Fun Fact: Skoro wracam po przerwie, to warto poprosić o wytrwałość w prowadzeniu bloga jego patrona. Choć czy jest sens prosić kogoś kto nie zna litości?
Fun Fact: Wybaczcie długi okres ciszy na blogu, ale mam ostatnio sporo na głowie. Praca na 1,5 etatu, przygotowania do pewnego przyjęcia okolicznościowego, wrodzone lenistwo i uzależnienie od mobilnej gierki o G.I. Joe – sami rozumiecie. Nawet teraz wpadam tylko na chwilę czekając aż ktoś przetłumaczy nowy odcinek „Breaking Bad”. Ale postaram się te epizody powtarzać regularnie. A skoro już zabrałem głos to wszystkiego najlepszego z okazji 50. urodzin życzę Samowi Mitchellowi (który po dziś dzień jest drugim najlepszym strzelcem w historii Timberwolves, tak jak i drugim najczęściej zakładającym uniform Minny koszykarzem ever). W ramach prezentu nie powiem ani słowa o tym jak Vince Carter rzucił nim o ziemię gdy był trenerem Raptors, za to przypomnę jedną z niewielu jego akcji jakie przetrwały do dzisiejszych czasów w notowaniu z NBA Action (miejsce 10):
Jakiś tydzień temu dostałem list z trzema starymi kartami Chrisa Webbera, które są chyba trzema najdziwniejszymi kartami w liczącym kilka tysięcy pozycji (i wciąż rozrastającym się) karcianym dorobku C-Webba. Nie chodzi nawet o to, że są ordynarnie zamanipulowane w photoshopie (spójrzcie na pierwszej karcie głowa Webbera wklejona jest na korpus Shaqa – patrz zdjęcie po prawej, na drugiej mamy tę samą głowę co na karcie poprzedniej ale jeszcze inny korpus no i w końcu karta trzecia, mówiąca sama za siebie) ale o to, że precyzyjnie wytyczają tory jakimi miała potoczyć się (a nie potoczyła) kariera w NBA Chrisa Webbera…
Karty musiały powstać gdzieś pomiędzy wygraną przez Magic loterią draftu a samym Draftem 1993, w którym Webber był pewniakiem do pierwszego miejsca. Tu się producenci kartoników nie pomylili, ale Magic natychmiast Webbera oddali do Golden State Warriors. Webber zagrał świetny sezon zasadniczy ale potem pokłócił się z trenerem, wymusił transfer do Waszyngton i utkwił w bagnie przeciętności ze swoim wątłym zdrowiem i zbyt imprezowym trybem życia. Zmarnował więc pierwszą połowę swojej kariery czego dowodem jest karta trzecia – Webber nie dostał powołania do trzeciego dream teamu, które wydawało się niemal pewne 3 lata wcześniej (miał w tej kwestii pecha bo gdy wreszcie dostał powołanie, lokaut sprawił, że zawodowcy wycofali się z koszykarskich MŚ w 1998 roku).
Co by jednak było gdyby Orlando Magic nie zdecydowali się w dniu draftu zrobić z tych kart kolekcjonerskich dziwactw i sparowali Webbera z Shaqiem? Bill Simmons nawet poświęcił temu zagadnieniu ustęp w „The Book Of Basketball”:
„Co by było gdyby Orlando po prostu zatrzymało Webbera? Czy Shaq odszedłby po sezonie 95/96? (Trudno powiedzieć.) Czy Webber odnalazłby się w roli Robina dla shaqowego Batmana? (Uważam, że tak.) Kogo Magic ściągnęliby za wolną cap space w 1994 roku zamiast Horace’a Granta? (Moje typy: Detlef Schrempf i Steve Kerr) Czy awansowaliby do Finałów 1995 z Shaqiem, C-Webbem, Dennisem Scottem, Nickiem Andersonem, Brianem Shawem i moimi wolno-agentowymi typami? (Uważam, że tak.) Czy mieliby większe szanse na pokonanie Rockets z takim składem? (W zasadzie to tak.) Jeśli chodzi o Penny’ego Hardawaya, dostałby minuty Tima Hardawaya w składzie Warriors, który wygrał 50 meczów z Webberem, świetnie wpasowałby się w ofensywę Dona Nelsona mając do pomocy Spree, Mullina i Billy’ego Owensa i potencjalnie mógłby stać się graczem z miejscem w Hall Of Fame. Pamiętajcie, że C-Webb i Penny to były talenty na miarę pierwszej 40-tki najlepszych graczy w historii NBA, które nigdy nie zrealizowały swojego potencjału i to z powodów, które są zupełnie niesatysfakcjonującym wytłumaczeniem. Gdyby wymiana Magic i Warriors nigdy się nie zdarzyła, być może jeden z nich (lub obydwaj) spełniłby pokładane nadzieje.”
