Category Archives: Karty

Tony Dumas

Tony Dumas

Fun Fact: Tony Dumas – numer 19 Draftu 1994 – przeszedł do historii jako autor jednego z najgorszych występów w Slam Dunk Contest. Na swoje usprawiedliwienie ma jednak fakt, że przeszedł równocześnie do historii jako (prawdopodobnie) pierwszy koszykarz kontuzjowany w czasie konkursu (na pewno nie ostatni, parę lat później T-Mac rozwalił sobie nadgarstek w SDC). Jego uraz kolana trochę wygląda jak wymówka (ojoj, no wygrałbym to, ale widzicie, kolano, a przecież przygotowałem sekretny wsad!) ale faktem jest, że rookie z Dallas chwilę pauzował po Weekendzie Gwiazd, wracając na boisko niecałe dwa tygodnie później…

Tony’emu nie udało się zbyt wiele ugrać także poza Konkursem Wsadów. Z ligi wyleciał po 3.5 roku (zwolniony przez Cavs, gdzie trafił w trójstronnej wymianie z udziałem Antonio McDyessa z Phoenix Suns, do których z kolei trafił razem z Jasonem Kiddem), a jego najlepszą kampanią był ta drugoroczna, w której zagrał 67 spotkań (12 w pierwszej piątce) i rzucał po 11 punktów w meczu.

Dumas skorzystał z dodatkowych minut, które pojawiły się po kończącej sezon kontuzji kolana Jamala Mashburna, do której doszło ledwie kilka dni przed powyższym meczem. To miał być przełomowy sezon trzech panów „J”, którzy w poprzednim sezonie wygrali 36 meczów i zawsze żałowałem, że Mash, Kidd i Jim Jackson nie dostali jeszcze tej jednej szansy (w połowie kolejnych rozgrywek żaden z nich nie był już graczem Mavericks). Choć pewnie i tak nic by z tego nie wyszło, bo wiecznie ścierające się ze sobą młode gwiazdki z 18 pierwszych spotkań sezonu 95/96 – gdy Jamal, Jason i Jim byli jeszcze w komplecie – przegrali 12.

Na koniec jeszcze kilka migawek z Dumasem w meczowej akcji plus próbka jego talentów wokalnych w duecie z Popeyem Jonesem wygrzebana na jakimś strasznym wideoarchiwalnym zadupiu…

Otagowane

Chris Webber

Chris Webber

Fun Fact: Zadanie na dziś – pomyślcie o swoim ulubionym koszykarzu NBA i spróbujcie wybrać trzy mecze, które byłyby najbardziej trafnym skrótem jego kariery. Niekoniecznie najlepsze mecze, ale takie, które waszym zdaniem uchwytują esencję danego zawodnika, jego stylu gry, osiągnięć i spuścizny.

Przykładowo, fani Jordana będą mieli łatwo/trudno bo on miał w zasadzie same klasyczne mecze. Gdyby jakiś koszykarski neofita powiedział mi, „słyszałem, że ten cały Michael Jordan był niezły w kosza, ale nigdy nie widziałem żadnego meczu z jego udziałem – mógłbyś coś polecić?”, to postawiłbym na pierwszy mecz finałów z Blazers, The Flu Game i ostatni mecz jego kariery w koszulce Bulls (w zależności od dyspozycji dnia, mógłbym zamienić The Flu Game na 63 playoffowe punkty rzucone Bostonowi).

Z kolei gdybym chciał komuś wytłumaczyć jaką rolę odegrał w historii NBA mój ulubiony gracz, Chris Webber, to moja krótka lista spotkań do obejrzenia zaczynałaby się od starcia Golden State Warriors i Phoenix Suns z 16 listopada 1993 roku. To czwarty mecz w karierze C-Webba, który był jego oficjalnym wejściem w poczet najbardziej ekscytujących młodych graczy ligi. To z niego pochodzi jego najsłynniejsza akcja, do znudzenia wmontowywana w przeróżne kompilacje widowiskowych zagrań z lat 90 – wsad nad Charlesem Barkleyem po przełożeniu piłki za plecami. To właśnie spotkanie doskonale pokazuje jego wyjątkowy, zwłaszcza jak na podkoszowca, flow, wszechstronność, łatwość z jaką wszystko mu przychodziło i tę iskrę bożą, od której miał zająć się lont pod rakietą o nazwie „Najlepszy power forward w historii NBA” (jak miało się później okazać, ta rakieta eksplodował niedługo po starcie…).

