Joe Dumars

Joe Dumars

Fun Fact: Bill Simmons w „The Book Of Basketball” sklasyfikował Dumarsa jako 74. najlepszego zawodnika w historii NBA. Oto fragment uzasadnienia z bonusową anegdotą, która nie przestaje mnie śmieszyć:

Dumars był jedyną przyzwoitą duszyczką pośród złych chłopców, wspaniałym graczem zespołowym wznoszącym się na wyższy poziom kiedy wymagały tego okoliczności, utalentowanym obrońcą, który radził sobie z Jordanem lepiej niż ktokolwiek z wyjątkiem Johna Starksa. Gdy ligę toczyły problematyczne charaktery jej gwiazd w połowie lat 90., Joe D wyróżniał się dzięki klasie i profesjonalizmowi. Przyglądanie się jego koegzytencji z łapiącymi się za krocze dupkami w Dream Teamie II było jak oglądanie Nica Cage’a, który utknął w samolocie Con Air. (Jest taka słynna historia o dwóch członkach Dream Teamu II – na pewno o Shaqu i kimś jeszcze, nie pamiętam drugiego bohatera – którzy przed kluczowym meczem zwołali zbiórkę graczy na co Dumars pomyślał sobie „Wspaniale, wreszcie zamierzają podejść do czegoś na poważnie”. Nagle ta dwójka zaczyna rapować piosenkę, którą napisali specjalnie z okazji tego meczu. Biedny Dumars.)

Otagowane

Z Archiwum XXI: 2002-03 Topps Ten i zaległy okrojony Box Break

2002-03 Topps Ten Box

Gdy dwa miesiące temu otwierałem boxa 2002-03 Fleer Genuine, jednocześnie rozprułem pudełko z serią 2002-03 Topps Ten. Relację z tego „wydarzenia” odkładałem, odkładałem i odkładałem, aż stwierdziłem, że mi się już nie chce jej robić. Box breaki tworzy się dobrze na świeżości, gdy entuzjazm z rozpakowania kolejnej porcji kart sam niesie Cię do skanera (lub gdy się ma dobry aparat), a gdy kurz po bitwie z dziesiątkami sreberek i setkami kartoników opadnie, to taki tekst, w formule jaką przyjąłem na tym blogu, jest zbyt żmudny, nudny i przeterminowany, żeby mi się chciało poświęcać na niego czas – ba, bym wymagał, żebyście Wy poświęcali na niego czas. Ale, że mało jest okazji aby na MMJK pochwalić się kartami współczesnymi, to jednak do Topps Ten wracam, bo znalazłem parę już wcześniej zrobionych skanów i zdjęcie pudełka, także wrzucam – co mi tam. Zwłaszcza, że to zawsze okazja na odejście od tradycyjnej formuły tekstów na tym blogu, dzięki czemu mogę np. ot tak sobie, bez zbędnego ubierania w anegdoty i stałe cykle, wrzucić głupie zdjęcie grupowe Houston Rockets.

Houston Rockets

Powróćmy jednak do Topps Ten i do krótkiego wyjaśnienia czym jest ta seria: jej set podstawowy podzielony jest na kilka kategorii odpowiadających kategoriom statystycznym i poświęcony prezentowaniu pierwszej dziesiątki zawodników w każdej z tych kategorii. W rezultacie dostajemy fajny set z praktycznie samymi gwiazdami oraz z czołówką draftu 2002, w której niestety na każdego Yao Minga czy Amare Stoudemire’a przypada jakiś Nikoloz Tskitishvili lub Dajuan Wagner. Poza przeważnie mocną obsadą base setu, otwierający box, mógł także liczyć na dwie gwarantowane karty z kawałkiem materiału oraz mieć nadzieję, że w 24 paczkach w pudełku trafi się jakiś autograf umieszczany co 56 paczek. Mi się poszczęściło. Tak jakby. Ale najpierw szmatki (limitowane odpowiednio do 1500 i 1000):

Baron Davis Topps Ten limit 1500

Michael Finley Topps Ten limit 1000

Całkiem sympatyczne relikwie, zwłaszcza, że Michael Finley, to jak najbardziej gracz spod znaku MMJK, który mimo kariery trwającej do 2010 roku kojarzy mi się jednak przede wszystkim z latami 90. Nie wrzuciłem żadnych kart z base setu więc tylko wspomnę, że wyglądają identycznie jak karta Davisa tyle że bez materiałowego wypełnienia cyferki.