Alternatywne wersje kariery Webbera i Penny’ego pozostają po dziś dzień najlepszymi zaginionymi arcydziełami w historii koszykówki. Powyższe karty są jak ich ulotki reklamowe, które przez szpary czasoprzestrzenne prześlizgnęły się z sąsiedniego wymiaru. Faza jak ta lala.
Fun Fact: W 1996 roku Los Angeles Lakers, po trzech latach współpracy, zesłali Lyncha do Vancouver w ramach robienia miejsca w budżecie na pozyskanie Shaquille’a O’Neala. 5 lat później Lynch, już jako gracz 76ers, spotkał się z drużyną, która wybrała go w drafcie, w Finałach NBA. Miał okazję utrzeć nosa tym, którzy wysłali go na ligową poniewierkę. Zamiast tego zrobił tak:
Gdzieś w zasobach bloga mam do tego odpowiedni komentarz graficzny, którego dawno nie używałem… O! Jest:
Mylił się ten kto w 1993 roku miał w ręku jego rookie card i pomyślał, że pewnie Lynch już nigdy nie będzie wyglądał tak głupio jak robiąc wsad z wystawionymi na wierzch zębami przygryzającymi dolną wargę…
Fun Fact: Mam wrażenie, że Tom Chambers po zakończeniu kariery zawodniczej w 1997 roku nie tylko zajął się pracą w biurze Phoenix Suns ale też edytowaniem własnego profilu na Wikipedii. Nie ma na nim ani jednego słowa o tym, że wszyscy (przynajmniej na początku kariery) uważali go za buca, który oddaje mnóstwo nieprzygotowanych rzutów a w rozmowach z prasą tylko się przechwala i krytykuje innych.
Zamiast tego odnotowano każdy przypadek spadku liczby prób rzutów w sezonie, zawsze wspominając, iż kończył się on gorszymi wynikami drużynowi. Przy okazji Wikipedia albo szukaja winnych, jak niedobry i niesprawiedliwie pomijający Toma point guard, albo chwaląc Chambersa za to, że w swojej wspaniałości łaskawie postanowił grać bardziej drużynowo.
Dodatkowo profil zawiera takie typowo encyklopedyczne zdania jak (odnośnie Meczu Gwiazd 1987): „Przystojny i popularny blondwłosy strzelec rzucił 34 punkty trafiając 13 z 25 rzutów i został uznany za MVP na oczach szalejącej publiczności.” Brakuje za to na przykład wzmianki o tym jak były kolega klubowy z czasów Sonics, Gerald Henderson, nazwał przystojnego i popularnego blondwłosego strzelca „najbardziej samolubnym człowiekiem z jakim grał”.
Jedno wspomnienie Chambersa pozostaje jednak niezmienne i nie da się go nijak przeinaczyć – koleś potrafił skakać…
Kevin Johnson z kolei potrafił to wykorzystać i to dlatego Suns byli jedną z najbardziej ekscytujących drużyn w NBA już pod koniec lat 80.
A żeby nie było, że Johnson jest tylko w ramach bonusa, mały fun fact tylko o nim: podobno na początku kariery słynął z nietypowych „cieszynek” – kolegów za udane akcje nagradzał bodiczkami lub kopaniem w tyłek. Zemściło się to na nim parę lat później gdy jego nowy kumpel, Charles Barkley, po game-winnerze KJ’a zafundował mu tak mocny tryumfalny uścisk, że Johnson wylądował na liście kontuzjowanych ze zwichniętym ramieniem…
Fun Fact: Moje dotychczasowe pierwsze skojarzenia z Manningiem są takie, że był dość chudy, dobry w kosza ale miał poważne problemy z kolanami i że gdyby nie spędził najlepszych lat w Clippersach (i połowy sezonu w Hawks), to byłby na pewno bardziej znany. Zawsze jednak kojarzył mi się z dość jednowymiarowym łowcą punktów, tymczasem właśnie sobie uświadomiłem iż jest autorem aż dwóch spośród najlepszych asyst jakie w życiu widziałem… W pierwszym wideo trzeba doczekać na miejsce 5. ale gdy zobaczyłem miejsce pierwsze (tego zagrania nie widziałem wcześniej) uznałem, że w poprzednim zdaniu powinienem zmienić „dwóch” na przynajmniej „dwóch i pół”…