Scott Burrell

Scott Burrell

Fun Fact: Pierwszy sportowiec w historii, który został wybrany w pierwszej rundzie draftu do dwóch zawodowych lig – NBA (20 pick w 1993 roku) i MLB (26 pick w 1989 roku). Seattle Mariners wybrali go jeszcze gdy był graczem szkoły średniej, ale on zdecydował się na stypendium koszykarskie od UConn. Ponieważ baseball to dziwny sport, Burrell został też wybrany z numerem 147 w drafcie do MLB w 1990 przez Toronto Blue Jays (doczekał się nawet własnej karty baseballowej), ale z tego także nic nie wypaliło. Osobiście trudno mi sobie było przypomnieć Burrella robiącego w NBA coś innego poza trafianiem za trzy, ale dlatego dobrze sobie czasem przeszukać YouTube (patrz: miejsce #8, ale sprawdźcie też #5 i pierwsze dwie akcje, jest ubaw):

Otagowane

Darrick Martin

Darrick Martin

Fun Fact: Martin jest autorem dwóch bardzo nietypowych statystyk, które biorąc pod uwagę okres od sezonu 85/86 (tak daleko sięgają bazy danych Basketball Reference w obydwu przypadkach) bezprecedensowe. 6 marca 2000 roku zagrał tylko przez 2 minuty meczu Kings z Mavs i zdobył 11 punktów – nikt we wspomnianym okresie nie zdobył tylu punktów w tak krótkim występie. Z kolei 14 grudnia 1996 roku, jako zawodnik Clippers (gdzie spędził najbardziej produktywne lata swojej kariery), zdobył 15 punktów w spotkaniu z Sacramento, mimo iż nie trafił ani jednego rzutu z gry (skuteczność 0-8). Nikt nie uzbierał tylu punktów w meczu NBA z zerową skutecznością z pola (znów przypominam, że mówimy o ostatnim 30-leciu). Tak „dla jaj” sprawdziłem jeszcze kto zdobył najwięcej punktów w nie więcej niż 2 minuty bez trafienia ani jednego rzutu z gry i dostałem dwa nazwiska: Doug Lee i Chris Crawford. Uciułali oni po 5 punktów, odpowiednio, w 1995 i 1998 roku.

Otagowane

Xavier McDaniel (i konkluzja All-Time Favorite Team)

Xavier McDaniel

Fun Fact: Kompletowanie mojego pierwszego, drugiego i trzeciego składu All-Time Favorite Team było fajnym pomysłem, który jednak okazał się dość męczący. Udokumentowanie ich zajęło mi prawie cztery miesiące (sorry za to – dotarło do mnie, że się grzebię, gdy dwóch członków mojej Ulubionej Drużyny zmarło w czasie gdy ją kompletowałem…) i nawet ostatniego dnia nanosiłem jeszcze poprawki tak, aby nikogo nie skrzywdzić. Nie dało się. Skrzywdzony został między innymi X-Man, który w pierwszych szkicach miał nawet miejsce w drugiej piątce, a ostatecznie wypadł z rotacji. Dla niego – i innych zawodników, którzy nie zmieścili się w trzech składach (mimo iż dodałem do każdego z nich bonusowe miejsca w postaci szóstych graczy) – postanowiłem na pożegnanie motywu ulubieńców wszech czasów sporządzić jeszcze All-Time „All-Time Favorite Team” Snubs Team, czyli pierwsze piątki największych pominiętych przy montowaniu pierwszych trzech składów. Tym razem postanowiłem się nie ograniczać i… wyszło mi aż 7 piątek. Obiecuję nie robić już All-Time „‚All-Time Favorite Team’ Snubs Team” Snubs Team. Choć już teraz mam kilku kandydatów…

No dobra, oto mój ulubiony czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty skład koszykarzy NBA. Przy mniej oczywistych wyborach dodaję krótki komentarz, gdzie się da, nazwisko jest linkiem do wcześniejszych moich dywagacji na temat danego gracza…

