Category Archives: Karty

Bill Laimbeer

Bill Laimbeer

Fun Fact: W „The Last Dance” historia Bad Boys kończy się na niepodanych rękach (boo-hoo) po czwartym meczu finałów konferencji w 1991 roku, ale faktyczny koniec tamtego składu miał miejsce w rozgrywkach 1993/94, a rękę (a konkretniej łokieć), przyłożył do niego Bill Laimbeer.

Choć wielu kluczowych Złych Chłopców – oraz trener Chuck Daly – opuściło już Motor City, to w składzie wciąż był Bill, Isiah Thomas i Joe Dumars.

30 października, niecały tydzień przed pierwszym meczem sezonu, podczas treningu, Laimbeer stawiając zasłonę uderzył łokciem Thomasa, łamiąc mu żebro. Zeke wylizał się dość szybko, ale szlag go trafił, gdy nieco ponad dwa tygodnie później, Bill znów uderzył go łokciem w to samo miejsce. Isiah niewiele myśląc zaatakował odwróconego Laimbeera, uderzając go pięścią w głowę. Efekt? Pęknięta trzecia kość śródręcza i groźba nawet dwumiesięcznej rehabilitacji (ostatecznie skończyło na około dwutygodniowej przerwie) oraz… zranione uczucia Billa Laimbeera. Serio. Uczucia Billa Laimbeera. Ta koszulka nie kłamała.

Mark Aguirre

Bill był tak wstrząśnięty, że następnego dnia – w trakcie spotkania z Thomasem i trenerem Donem Chaneyem – oznajmił, że kończy karierę. Bał się, że nie uda mu się odbudować przyjacielskiej relacji z Zeke’iem i odzyskać sympatii kibiców. Nie zniósłby bycia wygwizdywanym we własnej hali, a tego właśnie się spodziewał. Ostatecznie panowie się dogadali, były zaczerwienione oczy i wyznania wiecznej miłości w prasie (a może i nawet rozkoszne figle w szatni), ale raptem 14 dni później, 1 grudnia 1993 roku, w przeddzień powrotu na parkiet Isiah Thomasa, Bill ogłosił przejście na emeryturę.

„Robię w domu wielką imprezę!” – powiedział wtedy Horace Grant.

„Miał wspaniałą karierę.” – powiedział z kolei Phil Jackson. „Ale był dupkiem” – dodał.

Nikt tego dnia nie płakał, bo ta koszulka też nie kłamała:

Pistons w rozgrywkach 1993/94 wygrali tylko 20 razy, a cztery mecze przed końcem sezonu Isiah zerwał ścięgno Achillesa, co doprowadziło do zakończenia kariery (i straty kolejnej szansy na grę w Dream Teamie).

I taki właśnie był koniec Bad Boys, a ostatnim gwoździem do ich trumny był wybór w drafcie najgrzeczniejszego z chłopców – Granta Hilla.

Bonusowy Fun Fact: Służąca za ilustrację karta uwiecznia pierwszą przezroczystą maskę na twarz w historii parkietów NBA. Laimbeer strzaskał kość policzkową wpadając na ramię Oldena Polynice’a podczas meczu przedsezonowego w 1990 roku, a Pistons skontaktowali się wtedy z protetykiem Jerrym McHale’em, ówczesnym dyrektorem Michigan Hand & Sports Rehab Centers, który zaprojektował pionierską ortezę. Ta sama firma stworzyła też maskę, w której większość kariery spędził Rip Hamilton.

Otagowane ,

Mike Dunleavy

Mike Dunleavy

Fun Fact: Choć trenowanie drużyny mającej w składzie gwiazdy z mistrzowskim doświadczeniem wydaje się być samograjem, debiut 36-letniego wówczas Mike’a Dunleavy’ego w roli głównego trenera NBA zasługuje na uznanie. W sezonie 1990/91 przejął pałeczkę od Pata Rileya i poprowadził Lakers do finału, który też okazał się przekazaniem pałeczki – z rąk Magica Johnsona do rąk Michaela Jordana.

Niestety ekscytacja Dunleavy’ego związana z zadaniem wprowadzenia Showtime’u w nową erę nie trwała długo. Magic zakończył karierę, a zmieniającą się w Mieście Aniołów wartę stać było jedynie na 43 wygrane w sezonie zasadniczym i jedno zwycięstwo w playoffach (i przydomek „Slowtime”). Wtedy o Mike’a upomnieli się poprzedni pracodawcy – Milwaukee Bucks – z którymi związany był wcześniej nie tylko jako asystent trenera, ale i zawodnik. Oferta była bezprecedensowa, bo Dunleavy otrzymał rekordowo długi, ośmioletni kontrakt wart od 8 do 12 milionów dolarów (po uwzględnieniu premii), oraz dodatkową władzę w postaci stanowiska wiceprezydenta do spraw koszykarskich. Choć trenowanie Lakers nawet w chudych latach wciąż było najbardziej prestiżową posadą w branży, a Jerry Buss zaproponował mu dwuletnią umowę i drugą najwyższą pensję wśród szkoleniowców, w maju 1992 roku Mike Dunleavy zdecydował się spędzić resztę lat dziewięćdziesiątych w Milwaukee (Bucks w ramach rekompensaty musieli wysłać do L.A. jeszcze dwa picki drugorundowe).

Trenerem Kozłów był przez cztery lata (wygrywając kolejno 28, 20, 34 i 25 meczów), rok dłużej utrzymując się w roli prezydenta. To za jego kadencji do stanu Wisconsin trafili Glenn Robinson, Ray Allen i Vin Baker, z których pierwsi dwaj mieli później doprowadzić Bucks na odległość jednego zwycięstwa od finału NBA. Dekadę kończył w Portland, gdzie nagrodzono go tytułem Coach Of The Year za sezon polokautowy, który Jail Blazers zakończyli pierwszym z dwóch kolejnych awansów do finału konferencji.

Właściwy Fun Fact (wstęp mi się trochę rozlazł): Mike był w latach dziewięćdziesiątych nie tylko trenerem, ale też… zawodnikiem. W sezonie 1989/90 wystąpił w 5 meczach Bucks jako grający asystent trenera (jego średnie to 3.4 PPG i 2.0 APG, a najlepszy występ to 9 punktów i 4 asysty przeciwko Blazers). Podobny epizod zaliczył też w poprzednich rozgrywkach (2 spotkania, 5 minut, 3 punkty). Nie było to jakoś bardzo szokujące, bo:

a) trener Don Nelson znany był z niekonwencjonalnych pomysłów;

b) Dunleavy zakończył karierę w trykocie Bucks raptem dwa lata przed objęciem posady asystenta Nelsona.

Mike miał tylko 30 lat, gdy rozgrywał ostatnie spotkanie w swoim czysto zawodniczym dorobku, a powodem przejścia na wcześniejszą emeryturę była kontuzja pleców, której nabawił się w… wypadku lotniczym. Nie, jego samolot nie spadł z nieba, a… ostro zahamował podczas jazdy po pasie lotniska (piloci próbowali uniknąć zderzenia z ciężarówką przewożącą paliwo). Szarpnięcie spowodowało wypadnięcie dysku, którego efektem był ból pleców, nogi i stopy. Choć Dunleavy próbował jeszcze tego samego dnia zagrać w meczu z Bullets, musiał zejść z boiska już w pierwszej kwarcie. To był jego ostatni występ w karierze.

Dunleavy pozwał linie lotnicze domagając się odszkodowania w wysokości 10 milionów dolarów za przyczynienie się do kończącej karierę kontuzji, ostatecznie idąc na ugodę wartą okrągły milion. Zgarnął pieniądze i wyjechał do Nowego Jorku, gdzie zaczął pracować na Wall Street, ale ostatecznie zatęsknił za koszykówką i wrócił do Milwaukee.

Jako zawodnik, Mike – który słynął z nieustępliwości i rzutów za trzy – dwukrotnie dotarł do finału NBA, ale nigdy nie wygrał. Jako rookie w 1978 roku musiał razem z Sixers uznać wyższość Blazers, a w 1981 roku lepsi od jego Rockets okazali się Celtics. W czwartym spotkaniu tej drugiej serii finałowej zaliczył swój najbardziej pamiętny występ, będąc najlepszym strzelcem meczu i z 28 punktami prowadząc Rakiety do zwycięstwa i wyrównaniu serii na 2-2. Podobno grał wtedy z kontuzją kostki.

Otagowane

Dennis Rodman

Dennis Rodman

Fun Fact: Dennis Rodman był jednym z głównych bohaterów trzeciego i czwartego odcinka „The Last Dance”, w trakcie których m.in. usłyszeliśmy historię o jego 48-godzinnych wakacjach w Las Vegas w trakcie sezonu 1997/98 (long story short dla nie oglądających/przyszłych czytających: Rodman poprosił o przerwę na wyszumienie się i oczywiście nie dotrzymał danego słowa, że zabaluje tylko przez dwa dni, a do pracy wrócił dopiero, gdy w jego drzwiach stanął Michael Jordan i wyciągnął go za ucho – choć tak naprawdę to za kolczyk w nosie – z łóżka dzielonego z Carmen Electrą). W trakcie tamtego sezonu nie była to jedyna przygoda Robaka z Sin City. Głośno było o spontanicznej wycieczce do stolicy hazardu pomiędzy pierwszym (przegranym), a drugim meczem finałów 1998. Także w trakcie pojedynku z Utah Jazz, do sądu wpłynął pozew przeciwko skrzydłowemu Bulls, którego oskarżono o napaść i przemoc emocjonalną wobec krupiera. Rodman przed każdym rzutem ocierać kości o łysą głowę, brzuch i krocze pokrzywdzonego – wiecie, na szczęście. A z kim wtedy siedział przy stole? Z Vernonem Maxwellem. Chyba trudno wyobrazić sobie bardziej niestabilny emocjonalnie duet grający w kości. Wiecie z kim jeszcze w tamtym sezonie zabalował w Vegas? M.in. z Charlesem Barkleyem. Przewijający się wśród stałych komentatorów w „The Last Dance”, Sam Smith, w marcu 1998 pisał:

„Kilka tygodni temu, w wywiadzie dla NBC, Barkley co prawda nie przyznał wprost, że ma problem z piciem, ale powiedział, że picie to problem i kończy z nim. […] Od czasu tej deklaracji zaczął grać lepiej – wzrosła i jego skuteczność rzutów z gry, i średnia punktowa. Raz jednak powinęła mu się noga – w trakcie przerwy na Mecz Gwiazd spędził noc grając i hulając w Las Vegas razem z Dennisem Rodmanem.”

Także w 1998 roku – w listopadzie – miał miejsce chyba najsłynniejszy wypad „Robaka” do Vegas i impreza, po której obudził się jako mąż Carmen Electry (Rodman wystąpił o anulowanie ślubu już po 10 dniach).

Ach ten Dennis.

Ale David Robinson i tak był bardziej zwariowany…

Otagowane ,

Orlando Woolridge

Orlando Woolridge

Fun Fact: Pisałem ostatnio, że w pierwszych odcinkach „The Last Dance” brakowało mi wzmianki o Orlando Woolridge’u, ale prawda jest taka, iż w kontekście kariery Michaela Jordana jest on jedynie postacią z dalszego planu, która nie miała wpływu na to, jak wyglądał Ostatni Taniec.

Warto jednak pamiętać, że w 1984 roku zdecydowanie był na pierwszym planie jordanowskiej historii. To on był najbardziej obiecującym zawodnikiem Byków przed wyborem MJ’a, a potem kandydatem do stworzenia z nim duetu.

Kilka luźnych cytatów z tamtych lat:

„Orlando jest królem tej drużyny, ale chce mi zapłacić żeby go uczył [dunkowania – przyp. MMJK] – Michael Jordan, październik 1984.

„90 punktów w trzech ubiegłotygodniowych meczach udowodniło, że Bulls to coś więcej niż show Michaela Jordana” – Sports Illustrated, grudzień 1984.

„Orlando Woolridge prawdopodobnie przez resztę kariery będzie All-Starem”Larry Bird, luty 1985.

Dopiero z czasem (który wypełnił m.in. narkotykowy odwyk) przylgnęła do niego łatka gracza jednowymiarowego, zainteresowanego tylko powiększaniem swojego konta punktowego.*

Skoro więc w „The Last Dance” wzmianki o nim nie było, to wypełnię tę lukę wrzucając telewizyjny materiał o Orlando z 1985 roku:

Woolridge mówiący, że atakowanie kosza jest jak branie ecstasy doskonale wpisuje się w „objazdowy cyrk kokainowy”, który na wzmiankę o pierwszym sezonie MJ’a w Bulls już się załapał.

________

* mało który właściwy człowiek w historii wszechświata był na bardziej właściwym miejscu niż Orlando w Denver Nuggets za czasów Paula Westheada, skupiającego się na beztroskim zdobywaniu punktów. Zanim kontuzja oka w połowie grudnia 1990 roku wyeliminowała go z gry na dwa miesiące, rzucał po 29 punktów w każdym spotkaniu i bił się z samym Jordanem o tytuł króla strzelców (najwyższa średnia punktowa, stan na dzień, w którym Woolridge doznał urazu: 1. Charles Barkley – 29.8; 2. Orlando Woolridge – 29.6; 3. Bernard King – 28.7; 4. Michael Jordan – 28.6; 5. Karl Malone – 27.9). Orlando wrócił w połowie lutego, z goglami na głowie, do grania w których – jak później twierdził – przyzwyczajał się około miesiąca. Odbiło się to na jego średniej, która za drugą część sezonu wynosiła już „tylko” 22 punkty. Ostatecznie skończył rozgrywki z wynikiem 25.1 punktu na mecz, co dałoby mu dziewiąte miejsce na liście strzelców. „Dałoby”, bo niestety opuścił zbyt wiele meczów, żeby załapać się do oficjalnej klasyfikacji. Wygrał, oczywiście, MJ (31.5), przed Malone’em (29.0) i Kingiem (28.4).

Otagowane ,

Michael Jordan

Michael Jordan

Fun Fact: Rażącym zaniedbaniem byłoby, gdyby blog taki jak ten nie podczepił się pod hype otaczający serial „The Last Dance” i nie przygotował posta, którego bohaterem jest Michael Jordan.

Pierwszy odcinek cofa nas do dnia draftu 1984, który był bohaterem już niejednego fanficu o tym, „co by było gdyby”. Jako że jestem wielkim entuzjastą plotek transferowych, staram się kolekcjonować wszystkie krążące alternatywne wersje kluczowych wydarzeń w historii ligi. Według nich MJ mógł zaczynać karierę w innych klubach niż Bulls, na przykład:

w Sixers – już po premierze „The Last Dance”, Rod Thorn na antenie radia ESPN Chicago wspominał o transferowych propozycjach rozważanych przez niego przed draftem 1984. Jedna z nich pochodziła z Filadelfii, która w tym naborze miała piąty pick, wykorzystany na Charlesa Barkleya. Thorn nie mówił jaka była oferta, ale według artykułu z Chicago Tribune (tamże ciekawy scenariusz, w którym Bulls byliby podobno gotowi rozstać się z trzecim pickiem, gdyby Sonics chcieli oddać im Jacka Sikmę), pojawił się w niej świeżo upieczony dwukrotny All-Star, Andrew Toney, oraz center Clemon Johnson, który jako zmiennik Mosesa Malone’a notował po 5 punktów i zbiórek w każdym spotkaniu. Inna, znacznie bardziej szalona wersja tych negocjacji pojawiła się w książce byłego GM’a Sixers, Pata Williamsa: podobno w Philly byli gotowi wysłać do Chicago samego Doctora J.

w Mavericks – drugi z zespołów, o którym wspomniał Thorn, ponownie nie precyzując, jaką konkretnie ofertę mu przedstawiono. Mavs mieli jednak więcej niż jedną szansę na pozyskanie Jordana, bo jako właściciele picku Cavs (Ted Stepien, głupcze!) do ostatnich dni sezonu mieli szansę na numer trzeci. Ostatecznie ostro tankujące Byki skończyły rozgrywki z bilansem 27-55, a Kawalerzyści w swoim ostatnim spotkaniu pokonali wyżej notowanych Bullets, zaliczając swoje… 28 zwycięstwo. Gdyby Bulls tak brawurowo nie odpuścili reszty sezonu (14 porażek w ostatnich 15 meczach), Mavs dostaliby z Cleveland trzeci pick. Gdyby Cavs nie wygrali ostatniego starcia, o losie wyboru Teksańczyków decydowałby rzut monetą.

w Rockets – a propos rzutów monetą – w taki sam sposób decydowano wówczas o tym, kto wybiera z jedynką. Gdyby Rakiety przegrały i wybierały z numerem drugim, na pewno nie postawiłyby na Sama Bowie’ego. Bardzo możliwe, że wybrałyby Jordana, tak jak i w innym scenariuszu, który poznajemy w książce „Living The Dream” Hakeema Olajuwona. Center Rockets wspomina, że rozmawiano o wymianie na linii Rockets-Blazers, w której do Portland przeszedłby Ralph Sampson, a w przeciwnym kierunku powędrowali Clyde Drexler i drugi pick. Czyli Rakiety w alternatywnej wersji 1984 roku mogły jednego dnia skompletować wielką trójkę Olajuwon-Drexler-Jordan. Ten scenariusz chyba w największym stopniu odbiłby się na spuściźnie MJ’a – czy mając tyle talentu wokół siebie, miałby okazję „wyrosnąć” na G.O.A.T.’a?

