Podobno zdjęcie warte jest tysiąca słów. To powyższe osobiście wyceniłbym jednak na jakieś 1069.
Fun Fact: Właśnie to ujęcie (lub prawie identyczne, nie mam teraz możliwości porównać) zdobiło kiedyś wielki, czteroczęściowy plakat, który można było skompletować kupując Magic Basketball. Próby jego złożenia w całość w taki sposób aby wszystkie części do siebie pasowały to prawdopodobnie moja pierwsza w życiu frustracja.
Fun Fact: Lata 90. dały fanom wymyślania alternatywnych rzeczywistości wiele okazji do postawienia pytań z serii „Co by było gdyby?”. Co by było gdyby Magic zatrzymali Chrisa Webbera i sparowali go z Shaqiem? Co by było gdyby Chris Webber został w Warriors razem ze Sprewellem, Mullinem i zdrowym Timem Hardawayem? Co by było gdyby duet Garnett-Marbury się nie rozpadł? Co by było gdyby Shaq został w Orlando z Pennym Hardawayem na długie lata? Co by było gdyby Hornets nie oddali Kobe’ego do Lakers? Co by było gdyby Bucks nie oddali Dirka do Dallas? Itede. Itepe. Lubię fantazjować na każdy z tych tematów i nie tylko ja. Jest jednak jedna alternatywna rzeczywistość, która moim zdaniem zbyt rzadko bywa rozważana: co by było gdyby Allan Houston nie odszedł do Nowego Jorku i został w Detroit z Grantem Hillem? Moim zdaniem był potencjał na finały konferencji, zważywszy na to, że w pierwszym sezonie bez Houstona, Hill poprowadził Pistons do 54 zwycięstw z 33-letnim Joe Dumarsem i Lindseyem Hunterem jako najlepszymi pomagierami…
Fun Fact: Na co dzień przeklinam dużo albo wręcz za dużo, dlatego staram się jak mogę unikać nieparlamentarnych zwrotów w piśmie, nawet jeśli nie stronię od zwrotów baaardzo potocznych. Na tym blogu lekkoszpetne słowa się zdarzały i teoretycznie powiedziałem sobie, że jeśli uważam, iż użycie mocniejszych zwrotów będzie miało sens (no, trochę górnolotnie z tym „sensem” wyjechałem, chodziło mi o to, że czasem może być śmiesznie jak napiszę „dupa”) to będę to robił. Mimo wszystko coś mnie cały czas powstrzymywało przed wytoczeniem najcięższych dział. Aż przyszedł wpis o Dannym Ainge’u.
Bo Danny Ainge to po prostu kawał skurwysyna.
Fun Fact: Trzy tytuły mistrzowskie, rzut tak pamiętny, że doczekał się własnej nazwy…
…11 sezonów w NBA (mimo, że zadebiutował w wieku 27 lat), ponad 6200 punktów, 17 najlepszy wskaźnik True Shooting Percentage w historii ligi (efektywność rzutowa wyliczana na podstawie skuteczności rzutów za 1, 2 i 3 punkty)… W sumie do zasług wypada też zaliczyć to, że kiedyś udało mu się przepchnąć cielsko Antoine’a Carra…
Nieźle jak na 160 numer draftu.
Fun Fact: A jeśli się zastanawialiście, którym X-Manem był „X-Man”, to chyba najbliżej mu było do Wolverine’a, ponieważ zwykł nie obcinać paznokci, żeby móc nimi kaleczyć przeciwników. Co raczej nie spotykało się z ich aprobatą.
Fun Fact: Co bym tu nie napisał, to nie będzie to aż tak „fun” jak to co się dzieje na powyższej karcie. A dzieje się sporo. Wielkie ptaszyska, płomienie, pustynne krajobrazy, psychodeliczne nieba, pioruny, trzęsące się nieproporcjonalne ręce. No i Dan Majerle. I duuużo estetyki lat 90.
Fun Fact: Pamiętacie jak San Antonio Spurs tankowali żeby zdobyć w Drafcie 1997 roku Tima Duncana? Nawet jeśli wyleciało Wam to z głowy, to pewnie przypomniały Wam to tegoroczne ruchy kadrowe Sixers czy Celtics (którzy zresztą w sezonie 96/97 też tankowali). A pamiętacie, że najlepszym strzelcem tamtych Ostróg był 37-letni Dominique „Umiem 3 wsady” Wikins? Jeśli to też Wam wyleciało z głowy to znalazłem wspominkowe wideo:
Fun Fact: Nie chciałem robić tłoku we wpisie o Vlade Divacu i odwracać uwagi od świetnego bloku na Kobe’em, dlatego hijackuję poniekąd wpis o „Żelaznej Dziewicy” żeby zaprezentować tę reklamę:
Swoją drogą chyba nie dało się wymyślić gorzej nadającego się duetu do filmiku o goleniu brody i podrywaniu panienek niż Vlade i A.C.
PS: A tak przy okazji, pewna refleksja: Green jest być może najbardziej inspirującym literacko koszykarzem – przy poprzedniej okazji linkowałem to nieco niepokojące opowiadanie, a właśnie mi się przypomniało, że A.C. użyczył imienia jednemu z bohaterów literackiego serialu obyczajowo-sportowego w formie tekstowej, który kiedyś pisałem razem z imć Spirem na Z Czuba.