Fun Fact: Tak a propos sytuacji uwiecznionej na karcie, oto lista osób, które między 1991 a 2004 rokiem przeżyły (choć czasem ledwo) spotkanie z łokciem Dikembe Mutombo.
Powyższa lista wraz ze szczegółowym opisem szkód wyrządzonych przez „elbow wag” dostępna jest pod tym linkiem. Zemsta jego ofiar wygląda mniej więcej tak:
5. ASG 1995 (stroje z kaktusem, dużo fioletowej farby na parkiecie)
W tym ostatnim meczu najbardziej wartościowym zawodnikiem wybrano Mitcha Richmonda, który – jak to Mitch – rzucał i trafiał (10 razy na 13 prób). O tak:
Mitch byłby też niestety na ostatnim miejscu jeśli chodzi o pamiętne występy MVP z tamtych spotkań. Na szybko ułożyłbym je tak:
Fun Fact: Kontynuuję mój przegląd reklam z Karlem Malone’em. Po reklamie mleka i butów z katapultą przyszedł czas na reklamę fast foodu opartą na słynnym rytuale Malone’a odprawianym przed rzutami osobistymi.
W sumie to do dziś nie wiadomo co Mailman szeptał pod nosem, najpopularniejsze teorie to:
– coś o mamie (Szaranowicz & Łabędź promowali tę wersję);
– jakąś modlitwę;
– „This is for Karl, Karl, my baby boy” oraz „Karl, my baby boy, for you” (w 1997 roku zatrudniono dwójkę speców od czytania z ust i to jest właśnie ich wersja).
– za każdym razem coś innego (tak twierdził sam Malone);
– „Poluję na meksykańskie dziewczynki” (tak twierdzi żona Kobe’ego Bryanta).
Na 100% pewnie nigdy się nie dowiemy, ale wiecie co wiemy? Jak wyglądałby atak zombie na salon Toyoty należący do Karla Malone’a:
Fun Fact: Elmore był niezbyt poważnym i trochę zbyt grubym zawodowcem, dlatego jego kariera trwała tylko 5 sezonów, ale należy pamiętać, że w najważniejszych momentach koszykarskiej przygody musiał radzić sobie z problemami emocjonalnymi. Jeszcze zanim zaczął grać w NCAA, spędził ponad miesiąc w szpitalu lecząc depresję maniakalną, która ujawniła się u niego po nagłej śmierci mamy rok wcześniej. Po tym jak rozegrał swój najlepszy sezon w NBA (jako drugoroczniak wskoczył do pierwszej piątki Clippers i notował 8.9 punktu oraz 5.5 zbiórki w rozgrywkach 93/94), niezrównoważenie psychiczne znów dało o sobie znać i w grudniu – po tym jak jego Clippers przegrali 14 pierwszych spotkań – został oficjalnie wpisany na listę kontuzjowanych z powodu „widocznych problemów emocjonalnych i osobistych”. W tamtym sezonie wystąpił łącznie w 19 meczach, a po transferze do Denver Nuggets rozegrał 6 meczów w Kolorado i 11 w Portland w rozgrywkach 95/95, kończąc karierę jednym występem w koszulce SuperSonics w listopadzie 1996.
Żadna choroba nie usprawiedliwia jednak malowania sobie pod oczami mających chronić przed odblaskami słońca czarnych pasków, podczas uprawiania sportu w hali…
Fun Fact: Jim Les to zapomniany spec od rzutów z dystansu. Nawet ja jestem winny zaniedbania pamięci o nim, bo gdy pierwszy raz pojawił się na MMJK, ograniczyłem się do kiepskiego żartu z nazwiska. Przeciętny polski fan poznał i pokochał białych, niepozornych chłopców wchodzących z ławki tylko po to, żeby trafić trójkę lub dwie za sprawą Steve’a Kerra czy Tim Leglera, ale na początku lat 90 w tej kategorii nie miał sobie równych właśnie Les. W sezonie 90/91 trafiał 46.1% prób zza łuku i był pod tym względem liderem NBA. Był też bliski zdetronizowania Craiga Hodgesa w allstarowym Three Point Shootout, ale w finale konkursu z 1992 roku zabrakło mu ledwie jednego punktu i w rezultacie Hodges wygrał po raz trzeci pod rząd.
