Author Archives: kostrzu

Walter Palmer

Walter Palmer

Fun Fact: Lubię sobie od czasu „wylosować” jakiegoś totalnie niszowego koszykarza z dawnych lat, o którym nikt – łącznie ze mną – nie słyszał i poszukać informacji na jego temat. Czasem można dokopać się w ten sposób do różnych ciekawych faktów, choć niekoniecznie bezpośrednio związanych z tematem wyjściowym.

Czasem oczywiście nie znajduje się nic ciekawego, ale można się przynajmniej pośmiać, że he, he, zoba jaki dziwny kolo grał w NBA.

Walter Palmer oferuje trochę jednego i drugiego.

Walter Palmer jest jednym z 6 absolwentów uczelni Darthmouth, którzy zagrali w NBA. Ostatnim przypadkiem był James Blackwell, który rozegrał 13 meczów dla Hornets i Celtics w sezonie 94/95, zaś najlepszym koszykarskim produktem tego uniwersytetu był Rudy LaRusso – 5-krotny All-Star z Lakers i Warriors w latach 60.

LaRusso to ciekawostka, bo jest jednym z tylko 13 graczy w historii NBA, którzy w swoim ostatnim sezonie rzucali średnio ponad 20 punktów w meczu:

Query Results Table
Crit Crit Tota Per Shoo Shoo Shoo
Rk Player Age Tm PTS Season G MP FG% 3P% FT%
1 Kobe Bryant 36 LAL 22.3 2014-15 35 34.5 .373 .293 .813
2 Kevin Martin 31 MIN 20.0 2014-15 39 33.4 .427 .393 .881
3 Jamal Mashburn 31 NOH 20.8 2003-04 19 38.4 .392 .284 .813
4 Michael Jordan 39 WAS 20.0 2002-03 82 37.0 .445 .291 .821
5 Reggie Lewis 27 BOS 20.8 1992-93 80 39.3 .470 .233 .867
6 Drazen Petrovic 28 NJN 22.3 1992-93 70 38.0 .518 .449 .870
7 Larry Bird 35 BOS 20.2 1991-92 45 36.9 .466 .406 .926
8 Jerry West 35 LAL 20.3 1973-74 31 31.2 .447 .833
9 Rudy LaRusso 31 SFW 20.7 1968-69 75 37.1 .410 .794
10 Bob Pettit 32 STL 22.5 1964-65 50 35.1 .429 .820
11 Paul Arizin 33 PHW 21.9 1961-62 78 35.7 .410 .805
12 George Yardley 31 SYR 20.2 1959-60 73 32.9 .453 .816
13 Alex Groza 24 INO 21.7 1950-51 66 .470 .786
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 9/22/2017.

Ale dość o LaRusso, wróćmy do Waltera Palmera.

Przed Draftem 1990 dostał łatkę „projektu”, ale 7 stóp i 1 cal wzrostu, dryg do bloków i dobry rzut z dystansu był wystarczającym zestawem argumentów, aby szansę, już z 33 numerem naboru, dali mu Utah Jazz (kilku graczy, którzy poszli po nim: Greg Foster, Jud Buechler, Bimbo Coles, Antonio Davis, Cedric Ceballos). Jako rookie zagrał 28 razy i za cały sezon 90/91 miał mało imponujące średnie 1.4 PPG, 0.8 RPG i 0.1 BPG przy 33.3% skuteczności z gry. Jazzmani zwolnili go przed startem kolejnego sezonu, ale Palmer wrócił do ligi w rozgrywkach 92/93 jako zawodnik zespołu z Dallas. Walter doczekał się swoich pięciu minut – 1 grudnia 1992 roku, w meczu przeciw drużynie, która wybrała go w drafcie, Palmer miał 18 punktów i 11 zbiórek. Mavs przegrali, ale trener słabiutkich Teksańczyków, Richie Adubato, powiedział później:

„Przynajmniej Palmer dobrze zagrał. Ba, zagrał wspaniale. Może znaleźliśmy wartościowego zawodnika? Szukaliśmy czegoś i może to znaleźliśmy.”