No i jeszcze ten autograf, który cieszy, choć biorąc pod uwagę, że mógł należeć np. do Yao Minga lub Shaquille’a O’Neal, rozczarowuje…

Kenny Satterfield Topps Ten auto

Choć nie do końca. Bo widzicie, Kenny Satterfield to dla mnie postać kultowa przez wzgląd na jego członkostwo w jednej z najbardziej przypadkowych zbieranin zawodowych koszykarzy jaką byli Denver Nuggets w sezonie 02/03, kiedy to przez pierwszą piątkę tej drużyny, która wygrała 17 meczów (a której coach miał na nazwisko Bzdelik) przewinęli się, oprócz Satterfielda, tacy cichociemni jak: Rodney White, Donnell Harvey, Junior Harrington, Vincent Yarbrough, kuzyn Kevina Garnetta Shammond Williams, Ryan Bowen czy wspomniany już Tskitishvili. Dość powiedzieć, że to był jedyny sezon, w którym Juwan Howard był najlepszym graczem jakiejś drużyny (nie licząc drugiego roku w Bullets gdy Chris Webber rozegrał tylko 15 meczów).

I to tyle jeśli chodzi o ten zapomniany box. Nie planuję raczej wracać do otwierania „post-ninetiesowych” boxów, ale ostatnich dwóch też nie planowałem, więc zobaczymy.

Otagowane , , , , ,

Mark Price

Mark Price

Fun Fact: Moja pierwsza piątka koszykarzy, którzy w strojach Cavaliers z lat 1994-1999 wyglądali najbardziej nie na miejscu…

PG – Mark Price

SG – Harold Miner

SF – Dan Majerle

PF – Shawn Kemp

C – Andrew DeClercq

Chociaż DeClarcq wyglądał dziwnie w każdym stroju profesjonalnej drużyny koszykarskiej, nie tylko tej z pastelowymi falami na pół koszulki.

W sumie to Price też nie przypominał z wyglądu zawodowego koszykarza ale lata świetnej gry w klasycznym uniformie Cavs uczyniły z niego nieodłączny element krajobrazu NBA lat 90. Tyle, że ten czar pryskał w nowych szatach Kawalerzystów.

Otagowane , ,

Kenny Walker

Kenny Walker

Fun Fact: Śniło mi się ostatniej nocy, że na wczasach w Sopocie spotkałem Kenny’ego „Sky” Walkera. Cały dzień siedział na balkonie jednego z ośrodków wypoczynkowych pijąc piwo. Gdy zacząłem z nim rozmawiać okazało się, że jest Polakiem, naprawdę na nazwisko ma Walczak i mieszka na warszawskim Żoliborzu. Poszedłem odwiedzić go w pokoju, żeby zapytać czy możemy się umówić na późniejsze spotkanie w Warszawie, na którym chciałem go poprosić o autograf na widocznej powyżej karcie. Niestety Walker okazał się lekkim bucem i numer telefonu i adres podał mi w formie rysunkowych rebusów, których nie potrafiłem rozszyfrować. Na jego korzyść działał jednak fakt, że w pokoju miał stertę komiksów i kaset wideo z kreskówkami o transformersach. Aha – i był to późny Kenny Walker, bez flat topa, taki z czasów gry w Washington Bullets. To był jeden z moich najnormalniejszych snów w ostatnim czasie.

Otagowane

Eddie Jones

Eddie Jones

Fun Fact: Lista osiągnięć Eddiego Jonesa jest długa:

– lubię go mimo iż przez większość kariery grał w Lakers i Heat

dziesiątki/setki efektownych wsadów

– Rookie Game MVP w 1994

– członek pierwszej piątki debiutantów

– trzy występy w Meczu Gwiazd, w tym w 2000 roku w pierwszej piątce

– trzykrotne wybranie do drugiej piątki najlepszych obrońców

– jedna wizyta w trzeciej piątce sezonu 99/00

– pierwsze miejsce wśród najlepiej przechwytujących, także w sezonie 99/00

– być może najgorsze wznowienie gry z autu w historii NBA

Otagowane

Atrament Sympatyczny: Bob Love

Bob Love Elusive Ink

Bob Love Elusive Ink back

(Jeśli ktoś jest zdezorientowany widokiem gracza z lat 80. na karcie z XXI wieku na blogu o kartach z lat 90., odsyłam do pierwszego wpisu z cyklu „Atrament Sympatyczny”, w którym tłumaczę „co?” i „jak?”, przemilczając łaskawie „za ile?”)