Długoterminowi fani Kings, którzy pod wpływem ery Vivka Randive’a nie zafundowali sobie jeszcze spontanicznej lobotomii przy użyciu karty koszykarskiej Nika Stauskasa, na pewno Lesa pamiętają, ba – nawet zaliczają go do legend klubu…
Fun Fact: Jak na kogoś, kto niezależnie od tego czy wychodził w pierwszej piątce, czy zaczynał mecz na ławce, zawsze i tak kończył z 5 punktami i 3-4 asystami, Mayberry jest graczem, na którego temat można wygrzebać całkiem sporo fun factów. Jako że nie wiem kiedy znów Lee wróci na łamy MMJK, zadziałam wbrew złotej zasadzie blogowania (nie pisz wszystkiego, co wiesz) i wypiszę wszystkie ciekawostki z Mayberrym, jakie znam. Wypiszę je w punktach. Oczywiście w 5 punktach.
1. Od 1988 do 1995, Lee Mayberry grał w jednej drużynie (najpierw był to Uniwersytet Arizony Arkansas, a po Drafcie 1992, Milwaukee Bucks) z Toddem Dayem, tylko dlatego, że wszechświat chciał jak najdłużej zachować duet o idealnej ksywie „MayDay”.
2. Jeśli lubicie point guardów, którzy wysoko skaczą i nie boją się zaatakować obręczy, Orva Lee Mayberry (pod-ciekawostka: serio, Orva to jego pierwsze imię) to Wasz typ zawodnika
3. Spędził w NBA 7 sezonów (choć w ostatnim zagrał tylko 9 razy) w Milwaukee i Vancouver i ani razu nie wystąpił w playoffach. 496 meczów jakie w tym czasie rozegrał to ósmy wynik wśród post-seasonowych dziewic.
4. Wystąpił w roli samego siebie w filmie „Bud – Pies na medal”, razem z innymi znajomymi z zawodowych parkietów, którzy tworzą skład gotowy do opisania na tym blogu: Blue Edwardsem, George’em Lynchem, Samem Mackiem, Pete’em Chilcuttem oraz Ivano Newbillem. Mayberry’emu powierzono odegranie sceny, w której piłka zbita przez głównego bohatera – utalentowanego sportowo psa Buda – trafia koszykarza w twarz. Nawet gdyby Akademia Filmowa postanowiła osobno nagradzać udawanie zawrotów głowy, Oscar Mayberry’emu zdecydowanie by nie groził.
5. Oficjalna strona Milwaukee Bucks uznała go za drugiego najbardziej 90sowego gracza Kozłów.
Fun Fact: Nigdy bym nie wpadł na to, że 5-minutowy montaż akcji Davida Wooda dostarczy mi tyle czystej rozrywki. Ba – nigdy bym nie wpadł na to, że ktoś stworzył dowolnej długości montaż akcji Davida Wooda. Oto jednak on:
Jest tu wszystko! Zaskakująco energetyczne wsady (Wood nie był taki drewniany jak sugerowałaby jego powierzchowność… o nazwisku nie wspominając), rzuty za trzy (pozycja stretch four jeszcze wtedy raczkowała), podania za plecami (obczajcie koniecznie akcję Pistons z 43 sekundy), „fundamentalsy” (hak, półdycha, wymuszenie faulu ofensywnego, rzut osobisty), game-winnery i brutalne faule. Z jakiegoś powodu klip urywa się gdy pojawia się najbardziej rzadki materiał – poster dunk z mistrzostw świata 1998 (tak jest, Wood był członkiem lokautowej Parszywej Dwunastki, o której świat zbyt szybko zapomniał) i fragment występu w konkursie wsadów ligi CBA. Montażysta dodał gdzieniegdzie „hajpujące” napisy (w stylu „Take that Spike” po trójce trafionej w MSG) i generalnie zrobił to wideo z autentyczną sympatią dla materiału źródłowego – a mówimy tu o karierze grającego po 13 minut w meczu journeymana. Ktoś w komentarzach na YouTube’ie idealnie podsumował pozycję Wooda w koszykarskiej hierarchii NBA – Tom Chambers dla ubogich.
Obejrzałem ten klip już parę razy i pragnę poinformować, że świat zyskał kolejnego fana dorobku Davida Wooda.
Fun Fact: Krótka muzyczna historia kariery Calberta w Washington Bullets. Zaczynał ją przy akompaniamencie muzyki z Gwiezdnych Wojen:
Swój najlepszy sezon (94/95, z rekordami kariery: 16.6 PPG, 4.1 RPG i 2.3 APG) uczcił pamiętnym (przynajmniej w tych stronach) karaoke:
Z kolei najlepszy sezon Bullets w latach 90-tych (96/97) akcentuje występ Cheaneya (razem z Juwanem Howardem, Benem Wallace’em i – jakby nie było innych koszykarz w stolicy – Ashrafem Amayą) w teledysku Crystal Waters…
Potem Bullets zmienili nazwę na Wizards i wszystko przestało być takie fajne, łącznie z samą karierą Cheaneya, która choć trwała aż do 2006 roku, to na poziom z ery Pocisków już się nie wzniosła.