Nie znaleźli.

Palmer ostatecznie rozegrał tylko 20 meczów w koszulce Mavericks (3.0 PPG, 2.2 RPG, 0.3 BPG, 47.4% FG) i było to jego pożegnanie z ligą.

Walter Palmer kontynuował jednak karierę jeszcze przez 10 lat. Grał głównie w Niemczech, zaliczając epizody w lidze włoskiej, francuskiej, hiszpańskiej, argentyńskiej i południowo afrykańskiej. Na sportowej emeryturze został działaczem związkowym – zaczął od zorganizowania związku koszykarzy niemieckich, a potem pełni rolę sekretarza generalnego w różnych europejskich i globalnych organizacjach sportowych. Ta ścieżka doprowadziła go do jeszcze jednego comebacku do NBA – w 2014 roku NBA Players Association zatrudniło go jako dyrektora od spraw międzynarodowych i marketingu. Długo tej roli nie pełnił – zrezygnował już po roku – ale wciąż pozostaje w branży, jako konsultant.

„Nigdy nie byłem gwiazdą, ale byłem szczęśliwy, że jestem zawodowym sportowcem i grałem łącznie przez 13 lat, co było świetne. Bardzo dużo nauczyłem się od Jerry’ego Sloana. To było niesamowite. Niesamowity trener, absolutnie… Sama możliwość nauki pick-and-rolla od Johna Stocktona i Karla Malone’a procentowała przez resztę mojej kariery.”

– tak Walter Palmer wspominał niedawno swoją króciutką karierę w NBA i choć raczej się w pamięci fanów tej ligi nie zapisał, to 13-letnie zarabianie na życie grą w kosza pozostaje marzeniem naprawdę wielu sportowców.

Otagowane ,

Terrell Brandon

Terrell Brandon

Fun Fact: Z perspektywy czasu wydaje się to bardziej szalone niż było to wtedy, ale w lutym 1997 – czyli w czasie, gdy w lidze wciąż u szczytu formy byli tacy gracze jak John Stockton, Gary Payton, Tim Hardaway, Penny Hardaway, Kevin Johnson, Mookie Blaylock, coraz bardziej szanowany stawał się 23-letni Jason Kidd, a Allen Iverson miał lada moment zdobyć tytuł Rookie Of The Year – Sports Illustrated umieściło na swojej okładce Terrella Brandona i podpisało go „The Best Point Guard In The NBA”.

Terrell Brandon SI cover

SI tak pisało wówczas o Brandonie:

Prawdopodobnie najbardziej kompletny point guard w NBA i na pewno najlepszy gracz, o jakim nigdy nie słyszałeś. Brandon spędził swoje pierwsze cztery lata z Cleveland Cavaliers jako zmiennik Marka Price’a i nawet nie pisnął. Nie ma w nim nawet grama goryczy z tego powodu, żadnej frustracji. Czy mierzący tylko 5 stóp i 11 calu gracze NBA (zwłaszcza tacy, których nogi były tak bardzo zdeformowane, że lekarze chcieli je połamać i od nowa nastawiać) nie powinni być przesadnie pewni siebie, do tego stopnia, że postronni obserwatorzy uznają ich za arogantów? Cztery lata siedzenia na ławce – wiedząc jakim się jest dobrym – i zero narzekania? Przejrzyjcie gazety w poszukiwaniu jakiegoś cytatu wyrażającego niezadowolenie – nie znajdziecie go. Gdy Price odszedł w ramach transferu do Washington Bullets (teraz gra w Golden State Warriors), Brandon wziął na siebie odpowiedzialność i został powołany do reprezentacji Konferencji Wschodniej na All-Star Game.