1. Do wymienionych na odwrocie karty osiągnięć warto doliczyć trzy występy w Meczu Gwiazd i trzy wybory do drugiej piątki All-Defensive oraz fakt, że przez siedem kolejnych sezonów był najlepszym strzelcem Bulls.

2. Miałby pewnie też na koncie nagrodę Most Improved Player, gdyby NBA nagradzała największe postępy sezonie 69/70 – był to jego czwarty sezon i pierwszy pełny rok w Chicago. Po tym jak w 1969 notował 5,9 punktu i 3,1 zbiórki na mecz, dostał wreszcie szansę gry w pierwszej piątce i zrewanżował się trenerowi średnimi we wspomnianych kategoriach wynoszącymi 21,0 i 8,7.

3. Bob „Butterbean” Love jest także jednym z tych zawodników, którzy tak jak opisywany niedawno Jeff Malone, zaliczyli największy spadek w średniej zdobytych punktów między przedostatnim a ostatnim sezonem kariery. W ostatnim pełnym sezonie w Bulls notował 19,1 punktów na mecz, a w sezonie 76/77, rozegranym na spółkę w Bulls, Nets i Sonics, już tylko 7,3. To dwunasta najbardziej radykalna obniżka formy w ostatnim roku gry wśród wszystkich zawodników NBA. Należy jednak wspomnieć, że winę za ten fakt ponosi uraz pleców, który ostatecznie zakończył karierę Boba.

4. Love strasznie się jąkał. Strasznie. W rezultacie nie mówił prawie w ogóle, a gdy już mówił, to rzadko więcej niż dwa słowa. O ile w czasie gry w NBA jego gra mówiła za niego, o tyle na emeryturze Love jąkanie o mało nie zrujnowało mu życia. Gdy przeszedł operację pleców zaraz po przymusowym zakończeniu kariery i lekarze ostrzegali, że istnieje niebezpieczeństwo, że już nigdy nie będzie mógł chodzić bez kuli, zostawiła go żona bo, jak podobno napisała w liściku pożegnalnym, „nie chciała być związana z jąkałą i kaleką”. Auć. Nie mniej bolesny był fakt, że zabrała ze sobą wszystkie pieniądze Love’a, a ten, z powodu wady wymowy nie mógł dostać żadnej porządnej pracy. Najlepszą z nich była praca na zmywaku w jednej z restauracji w Seattle. To był jednak przełom w życiu Boba, ponieważ pracodawca w nagrodę za solidną pracę wysłał go w 1986 roku na terapię zaburzeń mowy, która szybko przyniosła rezultaty. Rezultaty były tak dobre, że już pięć lat później Love został zatrudniony przez były klub z Chicago jako rzecznik, a równolegle występował nawet 300 razy w roku jako mówca motywacyjny, głównie w szkołach. I to dopiero nazywa się wielki postęp.

5. W czerwcu 2012 grupa fanów Butterbeana z Chicago ogłosiła, że rozpoczyna zbiórkę 300 tysięcy dolarów, które zostaną przeznaczone na postawienie pomnika Love’a. Pomnik ma nie tylko upamiętniać jego karierę jako Byka, ale przede wszystkim wszystko co zrobił przez ostatnie dwadzieścia dla propagowania edukacji i dobrych wzorców wśród dzieci i młodzieży. Dlatego właśnie pomnik stanie nie przed United Center, a przed poprawczakiem Cook County i będzie wyglądał tak:

