Gheorghe Muresan

Gheorghe Muresan Fun Fact: 231-centymetrowy Muresan miał w sobie bardzo dużo z kontynentu – konkretnie rozmiary oraz prędkość poruszania się. Z ciągnącą się za nim od początku kariery krytyką jego pracy – a raczej bezrobocia – stóp walczył jednak bohatersko.

Otagowane ,

J.R. Reid

J.R. Reid

Fun Fact: Kariera Reida była dość solidna (11 sezonów, 8.5 ppg, 5.0 rpg), ale w kontekście bycia niegdyś najwyżej notowanym prospektem ze szkoły średniej oraz 5 pickiem Draftu 1989 (za nim m.in.: #11 Nick Anderson, #12 Mookie Blaylock, #14 Tim Hardaway, #17 Shawn Kemp, #18 B.J. Armstrong, #26 Vlade Divać) – rozczarowująca. Dwóch rzeczy jednak nikt mu nie odbierze:

1) 2 kwietnia 1999 roku, przez 5 minut był najlepiej rzucającym z półdystansu koszykarzem na świecie…

2) Jego profil na Wikipedii ma wyjątkowo wartką akcję…

reidwiki

Otagowane

Rony Seikaly

Rony Seikaly

Fun Fact: Gdy Magic Johnson ogłosił, że jest nosicielem wirusa HIV, a Karle Malone’y tego świata otwarcie wyrażały lęk przed bliskim, boiskowym kontaktem z gwiazdą Lakers (nie, żeby nie mieli prawa się obawiać, zwłaszcza na początku lat 90…), Rony Seikaly wyzwał Magica na pojedynek 1-na-1. Oddaję głos artykułowi z ESPN The Magazine opublikowanym dziesięć lat po dramatycznym oświadczeniu Johnsona:

Te kilka pierwszych miesięcy było dla niego [Magica – przyp. MMJK] bardzo samotnym okresem. Gdy w czasie treningów zawodnicy nie chcieli grać z nim na poważnie, po raz pierwszy poczuł się chory.

I wtedy Rony Seikaly w pewien sposób uratował jego duszę.

Seikaly – wówczas młody gracz Miami Heat – dochodził do siebie po kontuzji w Los Angeles i zapytał Johnsona czy mógłby z nim trochę porzucać.

Zaczęli grać jeden-na-jednego, na pełnych obrotach. Choć Johnson punktował jak chciał, był podekscytowany, że Seikaly zderzał się z nim, odpychał go i oblewał własnym potem i nie miał nic przeciwko, gdy Magic się odwzajemniał. Według bliskich Johnsona, „fakt, że Rony nie bał się z nim zagrać, znaczył dla Earvina tak wiele”.

Tamten dzień pojedynku z Seikalym, to jego ulubione popołudnie.

Warto dodać, że Magic wspominając tamte chwile także dziś, zawsze dziękuje byłemu centrowi/obecnemu DJ-owi.

Schody Rony’ego Seikaly’ego nie odpowiedziały na moją prośbę o komentarz.

Otagowane

Spis powszechny polskich fanów NBA

Fan NBA nie ma problemów ze wskazaniem swojej ulubionej drużyny. Ja nie miałbym też problemów z odgadnięciem, które teamy są w takiej sytuacji najczęściej wymieniane (dowolna kombinacja Bulls, Lakers, Cavs i Heat, może też Celtics). Ciekawiej robi się, gdy pada pytanie o drugą ulubioną drużynę, której kibicujemy równolegle, lub w ramach odtrutki, gdy „pierwsza miłość” gra piach. Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem wysondowania jak to jest z tymi drugimi ulubionymi zespołami i wreszcie zmontowałem stosowną internetową ankietę, w której nurtującą mnie kwestię wsadziłem w kanapkę wykonaną z dwóch dodatkowych pytań, które być może ujawnią jakieś dziwne zależności… Zapraszam do wypełnienia ankiety, co nie powinno zająć więcej niż 30 sekund, no chyba, że nie możecie się zdecydować, kto jest Waszym numerem 2…

Poległem w starciu z embedem dołączanym do ankiety, więc skieruję Was do niej poprzez linka – kliknijcie w poniższy obrazek…

Kliknij, by wypełnić ankietę

Kliknij, by wypełnić ankietę

Dzięki wszystkim za udział w tej małej sondzie. Roześlijcie ją po swoich znajomych i „przyszerujcie” w social mediach, bo chciałbym zebrać jak najwięcej głosów – tylko wtedy wyniki będzie można uznać za choć trochę miarodajne. Od popularności ankiety uzależniam też termin publikacji końcowych wniosków – im mniejsza, tym dłużej będę czekał (i żebrał w różnych miejscach) na dodatkowe głosy podnoszące wiarygodność „spisu powszechnego”. Wstępnie czekam do następnego wtorku.