Autor, Richard Hoffer nawiązuje tu m.in. do stanu zdrowia kilkuletniego Terrella, który na długo przed tym, gdy stał się gwiazdą NBA, musiał przez 22 godziny na dobę nosić na zdeformowanych nogach metalowe szyny. Brandon przetrwał to, przetrwał też 4 nudne lata w cieniu Marka Price’a… no, dobra, może i momenty były…

…i faktycznie miał swoje ligowe pięć minut w latach 1995-1997, gdy dwukrotnie wystąpił w Meczu Gwiazd, choć grał wówczas w brutalnie powolnym i defensywnym systemie Mike’a Fratello (87.5 punktów na mecz, 85.6 punktów przeciwników na mecz, 27 momentów, w których bardzo, bardzo chce ci się spać na mecz).

Reputacja Brandona był wówczas tak dobra, że postawiono go w jednym rzędzie z Shawnem Kempem i Vinem Bakerem w trakcie niesławnego transferu między Cavs, Sonics i Bucks. Terrell wylądował wówczas w Milwaukee, ale spowolniły go kontuzje i Kozły przed trade deadline 1999 wyekspediowały go do Minneapolis. W kolejnej trójstronnej wymianie, partycypowali jeszcze Nets, a kluby zmienili też Sam Cassell i Stephon Marbury. W Minny kontynuował dobrą grę, ale ostatecznie przegrał z kontuzjami kolan, które zmusiły go do zakończenia kariery już w wieku 31 lat.

Czy był jednak zimą 1997 najlepszym point guardem NBA? Chyba tylko w chwytliwym nagłówku Sports Illustrated. Moim zdaniem brakowało mu jednak trochę tej arogancji. Bo niczego innego.

Jak się można było spodziewać, Terrell Brandon kontynuuje spokojne, niearoganckie życie na sportowej emeryturze. Mieszka w rodzinnym Portland, gdzie m.in. ma zakład fryzjerski. W swoim barber shopie przesiaduje całe dnie, doglądając interesu i pomagając przy wszystkim, jak zwykły pracownik, bo taki to już gość. Gość, który nawet Meczu Gwiazd nie rezygnował z solidnej defensywy.

Otagowane

Otis Thorpe

Otis Thorpe

Fun Fact: To już trzeci występ Otisa Thorpe’a na MMJK, ale jeszcze ani razu nie wrzuciłem jego karty w koszulce Houston Rockets. Jako gracz Portland, Thorpe rozegrał ledwie 34 mecze, z których żadnego nie rozpoczął w pierwszym składzie (wypadł z pierwszej piątki swojej drużyny po raz pierwszy od prawie dekady). Był więc zadowolony z transferu do Detroit, ale Blazers zapewne też nie ronili łez. Podobno Otis – choć na boisku i treningach zawsze był najbardziej pracowitym graczem – w szatni wiecznie marudził, pouczał innych i obrażał się o byle co. Jeden z byłych kolegów porównał go do stereotypowej, gderającej żony.

Szkoda, że nie został w Oregonie, bo krótko po jego odejściu zaczęła się wykluwać era Jail Blazers. Otis miałby na co gderać, skoro tak to lubił.

O highlighty Thorpe’a w stroju Portland równie trudno, co o highlighty Kevina Willisa w stroju Warriors, ale jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć sobie mecz Blazers i Suns z playoffów 1995, to nasz bohater rzucił w nim 16 punktów (o jeden mniej niż ówczesny kolega z ławki, Jerome Kersey).

Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: Jak czytamy na odwrocie tej karty, Scottie Pippen sekretnie marzył o byciu hodowcą psów. Znacznie mniej sekretnie marzył jednak w trakcie sezonu 94/95 o transferze…

Wyobraźcie sobie taką sytuację dzisiaj? Mega-gwiazda, w trakcie ogólnokrajowej transmisji z meczu, na luzie mówi – siedząc na cholernej ławce rezerwowych! – że w zasadzie nie wyobraża sobie dalszej gry dla swojej drużyny. To jest dopiero żądanie transferu a nie jakaś tam zakulisowa Kyrie-drama.

Ten trade do Suns, który Craig Sager sageruje sugeruje na wstępie, był tylko luźną plotką, ale mówiło się wówczas, że Bulls mieli otrzymać w zamian Dana Majerle, Wesleya Persona i picki. Mam tę wymianę na siódmym miejscu w TOP 10 ulubionych plotek transferowych dotyczących Pipa.

