Fun Fact: W 1996 roku Los Angeles Lakers, po trzech latach współpracy, zesłali Lyncha do Vancouver w ramach robienia miejsca w budżecie na pozyskanie Shaquille’a O’Neala. 5 lat później Lynch, już jako gracz 76ers, spotkał się z drużyną, która wybrała go w drafcie, w Finałach NBA. Miał okazję utrzeć nosa tym, którzy wysłali go na ligową poniewierkę. Zamiast tego zrobił tak:
Gdzieś w zasobach bloga mam do tego odpowiedni komentarz graficzny, którego dawno nie używałem… O! Jest:
Mylił się ten kto w 1993 roku miał w ręku jego rookie card i pomyślał, że pewnie Lynch już nigdy nie będzie wyglądał tak głupio jak robiąc wsad z wystawionymi na wierzch zębami przygryzającymi dolną wargę…
Fun Fact: Mam wrażenie, że Tom Chambers po zakończeniu kariery zawodniczej w 1997 roku nie tylko zajął się pracą w biurze Phoenix Suns ale też edytowaniem własnego profilu na Wikipedii. Nie ma na nim ani jednego słowa o tym, że wszyscy (przynajmniej na początku kariery) uważali go za buca, który oddaje mnóstwo nieprzygotowanych rzutów a w rozmowach z prasą tylko się przechwala i krytykuje innych.
Zamiast tego odnotowano każdy przypadek spadku liczby prób rzutów w sezonie, zawsze wspominając, iż kończył się on gorszymi wynikami drużynowi. Przy okazji Wikipedia albo szukaja winnych, jak niedobry i niesprawiedliwie pomijający Toma point guard, albo chwaląc Chambersa za to, że w swojej wspaniałości łaskawie postanowił grać bardziej drużynowo.
Dodatkowo profil zawiera takie typowo encyklopedyczne zdania jak (odnośnie Meczu Gwiazd 1987): „Przystojny i popularny blondwłosy strzelec rzucił 34 punkty trafiając 13 z 25 rzutów i został uznany za MVP na oczach szalejącej publiczności.” Brakuje za to na przykład wzmianki o tym jak były kolega klubowy z czasów Sonics, Gerald Henderson, nazwał przystojnego i popularnego blondwłosego strzelca „najbardziej samolubnym człowiekiem z jakim grał”.
Jedno wspomnienie Chambersa pozostaje jednak niezmienne i nie da się go nijak przeinaczyć – koleś potrafił skakać…
Kevin Johnson z kolei potrafił to wykorzystać i to dlatego Suns byli jedną z najbardziej ekscytujących drużyn w NBA już pod koniec lat 80.
A żeby nie było, że Johnson jest tylko w ramach bonusa, mały fun fact tylko o nim: podobno na początku kariery słynął z nietypowych „cieszynek” – kolegów za udane akcje nagradzał bodiczkami lub kopaniem w tyłek. Zemściło się to na nim parę lat później gdy jego nowy kumpel, Charles Barkley, po game-winnerze KJ’a zafundował mu tak mocny tryumfalny uścisk, że Johnson wylądował na liście kontuzjowanych ze zwichniętym ramieniem…
Fun Fact: Moje dotychczasowe pierwsze skojarzenia z Manningiem są takie, że był dość chudy, dobry w kosza ale miał poważne problemy z kolanami i że gdyby nie spędził najlepszych lat w Clippersach (i połowy sezonu w Hawks), to byłby na pewno bardziej znany. Zawsze jednak kojarzył mi się z dość jednowymiarowym łowcą punktów, tymczasem właśnie sobie uświadomiłem iż jest autorem aż dwóch spośród najlepszych asyst jakie w życiu widziałem… W pierwszym wideo trzeba doczekać na miejsce 5. ale gdy zobaczyłem miejsce pierwsze (tego zagrania nie widziałem wcześniej) uznałem, że w poprzednim zdaniu powinienem zmienić „dwóch” na przynajmniej „dwóch i pół”…
Fun Fact: Dwa wpisy temu wrzucałem kartę zwycięzcy Slam Dunk Contest 1994 a dziś – gościa, który zajął w nim ostatnie miejsce. To trochę przykre – zająć ostatnie miejsce w konkursie wsadów – w przypadku kolesia, który w zasadzie niczego innego nie potrafił robić dobrze (poza baaardzo sporadycznymi eksplozjami punktowymi.