EDIT: wyniki sondy znajdziecie TUTAJ

Otagowane ,

Steve Smith

Steve Smith

Fun Fact: Chyba każdy koszykarz ma jakieś swoje ulubione zagranie, niezawodny zwód czy chociaż swoją „klepkę”. Nie każdy „go to move” jest jednak tak nośny, by po latach wciąż pozostawał w pamięci fanów. Na co dzień możecie nie pamiętać, że Steve Smith też miał swój własny trick, ale to dlatego, iż był on dość subtelny – ot, lekkie zamarkowanie obrotu i zmiany kierunku w czasie kozłowania lewą ręką, podświadomie zmuszające obrońcę od reakcji, na którą gracz znany głównie z Miami i Atlanty (późniejsze przygody, m.in. w Portland, to już XXI wiek, który na MMJK najczęściej pomijam), tylko czekał.

„Smitty look-away/hesitation dribble/move/half spin” choć nie był tak popularny (stąd tyle wersji nazwy) jak „Dream Shake” Olajuwona, crossovery Tima Hardawaya i Allena Iversona czy fadeaway Jordana, to w 1998 roku został razem z nimi zaliczony do grona 5 najskuteczniejszych indywidualnych sztuczek w NBA przez Sports Illustrated. Jeśli jesteś jednym z tych graczy w koszykówkę, którzy – podobnie jak Steve Smith – nie stanęli w boskiej kolejne po szybkość i przyspieszenie (ja, na przykład, olałem wszystkie kolejki poza tą do stoiska z napisem „Niezachwiane przekonanie, że w każdej boiskowej sytuacji można wykonać podanie za plecami”), jego zagrywka to dla ciebie symbol nadziei.

Otagowane

Vince Carter

Vince Carter

Sad Fact: Pamiętacie wybranego z numerem 15 Drafcie 1999 roku Frederica Weisa, nad którym Vince Carter przeskoczył w Sydney wprowadzając koszykówkę w XXI wiek? Okazuje się, że to nie było najgorsze co się Francuzowi w życiu przytrafiło

link

(Czytaj artykuł na stronie NY Times)

Otagowane ,

Glen Rice

Glen Rice

Fun Fact: Moja pierwsza piątka złożona z zawodników, którzy przespali się z późniejszym kandydatem na stanowisko wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, jest co prawda mocno wybrakowana, ale już na tym etapie nie muszę się martwić o to, kto będzie w niej odpowiedzialny za zdobywanie punktów…

PG – …..

SG – …..

SF – Glen Rice

PF – …..

C – …..

Otagowane

Antonio McDyess

Antonio McDyess

Fun Fact: Szukałem ostatnio informacji o precedensach w sprawie DeAndre Jordana, bo pamiętałem tylko przypadek Carlosa Boozera i różniąca się jednak zasadniczo historia Juwana Howarda, który podpisał kontrakt z Miami Heat, po czym wrócił do Waszyngtonu, bo NBA uznało, że Pat Riley rąbnął się wyliczając salary cap (swoją drogą, przeczytajcie ten artykuł – tamtą decyzją ligi można by wyrównywać powierzchnię ciast lub dróg).

Informacje takowe znalazłem i streszczam niezwykle interesującą anegdotę, w której w roli DeAndre występuje Antonio McDyess…

To był styczeń 1999 i niedługo miał się zacząć skrócony przez lokaut sezon. McDyess, który grał w Phoenix w poprzednich rozgrywkach, był wolnym agentem i miał właśnie podpisać kontrakt z Denver, swoją pierwszą drużyną NBA.

„Nie chciałem podpisywać z nimi kontraktu”, mówi McDyess. „Byłem rozdarty”.

Problem polegał na tym, że wcześniej złożył słowną obietnicę Nuggets i przyleciał do Denver, by złożyć swój podpis na umowie tuż przed rozpoczęciem obozu treningowego.

„Gdy dotarłem do Denver, poczułem, że to nie jest miejsce dla mnie. Zadzwoniłem więc do Jasona Kidda i powiedziałem, że nie jestem pewien, że chcę tu być. On powiedział tylko – ‚Zostań tam, gdzie jesteś i nie rób niczego, czego nie chcesz zrobić. Za chwilę tam będę.'”

Kidd, razem z innymi kolegami z Suns, George’em McCloudem i Rexem Chapmanem, wyczarterował samolot i poleciał prosto w zamieć śnieżną, która szalała wówczas nad Denver.

„Byłem wtedy na meczu hokejowym Colorado Avalanche w loży właściciela i postanowiłem, że niczego nie podpiszę, dopóki się z nimi nie zobaczę”, powiedział McDyess.

Ówczesny generalny menadżer Denver, Dan Issel, dowiedział się jednak, że ekipa ratunkowa Kidda jest w drodze i poinstruował ochronę i sprzedawców biletów w hali McNichols Arena, żeby nie wpuszczali Kidda i kolegów do budynku.