Oczywiście znamy wszyscy dalszy ciąg tego filmiku – miesiąc później do NBA wrócił Jordan, Pippen się zamknął, Jerry’emu Krause kazano się uspokoić (choć długo nie wytrzymał i już latem 1997 znów próbował opchnąć Scottie’ego) a Bulls zdobyli jeszcze trzy tytuły mistrzowskie.

Pippen nie doczekał się upragnionej podwyżki od Byków. Dostał ją dopiero w 1998 roku od Rockets.

Otagowane

Stanley Roberts

Stanley Roberts

Fun Fact: Gdyby obręcze koszykarskie potrafiły śnić, miewałyby koszmary na temat wieszającego się na nich grubego Stanleya Robertsa.

Choć chudy (ish) Stanley Roberts także ich jakoś specjalnie nie oszczędzał…

Otagowane

Kevin Willis

Kevin Willis

Fun Fact: Znani gracze, którzy w latach 90 grali dla Golden State i zupełnie niczego nie osiągali (bo byli za starzy, za młodzi albo wpadali tylko przelotem):

Gracz, którego nazwisko jest szyldem dla tego wpisu, Kevin Willis, trafił do Oakland w czasie trade deadline 1996, w ramach wymiany Warriors z Heat. Razem z nim do Kalifornii powędrował Bimbo Coles, a w przeciwnym kierunku wysłano Tima Hardawaya i Chrisa Gatlinga. Willis dograł sezon 95/95 do końca, notując 11.3 PPG oraz 7.8 RPG w 28 meczach, po czym został zwolniony i mógł zająć się znacznie ciekawszymi rzeczami niż gra w Warriors w latach 90. Mózg rozwala fakt, że grając dla Dubs, Willis miał już 33 lata, a karierę zakończył dopiero w 2007 roku…

Otagowane

Manute Bol

Manute Bol

Fun Fact: Pewnie znacie tę historię o Bolu zabijającym włócznią lwa – temat „Manute Bol i długie, proste rzeczy”, jest jednak znacznie bardziej pojemny. Natrafiłem ostatnio na występ Jaysona Williamsa w podcaście Vice Sports sprzed roku i jest on pełen inspiracji na kolejne wpisy na tym blogu, ale zwala na kolana segmentem właśnie o sudańskim patyczaku. Okazuje się bowiem, że Matka Natura poszła na całość w wydłużaniu elementów jego ciała…

Nie mam dla Was precyzyjnego cytatu bo rozmowa miała bardzo luźny charakter, ale Williams twierdzi, że Manute Bol miał przyrodzenie długości dziecięcego kija do baseballa. Skąd wie? Bo Manute większość czasu w szatni spędzał nago. Kiedyś jego „two feet johnson” (eufemizm używany przez Jaysona) tak zahipnotyzował jednego z dziennikarzy, że Bol wyrwał mu mikrofon i uderzył go w głowę krzycząc, żeby przestał się gapić na jego krocze.

Ale to nie koniec anegdot od Williamsa, które oczywiście – jak każde anegdoty – trzeba traktować z przymrużeniem oka, choć nie ma czegoś takiego jak anegdota o Manucie Bolu, w którą nie uwierzę.

Jayson – który był kolegą klubowym Bola w Sixers w latach 1990-1992 – twierdzi, że trenerzy tak bardzo chcieli, żeby Manute przybrał na wadze, że pozwalali mu pić piwo nad przed meczami.

Przechadzał się więc nago po szatni, popijając Heinekeny.

– mówi Williams, dodając, że według niego Bol ani jednego meczu nie rozegrał na trzeźwo.

Wisienką na tym torcie jest opowieść o rzekomym prawdziwym wieku Sudańczyka, który, gdy dołączył do Sixers, miał oficjalnie 28 lat:

Zwykł twierdzić, że ma 35 lat […], ale pewnego razu, zapytałem go o znaczenie blizn na jego głowie, na co on odpowiedział: „cóż, biały człowiek zgubił w dżungli mój akt urodzenia, więc co pięć lat biorę kamień i rozcinam sobie nim głowę”. Mówię więc, „aha, w porządku”, po czym zaczynam liczyć te jego blizny i, o cholera, wychodzi mi, że Manute Bol ma 55 lat.