12-letni ja musiał się zakochać w Webberze, bo Webber grał w kosza właśnie tak, jak robiłby to 12-latek – starając się ponad wszystko, by być na boisku cool.

LOWE.

Jakie dwa inne mecze dobrałbym do webberowego pakietu startowego? Chyba 40/10/10 w barwach Bullets przeciw Warriors jako szczytowe osiągnięcie szczeniackiego etapu kariery Chrisa (w której miał więcej talentu niż rozumu) oraz 51/26 wykręcone już w Sacramento, w pojedynku z Pacers, jako przykład tego jakim dominatorem potrafił być i jak często szło to na marne bo C-Webb miewał poważne problemy ze stawianiem kropki nad „i” (Kings przegrali tamten mecz a Webber spudłował 23 rzuty, w tym wszystkie w dogrywce).

Otagowane

Robert Parish (choć tak naprawdę to Larry Robinson)

Robert Parish

Fun Fact: Choć Larry Robinson przywdziewał koszulki aż ośmiu klubów NBA, to – jeśli wierzyć spisowi z Beckett.com – ten fakt nie został uwieczniony na żadnej karcie. Jedyna tekturka zadrukowana fotografią tego guarda, wchodząca w skład serii 1991-92 ProCards CBA, upamiętnia jego epizod w Rapid City Thrillers i estetycznie jest krewniakiem kart wydawanych parę lat później przez Tygodnik Koszykarski Basket…

Larry Robinson

Karty nie posiadam, więc skan pożyczony z COMC.com

Krewniakiem Larry’ego Robinsona jest z kolei Robert Parish, który użyczył swojego znacznie bogatszego dorobku (nie tylko) karcianego na potrzeby głównej ilustracji wpisu.

Larry i Robert dorastali w przedzielonych rzeką Red River siostrzanych miastach Bossier City i Shreveport. Oprócz linii na drzewie genealogicznym i ulubionego sportu łączy ich także gra dla Centenary College, gdzie Robinson był niewiele mniejszą gwiazdą co 15 lat starszy kuzyn. Parish ze średnimi z uniwersyteckiej kariery na poziomie 21 punktów i 17 zbiórek został wybrany z ósmym numerem draftu. Larry’emu 21 punktów, 7 zbiórek i parę asyst w każdym meczu nie pomogło i nikt nie chciał poświęcić na niego picku w naborze z 1990 roku, choć ostatecznie udało mu się wywalczyć miejsce w składzie drużyny NBA.

Debiutancki sezon podzielił między Washington Bullets (12 meczów) i Golden State Warriors (24 mecze), od tych pierwszych dostając nawet szansę – tuż przed zwolnieniem w drugim miesiącu rozgrywek – wychodzenia w pierwszej piątce, w której to roli notował około 7 punktów, 2 zbiórek i 2 asyst w każdym z nielicznych spotkań. To była jednak pierwsza i przedostatnia kampania, w której Larry dostawał w miarę regularnie szansę wybiegnięcia na boisko – potem były jeszcze 33 mecze z Atlanta Hawks w rozgrywkach 00/01 i to by było na tyle jeśli chodzi o granie w więcej niż 12 meczach na sezon…

Per Game Table
Season Age Tm G GS MP FG% 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PF PTS
1990-91 23 TOT 36 10 11.8 .413 .000 .556 1.4 1.0 0.4 0.0 0.8 1.4 3.9
1990-91 23 GSW 24 0 7.1 .407 .533 1.0 0.5 0.4 0.0 0.7 1.0 2.3
1990-91 23 WSB 12 10 21.3 .418 .000 .583 2.3 2.0 0.6 0.0 0.9 2.2 6.9
1991-92 24 BOS 1 0 6.0 .200 2.0 1.0 0.0 0.0 1.0 3.0 2.0
1992-93 25 WSB 4 0 8.3 .375 .000 .600 0.8 0.8 0.3 0.3 0.3 0.0 3.8
1993-94 26 HOU 6 0 9.2 .500 .250 .375 1.7 1.0 1.2 0.0 1.7 1.3 4.2
1994-95 27 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1995-96 28 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1996-97 29 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1997-98 30 VAN 6 0 6.8 .316 .500 1.000 2.0 0.2 0.7 0.0 0.3 0.0 2.8
1998-99 31 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
1999-00 32 Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did Did
2000-01 33 TOT 34 1 18.6 .364 .379 .875 2.6 1.1 0.8 0.1 0.7 1.4 5.9
2000-01 33 CLE 1 0 1.0 0.0 0.0 0.0 0.0 1.0 0.0 0.0
2000-01 33 ATL 33 1 19.1 .364 .379 .875 2.6 1.1 0.8 0.1 0.7 1.4 6.0
2001-02 34 NYK 2 0 5.0 .250 .500 1.0 0.0 0.0 0.0 0.0 0.5 1.5
Career 89 11 13.5 .384 .373 .667 1.9 0.9 0.6 0.0 0.7 1.2 4.5
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 2/27/2018.