w Clippers – przenoszący się właśnie z San Diego do Los Angeles zespół zaoferował Bykom drugorocznego skrzydłowego z tytułem Rookie Of The Year na koncie i średnimi na poziomie 23 punktów i 10 zbiórek (który w trzecim sezonie kariery zostanie wybrany do All-NBA 2nd Team) – Terry’ego Cummingsa. Rod Thorn odmówił. Szkoda. Chętnie obejrzałbym dziesięcioodcinkowy serial, w którym Michael Jordan wspomina jak to było grać dla Donalda Sterlinga.

w Hawks – w gronie drużyn wykręcających kierunkowy do Chicago były też Jastrzębie. Podobno centralnym punktem ich propozycji był center Tree Rollins, który w gruncie rzeczy ani do tego momentu, ani później nie osiągnął niczego ciekawego. No, może poza główną rolą w kultowym koszykarskim nagłówku prasowym: „Tree Bites Man”.

w Pacers – drugi pick Blazers był tak naprawdę pickiem należącym do najgorszej drużyny Konferencji Wschodniej, czyli do Pacers. Gdy w 1981 roku Indiana awansowała do playoffs po raz pierwszy od czasu dołączenia klubu do NBA, w koszykarskim stanie zapanował entuzjazm, który latem jednak opadł po odejściu podstawowego centra, Jamesa Edwardsa. Aby zapełnić lukę i powrócić do postseason, Pacers ściągnęli z Blazers Toma Owensa, oddając w zamian swój pierwszorundowy wybór w drafcie 1984. 32-letni Owens rzucał po 10 punktów w meczu i nie okazał się wzmocnieniem, które pozwoliłoby na powrót do najlepszej szesnastki. W kolejnych sezonach było jeszcze gorzej – przez dwa kolejne lata Indiana miała najgorszy bilans na Wschodzie. Ten drugi raz wypadł w 1984 roku, czyli wtedy, kiedy ich pick przypadał Blazers, a Tom Owens – którego Pacers po jednym sezonie wysłali do Pistons za wybór w drugiej rundzie – był już od roku na emeryturze. Bardzo możliwe, że Indiana z dwójką wzięłaby MJ’a, choć nie można oczywiście wykluczyć kolejnego ataku centrofilii.*

Tyle ploteczek.

Co do samego „The Last Dance”, to po dwóch pierwszych odcinkach jestem bardzo zadowolony, choć nie mam wrażenia obcowania z jakąś nową jakością wśród dokumentów sportowych. Liczyłem na trochę więcej smaczków i przynajmniej jedno wymienienie z imienia i nazwiska Orlando Woolridge’a w kontekście pierwszych sezonów MJ’a. Moim zdaniem serial ma tylko jeden problem – brak Jerry’ego Krause’a wśród żywych i mogących przedstawić swoją wersję wydarzeń. Jest to jednak godna laurka dla jednej z najwspanialszych drużyn w historii, która udowadnia, że Michael Jordan wciąż – 22 lata później – jest największą gwiazdą koszykówki.

________

* Jeśli już mówimy o wyborach w drafcie Pacers, to warto dodać, że choć w 1984 roku Indiana nie miała swojego picku, to rok wcześniej też przecież była najgorszą drużyną Konferencji Wschodniej. Niestety przegrała rzut monetą, który dawał jej prawo wyboru Ralpha Sampsona (nieidealnego wyboru biorąc pod uwagę dalsze losy Sampsona, ale wciąż mówimy o członku Hall Of Fame). Samem Bowiem tamtego draftu był Steve Stipanovich – środkowy o dużym talencie, którego kariera ze względu na problemy z kolanami trwała tylko pięć sezonów (w trakcie których można było w każdym spotkaniu liczyć na 13 punktów i 8 zbiórek autorstwa Stipo). Z trójką wybierali wtedy także Rockets (był to oczywiście pick Cavs – Ted Stepien, głupcze! – który przeszedł jeszcze przez ręce 76ers), ale Jordan na nich nie czekał. Postawili na Rodneya McCraya, który przez pięć sezonów był dla nich niezwykle pożytecznym skrzydłowym z linijkami na poziomie 12/7/4 i dwoma powołaniami do All-Defensive Teams (w tym, w sezonie 1987/88, do pierwszego składu). Może i nie miał lepszej kariery niż Byron Scott (pick #4), Dale Ellis (#9), Derek Harper (#11) czy, last but not least, Clyde Drexler (#14), ale trudno nazwać jego wybór złą decyzją, skoro wydatnie pomógł awansować do finału w 1986 roku i rzucał w nim 15 punktów na mecz, będąc drugim strzelcem Rakiet – przed Sampsonem. McCray nie zdobył wtedy mistrzostwa, ale ostatecznie udało mu się to w 1993 roku, gdy był graczem… Chicago Bulls.

I tak wracamy do Michaela Jordana, który podobno na treningach tak pomiatał McCrayem  – jeszcze dwa lata wcześniej zdobywającym prawie 17 punktów na mecz – że ten nagle stał się zupełnie nieprzydatny. „Jesteś przegrywem! Zawsze byłeś przegrywem” – zwykł wykrzykiwać Michael grając przeciw Rodneyowi.

„[Jordan] jest najpaskudniej ambitnym graczem jakiego widziałem. […] Zepsuł nam Rodneya McCraya.”

– mówił później asystent Phila Jacksona, Johnny Bach.

McCray zagrał cztery minuty w finale 1993 roku, wziął swój pierścień i był tak zmęczony grą z MJ’em, że już nigdy więcej nie wrócił na parkiety NBA (choć swój udział miała w tym przepuklina, z powodu której po mistrzowskim sezonie poddał się operacji).

Otagowane , ,

Antonio McDyess

Antonio McDyess

Fun Fact: Już dawno nie było żadnej anegdoty dissującej Clippersów, więc cofnijmy się równo ćwierć wieku do pewnego czerwcowego wieczoru w Toronto. To był wieczór, kiedy „Postrzygacze owiec” (kocham to chałupnicze tłumaczenie i fakt, że jest zupełnie z dupy nie psuje mi frajdy z używania go) wybrali z numerem drugim draftu Antonio McDyessa, a chwilę potem odstawili klasyczny clipperyzm oddając go do Denver Nuggets za dwóch średniaków z łatką niespełnionego talentu i pick spoza loterii.

Gdy Dice dowiedział się, że nie musi grać dla klubu z Los Angeles, podobno natychmiast zerwał z głowy czapkę Clippersów i rzucił ją do najbliżej stojącej osoby mówiąc: „Fuj, weź to sobie”

Otagowane

Shaquille O’Neal

Shaquille O'Neal

Fun Fact: W 1995 roku Shaquille O’Neal i Hakeem Olajuwon nie tylko dzielili parkiet w być może najciekawszych jednostronnych finałach w historii, ale też dzielili agenta, Leonarda Amato, oraz zobowiązania reklamowe wobec sieci Taco Bell.

Te trzy czynniki – przy czym lokaut z pewnością odegrał rolę katalizatora – doprowadziły miesiąc po finałach do opublikowania na łamach USA Today jednostronnicowego listu Shaqa do The Dreama. Jego treść brzmiała:

Hakeem-

Finały się skończyły, ale między nami to nie koniec. Jasne, jesteś całkiem niezły, gdy masz wsparcie swojej drużyny, ale ja chcę zobaczyć jak sobie poradzisz jeden na jednego.

-Shaq

Tak właśnie wyglądał początek kampanii Taco Bell, które niedługo potem ogłosiło, że 30 września w Atlantic City odbędzie się gala One On One Championship. W ramach tego eventu, transmitowanego na całe Stany w systemie pay-per-view, O’Neal i Olajuwon mieli rozegrać dziesięć dwuminutowych rund, a zwycięzca każdej z nich dostawał 100 tysięcy dolarów (podobno miał obowiązywać zegar 12-sekundowy, a wśród specjalnych reguł był m.in. rzut za 6 punktów).

