Tag Archives: mike brown

Mike Brown

Mike Brown

Fun Fact: Mike Brown to jeden z najbardziej przezroczystych koszykarzy lat 90. Nie chodzi o graczy, którzy prawie nie wąchali parkietu, ale o zawodników, którzy grali wiele lat, mieli miejsce w rotacjach drużyn, lecz po prostu nie zrobili niczego ciekawego. No, chyba, że 5 punktów i 5 zbiórek to akurat czyjś kink. Na pewno nie pomagało też generyczne imię i nazwisko, choć oczywiście nie każdy może się nazywać Orlando Woolridge.

Oczywiście przezroczysty był w kontekście statystyk i ogólnego miejsca w porządku koszykarskich rzeczy, bo trudno nie zauważyć gościa, który ma 206 centymetrów, 116 kilogramów wagi i ksywy „Niedźwiedź Brunatny” oraz „Nowy pomnik Waszyngtona” (w jednej z edycji „The Complete Handbook Of Pro Basketball” autorzy napisali, że „miałby siedem stóp wzrostu, gdyby miał szyję”). Był tak silny, że mimo brakujących centymetrów, przepracował 11 lat jako center w NBA (choć ostatnie trzy już na ułamek etatu).

Na boisku finezyjny jak gwiazdoblok, Brown zaczynał karierę (po jednym sezonie we Włoszech) w Chicago Bulls, gdzie fruwał już młody Michael Jordan, a za kolegę od podkoszowych masaży robił Charles Oakley. Po dwóch latach, niechroniony przez Byki, stał się czwartym pickiem expansion draftu 1988, ale Charlotte Hornets od razu oddali go do Utah Jazz za, niezadowolonego ze swojej roli, dawnego All-Stara, Kelly’ego Tripuckę. To w Salt Lake City osiadł na dłużej, zanim – w 1993 roku – wysłano go do Minneapolis za młodszego Feltona Spencera, gdzie tak bardzo wszyscy mieli dość drewniactwa Luca Longleya, że Brown aż 40 razy zagrał w pierwszej piątce (spokojnie, nadal grał swoje 5/5).

W czasach gry dla Jazz miał swój radiowy segment poświęcony recenzjom filmów. W artykule z „The Deseret News” wśród ulubionych filmów wymienia „Dziesięć przykazań”, serię „Planeta Małp”, „Psychozę” oraz „Gwiezdne Wojny” co świadczy o tym, że może oryginalny nie był, ale przynajmniej w kinie był bardziej wszechstronny niż na parkiecie (dodatkowo był członkiem zarządu Utah Opera, więc jak się chciało w Salt Lake City zażyć trochę kultury, to była spora szansa, że usiądzie przed Tobą gość o gabarytach niedźwiedzia). Na sportowej emeryturze krytykiem filmowym nie został, ale – jeśli wierzyć jego linkedinowi – dwanaście lat temu wrócił do radia, jako gospodarz programu „The Brown Bear Sports Extravaganza”.

Przez cały ten czas zajmował się też trenerką, zahaczając nawet w pewnym momencie o sztab Chicago Bulls. Przynajmniej w tej branży jego pospolite personalia się wybijają.

Postaw kawę
Otagowane