Fun Fact: Amerykańscy komentatorzy koszykarscy mają naprawdę bogaty dorobek, pełen klasycznych kwestii, terminów, które na stałe przylgnęły do tej dyscypliny, bystrych porównań i zabaw z terminologią sportową. Zazwyczaj jednak najbardziej pamiętamy to co mówią gdy się w ogóle nie starają, czego doświadczył m.in. zmarły w tym roku legendarny coach Jack Ramsay, który przez wiele lat pracował także jako komentator a jedyne co z tego okresu ludzie pamiętają to jego reakcja gdy punkty dla Miami Heat zdobywał Voshon Lenard.
Fun Fact: Nie mam żadnej karty Ricka Brunsona jako gracza NBA z lat 90, bo takowa nie istnieje (mimo iż Brunson debiutował w 1997 roku), ale niektórzy z Was może pamiętają tego wiecznego trzeciego point guarda z jego mniej lub bardziej epizodycznych przygód w Blazers, Knicks, Celtics, Bulls, Clippers, Rockets czy Sonics na przełomie wieków. Co to ma wspólnego z Patrickiem Ewingiem? Ten nagłówek: „Rick Brunson używał imienia ‚Patrick Ewing’ rezerwując masaż, który zakończył się postawieniem mu zarzutów o molestowanie seksualne”. Kliknijcie link po rozwinięcie, choć tytuł artykułu nie pozostawia mu zbytnio pola do popisu. Powiedzmy, że ułożeniem sobie życia na emeryturze Brunsonowi poszło jak z trafianiem na karty koszykarskie w latach 90.
Fun Fact: W drugiej połowie lat 80, Magic Johnson nazwał Cleveland Cavaliers „drużyną lat 90” i termin ten podchwyciło wiele osób. Oczywiście mówi się, że Magic Johnson nazywał ich tak, bo chciał dopiec Jordanowi i Bulls, ale prawdą jest, iż gdyby Daugherty i Price nie mieli chronicznych problemów ze zdrowiem (Daugherty, pięciokrotny All-Star, musiał skończyć karierę w wieku 28 lat) a Ron Harper nie został oddany do Clippers z powodu wątpliwych wyborów życiowych poza parkietem (oraz gdyby nie stracił swojego atletyzmu przez kontuzję kolana już w Los Angeles), to ich połączenie z Larrym Nance’em, Johnem „Hot Rodem” Williamsem i Craigiem Ehlo byłoby bardzo dobrze przygotowane do walki z Jordanem i Bulls (MJ powiedział kiedyś, że Cleveland „odniosłoby więcej sukcesów, gdyby zatrzymali Rona Harpera, bo był jednym z gości, którzy w Konferencji Wschodniej sprawiali mi najwięcej problemów w obronie”).
Tak czy siak, mieli aż trzech reprezentantów w moim ulubionym Meczu Gwiazd. Dla mnie to coś. No i ich Wielka Trójka zdążyła się przynajmniej rozsypać zanim na dobre wjechały te brzydkie stroje „ery Shawna Kempa”.
Fun Fact: Gdyby Elden Campbell był ruchomą figurką, powiedziałbym, że miał bardzo mało punktów artykulacji. Lekką sztywność nadrabiał jednak siłą i przyzwoitym atletyzmem. Co ciekawe, jeśli porównamy różne oficjalnie podawane wagi, Elden przytył w trakcie swojej kariery prawie… 30 kilogramów (dobił do 127 kilogramów). Ponieważ czasem ten świat nie jest sprawiedliwy, gruby Elden Campbell był doceniany jako świetny kryptonit na Shaqa (rola, w której świetnie spisał się w Finałach 2004), a gruby Shawn Kemp wyśmiewany i wyzywany od alkoholików.
Jeszcze jedna ciekawostka: Elden Campbell jest najlepszym strzelcem Lakers w latach dziewięćdziesiątych.
(Swoją drogą to bardzo na miejscu, że gość o ksywie „Big Easy” zaliczył epizod w Nowym Orleanie)
Fun Fact: Jedną z moich największych życiowych tragedii było wciągnięcie i zerwanie się taśmy wideo, na której miałem nagraną retransmisję jednego z najlepszych meczów w karierze mojego ulubionego zawodnika. Chris Webber w tamtym spotkaniu z Warriors nagranym z TVP2, rzucił 40 punktów i miał po 10 zbiórek oraz asyst. Niestety ostatni raz widziałem ten mecz jakieś 17 lat temu. Dopiero ostatnio tknęło mnie, żeby poszukać go na YouTube. Fakje.
Zupełnie zapomniałem, że w tym meczu wystąpił także patron tej strony. Przewińcie do 27 minuty i 22 sekundy, jeśli chcecie zobaczyć definicję absolutu na tym blogu: Webber dunkujący nad Kerseyem…
UPDATE: Dorzucam do kompletu skrót wszystkich akcji Chrisa z powyższego meczu, bo tego raczej na VHSie już nie macie…
Skecz z Jimmym Kimmelem należy na pewno wpisać na listę najważniejszych osiągnięć Dikembe, obok takich pozycji jak:
– jego głos, oczywiście;
– ubiegłoroczna reklama Geico;
– uratowanie świata w ćpuńskiej grze Old Spice’a;
– te wszystkie bloki, tytuły Obrońcy Roku i machanie palcem;
– posiadanie tak magnetycznej aury, że potrafi skłonić kogoś kto nienawidzi reklam kontekstowych do skorzystania z nich pierwszy raz w życiu (50% zniżki na t-shirt z Mutombo? Musiałem!)…
– …a przeciwnika na parkiecie do wykończenia za niego alley-oopa…
Fun Fact: Przy okazji obchodów 30 rocznicy Draftu 1984, uświadomiłem sobie, że dał nam on nie tylko Jordana, Olajuwona, Barkleya, Stocktona i Jerome’a Kerseya, ale także lekkie podniesienie brwi w momencie atakowania kosza Otisa Thorpe’a
Oto bez wątpienia najbardziej przyziemne zdjęcie „Jego Powietrzności” i „Szybowca” w historii. To także laurka dla pierwszych finałów NBA jakie śledziłem w swoim życiu. Mam nadzieję, że tegoroczne, moje dwudzieste trzecie (choć tak między nami: niepełne… w latach 2000-2003 trochę oszukiwałem…) zakończą się bardziej po mojej myśli niż tamte pierwsze… #goblazers #gospurs
Fun Fact: Nie sprawdzałem, ale mimo tego jestem gotów postawić jakąś okrągłą sumkę na to, iż Alec Kessler to jedyny w historii zawodowy sportowiec, który po zakończeniu kariery został… chirurgiem. Kessler został wybrany z 12 numerem Draftu 1990 przez Houston Rockets i oddany do Miami. Heat zaproponowali mu sześcioletni kontrakt wart 7.4 miliona dolarów, jednak już po 4 rozczarowujących latach go zwolnili. Alec postanowił zarobione w NBA pieniądze przeznaczyć na szkołę medyczną. W 2004 roku był już po pięciu latach pracy jako lekarz rezydent. Specjalizacja: chirurgia ortopedyczna. To pewnie jedyny koszykarz, któremu kontuzje (w tym wypadku cudze) wydłużyły karierę.
Sad Fact: 40-letni Alec Kessler zmarł na zawał serca podczas towarzyskiego meczu koszykówki w 2007 roku.