60 centymetrowe przyrodzenie (nie ma mowy, żeby zmieściło się w spodenkach z lat 80, w których Bol zaczynał karierę), żłopanie na okrągło piwa i udawanie dwa razy młodszej osoby – czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Manute Bol zasługuje na pieśni na swoją cześć?

PS: A tak serio, to nie zapominajmy, że Manute nie był pijakiem i oszustem, tylko po pierwsze i przede wszystkim człowiekiem o sercu znacznie większym od penisa, który praktycznie wszystko co zarobił, przekazywał na cele charytatywne w rodzinnym kraju.

Otagowane

Kevin Duckworth

Kevin Duckworth

Fun Fact: Co zrobili Clippers, kiedy ich jesienią 1996 roku center Stanley Roberts roztył się tak niemożebnie, że musieli zawiesić go na czas nieokreślony za niesubordynację? Ściągnęli innego gościa, który był trochę mniej spasiony niż Roberts tylko dlatego, że dopiero co wypuszczono go z obozu dla osób walczących z otyłością. Dlatego właśnie tak bardzo tęsknię za starymi Clippers.

Duckworth w szczytowych momentach nie dbania o linię ważył około 160 kilogramów, ale w odróżnieniu od takich żarłoków jak Roberts, miał też szczytowe momenty koszykarskie.

Dwa razy – w 1989 i 1991 – wystąpił w Meczu Gwiazd, otrzymał nagrodę Most Improved Player w 1988 roku, a w najlepszych latach dawał Portland Trail Blazers 18 punktów i 9 zbiórek, dwukrotnie awansując z nimi do Finałów NBA.

Do tego wszystkiego stosował jedną z najdziwniejszych technik przy rzucie z wyskoku: w końcowej fazie pchał piłkę jedną ręką (co pozostało kultową zagrywką do dziś dzięki odwzorowaniu stylu Duckwortha w grach wideo – na YouTube filmików z serii „Kevin Duckworth jumpshot challenge” jest chyba więcej niż faktycznych highlightów centra Blazers).

Otagowane

Xavier McDaniel

Xavier McDaniel

Fun Fact: Wielokrotnie na tym blogu wspominałem moje pierwsze doświadczenia z NBA (właściwie to po to go założyłem), więc co bardziej wnikliwi Czytelnicy mogą pamiętać, że moje fanbojstwo rozdziewiczyli w pierwszej rundzie Playoffów 1992 New York Knicks, a w szczególności podania za plecami Marka Jacksona i ogólna badasseria Xaviera „Iksmeeeeeeennn!” McDaniela. To także Knicks rozdziewiczyli mnie jeśli chodzi o pierwsze rozczarowanie związane z NBA, a było nim pozbycie się w ciągu jednego offseason właśnie moich dwóch ulubionych zawodników.

Dopiero niedawno dowiedziałem się, że winni są temu Washington Bullets i Harvey Grant (choć tak naprawdę oczywiście winni są przede wszystkim sami Knicks).

Otóż latem 1993 McDanielowi – po ledwie jednym sezonie w Wielkim Jabłku – wygasał kontrakt. Nowy Jork różnymi sposobami wygospodarował sporą ilość wolnych funduszy na wolnych agentów i szukał wzmocnienia właśnie na skrzydle. Oferta przedłużenia kontraktu X-Mana niby była w planach, ale Knicks chcieli najpierw wykorzystać cap space na nowego gracza, a dopiero później usiąść do rozmów z Xavierem, dla którego mogli przekroczyć salary cap.

Niestety poszukiwania small forwarda przerodziły się w mały skandal. Knicks napalili się na Harveya Granta, który po dwóch średnich sezonach na początku kariery, nagle zmienił się w gościa rzucającego po 18 punktów w meczu i zaczął narzekać na ciągłe przegrywanie w Waszyngtonie. Był zastrzeżonym wolnym agentem, ale obawiający się o brak funduszy na kontrakt dla właśnie wybranego w drafcie Toma Gugliotty, Bullets wprost powiedzieli, że mogą nie wyrównać szczególnie wysokiej oferty.

