani w całej serii. 17 lat później udało mu się jednak ukraść warty 14 tysięcy dolarów sprzęt ze sklepu Apple. Kolejny dowód na to, że życie pisze najgorsze scenariusze.
Fun Fact: Podstawowy point guard w mojej piątce zawodników z lat 90, którzy zupełnie niczym się nie wyróżniali (All-Meh 1st Team). Oto cały skład:
PG – Vern Fleming
SG – Tony Smith
SF – Kevin Gamble
PF – Derek Strong
C – Victor Alexander
Najbardziej ekscytujący moment kariery Verna Fleminga to zapewne kręcenie tej reklamy…
Fun Fact 2: Włosy trenera Dicka Versace są naprawdę.
Fun Fact: Jeszcze w kwietniu na Facebooku Tomaszek domagał się aby z okazji włączenia do Hall Of Fame Mitcha Richmonda, poświęcił wpis tej legendzie gier komputerowych i planszowych. Ponieważ lepiej późno niż później, oto ten wpis. Proszę bardzo.
Przy jego okazji pogrzebałem trochę w statystykach Mitcha, żeby określić nieco bardziej precyzyjnie stopień prawdziwości obiegowej opinii o nim – że spośród wszystkich wielkich graczy lat 90., on był największym przegranym. Powszechnie wiadomo, że najlepsze lata kariery spędził w słabiutkich Kings i Wizards, smak playoffów zaznając jedynie w pierwszych sezonach z Warriors i na samym końcu kariery, gdy podczepił się pod mistrzowski skład Lakers. Wyliczyłem, że drużyny Richmonda wygrywały średnio 33 mecze w sezonie regularnym (przypominam, że wliczamy tu 58 zwycięstw Jeziorowców z sezonu 01/02). Nie mam takich danych (ani cierpliwości, żeby wyliczyć je samemu) dla innych Hall Of Famerów, ale podejrzewam, że trudno będzie znaleźć kogoś z gorszym dorobkiem. To czego jestem pewien to fakt, że spośród wszystkich graczy w historii NBA, którzy mogą się pochwalić średnią punktową w karierze nie mniejszą niż 20 punktów (Richmond rzucał po 21 punktów w każdym spotkaniu przez 14 lat), żaden nie rozegrał mniejszej liczby spotkań playoff niż „The Rock”. Mitch Richmond wystąpił w post season ledwie 23 razy (gdy Lakers szli po swój tytuł w 2002, Mitch pojawił się na boisku w playoffach tylko dwukrotnie).
Ale i tak rządził.
Wiadomo, że Richmond to średnio atrakcyjny bohater dla montaży z cyklu „TOP10”, bo głównie rzucał z wyskoku, ale szacun za ten wsad nad noszącym srebrną maskę Willem Perdue.
W ramach bonusu dla Tomaszka za długie czekanie na spełnienie prośby, dorzucam jeszcze tył karty…
Fun Fact: Amerykańscy komentatorzy koszykarscy mają naprawdę bogaty dorobek, pełen klasycznych kwestii, terminów, które na stałe przylgnęły do tej dyscypliny, bystrych porównań i zabaw z terminologią sportową. Zazwyczaj jednak najbardziej pamiętamy to co mówią gdy się w ogóle nie starają, czego doświadczył m.in. zmarły w tym roku legendarny coach Jack Ramsay, który przez wiele lat pracował także jako komentator a jedyne co z tego okresu ludzie pamiętają to jego reakcja gdy punkty dla Miami Heat zdobywał Voshon Lenard.
Fun Fact: Nie mam żadnej karty Ricka Brunsona jako gracza NBA z lat 90, bo takowa nie istnieje (mimo iż Brunson debiutował w 1997 roku), ale niektórzy z Was może pamiętają tego wiecznego trzeciego point guarda z jego mniej lub bardziej epizodycznych przygód w Blazers, Knicks, Celtics, Bulls, Clippers, Rockets czy Sonics na przełomie wieków. Co to ma wspólnego z Patrickiem Ewingiem? Ten nagłówek: „Rick Brunson używał imienia ‚Patrick Ewing’ rezerwując masaż, który zakończył się postawieniem mu zarzutów o molestowanie seksualne”. Kliknijcie link po rozwinięcie, choć tytuł artykułu nie pozostawia mu zbytnio pola do popisu. Powiedzmy, że ułożeniem sobie życia na emeryturze Brunsonowi poszło jak z trafianiem na karty koszykarskie w latach 90.
Fun Fact: W drugiej połowie lat 80, Magic Johnson nazwał Cleveland Cavaliers „drużyną lat 90” i termin ten podchwyciło wiele osób. Oczywiście mówi się, że Magic Johnson nazywał ich tak, bo chciał dopiec Jordanowi i Bulls, ale prawdą jest, iż gdyby Daugherty i Price nie mieli chronicznych problemów ze zdrowiem (Daugherty, pięciokrotny All-Star, musiał skończyć karierę w wieku 28 lat) a Ron Harper nie został oddany do Clippers z powodu wątpliwych wyborów życiowych poza parkietem (oraz gdyby nie stracił swojego atletyzmu przez kontuzję kolana już w Los Angeles), to ich połączenie z Larrym Nance’em, Johnem „Hot Rodem” Williamsem i Craigiem Ehlo byłoby bardzo dobrze przygotowane do walki z Jordanem i Bulls (MJ powiedział kiedyś, że Cleveland „odniosłoby więcej sukcesów, gdyby zatrzymali Rona Harpera, bo był jednym z gości, którzy w Konferencji Wschodniej sprawiali mi najwięcej problemów w obronie”).
Tak czy siak, mieli aż trzech reprezentantów w moim ulubionym Meczu Gwiazd. Dla mnie to coś. No i ich Wielka Trójka zdążyła się przynajmniej rozsypać zanim na dobre wjechały te brzydkie stroje „ery Shawna Kempa”.
Fun Fact: Nie wiem, który moment kariery Randy’ego Browna jest bardziej pamiętny – ten wsad…
…czy ten moment, gdy próbował zabrać piłkę płaczącemu Michaelowi Jordanowi zdobywającemu pierwszy tytuł po śmierci ojca dokładnie w Dniu Ojca…
I dobrze, że nie dostał tej piłki meczowej. Potem pewnie i tak by ją sprzedał…