Category Archives: Karty

Ed O’Bannon

Ed O'Bannon

Fun Fact: Gdyby każdemu graczowi NBA wyliczyć iloraz dzielący poziom jego kariery w NCAA przez poziom jego kariery zawodowej, Ed O’Bannon miałby jeden z najwyższych wyników. Kończył studia jako młody bóg kosza, z 31 punktami i 17 zbiórkami w wygranym przez jego UCLA meczu o tytuł mistrzowski, a karierę w NBA już po dwóch latach, z krzyżykiem postawionym na nim w zasadzie przez wszystkich.

Trochę do dziś nie wiadomo, co się stało. Czy nie wystarczająco się starał? Czy za słabo trafiał do kosza? Czy chodziło o problemy z kolanem? Czy stracił pewność siebie po trudnych początkach, zmianie trenera i transferze? Nie doczekaliśmy się żadnej wiodącej narracji w tej sprawie, gwiazda Eda O’Bannona po prostu nagle zgasła.

Końcówkę kariery spędził w Polsce, grając kolejno w Anwilu Włocławek, Polonii Warszawa i Astorii Bydgoszcz. Jako gracz Anwilu zdobywał ponad 17 punktów i prawie 10 zbiórek w meczu i został wybrany MVP sezonu zasadniczego (choć nie wszystkie źródła to potwierdzają), a wiele lat później – głosami kibiców z Włocławka – najlepszym silnym skrzydłowym w historii klubu (i to m.in. przed Tomaszem Jankowskim).

Polish Fun Fact: Ed lubi  żurek.

Dziś O’Bannon pracuje jako sprzedawca samochodów, ale niedawno znów był gwiazdą, za sprawą bezprecedensowego procesu, jaki wytoczył NCAA, oskarżając ją o to, o co oskarża ją wiele osób – wyzysk studentów, którym organizacja zabrania zarabiać na uprawianiu jednego z najpopularniejszych sportów w Stanach, a sama zgarnia niebotyczne sumy za transmisje i licencje (O’Bannon postanowił ich pozwać, gdy zobaczył siebie samego w grze wideo od EA Sports, których też zresztą pozwał). Ed ten proces wygrał i kto wie, czy nie doprowadzi to w przyszłości do przewrotu w strukturze studenckiego sportu.

Co by jednak o Edzie nie mówić, nad Shawnem Bradleyem zapakował, czyli zupełnie swojej kariery w NBA nie zmarnował.

Otagowane

Charlie Ward

Charlie Ward

Fun Fact: Na koniec lat 90, Sports Illustrated wybrał listę najlepszych sportowców wszech czasów w każdym z 50 stanów. Ward załapał się na 27 miejsce w stanie Georgia i jest na niej trzecim koszykarzem – po Walcie Frazierze (#4) i Normie Nixonie (#16) – co ciekawe jednak nie znalazł się na tej liście za zasługi na parkiecie, a na boisku futbolowym – na studiach jako quarterback poprowadził Florida State do mistrzostwa kraju i zdobył prestiżową nagrodę Heismana.

Mimo wielkich sukcesów na uczelni, nie dostał przed draftem do NFL żadnej gwarancji wyboru w pierwszej rundzie i dlatego obraził się i postanowił poszukać szczęścia w NBA, gdzie Nowy Jork uczynił go 26 zawodnikiem wybranym w naborze z 1994 roku. Kariery nie miał wybitnej, ale wstydu też nie było, choć zawsze wspominam go słodko-gorzko, bo kojarzy mi się z tym niesławnym starciem z P.J. Brownem w playoffach 1997, przez które Knicks odpadli w serii z Miami mimo prowadzenia 3-1.

Zawsze uważałem, że Knicks w latach 90 nie mieli lepszego rozgrywającego niż wysłany do Clippers na początku dekady Mark Jackson (z całym szacunkiem dla Dereka Harpera), ale Charlie pasował do Nowego Jorku, który miał długą tradycję graczy nadrabiających braki talentu pracą, sprytem i parkietowym poświęceniem.

