Tag Archives: ed o’bannon

Ed O’Bannon

Ed O'Bannon

Fun Fact: W poprzednim poście o Edzie O’Bannonie, nie przyłożyłem się jakoś specjalnie do researchu i zostawiłem nas z pytaniami dotyczącymi powodów tego, że jego kariera w NBA – po tym jak był na absolutnym topie NCAA i dziewiątym pickiem dratu – trwała ledwie 2 lata:

„Czy nie wystarczająco się starał? Czy za słabo trafiał do kosza? Czy chodziło o problemy z kolanem? Czy stracił pewność siebie po trudnych początkach, zmianie trenera i transferze? Nie doczekaliśmy się żadnej wiodącej narracji w tej sprawie, gwiazda Eda O’Bannona po prostu nagle zgasła.”

Ten brak jednej, jasnej odpowiedzi jest jednak zgodny z obiegową opinią o czasie Eda w NBA.

Z punktu widzenia zwykłego fana, O’Bannon dość dziarsko wbił na ligowe salony a za chwilę już go nie było. Oto highlighty podsumowujące jego karierę:

Tak obiektywnie, za największy jego problem należy uznać kolano – na tę jedną rzecz nikt nie miał wpływu. Zerwane ACL na samym początku uniwersyteckiej przygody mogło zakończyć jego karierę już wtedy. Do tego nie doszło, ale po pięciu latach gry, Ed nie miał wątpliwości, że jego ciało nie wytrzymuje obciążeń sezonu NBA. W efekcie chuderlawy gwiazdor UCLA był za słaby na walkę pod koszem i za wolny na bieganie po obwodzie – i w ataku, i w obronie.

Choć on sam uważał, że noga nie jest żadną wymówką:

„To nie kontuzja [była problemem], tylko pewność siebie. Pudłowałem rzuty, byłem sadzany na ławce, to wpływało na moją postawę w defensywie i straciłem poczucie własnej wartości.”

Wspominał też, jak bardzo tęsknił za domem i rodziną po przeprowadzce z Los Angeles do New Jersey. Nie pozwoliło mu to skupić się w pełni na grze i przyspieszyło decyzję Nets o pozbyciu się go po półtorej sezonu.

Pisałem poprzednio, że jego karierę jak najbardziej zaliczam do kompletnych, bo zdążył zapakować nad Shawnem Bradleyem, ale chyba lepszą jej ilustracją (może nie tak dobrą, jak angielskie wyjście dziadka Simpsona, ale jednak) jest ta sekwencja z meczu z Celtics:

Najpierw mamy jeden z najładniejszych, najbardziej dynamicznych wsadów, jakie w tamtych latach można było zobaczyć na parkietach, który dał Nets 17-punktowe prowadzenie pod koniec trzeciej kwarty.

Potem: przechwyt i kolejną otwartą drogę do kosza dla debiutanta rozgrywającego swój czternasty mecz w NBA, który najpierw rzuca szelmowski uśmiech w stronę ławki rywala a potem… pudłuje stuprocentówkę. Co gorsza, ożywia publiczność i przeciwników, którzy po tym fiasku rzucają 13 kolejnych punktów, doprowadzając ostatecznie do dogrywki.

„Pudłowałem rzuty”, które padło z usta Eda chwilę wcześniej, z takim obrazkiem, brzmi jak niedomówienie rangi nazywania filmu „Coś” historią o grupie naukowców na Antarktyce przygarniających psa.

A tak a propos śniegu i suspensu, to gdyby zapytać o pierwsze skojarzenie z nimi Eda, który ostatnie trzy lata zawodowej gry w kosza spędził w Anwilu, Polonii i Astorii, to zapewne opowiedziałby ponownie historię o derbach Warszawy z sezonu 2002/03, podczas których na trybunach i parkiecie rozegrała się… bitwa na śnieżki.

Postaw kawę
Otagowane

Tyus Edney, Ed O’Bannon, George Zidek

Edney, O'Bannon, Zidek

Fun Fact: Te wyjmowane z paczek ninetiesowych, kioskowych Upper Decków potrójne karty strasznie mnie konfundowały (prawie tak bardzo, jak przebieg zawodowej kariery Eda O’Bannona). Nigdy nie mogłem się zdecydować, czy je rozrywać, czy nie. Ostatecznie wszystkie podzieliłem na mini-karty, moim zdaniem dość logicznie uznając, że skoro producent nie chciał byśmy je dzielili na trzy części, to darowałby sobie perforację pomiędzy segmentami. Gdy dziś trafiam na taką kartę, zostawiam ją jednak nienaruszoną, bo łatwiej je w ten sposób przechowywać. To chyba oznaka – wyjątkowo niszowa, przyznaję, ale jednak – starzenia się.

