Załączam życzenia skutecznego odpoczynku. Niech nam weekend długim będzie, co najmniej tak długim jak połączone wzrosty Dikembe, Yao i Patricka.
Załączam życzenia skutecznego odpoczynku. Niech nam weekend długim będzie, co najmniej tak długim jak połączone wzrosty Dikembe, Yao i Patricka.
Fun Fact: W sezonie 90/91 Boston Celtics – pod wodzą trzech podstarzałych gwiazdorów (Bird – 34 lata, Kevina McHale – 33 lata, Robert Parisha – 37 lat), trenera debiutanta (Chrisa Ford) oraz obiecującego tercetu młodzików (Reggie Lewis, Brian Shaw i Kevin Gamble) – świetnie rozpoczęli sezon (Ford został nawet trenerem Wschodu w All Star Game). Gdy w grudniu poproszono Larry’ego Legendę o realną ocenę siły swojego teamu, ten odpowiedział:
„Brakuje nam jednego gracza, żeby zdobyć mistrzostwo”.
A po krótkiej pauzie dodał:
„Magica Johnsona, albo Michaela Jordana”.
Fun Fact: Mój ulubiony „Bad Boy”. W pierwszym meczu NBA jaki w życiu oglądałem, Szaranowicz i Łąbędź podniecali się jego skocznością, twierdząc, że potrafi doskoczyć do górnej krawędzi tablicy. No i powiedzieli, że ma ksywkę „Spider”. Czy istnieje 10-latek, który by go w takiej sytuacji nie polubił?
No i: czy istnieje 13-latek, który nie jarał się, że w połowie lat 90. w NBA pojawiła się drużyna o nazwie „Raptors” z dinozaurem w logo i na koszulce?
Fun Fact: Michael Adams to dumny posiadacz najwyższej średniej punktowej za sezon, pośród graczy niższych niż 180 centymetrów (Allen Iverson oficjalnie miał dokładnie 180 centymetrów stąd jego strzeleckie popisy zostają pominięte). O ile można być do końca dumnym z rzucania 26.5 punktów w meczu na skuteczności mniejszej niż 40% i w ramach niesławnego ultraofensywnego i chaotycznego systemu Denver Nuggets z sezonu 90/91, przy którym „7 seconds or less” wygląda jak szczyt powściągliwości (Nuggets wygrali 20 meczów, rzucali po 120 punktów w każdym spotkaniu i tracili po 130). Adams, który rzucił w tamtych rozgrywkach 54 punkty w jednym z pojedynków, już w następnym sezonie udowodnił jednak, że nie jest tylko i wyłącznie produktem ubocznym szaleństwa Paula Westheada (co ciekawe, po odejściu Adamsa, w sezonie 91/92, Westhead radykalnie zmienił pomysł na grę Nuggets, którzy tamten rok zakończyli ze średnimi 99.7 zdobytych i 107.6 straconych punktów). Już jako gracz Washington Bullets został wybrany do Meczu Gwiazd 1992 (choć średnia punktów spadła mu o 8 oczek).
Niezależnie gdzie grał i w jakiej był formie, Adams był niezmiennie posiadaczem jednego z najbrzydszych rzutów jakie widziała liga…
…o ile akurat nie odwracała wzroku z odrazy.
Fun Fact: Zupełnie nie wiem czemu jeszcze nigdy nie wrzucałem karty Dikembe Mutombo – jednego ze ścisłej czołówki najfajniejszych postaci na świecie. Może dlatego, że byłem zajęty wrzucaniem jego zdjęć na wielbłądzie i z Marky Markiem? Anyway – jest okazja się zrehabilitować, w postaci kilkuminutowego wywiadu z Dikembe, który jest poniekąd historyczny bo oficjalnie dementuje jedną z najlepszych okołokoszykarskich anegdot ever – tą o Mutombo wchodzącym na imprezę i krzyczącym na progu „Who Wants To Sex Mutombo?!”. Poza tym jest to kilkuminutowy wywiad, w którym słychać głos Dikembe Mutombo, co powinno być wystarczającą zachętą do jego obejrzenia…
Miazga. Ten głos i ogólnie sam Mutombo, jego wieczne dobre samopoczucie (kto inny kończy wypowiedź o śmierci matki uśmiechem?), nie przestaje mnie niszczyć. Dikembe mówi o dramacie rodzinnym, o malarii, biedzie, wysokiej umieralności, a ja nie mogę przestać myśleć „looool, nie wytrzymię, ten głos, przecież on gada jak Ciasteczkowy Potwór”. Noszcholerajasna!