PG – Rod Strickland

SG – John Starks

SF – Dominique Wilkins

PF – Xavier McDaniel

C – Gheorghe Muresan

***

PG – Iman Shumpert (bez podziału na pozycje byłby niżej, a tak wykorzystałem fakt, że przychodził do ligi z opinią atletycznego, wysokiego point guarda – wtedy ostro się nim jarałem (brakuje mi tylko jednej karty do posiadania wszystkich jego rookie cards z autografem i kolekcję jego kart nadal rozwijam), ale potem z każdym kolejnym sezonem, w którym nie potrafił „odpalić” traciłem serce… ale i tak gdzieś na tej liście by się znalazł, chociażby z powodu fryzury)

SG – Latrell Sprewell

SF – Jamal Mashburn

PF – LaPhonso Ellis

C – Antonio McDyess

***

PG – Robert Pack

SG – Gerald Wilkins (dowód na to, że przechodzenie moich ulubionych swingmanów z Nowego Jorku do Cleveland ma dłuższą tradycję niż ostatnie losy Imana Shumperta)

SF – Renaldo Balkman (trzeba być fanem Knicks by to zrozumieć, nie będę nawet próbował tłumaczyć…)

PF – Ken Norman (mam do niego słabość jako reprezentanta graczy Clippers z lat 1992-1994 i reprezentanta gości o ksywce „Snake”)

C – Bill Laimbeer

***

PG – Muggsy Bogues

SG – Stacey Augmon

SF – Chris Morris (jedno z najtrudniejszych pytań dotyczących koszykówki z lat 90: kto był bardziej dynamicznym dunkerem, Morris czy Augmon?)

PF – Kenny Walker (skoro już dyskusja o dunkerach, to Sky Walker musiał być)

C – Bryant Reeves

***

PG – Grant Hill (nominalnie nigdy point guardem nie był, ale wiadomo jak był wszechstronny)

SG – Mitch Richmond

SF – Chuck Person

PF – Eddie Griffin (mój ulubiony gracz w historii gier wideo, w NBA Live 2003 zawsze zaczynałem budowanie drużyny od niego)

C – Oliver Miller

***

PG – Frank Williams (tuż zanim w Nowym Jorku mroczna era Scotta Laydena ustąpiła miejsca jeszcze bardziej mrocznej erze Isiah Thomasa, tuż zanim do Wielkiego Jabłka trafił Stephon Marbury, naprawdę wierzyłem, że to może być przyszłość Knicks na rozegraniu)

SG – Bo Kimble (jedna z moich irracjonalnych sympatii – bohater jednego z moich pierwszych karcianych doświadczeń, na odwrocie jego karty była informacja o tym jak wymiatał w college’u – ponad 35 punktów na mecz – więc po raz pierwszy w życiu, wtedy jeszcze o tym nie wiedząc, dałem się złapać na „hajp”… Kimble trafił nawet na trochę do moich Knicks czym oczywiście dodatkowo przyplusował, ale szybko do mnie dotarło, że NCAA to chyba jednak trochę inna bajka niż NBA… Tak czy siak po dziś dzień pielęgnuję pamięć o Bo Kimble’u)

SF – Chris Mullin

PF – Derrick Coleman

C – Eddy Curry (wciąż najbardziej utalentowany center Knicks od czasu Patricka Ewinga)

***

PG – Walt Frazier (Frazier i King, który jest w tym składzie small forwardem to gracze, których miałem początkowo kompletnie wyłączyć z tych składów, bo nie oglądałem ich w akcji a dopiero później się nimi zainteresowałem i nabrałem szacunku… Skoro jednak robię 10 a nie 3 piątki…)

SG – Ron Harper sprzed przejścia do Bulls

SF – Bernard King

PF – Clarence Weatherspoon

C – DeMarcus Cousins (w sumie to nawet powinien być wyżej, mój ulubiony koszykarz obecnie)