Ale, ale.

Ten post miał mieć trzech bohaterów i żadnym z nich nie miał być podstarzały ja. Ed miał już krótką wzmiankę i darujmy sobie dalsze pastwienie się nad jego zmarnowanym talentem (zresztą niewiele jestem chwilowo w stanie dodać do tego, co napisałem tu ostatnio…), zostają więc – także mający już na koncie epizody na MMJK – Tyus i Jiří zwany też przez Amerykanów George’em.

Ten drugi był 22 pickiem w pierwszej rundzie Draftu 1995, ale już chwilę później, jako 24-latek wyleciał na dobre poza ligę (ze średnimi z kariery około 3 punktów i 2 zbiórek w meczu). Nie załapałby się nawet do pierwszej piątki George’ów z lat 90, bo na centrze wygryzłby go Gheorghe Muresan (reszta składu to Tate George i George McCloud na obwodzie, George Lynch na skrzydle a na czwórce – z braku laku – mający na drugie imię George, Anthony Mason).

Edney – jeden z tych mniej znanych zdobywców mniej znanej nagrody Frances Pomeroy Naismith Award – zdziałał w NBA nieco więcej (7 punktów, 4 asysty w karierze), choć stracił miejsce w lidze w tym samym momencie co Zidek (obydwaj zresztą stworzyli wtedy duet w Żalgirisie Kowno). W tym czasie przerobił alternatywny scenariusz przyszłej kariery Isaiah Thomasa, tyle że w tej jej wersji miniaturowy point guard nie miał okazji eksplodować talentem grając dla Kings, a potem Celtics. Choć momenty były:

Otagowane , , , ,

Ed O’Bannon

Ed O'Bannon

Fun Fact: Gdyby każdemu graczowi NBA wyliczyć iloraz dzielący poziom jego kariery w NCAA przez poziom jego kariery zawodowej, Ed O’Bannon miałby jeden z najwyższych wyników. Kończył studia jako młody bóg kosza, z 31 punktami i 17 zbiórkami w wygranym przez jego UCLA meczu o tytuł mistrzowski, a karierę w NBA już po dwóch latach, z krzyżykiem postawionym na nim w zasadzie przez wszystkich.

Trochę do dziś nie wiadomo, co się stało. Czy nie wystarczająco się starał? Czy za słabo trafiał do kosza? Czy chodziło o problemy z kolanem? Czy stracił pewność siebie po trudnych początkach, zmianie trenera i transferze? Nie doczekaliśmy się żadnej wiodącej narracji w tej sprawie, gwiazda Eda O’Bannona po prostu nagle zgasła.

Końcówkę kariery spędził w Polsce, grając kolejno w Anwilu Włocławek, Polonii Warszawa i Astorii Bydgoszcz. Jako gracz Anwilu zdobywał ponad 17 punktów i prawie 10 zbiórek w meczu i został wybrany MVP sezonu zasadniczego (choć nie wszystkie źródła to potwierdzają), a wiele lat później – głosami kibiców z Włocławka – najlepszym silnym skrzydłowym w historii klubu (i to m.in. przed Tomaszem Jankowskim).

Polish Fun Fact: Ed lubi  żurek.

Dziś O’Bannon pracuje jako sprzedawca samochodów, ale niedawno znów był gwiazdą, za sprawą bezprecedensowego procesu, jaki wytoczył NCAA, oskarżając ją o to, o co oskarża ją wiele osób – wyzysk studentów, którym organizacja zabrania zarabiać na uprawianiu jednego z najpopularniejszych sportów w Stanach, a sama zgarnia niebotyczne sumy za transmisje i licencje (O’Bannon postanowił ich pozwać, gdy zobaczył siebie samego w grze wideo od EA Sports, których też zresztą pozwał). Ed ten proces wygrał i kto wie, czy nie doprowadzi to w przyszłości do przewrotu w strukturze studenckiego sportu.

Co by jednak o Edzie nie mówić, nad Shawnem Bradleyem zapakował, czyli zupełnie swojej kariery w NBA nie zmarnował.

Otagowane