Na liście największych życiowych marzeń, wszczepienie chipu, który przekazywałby bezpośrednio do mózgu nieprzerwany przekaz z mówiącym cokolwiek Mutombo, właśnie wskoczył na pierwsze miejsce. Z drugiego.
EDIT: Wygląda na to, że mamy jakiś międzynarodowy tydzień wywiadów z Dikembe Mutombo…
Najlepszy. Tydzień. Ever.
Fun Fact: Po pierwszym sezonie w Dallas, Steve Nash został sklasyfikowany przez Sports Illustrated na 26. miejscu w NBA pośród point guardów (i 137 miejscu w całej lidze). Wśród graczy o lepszym wskaźniku „SI Player Rating Formula” byli m.in. Bimbo Coles, Eric Snow, Haywoode Workman czy Randy Brown. Ale prawda jest taka, że choć Nash dopiero zaczynał się rozkręcać, to sezon 98/99 miał faktycznie słaby, nawet jak na jego ówczesne standardy. Jako podstawowy rozgrywający Mavs (nie było trudno wywalczyć ten zaszczyt, skoro rok wcześniej rotacja point guardów w Dallas składała się z Roberta Packa, Khalida Reevesa i Kevina Ollie) trafiał tylko 36.3% rzutów z gry. To jego najgorszy wynik w karierze (nawet biorąc pod uwagę ten sezon, w którym nie w pełni zdrowia wystąpił dotąd tylko w 11 meczach i póki co trafia 36.7% rzutów), w której nigdy – poza tym sezonem i sezonem debiutanckim (gdy miał skuteczność 42.3%) – nie schodził poniżej 45.9%. Dość powiedzieć, że w całej karierze trafił jak dotychczas 49% swoich rzutów. Skąd więc te 36%? Polokautowy zjazd? I czy posłuchał wówczas własnej rady i porozmawiał ze specjalistami?
Fun Fact: Eisley jest bohaterem jednej z moich największych koszykarskich traum – sędziowskich błędów z szóstego meczu Finałów 1998 dotyczących dwóch rzutów oddanych wraz z końcem 24 sekund przeznaczonych na akcję. Poświęciłem im cały tekst na MVP-Magazyn.pl więc odsyłam do niego, bo dodać jestem w stanie niewiele, poza tym, że:
– Gdyby nie ten niezaliczony rzut, to kariera Eisleya byłaby z pewnością najnudniejszą w historii…
– Właśnie sobie przypomniałem, że Eisley to jeden z symboli upadku Knicks po rewelacyjnych latach 90. (był rozgrywającym – dodam, że przepłacanym i chyba jeszcze gorszym niż Raymond Felton – w latach 2001-2004 i jego przybycie zgrało się z pierwszym bezplayoffowym sezonem Knicks od 1987 roku). Czyli właściwie Eisley jest bohaterem dwóch z moich największych koszykarskich traum…
– Z dumą muszę stwierdzić, iż nigdy nie widziałem bardziej wyczerpującego opisu serialu „24” niż mój, pochodzący ze wstępu do linkowanego powyżej tekstu i mówiący, że to serial „w którym Kiefer Sutherland zabijał wrogów a przyjaciół i osoby obojętne przyduszał do utraty przytomności”.
Fun Fact: Historia lubi się powtarzać, zwłaszcza zabawna historia, dlatego powtarzam to co już kiedyś cytowałem w spin-offie MMJK na MVP-Magazyn.pl:
„Tracy Murray powiedział przyjaciółce, która nagrywała rozmowę, iż myśli, że kolega z Wizards, Rod Strickland, jest gejem. Kobieta później odtworzyła te słowa nagrywając wiadomość na automatycznej sekretarce Stricklanda. Tego samego dnia, kilka godzin przed meczem w Charlotte, Strickland zapukał do drzwi pokoju hotelowego kolegi. Gdy Murray otworzył, Strickland posłał potężnego sierpowego w lewe oko Murraya. Murrayowi założono siedem szwów, a obydwaj gracze zostali ukarani przez drużynę grzywną w wysokości 25 tysięcy dolarów. Dodatkowo narzeczone obydwu graczy były podobno bardzo zdenerwowane doniesieniami o znajomości łączącej ich mężczyzn z nagrywającą rozmowy kobietą.”
Ale Murray miał też lepsze chwile w roli kolegi z zespołu:
A także gorsze w kwestii bycia nagrywanym: