Category Archives: Karty

Bryant Stith & LaPhonso Ellis

Bryant Stith LaPhonso Ellis

Fun Fact: Zawsze uważałem, że „Bryant Stith” to dziwne imię i nazwisko (a przez większość tego „zawsze” nie wiedziałem nawet, iż w pełnej wersji brzmi ono „Bryant Lamonica Stith”) – jakby ktoś nasadził w nim literówek. Oczywiście przyzwyczaiłem się, gdy jego posiadacz został mocnym ligowym średniakiem, specem od obrony, z pewnymi aspiracjami ofensywnymi.

Trudno znaleźć fana NBA z lat 90, który nie darzy sympatią graczy Nuggets z pierwszej połowy ostatniej dekady XX wieku – pewnie nawet kibice Sonics szanowali ich za pokonanie ich pupili w pamiętnej inauguracyjnej rundzie playoffów 1994. Z tego względu postanowiłem podbić atrakcyjność tego posta, ilustrując go kartą, na której Stith widnieje razem z LaPhonso Ellisem. Nie wiem ile mam kart z Bryantem Stithem, ale wiem, że Bryant Stith ma je wszystkie. O swoim karcianym zbieractwie rozmawiał ponad dwa lata temu ze Sports Collectors Digest:

„Kolekcjonowanie moich kart to frajda, ale też pamiątka dla moich dzieci i wnuków, sposób, żeby pokazać im, czego tatuś dokonał. Jestem dumny ze wszystkich kartoników z moją podobizną. Raz na jakiś czas zdejmuję z półki album z nimi, przeglądam i po prostu wspominam, delektuję się tamtymi chwilami.”

A ponieważ dziś, 17 lutego, mamy kolejne urodziny Michaela Jordana, dodam, że Stith swój numer 23, z którym grał w Nuggets, wybrał właśnie na cześć Jego Powietrzności, swojego największego idola. Musiał się czuć szczególnie, gdy w 2002 roku, jako gracz Cleveland (już z 20-tką na plecach) stał najbliżej kosza, do którego wpadała właśnie piłka po rzucie w ostatniej sekundzie MJ’a – jego trzeci i ostatni „The Shot”, którym raz jeszcze pognębił Cavs w ich hali.

(PS1: Nuggets z sezonu 93/94 to – uwzględniając pełne imiona i nazwiska – najlepiej nazywająca się piątka wszech czasów: Bryant Lamonica Stith, LaPhonso Darnell Ellis, Mahmoud Abdul-Rauf, Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean Jacques Wamutombo i tylko ten Reggie Williams na skrzydle trochę psuje efekt, ale można pofantazjować, że zmienia go LaFarrell Darnell Mee lub Adonis Adelecino Jordan. Warto dodać, że w tamtym składzie był jeszcze Brian Williams, ledwie parę lat przed przemianowaniem się na Bisona Dele.)

(PS2: O wpis na temat Bryanta Stitha prosił Piotr Gałandzij)

Otagowane ,

Josh Grant

Josh Grant

Fun Fact: Gwiazdy, gwiazdy i po gwiazdach. Proponuję w związku z tym zejść na ziemię i poczytać parę słów dotyczących kogoś kto był od statusu gwiazdy NBA tak daleko, jak Oliver Miller jest daleko od bycia filigranową, bladolicą dziewczynką zbierającą kwiatki gdzieś na łąkach Pojezierza Szackiego. Oczywiście o ile dacie radę wygospodarować wolny czas w przerwie między kolejnymi odtworzeniami dunków Aarona Gordona i Zacha LaVine’a…

A zatem Josh Grant.

43 pick w Drafcie 1993, 53 mecze w trakcie jedynego sezonu w NBA, średnie na poziomie 3 punktów, 1.7 zbiórki oraz 0.5 asysty w nieco ponad 7 minut w każdym spotkaniu. Gdy Warriors zwolnili go już po debiutanckim sezonie, postanowił spróbować swoich sił w Europie (w której wcześniej mieszkał przez dwa lata w ramach misji Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich), gdzie kontynuował karierę do 2002 (Hiszpania, Francja, Grecja i Włochy). Nie ma zbyt wielu powodów, żeby fan NBA pamiętał Josha Granta, ale pewnie im bliżej stanu Utah tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo spotkania kogoś takiego, bo urodzony w Salt Lake City skrzydłowy jest jednym z najlepszych graczy w historii uniwerku Utah. To w jego koszulce zapracował sobie na miejsce w dwóch prestiżowych grupach koszykarskich:

– Jest aktualnie jednym ze 109 zawodników w historii NCAA, którzy zakończyli karierę akademicką z ponad 2000 punktów i 1000 zbiórek;

– Jest też w gronie gości, którzy dunkowali nad Shawnem Bradleyem:

Toż to dwa najbardziej mormońskie postery w dziejach świata.

Otagowane ,

Sam Perkins

Sam Perkins

Fun Fact: Sama pamiętamy głównie za sennie przymrużone powieki i doskonale korespondującą z nimi umiejętność zachowania pełnego spokoju w każdej sytuacji. Przetrwały jednak do naszych czasów dowody, że Perkins czasem pozwalał sobie na odrobinę szaleństwa, jak wtedy, gdy celebrował poniższy blok…

Powstrzymanie Mike’a Browna przed zdobyciem kosza z jakiegoś powodu rozemocjonowało Sama nawet bardziej niż game-winner w meczu Finałów NBA…

Perkins ze swoim rzutem za trzy przy wzroście 6’9″ wyprzedzał epokę.

Przed sezonem 94/95 nie było w historii NBA przypadku aby ktoś tych rozmiarów był na tyle sprawdzonym strzelcem z dystansu, aby notować na przestrzeni całych rozgrywek 1.5 celnej trójki w meczu. Pierwszymi koszykarzami mierzącymi 6 stóp i 9 cali lub więcej, którzy tego dokonali byli właśnie we wspomnianym sezonie Clifford Robinson, Terry Mills i Sam Perkins. Przez kolejne cztery sezony, Perkins i Mills powtórzyli ten wyczyn jeszcze po dwa razy, Robinson raz, a nowymi członkami klubu zostali Robert Horry i Danny Ferry. W latach dziewięćdziesiątych mieliśmy więc 10 przypadków wysokich graczy trafiających 1.5 rzutu za trzy w każdym spotkaniu. Dla porównania, przez kolejne 16 sezonów osiągnięcie to zanotowano… 108 razy, z czego 58 po 2010 roku (nie licząc obecnych rozgrywek).

Nawiązując do załączonego skanu karty podsumuję te dane stwierdzeniem, że długość spodenek i zasięgu rzutu wysokich to dwie rzeczy, które od początku lat 90 wydłużyły się najbardziej znacząco.

Otagowane

Luc Longley

Luc Longley

Fun Fact: Łatwo spojrzeć na tę kartę i rzucić niewybredny żart na temat stylówki Luca, ale pierwsi niech rzucają ci, którzy nie znali na początku lat 90 żadnego Łukasza, który tak wyglądał. Zamiast tego wyliczę moje ulubione momenty w karierze Luca, w których pojawiły się zwierzęta:

– Ówczesny mecz życia, który rozegrał jako Leśny Wilk w ramach jednej z pierwszy retransmisji spotkania NBA jaką widziałem w swoim życiu;

– Trzy tytuły mistrzowskie z Bykami;

– Jedna z najgłupszych kontuzji w historii ligi: ugryzienie w pośladek przez skorpiona;

– Ten moment, gdy zapytano Luca jak kontuzjował sobie ramię, a on opowiedział historię o walce z rekinem;

– Ten moment, gdy zapytano Luca (który jest Australijczykiem, jak Krokodyl Dundee) czy uprawia zapasy z krokodylami, a on odpowiedział, że tylko wtedy, kiedy jest głodny;

Kupienie na eBayu za 2900 dolarów prawa do nadania nazwy nowoodkrytemu gatunkowi krewetki i nazwanie jej imieniem swojej córki.