Otagowane , , , , , , , ,

Patrick Ewing

Patrick Ewing vs Shaq

Fun Fact: Biorąc pod uwagę, że był najlepszym zawodnikiem mojej ukochanej drużyny, trochę dziwne, że Patrick Ewing pojawił się w mojej All-Time Favorite Team jako rezerwowy trzeciego składu. Ale tak to już jest z Ewingiem – mimo bezsprzecznej wielkości, gdy przychodziło co do czego, wyniki przez niego osiągane były nieco rozczarowujące. Uwielbiałem go, uwielbiałem jego nadmierne pocenie, jego flat topa, jego rasistowski przydomek wymyślony przez Szaranowicza&Łabędzia. Przy każdej kolejnej przymiarce do miejsca w składach złożonych z moich ulubionych zawodników, ciągle jednak z kimś przegrywał. Trochę winni temu są koledzy z tamtych składów Knicks. Oakley, Mason, Starks, Grandmama, Sprewell – przy nich Ewing zawsze wyglądał jakby brakowało mu charyzmy, choć nikt nigdy nie wątpił, że jest prawdziwym wojownikiem. Do tego wspominanie jego kariery wiąże się dla fanów Knicks z powrotem do wielu gorzkich sytuacji. Nowojorczycy słodko-gorzko wspominają nawet jego wybór w drafcie, bo do dziś wmawia się im, że NBA ustawiła tamtą loterię draftu. Zostali też pozbawieni (Ewing zresztą też, ale sam był sobie winien – w końcu to on zażądał transferu) oglądania godnego i jedynego słusznego końca kariery Ewinga w barwach Knicks. Ale nie dajcie się nabrać przelotnym atakom dziejowego pesymizmu – Patrick Ewing to legenda NBA i jeden z najlepszych centrów w historii.

W końcu nie każdy koszykarz może się pochwalić tym, że doprowadził Shaqa do łez…

 

***

I tak kończy się kompletowanie trzech piątek (+ pierwszy rezerwowy) złożonych z moich ulubionych zawodników. Winien Wam jeszcze jestem podsumowanie trzeciego składu:

PG – Jason Williams

SG – Shawn Respert

SF – Anthony Mason

PF – Shawn Kemp

C – Vin Baker

6th – Patrick Ewing

Otagowane ,

Shawn Respert

Shawn Respert

Fun Fact: W walce o miejsce trzeciego shooting guarda w mojej ulubionej drużynie wszech czasów, Shawn Respert pokonał takich tuzów jak John Starks i Latrell Sprewell i w sumie to nawet publikując niniejszy wpis wciąż zastanawiałem się czy na to wyróżnienie zasługuje. Na dobrą sprawę nie był to do końca wybór między Respertem a Starksem i Sprewellem, a bardziej między Respertem a Jasonem Williamsem. Jason rolę point guarda All-Time Favorite Team wygrał o łokieć więc zostałem zmuszony do wyceny mojej sympatii wobec dwóch uznanych gwiazd NBA a gościa, który okazał się totalnym niewypałem. Ostatecznie górę wziął mój sadomasochizm i postawiłem na moje drugie wielkie rozczarowanie koszykarskie w życiu.

Nie miałem prawa mieć żadnych oczekiwań wobec Shawna Resperta, gdy ten przychodził do NBA jako ósmy numer w Drafcie 1995, ale jednak z jakiegoś powodu zainwestowałem ogromną ilość nadziei w jego akcje. Musiało chodzić o coś co Szaranowicz&Łabędź chlapnęli na jego temat w NBA Action przybliżającym bohaterów tamtego naboru do ligi (trzymam się wersji z używaniem słowa „plastyczny”). Uwierzyłem, że Respert to kolejna gwiazda NBA, co bardzo mi pasowało do narracji otaczającej darzonych przeze mnie sympatią Milwaukee Bucks, którzy dwa lata wcześniej wyciągnęli w drafcie Vina Bakera, a rok wcześniej wylosowali Glenna Robinsona – dwóch innych członków moich All-Time Favorite Teams. Niestety mierzący tylko 6 stóp i 1 cal (lub 6 stóp i 3 cale w zależności od źródła) wzrostu obrońca zdobywający po 25.6 punkty na mecz dla Michigan State w ostatnim sezonie w NCAA, nie był w stanie przełożyć swoich sukcesów akademickich na język NBA. Serce shooting guarda biło w zbyt małym ciele, rzut nie siedział, pewność siebie zawodziła i efektem była kampania debiutancka zakończona ze średnią ledwie 4.9 punktów na mecz oraz kariera, która potrwała ledwie 4 lata (w 1997 roku Respert został oddany do Raptors, potem zagrał kilka meczów dla Mavs i Suns).