Otagowane

Chris Anstey

Chris Anstey

Fun Fact: Gdy dzieciaki w Polsce zaczynały interesować się koszykówką, Chris Anstey był na drugim miejscu rankingu australijskich tenisistów na szczeblu juniorskim i toczył zacięte tenisowe pojedynki z gościem, który nazywał się Mark Philippoussis.

Po raz pierwszy zagrał w koszykówkę dopiero w wieku 17 lat, ot tak, dla hecy, w drużynie swojego brata. Rzucił 52 punkty. Dwa lata później był już zawodowcem, którego w barwach Melbourne Tigers oglądali skauci NBA. Mavs zamienili się z Blazers na picki w dniu Draftu 1997, pozyskując wybranego z osiemnastką Australijczyka. Był taki czas, kiedy Don Nelson niemal całował ziemię, po której stąpał Chris, nazywając go – i shit you not – najlepiej biegającym wysokim graczem w NBA oraz kimś, kto będzie pierwszym w historii „point centrem”. W marcu 1998 roku, Nellie tryumfował, bo jego pupil ogarnął się na tyle, by na przestrzeni 9 meczów notować prawie 15 punktów na spotkanie i pobić strzelecki rekord kariery 26 punktami rzuconymi Celtics.

To w czasie tamtej serii spotkań Mavs pokonali po dogrywce mistrzowski skład Bulls – Anstey (który wymienia dziś ten mecz wśród swoich najważniejszych koszykarskich wspomnień) miał 8 punktów i 6 zbiórek. W dogrywce Australijczyk najpierw trafił z szóstego metra, potem, w obronie, wdał się przepychankę z Dennisem Rodmanem, wyśmiał go i zarobił przewinienie techniczne, a w kolejnej akcji zdobył dwa punkty wsadem. Innymi słowy, Chris Anstey był na drodze do zostania legendą wśród fanów Mavs.

A jednak coś poszło nie tak. Chris zdołał zrazić czymś do siebie zakochanego w nim Nelsona i Anstey został opchnięty do Bulls, już tych bez Jordana i Pippena. Choć Anstey coś tam w NBA grywał (ba, nawet ma na koncie game winnera w koszulce Byków), to niemożność przebicia się przez rotację, która składała się z Dickeya Simpkinsa i Willa Perdue, pozbawiła ludzi złudzeń, że mokry sen Nellie’ego się spełni.

Po 3 latach Chris był poza NBA, ale połknięty ledwie kilka lat temu bakcyl koszykówki nie zniknął, mimo iż ten sport przestał przychodzić mu z taką łatwością, jak w pierwszych latach treningów. Anstey zagrał na igrzyskach w Sydney, wrócił do ligi australijskiej (z przerwą na przygodę w Rosji), gdzie zdobywał mistrzostwa ze swoją pierwszą drużyną, Tygrysami, których ostatecznie został trenerem. Dziś jest najlepiej biegającym wysokim ambasadorem firmy z branży finansowej oraz lokalnego dealera Hyundaia, a także potencjalnie pierwszym point centrem wśród trenerów koszykarskich na szczeblu szkół podstawowych.

[Wpisu na temat Ansteya dopominał się od dawna Dawid Majkel]

Otagowane ,

Charles Oakley

Charles Oakley

Fun Fact: Przeglądanie listy filmików z Charlesem Oakleyem na YouTubie dość dobrze podsumowuje tę postać. Najwięcej mamy klipów z meczowymi bójkami z udziałem Oaka. Na drugim miejscu są filmiki z Oakleyem ćwiczącym swojego Liścia Zagłady na Pippenie, a za nimi mamy wideo z Charlesem gadającym różne rzeczy (często narzekającym na dzisiejszą NBA) oraz prezentującym swoją miłość do gotowania. Relatywnie mało jest miksów jego najlepszych akcji, bo efektowne zagrania kłóciły się z istotą Charlesa Oakleya. W takim układzie dwie rzeczy, które wybijają się wśród dostępnych materiałów to jego stylówa (golf + obciachowy sweter + długi skórzany płaszcz) z pewnego telewizyjnego segmentu…

…oraz to zagranie:

Powiedz jak jest, Zoidberg…

Zoidberg: You should feel bad

Otagowane

Sherman Douglas

Sherman Douglas

Fun Fact: Generał był raczej graczem drugoplanowym, ale możliwe, że gdyby miał parę centymetrów więcej, lub/i lepszy rzut, jego kariera byłaby bardziej znacząca, choć jeśli zapytacie fanów Celtics z lat 90 o ulubionych graczy, Sherman na pewno prędzej czy później zostanie wspomniany.