Otagowane ,

Antonio Lang

Antonio Lang

Obscure Fact: Lang to postać, której kariera w NBA przeszła zupełnie bez echa. 29 pick draftu z 1994 roku, stracił prawie cały sezon debiutancki w Phoenix z powodu kontuzji i po roku został dołączony do Dana Majerle w wymianie z Cleveland Cavaliers. W Ohio zakotwiczył na dwa, wypełnione głównie siedzeniem na ławce sezony, a potem przez 3 lata zaliczał jedynie epizody w Miami (6 meczów), znów w Cleveland (10), Toronto (7) i Filadelfii. W tym czasie najwięcej hałasu narobił gdy zadunkował nad Dennisem Rodmanem…

Ciekawiej było przed i po karierze w NBA. Na uniwerku Duke był najlepszym kumplem/współokatorem Granta Hilla i wygrywał dwa razy z rzędu mistrzostwo NCAA. Po NBA osiadł zaś w Japonii, gdzie przez 13 lat był najpierw zawodnikiem, a potem trenerem Mitsubishi Dolphins grających w mieście Nagoya. Do Stanów wrócił dwa lata temu i do dziś jest członkiem sztabu szkoleniowego Utah Jazz (Quin Snyder to też absolwent Duke).

Otagowane

Dwayne Schintzius

Dwayne Schintzius

Fun Fact: Na niesamowitości plerezy Schintziusa nie poznano się aż dwukrotnie. Najpierw kazał mu ją ściąć trener uniwersytecki, Don DeVoe, co skończyło się tym, że Dwayne odszedł z drużyny (choć włosy skrócił), a potem – generalny menadżer San Antonio Spurs, Bob Bass (i znów – Dwayne włosy obciął… a potem wrzucił je do koperty i wysłał GM’owi). Na szczęście cała reszta świata wie lepiej – nie ma nic lepszego niż plereza Schintziusa. Po prostu usiądźmy i podziwiajmy…

SAN ANTONIO - 1991: Dwayne Schintzius #24 of the San Antonio Spurs poses for a portrait in 1991 at the HemiSphere Arena in San Antonio, Texas. NOTE TO USER: User expressly acknowledges and agrees that, by downloading and or using this photograph, User is consenting to the terms and conditions of the Getty Images License Agreement. Mandatory Copyright Notice: Copyright 2008 NBAE (Photo by Jon Soohoo/NBAE via Getty Images)

Dwayne-Schintzius_crop_north

222

DSRIP46

Dwayne Schintzius, David Stern

dwayne-schintzius-3

Trzymaj się tam w górze chłopie. Cokolwiek czeka nas po śmierci, na pewno nie jest to fryzjer.

(PS: O wpis na temat Schintziusa prosił Krzysztof Buck)

Otagowane ,

Loy Vaught

Loy Vaught

Fun Fact: Historia o tym jak (podobno pijany) Blake Griffin złamał rękę uderzając w twarz swojego kumpla i pracownika klubu przypomniała mi o tym, że Clippers to wciąż Clippers, a kariera Loya Vaughta pozostaje jedynym niekontrowersyjnym epizodem w historii tego klubu.