Niestety, dzień przed imprezą, Hakeem wycofał się z powodu kontuzji pleców, a organizatorzy (wśród których był Donald Trump, właściciel Taj Mahal Casino, które było areną tzw. „War On The Floor”), próbowali na szybko znaleźć zastępstwo, zwracając się do Alonzo Mourninga oraz namawiając na występ w duecie przeciw O’Nealowi… Muggsy’ego Boguesa i Spudda Webba. Ostatecznie galę odwołano i mówi się, że powodem nie był tak naprawdę uraz Olajuwona, a interwencja od początku nieprzychylnej pomysłowi ligi NBA.

Straciliśmy wtedy nie tylko okazję na rozstrzygnięcie który z wielkich centrów był lepszy jeden na jednego, ale też towarzyszące pojedynki, w których na przeciw siebie mieli stanąć Nick Van Exel i Kenny Anderson oraz, świeżo wybrani w drafcie, Joe Smith i Kevin Garnett.

Przykładowe starcie Shaqa i Hakeema z 1995 roku wygląda tak…

…zaś o prognozę wyników pozostałych par możemy np. zapytać serwis Basketball Reference, którego baza danych, po zapytaniu o osiągi wspomnianych zawodników w meczach bezpośrednich, wypluwa takie wyniki:

Regular Season Table
Player G W L MP FG% 3P 3PA 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PTS
Kenny Anderson 21 15 6 35.4 .482 1.0 2.7 .386 .778 3.1 7.3 1.6 0.0 2.5 15.9
Nick Van Exel 21 6 15 36.2 .336 1.2 4.9 .243 .783 3.0 7.4 0.9 0.0 2.6 12.1
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 3/17/2020.
Regular Season Table
Player G W L MP FG% 3P 3PA 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PTS
Kevin Garnett 25 19 6 36.6 .534 0.0 0.1 .000 .735 9.8 4.6 1.5 1.8 2.3 19.0
Joe Smith 25 6 19 32.7 .428 0.0 0.2 .167 .808 7.6 1.0 0.8 0.7 1.6 13.5
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 3/17/2020.

Ja wiem, że te wszystkie dziwne pojedynki gwiazd sportu, które w latach 90. wymyślali spece od marketingu (pamiętacie 150-metrowy bieg Michaela Johnsona i Donovana Baileya?) to groteska, ale trudno nie fantazjować o pojedynku Shaqa i Hakeema, zwłaszcza tuż po finałach z 1995 roku… Choć ja, z moimi masochistycznymi skłonnościami, fantazjuję równie mocno o pojedynku na rzuty wolne Shaqa i Nicka Andersona.

Otagowane ,

Charles Barkley

Charles Barkley

Fun Fact: Przygoda Charlesa Barkleya w Phoenix zaczęła się wspaniale – od nagrody MVP i występu w finałach – ale skończyła się raczej gorzko. Po trzech rozczarowujących pofinałowych kampaniach (dwie drugie rundy i jedna pierwsza po sezonie z bilansem 41-41), 33-letni Sir Charles ogłosił, że jeśli nie trafi do drużyny walczącej o mistrzostwo, zakończy karierę.

Gwiazdora nie udało się udobruchać, a Suns wykorzystali krótkowzroczność Rockets, zgadzających się w zamian za Barkleya wysłać do Arizony dwóch gości, którzy mogli zostać liderami zespołu ery post-hakeemowej, czyli Sama Cassella i Roberta Horry’ego (uzupełniając transfer Markiem Bryantem i Chuckym Brownem). To wszystko zadziało się w sierpniu 1996 roku, ale Słońca były bliskie jeszcze ciekawszej wymiany z udziałem Rakiet już w lipcu. Barkley powiedział wtedy, że trójstronny deal z udziałem Nuggets został unieważniony przez ligę ze względu na złamanie przepisów dotyczących rekrutacji (czyli niesławnego w dzisiejszych czasach „tampering”). W ramach tego transferu Chuckster trafiłby do Houston, Cassell i Horry do Denver, a do Phoenix miał powędrować Dikembe Mutombo (ostatecznie podpisał kontrakt z Hawks, którzy zresztą także rozmawiali z Suns na temat Sir Charlesa).

Phoenix odpowiedniej wymiany szukało jednak jeszcze przed draftem. Trzy dni przed naborem plotkowano, że Krągły Pagórek Zbiórek próbowano wcisnąć Dallas Mavericks. Ceną był Jim Jackson oraz pick Teksańczyków. Gdyby ten trade doszedł do skutku, Słońca w drafcie 1996 miałyby 9 i 15 wybór. Ten drugi mogli wykorzystać tak, jak to zrobili w rzeczywistości – na Steve’a Nasha – ale z pierwszy z nich, zamiast na Samakiego Walkera, przeznaczyć mogli np. na Kobe’ego Bryanta.

