Fun Fact: James Worthy jest jedynym klingońskim przemytnikiem w NBA Hall Of Fame.
Fun Fact: Jeśli ktoś z Was pamięta Knighta, to prawdopodobnie z wicemistrzowskiej ekipy Suns z sezonu 92/93 lub ewentualnie z najlepszego sezonu w karierze, który rok później kończył w koszulce San Antonio Spurs. Są też zapewne tacy, choć nieliczni i raczej nie w naszym kraju, którzy pamiętają go z chrztu Royce’a Woolridge, nieślubnego syna Orlando Woolridge’a – Knight jest bowiem ojcem chrzestnym Royce’a. A skoro już przy najmłodszym z trójki synów Woolridge’a jesteśmy, to tak jak dwaj pozostali gra on w koszykówkę, ma chyba jednak największą szansę żeby otrzeć się o NBA – dwa lata temu był w czołówce strzelców wśród zawodników szkół średnich (30,2 punktu na mecz) i dostał stypendium od Uniwersytetu Kentucky. Po jednym sezonie opuścił jednak jedną z najlepszych ekip w NCAA, gdzie nie udało mu się wywalczyć miejsca w składzie i przeniósł się na uczelnię Washington State. Tam musiał obowiązkowo pauzować cały sezon 11/12 i od tej jesieni będzie miał 3 lata żeby zrobić karierę na szczeblu akademickim i otworzyć sobie ewentualnie furtkę do NBA. Zobaczymy. Ciężko bowiem cokolwiek wróżyć po highlightach ze szkoły średniej.
W każdym razie to na pewno ciekawszy montaż niż cokolwiek co można by zmontować z kariery Negele Knighta.
Fun Fact: Gdy akurat nie pomagał Michaelowi Jordanowi w zdobywaniu tytułów mistrza NBA, Will Perdue jeździł do Beverly Hills pomagać Axelowi Foleyowi w tropieniu morderców jego kolegi.
Jak donoszą dobrze poinformowane źródła, grający w 1. lidze koszykówki AZS WSGK Polfarmex Kutno ma włączyć się w dyskutowany od wielu dni transfer, którego centralnym punktem jest przejście Dwighta Howarda z Orlando Magic do Brooklyn Nets. Ekipa z Brooklynu szuka coraz to bardziej kreatywnych sposobów, aby skonstruować wymianę satysfakcjonującą chcących rozstać się ze swoim rozpieszczonym gwiazdorem włodarzy Magic, dlatego AZS WSGK Polfarmex Kutno jest już czterdziestą siódmą drużyną łączoną z tym prawdopodobnie największym transferem w historii NBA.
Gdyby wymiana doszła do skutku w obecnym kształcie o jakim donoszą wspomniane źródła (oczywiście na Twitterze), kutnowski drugoligowiec otrzymałby mały palec lewej dłoni MarShona Brooksa (którego prawe przedramię, lewa pięta, jelito ślepe i śledziona są już łączone z, odpowiednio, Clippersami, Cavaliers, Timberwolves i Bobcats – spodziewane są wkrótce kolejne ustalenia w związku z rozdysponowaniem pomiędzy inne drużyny biorące udział w transferze pozostałych narządów Brooksa, jedynej cennej karty przetargowej Nets), zdjęcie Kim Kardashian z prywatnego archiwum Krisa Humphriesa i nową płytę Jaya-Z. AZS WSGK Polfarmex Kutno w rewanżu odda Mariusza Bacika do Bobcats, którzy z kolei oddadzą swój wybór w drafcie do Magic (via Nets) i wezmą z Brooklynu wolnego agenta Krisa Humphriesa. Wcześniej jednak, według warunków dyskutowanej wymiany z AZS WSGK Polfarmex, Kris Humphries ma być przetrzymywany na dworcu kolejowym w Kutnie, do momentu aż zgodzi się odstąpić od wieloletniego kontraktu i podpisze jednoroczną umowę.