Otagowane

Dino Radja

Dino Radja

Fun Fact: Boston Celtics i Dino Radja zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale los temu uczuciu nie sprzyjał. Celtowie wiedzieli, że mają do czynienia z klasowym graczem już w momencie, gdy w ramach niegdysiejszej tradycji Mistrzostw McDonald’s zmierzyli się w 1988 roku w Madrycie z reprezentacją Jugosławii. Rok później nie wahali się, gdy przyszedł czas na dokonanie 40 wyboru w drafcie. Radja też się nie wahał. Zapowiedział, że chce natychmiast dołączyć do Larry’ego Birda i kolegów, ale Jugoplastika Split wcale nie nieśmiało przypomniała wszystkim zainteresowanym, że Dino ma z nimi ważny jeszcze parę lat kontrakt. Koszykarz uciekł nawet do Stanów i podpisał jednoroczną umowę z Celtami, unieważnioną dopiero przez Sąd Dystryktowy USA, któremu poskarżyła się Jugoplastika. Stanęło na tym, że Radja wróci na rok do Jugosławii i do Stanów trafi w 1990 roku, a Boston wykupi resztę jego kontraktu. Tyle że Dino zaczął się wahać. W Europie był drugim najlepszym graczem po Kukocu i bał się, że w bardziej fizycznej NBA nie potwierdzi swojej klasy. Plus Virtus Roma właśnie zaoferował mu kontrakt podobno nawet trzykrotnie przebijający to, co mógł zarobić w Stanach. Celtowie wciąż chcieli mieć go u siebie, ale uszanowali jego lęki. Wciąż zresztą mieli w składzie stare gwiazdy, Virtus oddał im kasę, którą wcześniej wypłacili Jugoplastice, a prawa do perspektywicznego podkoszowca pozostawały u nich. Radja następne trzy lata spędził więc we Włoszech, błyszcząc nie tylko tam, ale i na arenie międzynarodowej, na której m.in. zaliczył widowiskowy poster dunk na Chrisie Mullinie… (wiem wiem, Chris Mullin, but still…)

Uczucie Celtics i Radji przestało być platoniczne dopiero w sezonie 93/94. W nim okazało się, że obawy o to, jak Dino odnajdzie się w NBA były bezpodstawne. Przez trzy pierwsze lata poprawiał systematycznie średnie punktów, zbiórek i bloków (15.1/7.2/0.8 – 17.2/8.7/1.3 – 19.7/9.8/1.5), ale progres – jak i cała bostońska przygoda Chorwata – zostały przedwcześnie zastopowane przez dwa niefortunne wydarzenia. Pierwszym była kontuzja i operacja kolana, przez którą Radja zagrał jedynie w 25 meczach rozgrywek 96/97. Drugim – nastanie niesławnej dziś ery Ricka Pitino, który podobno najpierw zapewniał Dino, że będzie centralnym punktem ofensywy Celtics, a pięć dni później wytransferował go do Philly za Clarence’a Weatherspoona i Michaela Cage’a. Radja oblał jednak testy medyczne w Filadelfii i wymianę unieważniono, dodatkowo ogłaszając wszem i wobec, że kolano Chorwata uniemożliwia mu podołanie napiętemu terminarzowi gier. Choć czuł się zdradzony, jego miłość do Bostonu była silniejsza i nie chciał grać dla żadnego innego klubu NBA niż Celtics. Wobec nieprzychylnego mu reżimowi Pitino, pozostało mu wynegocjowanie wykupienia kontraktu. Wrócił do Europy po zaledwie czterech, naprawdę udanych latach w Stanach. Tam – dzięki mniej napiętemu grafikowi meczowemu – przedłużył swoją karierę o 6 lat, co w przypadku posępnych orzeczeń lekarzy 76ers jest happy endem tej historii.

Jeśli Toni Kukoc był „białym Magikiem”, to Dino Radja był „chorwackim McHale’em” i być może dlatego tak dobrze wpasował się w miejsce po Kevinie we frontcourcie Celtów. Kontuzja i stracone młode lata okroiły mocno jego amerykańską karierę, ale rozmawiając o najlepszych Europejczykach w NBA lat 90, nie można pominąć jego nazwiska gdy już powiemy „Toni Kukoc„, „Vlade Divac„, „Drażen Petrović”, „Arvydas Sabonis” i „Sarunas Marciulionis„.