W sezonach 89/90 do 88/99 (to moja definicja lat 90) zaliczył (w sezonie regularnym i playoffach) 6 meczów z osiągami na poziomie 20 punktów i 15 asyst. Więcej mieli jedynie John Stockton, Kevin Johnson, Tim Hardaway, Magic Johnson, Rod Strickland, Kenny Anderson i Scott Skiles, mniej, cała reszta, z Garym Paytonem, Markiem Price’em, Jasonem Kiddem, Stephonem Marburym czy Isiah Thomasem na czele.

Po mocnym starcie kariery w Miami (18.5 PPG i 8.5 APG w drugim sezonie), miał iść do Los Angeles Lakers, ale Heat wyrównali ofertę jaką Jeziorowcy złożyli zastrzeżonemu wolnemu agentowi. Niestety Douglas podobno zdążył wcześniej obsmarować swój klub w prasie, więc od razu trafił na florydzką listę transferową, zwłaszcza, że point guardem przyszłości miał być Steve Smith.

Zamiast do Lakers, Generał trafił więc (po kilku meczach rozgrywek 91/92) do Celtics, gdzie Wielka Trójka Bird-McHale-Parish zaliczała swój ostatni taniec. W swoim drugim pełnym sezonie był już rozgrywającym pierwszej piątki, a najlepiej wypadł w sezonie 94/95, gdy zmuszony do przebudowy po śmierci Reggie’ego Lewisa Boston powrócił do playoffów. Starł się w pierwszej rundzie z głównymi faworytami do mistrzostwa, Orlando Magic i wyrwał jedno zwycięstwo wyjazdowe, mimo iż w spotkaniu otwarcia przegrał 47 punktami. Sherman Douglas był gwiazdą tego drugiego meczu, zaliczając – a jakże – 20 punktów i 15 asyst.

Wymieniony za nieśmiertelnego Todda Daya i śmiertelnego, jak pokazała TA AKCJA, Altona Listera, trafił do Bucks, gdzie rozpoczął proces stopniowego usuwania się w ligowy cień. W Milwaukee wpisał się doskonale w trend przeciętniactwa podstawowych rozgrywających (ale był też jego ostatnim przedstawicielem przed czasami Terrella Brandona i Sama Cassella). Włączono go do trade’u zbudowanego wokół Shawna Kempa, na mocy którego trafił do Cleveland, skąd jednak po taniości opchnięto go do Denver. Nuggets zwolnili go tuż przed startem kolejnych rozgrywek, które Douglas ostatecznie spędził w koszulce Nets, zaliczając swój ostatni w karierze występ w playoffs i to całkiem przyzwoity – w serii z Bulls wykręcał po 18 punktów, 8 asyst i 2 przechwyty. Nets przegrali z późniejszymi mistrzami 0-3, ale cóż – koszykarskie sukcesy, do których mógł poprowadzić cię Sherman Douglas miały niestety ograniczony zasięg.

Potem była jednoroczna polokautowa przygoda w Clippers i powrót do New Jersey, gdzie w 2001 roku – jak to się zwykło mawiać – zawiesił buty na kołku (który to kołek mógł być zrobiony z jednego z jego ówczesnych kolegów-centrów – serio: Nets mieli wtedy jedną z najbardziej drewnianych rotacji środkowych ever: Evan Eschmeyer, Jamie Feick, Gheorghe Muresan i Jim McIlvaine).

Gdzie by jednak Sherman Douglas nie grał, zawsze ochoczo nauczał wszystkich niskich i niegroźnych z dystansu koszykarzy sztuki floatera – jego głównej ofensywnej broni.

Otagowane

Tyrone Corbin

Tyrone Corbin

Fun Fact: Niedawno na blogu pojawił się Adam Keefe, przypominając mi m.in. o gościu, z którym zamienił się miejscami w 1994 roku.