Udział kutnowskiej drużyny może być kluczowy aby spełnić w końcu publiczne żądania Howarda, który od wielu miesięcy próbuje wymusić na Magic transfer do Brooklyn Nets. Orlando na chwilę obecną, w zamian z najlepszego centra ligi, otrzymałoby Brooka Lopeza, Damiona Jonesa i Sheldena Williamsa z Nets, Luke’a Waltona z Cavaliers, pamiątkową koszulkę z napisem „Daliśmy maksymalny kontrakt Brookowi Lopezowi i tylko dlatego została nam ta koszulka, bo rzuciliśmy nią do kosza i Lopez nie potrafił jej zebrać”, zdjęcie Otisa Smitha z domalowanymi wąsami i penisem na czole oraz wydrukowaną i oprawioną w ramki korespondencję z Toronto Raptors (z podkreślonymi na czerwono najśmieszniejszymi i najbardziej niedorzecznymi fragmentami), którzy wcześniej próbowali oferować Magic i Nets 20 milionowy kontrakt Landry’ego Fieldsa. Dodatkowo Orlando otrzyma oczywiście całe mnóstwo wyborów w drafcie. W zasadzie to w drafcie 2013 wybierać będą tylko Magic.
Poproszeni o komentarz przedstawiciele drużyny z Kutna powiedzieli: „Mamy już dość tego całego cyrku więc chcieliśmy jakoś pomóc w jego zakończeniu. Uważamy, że nawet gdyby cała liga znów zaczęła ćpać kokę jak w latach 80. i na dodatek zlikwidowano 24-sekundowy zegar, to byłyby to okoliczności mniej zniechęcające do NBA niż kolejne odcinki serialu o tym jak to Dwight Howard (nie) odchodził z Magic”.
Fun Fact: Sarunas na początku lat 90. w pojedynkę zorganizował reprezentację narodową świeżo upieczonej niepodległej Litwy, która dwa lata później zdobyła brąz na Igrzyskach w Barcelonie. Gdyby to nie robiło wystarczającego wrażenia, to dodam, że jednym ze sponsorów reprezentacji Litwy, których załatwił Marciulionis był zespół Grateful Dead, który ma prawdopodobnie więcej fanów w Ameryce niż miał oryginalny Dream Team. Z kolei więcej fanów niż Grateful Dead i Dream Team razem wzięte miały koszulki Litwinów, w których m.in. odbierali medale w Barcelonie (a na których wzornictwo użyczyli licencję właśnie muzycy GD):
1. Powyższy opis z odwrotu karty w bardzo dyplomatyczny sposób przedstawia krótką, 15-meczową karierę w NBA i resztę życia Luthera Wrighta. Pomija jednak trzy ważne wydarzenia, które akcentowały 13 lat jakie minęły od czasu, gdy Wright stracił miejsce w składzie Utah Jazz do momentu gdy miał wreszcie okazję oddać się pasji z młodości jako gitarzysta w kościelnym zespole, na którego pierwszą próbę około 2007 roku przyszedł jako bezdomny.
2. Najpierw był epizod ze stycznia 1994 – Luther Wright został zatrzymany przez policję gdy w amoku dewastował kijem kosze na śmieci i szyby zaparkowanych samochodów gdzieś na rogatkach Salt Lake City. U ex-gwiazdy uniwersytety Seton Hall zdiagnozowano chorobę maniakalno-depresyjną i wysłano do szpitala psychiatrycznego. Na jaw wyszły także próby samobójcze, imprezy i opuszczone treningi. Gdy lekarze stwierdzili, że Wright nigdy nie będzie w pełni zdrów, Utah Jazz zrekonstruowało kontrakt (5 mln/5 lat) ze swoim centrem-debiutantem tak, żeby pozostałe pieniądze wypłacać mu w 25 rocznych ratach po 153 tysiące dolarów.
3. Po wyjściu ze szpitala i powrocie w rodzinne strony, Wright próbował poradzić sobie z niespełnionymi oczekiwaniami innych (oraz wciąż żywymi wspomnieniami molestowania seksualnego, którego ofiarą padł w wieku 6 lat) przy pomocy alkoholu i narkotyków. W 1996 roku siedział już w narkotykach po uszy (a pamiętajcie, że gdy ktoś mierzy 218 cm, to uszy ma bardzo wysoko) i większą część czasu spędzał w najbardziej ćpuńskich zakątkach stanu New Jersey. Przez następne kilka lat jedyne wieści na jego temat były miejskimi legendami – ktoś widział go w zimowej kurtce w środku lata, ktoś inny – idącego boso w środku zimy. Wątpliwości nie było tylko co do tego, że na pewno jest właśnie w środku czegoś bardzo, bardzo niedobrego.