A gdy już powiemy „Dino Radja”, powiedzmy też „Dino Riders”, choć to nie aż tak dobrze osadzone w latach 90 skojarzenie jak te, o których wspominałem jakiś czas temu

dino

Aha i jeszcze jedno – miłość Dino do Celtów trwa najwyraźniej po dziś dzień:

DinoRadjaToday

Otagowane

Wesley Person

Wesley Person

Fun Fact: Gdy parę dni temu Devin Booker rzucił dla Phoenix 32 punkty, umieszczając w koszu m.in. 6 rzutów trzypunktowych, pobił o jedno trafienie rekord „trójek” w meczu wśród debiutantów w koszulce Suns, który należał do Caseya Jacobsena i właśnie Wesleya Persona. Wes jako rookie trafiał 5 rzutów z dystansu w jednym spotkaniu trzykrotnie. Przez resztę kariery godnie pielęgnował opinię speca od „trójek”, przewodząc w sezonie 97/98 całej lidze w ich ilości i kończąc karierę w czołówce skuteczności tego elementu gry (na dzień dzisiejszy zajmuje 13 miejsce na liście wszech czasów z 41.8% trafionych rzutów za trzy).

Szukając mniej standardowych informacji na temat Wesleya Persona natrafiłem na wspomnienia chłopca od podawania piłek na meczach Utah Jazz, który nazwał Persona „najbardziej nieprzyjemnym” spośród graczy, z jakimi miał styczność (a zdjęć, kilku autografów i dwóch par podpisanych butów nie odmówił chłopakowi nawet Michael Jordan, więc to raczej nie on był problemem). Nie chciał opisywać szczegółów bo podobno jego umowa o pracę zabraniała publicznego opowiadania niepochlebnych historii na temat graczy, ale akurat Wesley doskonale sam zadbał o własne zniesławienie dwukrotnie trafiając w ostatnich czterech latach do aresztu za przemoc domową… Aż się prosi, żeby przyszedł Chuck Person i po męsku naprostował młodszego braciszka…

chuckwes

Otagowane

Donyell Marshall

Donyell Marshall

Fun Fact: „Yell” oceniany był jako talent równie wielki co wybrani po sąsiedzku w Drafcie 1994 Glenn Robinson, Jason Kidd, Grant Hill i Juwan Howard. I choć więcej osób wypomina Big Dogowi, że nie został czarnym Larrym Birdem, to Donyell Marshall bywa równie często nazywany „bustem”, a ludzie nie mieli aż tak wyśrubowanych oczekiwań. Łatka przylgnęła do niego szybko, bo już w połowie pierwszego sezonu Minnesota opchnęła swój świeżutki 4 pick do Golden State za Toma Gugliottę (którego GSW pozyskali za Chrisa Webbera… w dobie dzisiejszej NBA ważne jest, żeby pamiętać jak żałosną organizacją byli w drugiej połowie lat 90 Warriors…) przy akompaniamencie utyskiwań kibiców, trenerów i nawet kolegów z zespołu jak to Marshall nie chce nad sobą pracować. Takie rzeczy głośno mówił m.in. Doug West, poniekąd legenda Wilków, a jeden z lokalnych dziennikarzy napisał nawet o Donyellu wprost – „głupi jak but i straszny mięczak”. Auć!

Marshall nie do końca udowodnił, że się mylili. W Warriors, po uwolnieniu się z reżimu znienawidzonego ówczesnego coacha Minny, Billa Blaira, faktycznie zaczął grać lepiej, ale piętna marnotrawcy naturalnego talentu się nie pozbył (nie pomógł fakt, że oddany za niego Googs stał się All-Starem). Nie był jednak taki „nietrenowalny” jakim go w Minneapolis malowali, bo utrzymał się w lidze przez 14 sezonów, z czasem stając się bardzo solidnym reprezentantem gatunku „stretch four”, z rekordowymi przebłyskami:

Na chwilę obecną Marshall jest więc w pierwszej trójce trzech rankingów – pierwszy ma tytuł „Największe rozczarowania Draftu 1994”, drugi to „Posiadacze rekordów NBA, które zostaną pobite przez Stephena Curry’ego” a trzeci: „Koszykarze, którym najtrudniej uwierzyć, gdy twierdzą, że nigdy nie wystąpili w meczu NBA zjarani”…

donyell-hair

Otagowane