Puste miejsca powyższej tabeli (a jej dalszy ciąg), Robinson wypełniał grą w CBA, IBL i USBL, a także w Europie i Ameryce Południowej.

Jak widać, dane było mu przez krótką – najkrótszą – chwilę być kolegą klubowym Roberta Parisha, trzykrotnie też spotykali się w roli boiskowych rywali: po raz ostatni 14 lutego 1991 roku, ale Larry Robinson raczej nie wspomina tego zbyt dobrze…

Zoidberg: You should feel bad

Otagowane ,

Karl Malone

Karl Malone

Fun Fact: Karl Malone ma trochę za dużo czasu na emeryturze. Albo trochę za mało kasy. Efekt – dość drętwawy filmik, na którym Listonosz, za pieniądze Red Bulla, wkręca Anthony’ego Davisa.

Choć trzeba przyznać, że Malone w roli irytującego ciecia wypada całkiem nieźle.

Na pewno lepiej niż w roli irytującego agenta służby imigracyjnych.

Choć najlepiej i tak wypada Jimmy Kimmel w roli irytującego Karla Malone’a.

Otagowane

Larry Nance

Larry Nance

Fun Fact: Jeśli ktoś ten fakt przegapił, to śpieszę uświadomić, że od kilku dni w Cleveland Cavaliers znów gra gość nazywający się Larry Nance.

Mało tego, już niedługo Larry Nance znów będzie nosił koszulkę Cavs z numerem 22 – tata poprosił klub o udostępnienie juniorowi jego zastrzeżonego numeru.

Jeśli syn chce być jeszcze doskonalszą kopią ojca, musi powalczyć o trzy występy w All-Star Game i zacząć blokować rzuty na elitarnym poziomie. Nance Senior zablokował w swojej karierze więcej rzutów niż każdy nie-center nie nazywający się Tim Duncan (który jednak od pewnego momentu stał się centrem) i Kevin Garnett, przy czym warto wspomnieć, że TD grał 19 sezonów, KG – 21, a Larry – 13.

No i ktoś jeszcze musi młodemu Larry’emu wymyślić równie fajną ksywę co „The High Ayatollah of Slamola„…

Otagowane

Sam Bowie

Sam Bowie

Fun Fact: Jego wizerunek skrzywdzonego przez los i politykę kadrową Blazers niebożęcia ucierpiał parę lat temu, gdy Sam Bowie przyznał, iż trochę oszukiwał na testach w Portland. Gdy lekarze opukiwali mu nogi i pytali czy boli, center mówił „nie”, choć myślał „ała”. Nie zmienia to oczywiście faktu, że sztab medyczny Blazers przeprowadził wszystkie możliwe wówczas badania i nie dał zielonego światła przed Draftem 1984 wierząc chłopaczynie na słowo. Mimo wszystko na pewno zatajenie bólu przez Sama ukryło potencjalną czerwoną flagę.

Karma zadziałała natychmiast, sprawiając, że pierwszy z gości, którego Blazers nie wybrali wierząc w dobre zdrowie Bowie’ego został najlepszym koszykarzem w historii, przez co Sam na wieki zostanie zapamiętany jako największa draftowa porażka (warto jednak wspomnieć, że gdyby Blazers nie zdecydowali się na centra z Kentucky, postawiliby nie na MJ’a, a na Charlesa Barkleya).

Trudno mu choć trochę nie współczuć. Zapowiadał się naprawdę nieźle – jako debiutant (10.0 PPG, 8.6 RPG, 2.7 BPG w 76 meczach) znalazł się w końcu w All-Rookie Team, zaraz obok Jordana, Barkleya i Olajuwona (i Sama Perkinsa). Dane mu jednak było rozegrać już tylko pół sezonu w atmosferze ekscytacji stojącymi przed nim możliwościami. Między lutym 1986 a październikiem 1988 aż trzy razy łamał nogę (ten trzeci raz podczas lekkiej rozgrzewki przed meczem przedsezonowym), co zatrzymało i upośledziło jego rozwój.