Inna plotka transferowa z tamtego okresu: Charles Barkley do Pacers. Indiana znalazła się na liście życzeń byłego MVP (obok Rockets, Bulls i Knicks) i dysponowała dziesiątym pickiem w drafcie po wcześniejszej wymianie z Nuggets. Zgadywano, że pakiet jaki szykowano dla Suns zawierałby też Derricka McKey i/lub któregoś z „braci” Davis.

Gdyby w latach 90. istniało Trade Machine, to przegrzewałoby się już w styczniu, gdy w prasie można było przeczytać takie pomysły na pozbycie się niezadowolonego skrzydłowego, jak wymiana z Knicks za Anthony’ego Masona lub Charlesa Oakleya, deal z Bulls za Toniego Kukoca i Billa Wenningtona czy trójstronna wymiana z Lakers i Nuggets, w której ekipę z Kolorado wzmacniają Cedric Ceballos i Vlade Divać, a w Arizonie ląduje Mutombo. Pomysłów było tyle, że do plotek załapali się nawet Clippersi, których haczykiem był obiecujący rookie Brent Barry.

Sporo tu historii z cyklu „co by było gdyby”, tyle że niestety czas miał pokazać, że Charles Barkley najlepsze lata miał już za sobą. Rakiety z nim w składzie liczyły się tylko jeden sezon (zakończony przegranym finałem konferencji po rzucie Johna Stocktona), a najsłynniejszym highlightem z Sir Charlesem w koszulce Rockets jest jego wymiana uprzejmości z Shaquille’em O’Nealem.

Otagowane

Tim Kempton

Tim Kempton

Fun Fact: Tim Kempton to taki Brian Scalabrine dla średnio zamożnych. Rudy dryblas, który w grze miał tyle finezji, że aż dziwne, iż w kółko nie mówił „I am Groot”, ale udało mu się przez kilka lat zahaczać w składach drużyn NBA. O ile jednak na początku kariery – w trzech pierwszych sezonach (przeplecionych roczną przygodą z ligą włoską) – miał miejsce w rotacji swoich drużyn (a byli to, kolejno, Clippers, Hornets i Nuggets), tak później zaliczał już tylko role epizodyczne. W sezonie 1992/93 (czyli po kolejnej, tym razem dwuletniej przygodzie z ligą włoską) był czwartym wysokim wicemistrzów NBA, Phoenix Suns i występował po 5 minut w 30 meczach (ale w składzie playoffowym już się nie znalazł), ale ilość spotkań jakie zaliczał w kolejnych sezonach była już znikoma (kolejno: 13 – Hornets i Cavs, 0 – francuska, 3 – Hawks, 10 – Spurs, 8 – Magic i Raptors).

W rezultacie spuścizna Kemptona to michałki pozaboiskowe:

– w tekście Robesa Pattona z 1995 roku o modzie na tatuaże w NBA, Danny Ainge (który grał z naszym bohaterem w Suns) zdradził, że Kempton na pośladku wytatuowanego Diabła Tasmańskiego;

– w czasach gry w Charlotte, Kempton zjadł Whoppera jednym kęsem…

– technicznie poza boiskiem był także wtedy, gdy wziął udział w swojej najsłynniejszej akcji:

W takiej sytuacji nic więc dziwnego, że jego „highlight reel” na YouTube’ie wygląda tak:

Niehumorystyczne montaże nie są jednak dla Tima dużo bardziej łaskawe. Druga dostępna na YT składanka jego zagrań zawiera przybijanie piątek, poprawianie spodenek, dwa rzuty wolne, faul na Timie, kolejny rzut wolny, asystę do Rexa Chapmana, podkoszowe pudło i samobójczą dobitkę przeciwnika, zupełnie zwykły layup przyćmiony efektowną asystą Chapmana i jeszcze jedno dość zwykłe umieszczenia piłki w koszu:

Łaskawe niech mu będzie za to długie życie w zdrowiu czego Timowi, pracującemu od wielu lat jako komentator meczów Suns, życzę dziś z okazji 56. urodzin.

Otagowane ,