4. Parę dni przed świętami Bożego Narodzenia w 2004 roku Wright trafił do szpitala z odmrożonymi i przegniłymi dwoma palcami u stopy, które natychmiast amputowano. Trzy dni po wypisaniu ze szpitala, Luther Wright stał już o kulach u drzwi meliny kupując crack. Postanowił wypalić go na miejscu i wtedy zauważył, że opatrunek na stopie jest cały czerwony. W tamtej chwili powiedział sobie – skończyłem. Rozdał resztę kokainy, którą przed chwilą kupił i wezwał karetkę. Od tamtego czasu koncentruje się na ratowaniu tego co się da ze swojego życia.
5. A udało się uratować całkiem sporo. Od paru lat nie bierze leków na swoje zaburzenia i czuje się dobrze. Ma żonę, którą poznał na próbach chóru w swoim kościele. Gra na gitarze. Dorabia jako DJ. Innymi słowy wreszcie żyje takim życiem jakim chciał żyć w młodości – grając muzykę. Koszykówka na pełny etat go nudziła. Z czasów gry w Utah Jazz przetrwała m.in. pewna anegdota, która dawniej dowodziła jego niedojrzałości i wyjaśniała czemu koledzy z drużyny i trenerzy szybko postawili na nim krzyżyk, a dziś pokazuje, że po prostu był wtedy w niewłaściwym miejscu: na jednym z treningów Jazz przerwał ćwiczenia i zaczął grać na perkusji stojącej w hali, która należała do zespołu mającego odbywać tam próbę. Z innych rzeczy, które udało się uratować: wrócił na studia w Seton Hall, ale nie było go stać na kontynuowanie – kontrakt z Jazz wciąż obowiązuje, ale pieniądze wpływają na konto matki, która sporą część utopiła w nietrafionej inwestycji i teraz spłaca długi, a na dodatek Wright płaci alimenty na czwórkę dzieci (choć jak po latach wykazały testy DNA, jest ojcem tylko dwójki z nich). Wrócił nawet do koszykówki, jako asystent trenera w małym nowojorskim college’u. No i przede wszystkim jest czysty. Zrobił sobie nawet nowe zęby (po ponad dekadzie życia na ulicach brakowało mu 1/3 uzębienia). W zasadzie z dawnych lat została mu tylko okaleczona stopa, ale bez niej, nie było by żadnej z rzeczy wymienionych w tym akapicie. I nie byłoby autografu na mojej karcie.
Rzadko kiedy w moje ręce trafia box z kartami wydanymi po 2000 roku. Ba, w zasadzie to trafił tylko raz i miał to być odosobniony przypadek. Ponieważ jednak mało co sprawia mi taką frajdę jak otwieranie boxów, a akurat nie mogłem na szybko skombinować niczego z przedziału czasowego w jakim zawieszony jest ten blog, oto jest – box 2002-03 Fleer Genuine. I oto jest – najciekawszy wycinek jego zawartości. Karty ze starszych boxów prędzej czy później pojedynczo trafią na MMJK, te nowsze teoretycznie nie mają gdzie się podziać, stąd pomysł na kolejną relację z otwierania, po box breaku 2011-12 Panini Hoops.
2002-03 Fleer Genuine, to całkiem miła dla oka seria – no, może z wyjątkiem oczu fanów Toronto Raptors, ze względu na uwiecznionego gdzieś między kolejnym wyskokiem do widowiskowego wsadu a żądaniami odejścia z kanadyjskiego klubu Vince’a Cartera zdobiącego pudełko.
Set podstawowy, to 135 kart, w tym 35 limitowanych do 2002 kart debiutantów. Ponieważ dopiero co miał miejsce Draft 2012, zacznijmy właśnie od kart rookie, które na 24 paczki zawierające po 5 kart, trafiły się dwie.