Często zapominamy, że Samowi Bowie’emu udało się przez pewien czas być zdrowym. Po tym jak Blazers oddali go do Nets (wraz z pickiem, który zamieniono później na Mookie Blaylocka) za Bucka Williamsa przed rozgrywkami 89/90, rozegrał cztery kampanie, w których nigdy nie opuścił więcej niż 20 spotkań, regularnie grał w podstawowym składzie i notował bardzo solidne cyferki.

Per Game Table
Season Age Tm G GS MP FG% 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PF PTS
1989-90 28 NJN 68 54 32.5 .416 .323 .776 10.1 1.3 0.6 1.8 1.8 3.1 14.7
1990-91 29 NJN 62 51 30.9 .434 .182 .732 7.7 2.4 0.7 1.5 2.3 2.8 12.9
1991-92 30 NJN 71 61 30.7 .445 .320 .757 8.1 2.6 0.6 1.7 2.1 3.0 15.0
1992-93 31 NJN 79 65 26.5 .450 .333 .779 7.0 1.6 0.4 1.6 1.5 2.9 9.1
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 2/23/2018.

Włączył nawet do swojego repertuaru rzut za trzy (choć korzystał z niego bardzo sporadycznie – w ciągu całej kariery próbował swoich sił z dystansu 106 razy, trafiając 32-krotnie), co w tamtych czasach było bardzo dużą ekstrawagancją. Oto przykładowy występ Sama w koszulce Nets:

Uwieczniony na karcie (która, tak bajdełej ma literówkę w nazwisku Sama) epizod w Los Angeles był efektem transferu za inny podkoszowy niewypał – Benoita Benjamina. Niestety problemy zdrowotne powróciły i w sezonie 93/94 Sam opuścił 57 meczów. W następnym było lepiej (67 spotkań), ale Bowie’emu nie chciało już się męczyć i zakończył karierę 11 lat po wyborze w drafcie, oddając się w pełni swojej drugiej pasji – hodowli koni wyścigowych. Oby jego podopieczni mieli bardziej wytrzymałe nogi niż on.

Otagowane

Stojko Vranković

Stojko Vrankovic

Fun Fact: Mój ulubiony stereotyp związany z NBA?

Jeśli gracz jest z Europy, to na pewno pali papierosy.

Co prawda w ostatnich latach plotek na ten temat powstaje znacznie mniej, ale weźcie nazwisko dowolnego koszykarza ze Starego Kontynentu, który grał w NBA przed 2010 rokiem i wygooglajcie je razem ze słowem „cigarettes” (poza Andrisem Biedrinsem, nie googlajcie Andrisa Biedrinsa), a jest spora szansa, że coś znajdziecie.

Vranković – jeden z europejskich pionierów w NBA – także jest bohaterem pokaźnej ilości legend na temat popalania i to o szerokim spektrum. W jednym miejscu przeczytacie, że Chorwat w ogóle nie palił, w innym, że popalał, w jeszcze innym, że potrafił wypalić całą paczkę przed samym meczem, a nawet, że te papierosy były bez filtra. Jak się człowiek zastanowi, to te wszystkie historyjki są w równym stopniu zabawne, co nieco ksenofobiczne.

Taki Stojko nie pomagał sobie jednak tym, że wyraźnie odstawał od kolegów z Boston Celtics – dla których grał w latach 1990-1992 – pod względem kondycji. Był jednak już 27-letnim, zmanierowanym zawodnikiem, który nie miał czasu wdrożyć się w znacznie bardziej wymagające, jeśli chodzi o wytrzymałość, realia NBA, a Chris Ford w ogóle w niego nie wierzył i przyklejał do ławy (przez dwa sezony w Bostonie rozegrał tylko 50 meczów, grając w nich średnio po 5 minut). Trudno więc było mu dogonić stawkę bez zadyszki. No ale śmieszniej było napisać, że na pewno jara szlugi. Ach ci zwariowani Europejczycy z tych ich lepianek pośrodku niczego.

Choć Stojko pewnie popalał.

Tak jak i Vlade Divać. I Żarko Paspalj (ci dwaj akurat się przyznali).

I Dino Radja.

I Darko Milicić.

I Larry Bird.

I Kevin McHale.

I Charles Barkley.

Żeby było zabawniej, Bob Cousy twierdzi, że nigdy nie palił papierosów.

Ale rzućmy już temat palenia.

Stojko.