Fun Fact: Tak siedzę, siedzę i próbuję wymyślić jakąś ciekawostkę związaną z Grantem Longiem i nie idzie mi to zbyt dobrze. Może dlatego, że właśnie ten brak ciekawych historii o Grancie Longu jest najciekawszą historią z nim związaną? Bardzo możliwe, że gdyby zebrać całą NBA lat 90. do kupy, wymieszać i wyciągnąć z niej jakąś średnią arytmetyczną, to wynikiem tego zabiegu byłby własnie Grant Long. Grant niczego nie robił bardzo dobrze, za to wystarczająco dobrze, żeby utrzymać się w lidze aż przez 15 lat (to jedna rzecz w Longu, która jest powyżej średniej). Jego „sufitem” było 14 punktów i 8 zbiórek, parę razy zagrał w play offs ale nigdy nie zaszedł zbyt daleko, parę razy był członkiem kiepskich teamów ale zawsze robił swoje. Ciężko pracował, nosił popularne w latach 90. wśród graczy podkoszowych gogle, nie był za wysoki, nie był za niski i pierwszą połowę kariery spędził w dwóch bardzo średnich drużynach – Miami Heat (przed 1994 rokiem) i Atlanta Hawks (zawsze). Aż dziwne, że nie zmienił nazwiska na Grant Medium. Tak czy siak mimo absolutnego braku wyróżniających właściwości gdy myślę o koszykówce lat 90. to prędzej raczej niż później myślę też o Grancie Longu.
…to jeden z pięciu najgorszych momentów w karierze nadmiernie pocącego się Jamajczyka obok spudłowanego layupa w siódmym meczu z Pacers, TEGO dunku Jordana, TEGO dunku Pippena i faktu, że ową karierę zakończył jako cholerny Magik z Orlando.
PS: Właśnie się zorientowałem, że już kiedyś na tym blogu robiłem listę najbardziej poniżających momentów kariery Ewinga. Różnice między tamtą a tą wersją: tamta nie zawiera TEGO dunku Jordana i epizodu florydzkiego, za to posiada Finały ’94, transfer do Seattle, obecne bezowocne próby zostania trenerem i jego polski przydomek.
PS3: I przepraszam, że z notki o Riderze zrobiłem notkę o Ewingu. Niestety nie mam aż tyle czasu, żeby skronikować najgorsze momenty kariery byłego gracza Wolves.
Fun Fact: Zapomniałem skomentować ironii tkwiącej w fakcie, że syn Tima „Nienawidzę Knicksów całą nienawiścią jaką można nienawidzić a jeśli da się bardziej nienawidzić, to nienawidzę ich jeszcze bardziej” Hardawaya został w Drafcie 2013 wybrany przez New York Knicks. To trochę tak jakby syn Hitlera okazał się Żydem. Albo – jeszcze parę lat temu ale już nie dziś, jeśli wierzyć temu co się słyszy – jakby syn Tima Hardawaya okazał się homoseksualistą.
Fun Fact: Uwielbiam żarty o Clippersach z lat 90. , zwłaszcza te autorstwa ich własnych zawodników (patrz: Malik Sealy, Danny Manning). Ron Harper też ma na koncie przynajmniej jeden – zapytany o jego wygasający kontrakt z Clippers pod koniec sezonu 93/94, swoją sytuację opisał następująco:
„Ja tylko w spokoju odsiaduję swój wyrok, ale za 65 czy 70 dni mój czas tu dobiegnie końca i wyjdę za dobre sprawowanie”.
Clippers tego komentarza nie uznali za dobre zachowanie bo zawiesili Harpera na jeden mecz bez wypłaty. Zapewne ku jego uciesze.
Fun Fact: Śmieszy mnie obecna sytuacja kadrowa Milwaukee Bucks – w tej chwili ważne kontrakty ma siedmiu zawodników mogących grać na pozycji power forward i jeden point guard. Nawet Charlotte Bobcats ustrzelili już klasowego wolnego agenta a w Bucks nikt nie chce grać. Z tym faktem bardzo ładnie zgrywa mi się cytat z protoplasty cyklu „Bardzo biali ludzie z Milwaukee”, Danny’ego Schayesa, który jakoś tak na początku lat 90. gdy akurat biegał po parkietach w trykocie Bucks został przez dziennikarzy nieopatrznie zapytany „Co słychać?”. Jego odpowiedź brzmiała:
„Mało gram. Drużyna jest do kitu. Żona mieszka w Denver a tu przez większość zimy jest 20 poniżej zera”.