Magic Johnson powiedział kiedyś podobno „Każda drużyna NBA potrzebuje Ty’a Corbina”, a Cotton Fitzsimmons swoim największym błędem w karierze trenera nazwał nie ochronienie Corbina w expansion drafcie w 1989, gdy Wolves podebrali go ze składu Suns. A jednak najczęściej powtarzanym w kontekście Tyrone’a słowem był „transfer”.

Tyrone Corbin był jednym z największych podróżników po NBA. 6 razy brał udział w wymianach, co daje mu miejsce minimalnie poza historyczną czołówką, której najwięksi wymiatacze byli transferowani osiem (Chris Gatling, Don MacLean, Billy Owens) i siedem (Joe Smith, Otis Thorpe, Luke Ridnour) razy. Tyle, że Corbin był też kilkukrotnie zwalniany, zmieniał kluby jako wolny agent, a także został wybrany w expansion drafcie (ba, sam pick, z którym ostatecznie został wybrany – numer 35 w 1985 roku – był transferowany trzykrotnie). W rezultacie Corbin – mimo, że zdołał sobie wyrobić markę solidnego swingmana, wystarczająco dobrego na występy w podstawowym składzie ligowego średniaka – nigdzie nie zagrzewał miejsca na dłużej. Oto ścieżka klubowa jaką przez 16 sezonów przeszedł Corbin: Spurs – Cavaliers – Suns – Timberwolves – Jazz – Hawks – Kings – Heat – Hawks – Kings – Raptors – Pistons. To 11 zmian klubu i 10 różnych drużyn wliczając Pistons, dla których nie rozegrał ani jednego spotkania (rekord to 12, ale z przynajmniej 1 minutą gry w każdym teamie).

Jeśli Magic Johnson miał rację, to niewiele było drużyn, które swojego zapotrzebowania na Ty’a Corbina nie zaspokoiło.

Otagowane

David Benoit

David Benoit

Fun Fact: Oprócz Davida Benoit – grającego w Jazz, jest też David Benoit – grający jazz. Ten drugi był lepszym pianistą, ale nie pakował piłki z góry tak jak ten pierwszy…

Benoit pierwszy nie był wirtuozem w swojej dziedzinie, jak Benoit drugi, niemniej wywalczył sobie miejsce w elitarnej lidze koszykówki (pomimo pominięcia w drafcie), dzięki skoczności i ofiarności na boisku.

Fani Jazz mają mu za złe, że choć nie słynął z talentu rzutowego, spudłował trzy kolejne trójki w decydujących minutach piątego spotkania pierwszej rundy playoffs w 1995 roku (przypominam, że wtedy otwierano post-season serią best-of-five), przeciw broniącym tytułu Houston Rockets. Zespół Malone’a i Stockton prowadził 7 punktami na trochę ponad 5 minut przed końcem, ale cegły Benoit były jednym z głównych budulców muru, który zagrodził Jazzmanom drogę do wyeliminowania osłabionych problemami zdrowotnymi i wychowawczymi mistrzów.

Bonus Fun Fact: Ten drugi David Benoit skomponował kiedyś utwór pod tytułem „Kobe” (jego nazwa wzięła się jednak od japońskiego miasta). Przestań konfundować moją wyszukiwarkę internetową drugi Davidzie Benoit!

Otagowane

Grant Hill

Grant Hill

Fun Fact: Grant Hill od zawsze funkcjonował w zbiorowej pamięci kibiców NBA jako postać nieskazitelna. Przystojny, dobrze wychowany, świetny w kosza, dzielny mimo przeciwności losu i w ogóle najchętniej wydałbyś za niego swoją córkę, gdyby nie to, że zanim twoja córka dorośnie, Hill zostanie już wzięty do Nieba, razem z ciałem i butami FILA.