Wielkolud z drygiem do blokowania rzutów (6 bloków na mecz PER36 w czasie gry dla Celtics), autor pierwszego triple-double w historii Eurobasketu i jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii międzynarodowej koszykówki. W latach 1990-1992 nie pograł zbyt wiele – wystąpił tylko w 50 meczach, średnio spędzając w nich na parkiecie po 5 minut…

Cztery lata później wrócił do NBA i jako członek Timberwolves i Clippers wybiegał na parkiet 120 razy, w tym 73-krotnie od pierwszej minuty. To była bardzo skromna rehabilitacja (średnio Chorwat zgarniał po 3 punkty i 3 zbiórki, dorzucając po firmowym bloku na mecz), ale pewnie pomogła Vrankoviciowi zakończyć niedługo potem karierę z w miarę czystym sumieniem.

Bonusowy Fun Fact:

Zoidberg: You should feel bad

Otagowane

Andrew Lang & Mark West

Andrew Lang

Mark West

Fun Fact: Wiemy już kto był lepszy – Dale Davis czy Antonio Davis – czas więc na jeszcze trudniejsze pytanie: kto był bardziej nudnym koszykarzem: Andrew Lang czy Mark West?

Pospolici jak imiona Andrzej i Marek, Lang i West definiowali w latach 90 przeciętność. Oto obydwaj panowie wykonujący przeciętne wsady (no dobra, młodszy Lang coś tam ubarwiał, ale sprawdźcie polot Westa):

W najbardziej ekscytujących momentach związanych z ich karierami, obydwaj panowie odegrali jednak rolę tego nad którym się dunkuje…

Lang i West byli centrami na granicy pierwszej piątki i ławki, których specjalnością było blokowanie rzutów i przepychanie się pod koszem. Mieli długie i solidne kariery pozbawione jednak błysku, stąd takie, a nie inne moje skojarzenie. Gdyby zebrać do kupy wszystkich podkoszowców w historii NBA i wyciągnąć z nich średnią arytmetyczną, wynikiem byliby zapewne Andrew i Mark.

Per Game Table
Player From To G GS MP TRB AST STL BLK TOV PF PTS
Andrew Lang 1989 2000 737 380 20.8 4.8 0.6 0.5 1.5 0.9 2.8 6.0
Mark West 1984 2000 1090 548 18.5 4.9 0.4 0.3 1.3 1.1 2.9 5.7
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 2/20/2018.

Lang był bardziej żwawy, za to West wyróżniał się długowiecznością. Lang był mniej efektywny z pola, za to West znacznie gorszy na linii rzutów wolnych. Obydwaj zaliczyli po siedem drużyn NBA, w latach 1988-1992 będąc kolegami klubowymi w Phoenix. Andrew uważa Marka za najlepszego kolegę z zespołu jakiego miał i przyznaje, że bardzo dużo nauczył się od starszego kolegi. Podobieństwo osób nie jest więc przypadkowe.

Otagowane ,

Tracy Murray

Tracy Murray

Fun Fact: Tracy – który jest kuzynem Lamonda Murraya i Allana Houstona (oraz bratem Camerona Murraya, gwiazdy na szczeblu szkół średnich, który po studiach nie znalazł zatrudnienia w NBA i zaciągnął się do Harlem Globetrotters) – dołączył do ekspansywnych Toronto Raptors bo nikt inny nie chciał zaoferować mu kontraktu latem 1995. Jako Dinozaur dostał i wykorzystał swoją pierwszą szansę na regularne występy. Znany wcześniej jako lider klasyfikacji najlepszych strzelców z dystansu za sezon 93/94 (45.9% jako drugoroczniak w koszulce Blazers) i uczestnik wymiany, na mocy której Clyde Drexler przeszedł do Houston (Murray został jednak odsunięty od kadry playoffowej), grając po 30 minut w meczu dla Raptors (choć mimo wszystko częściej zaczynał na ławce niż w podstawowym składzie) notował rekordowe w karierze 16.2 PPG, 4.3 RPG, 1.6 APG i 1.1 SPG (przy 42.2% za trzy). Highlightami tamtego sezonu było 40 punktów rzuconych Nuggets oraz pamiętne zwycięstwo nad Chicago Bulls, dla których była to jedna z zaledwie 10 porażek w rozgrywkach…

Przełom w Toronto sprawił, że Bullets zaoferowali Murrayowi 7-letni kontrakt wart 17 milionów dolarów. To właśnie w stolicy, Tracy zaliczył najlepszy indywidualny występ, gdy – już w koszulce Wizards, a nie Bullets, w lutym 1998 – dołączył do klubu 50 punktów. Sam tak wspominał tamten występ:

Murray przesadził trochę opisując dokonania Roda Stricklanda tamtego dnia, ale niewiele. Prowadząc do boju mocno przetrzebionych przez kontuzje Czarodziejów, Rod miał 21 punktów, 20 asyst i 12 zbiórek.