Draft z 2002 to nie był najbardziej udany nabór. Jasne, Yao Ming (#1), Amar’e Stoudemire (#9), Tayshaun Prince (#23) czy Carlos Boozer (#35) bywali uznawani za gwiazdy w tej lidze. Ba – nawet wyciągnięty przeze mnie Caron Butler (#10) dwukrotnie grał w All-Star Game. Ale poza tym, włos się jeży: Jay Williams (#2), Nikoloz Tskitishvili (#5), Dajuan Wagner (#6), Chris Wilcox (#8), Jared Jeffries (#11), Melvin Ely (#12), Marcus Haislip (#13), Fred Jones (#14)… polecam zresztą przejrzenie całego draftu – w przypadku niektórych nazwisk to pierwszy i ostatni raz gdy je wymieniono przed szerszą publicznością.
Ponieważ 2002 rok, to był czas, kiedy moje zainteresowanie NBA było dużo słabsze niż trzy lata wcześniej i trzy lata później, niektóre z kart wyciągniętych z boxa wprawiło mnie w zakłopotanie. Oto moje top 5 kart, które sprawiły, że pomyślałem „a niech mnie, nie pamiętałem, że on tam grał”…
I moje top 1 z cyklu „a niech mnie, nie mogę zapomnieć, że tam grał”…
Ale zostawmy nudny base set i zajmijmy się insertami. Niestety set Genuine Leaders znów nie daje nam zapomnieć o tym o czym wszyscy fani koszykówki z lat 90. chcieliby zapomnieć.
Swoją drogą widok Jordana w koszulce Wizards nie przestaje mnie fascynować. Gdyby nie kilka ostatnich sezonów Charlotte Bobcats, byłoby to zdecydowanie najgorsze co Michael mógł zrobić dla kultu swojej jednostki.
Kolejne inserty wyłowione z 2002-03 Fleer Genuine to Names of the Game…
…i Global Warning, które tworzą razem dość zabawny obrazek, zważywszy na to, że minęło od czasu ich wydrukowania 10 lat, a aktualne plotki transferowe mówią o tym, że Nash może wrócić do Dallas i że Memphis próbowało pozyskać Pau Gasola z Lakers.
Jest jeszcze „wcięty” insert On the Up…
Skoro pracownicy Fleera uważali, że Marcus Fizer podoła kiedykolwiek łatce zawodnika „na fali wznoszącej”, to nic dziwnego, że firma zbankrutowała w 2005, mniej więcej wtedy kiedy Fizer, po raptem pięcioletniej karierze, wyleciał z NBA (jego powrotu na 3 mecze w 2006 roku nie liczę).
To co skłoniło mnie do zakupu akurat tego boxa, to obietnica aż czterech kart typu game used. Obietnica spełniona w postaci poniższych kart:
– Genuine Coverage i Richard „Wyglądam w stroju Wizards równie dziwnie jak Jordan, tyle, że ja tego mrocznego okresu nie zostawiłem na koniec kariery” Hamilton
– Genuine Coverage i Keith „Jeden z kolejnych nieudanych eksperymentów z seri ‚Drugi Bird/Pierwszy Nowitzki'” Van Horn
– Genuine Leaders i Karl „To mój ostatni sezon w barwach Jazz” Malone
– Names of the Game i Vince „Fuck You Toronto” Carter
Malone i Carter to dość dobre trafy, a i widok Van Horna cieszy, zwłaszcza, że przez parę meczów sezonu 03/04 łudziłem się, iż on i Stephon Marbury stworzą zgrany duet w New York Knicks. To nie jest najbardziej nietrafione oczekiwanie w moim życiu tylko dlatego, że Marbury próbował potem jeszcze stworzyć duet ze Stevem Francisem. Niewypałem nie było też na pewno otworzenie boxa 2002-03 Fleer Genuine. Niby wolę karty dokumentujące złoty jak dla mnie okres ligi, czyli lata 90., ale dość ciekawe było też obcowanie z kartami z czasów, w którym praktycznie się NBA nie interesowałem. No i uświadomiłem sobie, że w sumie nie jest to dla mnie aż taka czarna dziura, skoro pamiętam, że Marcus Fizer był słaby w kosza.