Gdy Knicks taką właśnie ofertę złożyli – 17 milionów dolarów za 6 lat gry – Pociski się wściekły i oskarżyły – także oficjalnie, w biurze ligi – Nowojorczyków o nielegalną manipulację i opracowanie kontraktu wspólnie z Grantem w taki sposób, żeby był jak najbardziej niekorzystny dla stołecznej ekipy. Szczególnie w Waszyngtonie nie podobała się opcja zawodnika już po drugim sezonie, która zdawała się mówić „jeśli wyrównacie, to Grant i tak odejdzie po roku za darmo” (zresztą Grant to potem potwierdził, więc można sobie było darować te subtelności). Choć Knicks zostali oczyszczeni z zarzutów, Bullets po złości wyrównali ofertę.

Temu wszystkiemu przyglądał się ze zniecierpliwieniem Xavier McDaniel, ostatecznie stwierdzając, że nie ma ochoty czekać aż jego drużyna łaskawie zaproponuje mu zasłużone przedłużenie i przyjmując ofertę od Boston Celtics.

Jako że Knicks zostali w tej sytuacji bez niskiego skrzydłowego, zaaranżowali z Los Angeles Clippers wymianę, na mocy której pozyskali Charlesa „Mogłeś po prostu wsadzić z góry tę je***ą piłkę” Smitha i Doca „Gorbaczowa” Riversa (i Bo „Bo Kimble!” Kimble’a!), wysyłając w przeciwną stronę Marka Jacksona i jego słodkie-słodkie podania.

Dobitkę X-Mana z 2 minuty i 54 sekundy poniższego wideo (razem z „liściem” wymierzonym w podstawę konstrukcji tablicy) pamiętam z retransmisji Playoffów 1992 w TVP2 i to zawsze pierwszy obraz, który staje mi przed oczami, gdy myślę o McDanielu, oraz jeden z pierwszych, gdy próbuję sobie przypomnieć dlaczego właściwie kibicuję Knicks.

Otagowane

Dennis Scott

Dennis Scott

Fun Fact: Gdy wspominamy Dennisa Scotta zachwycamy się jego potencją w rzutach z dystansu, jego wesołym usposobieniem i często dodajemy, że był najlepszym kumplem Shaquille’a O’Neala. Zdecydowanie za rzadko wypominamy mu jednak jego niesamowicie niepokojące/śmieszne załamanie nerwowe na oczach dzieciaczków, których rodzice zapłacili po 200 dolarów za udział w campie koszykarskim.

Będący w trakcie kłótni o pieniądze z Orlando Magic i wkurzony złą prasą oraz oskarżeniami o problemy z narkotykami Scott krzyczał, gestykulował, puszczał pełen bluzgów hip hop z wielkich głośników zamontowanych w swoim vanie, zabronił nazywać się 3-D i rzucił w twarz wystraszonym małym miłośnikom koszykówki słowa: nie pytajcie mnie o autografy, pytajcie o gniew, który jest we mnie.

Innymi słowy: zrobił wszystko, żeby jeszcze bardziej zrazić do siebie klub oraz prasę i utrudnić sobie zdementowanie plotek o nadużywaniu narkotyków.

Wideo zobaczycie pod tym linkiem (bo nie potrafię zaembedować klipu ze Streamable).

Skończyło się transferem do Mavericks za 36-letniego Dereka Harpera i niesławnego Eda O’Bannona, po którym jego kariera właściwie się skończyła – przez trzy kolejne sezony grał dla pięciu drużyn i jako 31-latek nie miał już chętnych na swoje usługi. Nie pomogło nawet bycie najlepszym kumplem Shaqa – Lakers, którzy zaprosili go na obóz treningowy zwolnili go jeszcze przed sezonem. Widocznie gniew, który w nim był, wyparł większość jego przydatnych umiejętności koszykarskich…

Otagowane