Ciekawostka statystyczna: od tamtego lutowego wieczoru nieco ponad 20 lat temu, triple-double z 20 punktami i 20 asystami miało miejsce już tylko jeden raz: w grudniu 2016 udało się to Russellowi Westbrookowi. Z kolei w ostatnich 30 latach takim osiągnięciem pochwalić może się jeszcze tylko Magic Johnson.

Nic więc dziwnego, że Tracy nazywał Stricklanda najlepszym rozgrywającym z jakim kiedykolwiek grał, choć panowie nie zawsze się dogadywali – tak jak wtedy, gdy Murray powiedział pewnej dziennikarce, z którą obydwaj romansowali, że Rod jest gejem.

Otagowane

Loren Meyer

Loren Meyer

Fun Fact: Tak na pierwszy rzut oka, Loren Meyer niezbyt nadaje się na bohatera ciekawego wpisu na koszykarskim blogu. Ot, przypadek jakich wiele. Kumaty podkoszowiec z NCAA trafia do NBA, gdzie okazuje się, że tego co robi dobrze (w tym wypadku: podkoszowa harówka i rzut z półdystansu), nie robi na tyle dobrze, żeby nie dało się go łatwo zastąpić. Po czterech sezonach w lidze – jednym w całości straconym przez kontuzję, a ostatnim składającym się z ledwie 14 meczów – 24 pick Draftu 1995 zakończył przygodę z NBA jako 26-latek (potem grał jeszcze krótko w lidze brytyjskiej). Nie zapadł nikomu w pamięć, ale też się nie zbłaźnił. Na 140 meczów w jego karierze, wychodził w pierwszej piątce częściej niż w co trzecim spotkaniu, notując PER36 średnie ok. 11 punktów i 9 zbiórek.

W jego przypadku o wiele ciekawsze są jednak fun facty pozaboiskowe:

#1 – W czasie trzeciego roku studiów miał poważny wypadek – auto, w którym był pasażerem, wjechało… pod pociąg. Stracił większość tamtego sezonu, ale: a) przeżył; b) szybko wrócił do zdrowia i był gotowy na ostatni sezon w NCAA. Kilka miesięcy wcześniej, także w wypadku samochodowym, zginął inny zawodnik Iowa State, Chris Street (to na jego cześć Meyer grał z numerem 40).

#2 – Loren dorastał w liczącej 700 mieszkańców mieścinie o nazwie Ruthven i tam też uczęszczał do szkoły średniej. Nie udało mi się na szybko sprawdzić jakie jest najmniejsza miejscowość, jaka dała nam gracza NBA, ale obstawiam, że Ruthven jest w ścisłej czołówce.

#3 – Według Basketball Reference, w rodzinnym stanie Meyera, Iowa, urodziło się 22 zawodników NBA i trudno o bardziej stereotypowy zestaw reprezentantów regionu, o którym żartuje się, że składa się głównie z rednecków i pól kukurydzy. Aż 16 gości w tym gronie to bardzo biali ludzie, w tym takie okazy jak: Ryan Bowen, Matt Bullard, Nick Collison, Matt Fish, Bobby Hansen, Kirk Hinrich, Jon Koncak czy, the one and only, Brett Szabo.

#4 – Loren Meyer to jeden z zapewne niewielu (niestety(?) nikt nie zbiera takich danych) pierwszorundowych picków, który w momencie wyboru w drafcie do NBA był topless. Oglądanie naboru w telewizji wspomina w rozmowie z KTIV.com następująco:

Wściekłem się [że nikt mnie jeszcze nie wybrał], więc rozebrałem się z koszulki i poszedłem na podjazd, gdzie zawsze grałem w kosza moim tatą i wujkami. Zaczęliśmy grać 3-na-3 i nagle z domu wybiega siostra, rzuca się na mnie i mówi, że zostałem wybrany, ale nie wie gdzie.

Impreza podraftowa – zorganizowana, a jakże, w remizie – to podobno do dziś jedna z najgrubszych bib w historii Ruthven.

Tyle ciekawostek, od których bardziej intrygujący i tak będzie zapewne fakt, że istnieje wykres przedstawiający rozkład rzutów Lorena z całej jego kariery w NBA…

Otagowane ,