Często zapominamy, że w 2000 roku (to teoretycznie data już poza strefą wpływów tego bloga, ale jest zwieńczeniem ninetiesowego wcielenia Hilla) Hill zrobił dokładnie to, co zrobił w tym roku strącony do kibicowskiego piekła zasilanego palonymi koszulkami, Kevin Durant. Miał gdzieś lojalność i wybrał większe pieniądze w Orlando oraz połączenie sił z T-Makiem zamiast zostać w Detroit z Jerrym Stackhouse’em (nie żeby ta para była przeznaczona do wielkich rzeczy, w ostatnim sezonie Hilla, Pistons mieli mocno przeciętny bilans 42-40 i nigdy nie wygrali rundy playoff za jego kadencji).

Z drugiej strony, po tej decyzji nie tylko stracił status gwiazdy z powodu kontuzji, ale prawie umarł po jednej z operacji w 2003 roku, więc wszyscy się chyba zgodzą, że karma w jego przypadku nie zachowała się jak wzór cnót.

Otagowane

Lawrence Moten

Lawrence Moten

Fun Fact: Lawrence Moten to jedno z moich osobistych rozczarowań lat 90. Choć nie miałem pojęcia w tamtym czasie o NCAA (to się w sumie nie zmieniło, ale teraz przynajmniej mam dostęp do opinii osób, które znają temat), praktycznie w każdym drafcie wynajdowałem sobie postać, która moim zdaniem odniesie sukces w NBA. O Motenie wcześniej czytałem w jakimś Magic Basketballu, gdzie wrażenie wywarła na mnie informacja, że gracz Syracuse jest rekordzistą konferencji Big East pod względem ilości zdobytych punktów. Zdziwiłem się, że w Drafcie 1995 poszedł dopiero w drugiej rundzie, z 36-tką, ale ponieważ w związku z tym trafił do Grizzlies, byłem pewny, iż to będzie dla niego idealna sytuacja. Myliłem się – w NBA rozegrał 119 meczów rozciągniętych na dwa sezony, a resztę kariery spędził w różnych dziwnych amerykańskich ligach półamatorskich (z krótkim przystankiem w Europie).

Tym samym ostatnim relewantnym koszykarskim wydarzeniem z udziałem Lawrence’a Motena był czas, który wziął w ostatnich sekundach pojedynku Syracuse z Arkansas w ramach NCAA Tournament. Jego Orangemen wygrywali wówczas jednym punktem i mieli piłkę… ale niestety nie mieli już czasów. Razorbacks wykorzystali jeden z dwóch rzutów wolnych przyznanych za przewinienie techniczne Motena, a w dogrywce wygrali 96:94.

Auć.

Biorąc pod uwagę, że moim ulubionym koszykarzem jest Chris Webber, wygląda na to, iż mam swój typ gracza.

Otagowane

Adam Keefe

Adam Keefe

Fun Fact: Adam Keefe był zdecydowanie jednym z najbielszych ludzi w NBA lat 90, ale dzielnie walczył ze swoją drewnozą. Gdy po dwóch rozczarowujących – jak na 10 pick w drafcie – sezonach w Atlancie został wytrejdowany do Jazz, prezydent klubu z Salt Lake City, Frank Layden, przywitał go słowami: „Lepiej żebyś się nie oszukiwał, bo twój następny przystanek to liga włoska”. No i Keefe faktycznie przestał się oszukiwać, że wciąż może być taką gwiazdą jaką był na uniwerku. Zajął się harowaniem, wynoszeniem koszykarskich śmieci i wyłapywaniem łokci przeciwników gdy nieustraszenie nurkował w najmniej wdzięczne miejsca na boisku. Nagrodą za pogodzenie się z losem był sezon 97/98, w którym Adam został graczem pierwszej piątki Jazz, wygrywając z nimi 62 mecze w sezonie regularnym (średnie z tego sezonu to prawie 8 punktów, ponad 5 zbiórek, 54% z pola i 81% z linii osobistych). Co prawda w playoffach jego czas gry poleciał na łeb, na szyję, ale trzy mecze finałowe zaczynał od pierwszej minuty, nawet jeśli niekoniecznie wypadł w nich szczególnie korzystnie…

Ostatecznie Keefe nie skończył we Włoszech… tylko w Hiszpanii i dopiero w wieku 30 lat, na dwa ostatnie sezony swojej zawodowej kariery.

Otagowane ,