Bob Love pomnik

Otagowane , , ,

Jeff Malone

Jeff Malone

Fun Fact: Jeff, przez ponad trzy lata członek mniej znanego tandemu Stockton-Malone, słynął głównie ze swojej ofensywnej gry, dzięki której zaliczał 19,0 punktów na mecz w  karierze. Ta liczba byłaby nieco większa gdyby nie ostatni sezon (32 mecze w Sixers i Heat), w którym zaliczał tylko 5,8 punktu mimo iż jeszcze rok wcześniej był drugim strzelcem Philadelphii ze średnią 18,4 (tylko w 19 meczach, ale jednak). Spadek średniej punktowej między przedostatnim a ostatnim sezonem o 12,6, to piąty najwyższy wynik w historii ligi. Bardziej dramatyczne spadki (do tego nietypowe, bo osiągi zawodników zbliżających się do końca kariery maleją zazwyczaj łagodnie) zaliczyli w NBA tylko Bernard King (21,4), Toby Knight (13,6), Neil Johnston (13,2) oraz Dominique Wilkins (13,2). Jest jeszcze jedna kategoria, w której Jeff Malone jest (co najmniej) w pierwszej piątce NBA – najbardziej niesamowite rzuty. Obczajcie jego game-winnera z 1984 roku kiedy to był debiutantem w Washington Bullets (ostatnia akcja poniższego wideo):

Otagowane

Felton Spencer

Felton Spencer

Fun Fact: Jak na szósty wybór w drafcie 1990 (dokonany przez Minnesotę Timberwolves), kariera Feltona Spencera na pewno była rozczarowaniem, choć przez dwa lata był bardzo solidnym centrem pierwszej piątki Utah Jazz notującym średnie punktów i zbiórek niewiele poniżej double-double. Spencerowi udawało się jednak grać dużo minut przez siedem pierwszych sezonów tylko dlatego, że nie miał zbyt poważnej konkurencji w składzie – w Wolves przez 3 lata byli to Randy Breuer, Tod Murphy, Brad Sellers i Luc Longley (a z Longleyem, Spencer w zasadzie przegrywał rywalizację), w Jazz, przez kolejne trzy lata, Chad Gallagher, Darren Morningstar, podstarzały James Donaldson, debiutujący Greg Ostertag i niezrównoważony psychicznie Luther Wright, a w Warriors, gdzie trafił w 1996 roku (po jednym meczu rozegranym w Magic), Andrew DeClercq i Todd Fuller. Gdy tylko w Golden State Warriors w sezonie 97/98 zaczął dzielić szatnię z dwoma innymi solidnymi centrami o ograniczonym talencie wybranymi trochę za wysoko w drafcie – Erickiem Dampierem (#10 w 1996) i Adonalem Foylem (#8 w 1997), natychmiast spadł do roli drugiego a nawet trzeciego centra, w której spędził już resztę trwającej do 2002 roku kariery. Choć to i tak spore osiągniecie jak dla kogoś, kto ma na drugie imię LaFrance.

Otagowane

Andrew Lang

Andrew Lang

Fun Fact: Równo 19 lat temu Philadelphia 76ers rozwiązała kontrakt z Andrew Langiem – 1/3 nagrody pocieszenia po Charlesie Barkleyu (ciekaw jestem czy Magic wyjdą gorzej na swojej wymianie Dwighta Howarda niż Sixers 20 lat temu na zhandlowaniu Sir Charlesa – póki co obydwie transakcje wydają mi się bardzo podobne). Lang, który w tamtym momencie był już pięcioletnim weteranem, kontynuował solidną karierę w Atlancie, Minnesocie, Milwaukee, Chicago i Nowym Jorku. Kibice Knicks będą go jednak pamiętać nie jako zmiennika przez 19 meczów w sezonie 99/00 (no bo niby co tu pamiętać), a jako tego, kto zniszczył karierę Patricka Ewinga – w 1997 roku Lang jako zawodnik Bucks sfaulował będącego w powietrzu centra Knicks tak niefortunnie, że ten doznał poważnego złamania nadgarstka i tylko natychmiastowa operacja zapobiegła utracie pełnej funkcjonalności ręki. Ewing opuścił 62 następne spotkania i nie odzyskał już statusu gwiazdy. W 2000 roku był na wylocie z Nowego Jorku, a w niedalekiej perspektywie – z NBA. Dzięki Andrew.

Otagowane