„Na zewnątrz była śnieżyca, a oni nie pozwolili im schronić się w hali, kazali im zostać na śniegu”, wspomina McDyess. „To były szalone czasy”.

McDyess ostatecznie pokazał charakter, uhonorował słowo dane wcześniej Nuggets i rozegrał w ich barwach cztery kolejne sezony. Zawsze jednak żałował decyzji podjętej tamtej śnieżnej nocy.

Zawodnik w roli zakładnika, kumple lecący na pomoc – przecież to wszystko rozegrało się prawie tak samo, jak w przypadku „DeCision”! Z tą różnicą oczywiście, że Antonio zachował się dojrzale i dotrzymał słowa, nawet mimo tego, że miał pełne prawo (tak jak DeAndre) do zmiany zdania.

Ja winię Twittera.

Otagowane

Corliss Williamson

Corliss Williamson

Fun Fact: Spróbowałem sporządzić własną listę największych osiągnięć Corlissa w swojej koszykarskiej karierze. Oto top 7:

7. Załapał się na 2 sezony bycia adresatem podań Jasona Williamsa.

6. Drugi strzelec Sacramento (za Mitchem Richmondem) ze średnią 17.8 punktu na mecz w rozgrywkach 97/98.

5. Dorobił się zacnej ksywy („Big Nasty”).

4. Tytuł Sixth Man Of The Year za sezon 01/02 w barwach Detroit Pistons.

3. Mistrzostwo NCAA w 1994 roku.

2. Posiadanie butów Kamikaze Kemp.

1. Mistrzostwo NBA z Detroit Pistons w 2004 roku.

Choć przyznam, że co do kolejności pierwszych dwóch miejsc mam wątpliwości.

Otagowane

Tim Hardaway

Tim Hardaway

Fun Fact: Dziś wszyscy nabijają się z Kings, a w połowie lat 90 to obecni mistrzowie NBA wspinali się na szczyt klubowej dysfunkcji. Tuż po tym, jak oddali Chrisa Webbera, bo nie dogadywał się z Donem Nelsonem (który zresztą odszedł w połowie sezonu), Tim Hardaway i Latrell Sprewell zaczęli się publicznie obrażać, a Rick Adelman posadził Tima na ławce (stawiając na B.J.’a Armstronga), po czym Hardaway darował sobie publiczne obrażanie Sprewella i zaczął publicznie obrażać Adelmana. Jeden z najkonsekwentniejszych promotorów cross-overa zażądał transferu, co ostatecznie skończyło się niesławną wymianą z Miami, na mocy której Warriors za swoją gwiazdę pozykali… Bimbo Colesa (choć elementem tego trade’u była też zamiana miejsc Chrisa Gatlinga i Kevina Willisa).

Najbardziej „fun” jest jednak fakt, że gdyby to Tim Bug decydował o swoim losie, to trafiłby w połowie sezonu 95/96 do Sacramento Kings, gdzie grał jego kumpel Mitch Richmond, a trenował były asystent GSW, Garry St. Jean (mówiło się o ofercie zawierającej m.in. Bobby’ego Hurleya i Michaela Smith oraz/lub Corlissa Williamsona). Hardaway w tym przypadku też nie miał problemów z publicznym wyrażaniem swojego zdania: „Właśnie tam chcę iść [do Kings – przyp. MMJK]. To absolutnie mój pierwszy wybór. Kocham ich skład. Robią wszystko dobrze [tak, to naprawdę o Kings – przyp. MMJK], ale będą potrzebować czyjejś pomocy na pozycji point guarda. Są o jednego lub dwóch zawodników od sukcesów.”. Tyle w kwestii medialnej powściągliwości Tima. W kwestii trade’owania Tima dodam jeszcze, że w połowie sezonu 98/99, Heat byli bliscy oddania go w zamian za Stephona Marbury’ego, który trafił do Nets, gdy Pat Riley wycofał się z negocjacji.

A co do dysfunkcji Warriors w latach 90, to przypominam, że to wszystko miało miejsce jeszcze zanim Dubs wzięli z ósemką w Drafcie 1997 Adonala Foyle’a zamiast np. wybranego z kolejnym pickiem Tracy’ego McGrady’ego, Chris Mullin został zamieniony na Ericka Dampiera, Spree dusił Carlesimo, Joe Smith został zamieniony na Clarence’a Weatherspoona i Jimmy’ego Jacksona (wiem, że Smith nie miał zbyt pamiętnej kariery, ale wtedy był obiecującym młodzikiem, jedynką draftu sprzed ledwie 2 lat), wybrany z piątką w Drafcie 1999 Vince Carter został natychmiast oddany za Antawna Jamisona a Warriors pozbawili się płynności finansowej podpisując kontrakt z Jasonem Caffeyem… a zresztą – po prostu przeczytajcie ten felieton Billa Simmonsa

Otagowane