Szybko przyzwyczaiłem się do myśli, że Shawn Respert to niewypał, ale to nie znaczy, że 14-letni ja przyjął to łatwo. Naprawdę myślałem, że Respert będzie superstrzelcem, zbierałem jego karty i nie mogłem się doczekać momentu, w którym powiem komuś, iż widziałem w nim gwiazdorski potencjał od samego początku. Dogorywanie kariery Shawna śledziłem już jednym okiem, obrażony za to, że stał się drugim Haroldem Minerem (moje pierwsze wielkie rozczarowanie koszykarskie w życiu) tylko nawet bardziej, bo nie wygrał dwóch konkursów rzutów za trzy punkty…

Dopiero wiele, wiele lat później. Ba, relatywnie niedawno, na fali mimo wszystko wciąż żywej słabości do Shawna Resperta (pomógł w jej podtrzymaniu fakt, że w 2002 roku trafił on do polskiej ligi jako gracz Spójni Stargard Szczeciński) dowiedziałem się czegoś co zupełnie zmieniło moje postrzeganie nieudanej kariery w NBA byłego gracza Bucks…

Sześć lat po zakończeniu przygody z amerykańską ligą zawodową (a dwa lata po całkowitym przejściu na zawodniczą emeryturę) Respert przyznał, że w maju 1996 roku, tuż po zakończeniu sezonu debiutanckiego, wykryto u niego raka żołądka (wcześniej odczuwał dziwne skurcze brzucha). Nie powiedział o tym nikomu poza sztabem trenerskim i medycznym Milwaukee Bucks i najlepszemu przyjacielowi, Ericowi Snowowi – nawet rodzicom i swojej dziewczynie. W 2005 roku wyjaśnił tę decyzję słowami: „Ludzie nie chcą słyszeć wymówek w sporcie zawodowym, nawet jeśli tą wymówką jest rak”.

Nowotwór udało się wyleczyć, ale chemioterapia połączona ze zmianą trenera Bucks (Chris Ford, który zastąpił Mike’a Dunleavy’ego nie wiedział o problemach Resperta), który nie widział dla niego miejsca w składze pozbawiły Resperta woli walki. Nawet remisja nic nie zmieniła i do jednej nogi poza ligą, którą wyprawił tam rak, niebawem dołączyła druga. Mimo wszystko trzeba szanować fakt, że Respert nigdy nie wykorzystał choroby jako okoliczności łagodzącej. Cierpliwie znosił przylepianie mało gustownych łatki i trzaskanie szufladek z napisem „bust”, choć mógł dwoma słowami „miałem raka” uciszyć wszystkie słowa krytyki.

To historia smutna w kontekście straconych szans, ale wówczas też dość trywialna. W kontekście zdrowia Resperta – dziś pracującego jako asystent trenera Memphis Grizzlies – to jednak rzecz dużo weselsza i dużo bardziej godna powtarzania.

Wciąż mam do Resperta sentyment choć bardziej oparty na fantazji młodego chłopca niż faktach. Tak czy siak, to moja własna drużyna i mogę opowiadać przy jej okazji nawet zmyślone historie.

Otagowane ,

Mercy Mercy Jerome Kersey!

Jerome Kersey

Radosny.

Uśmiechnięty.

Ciepły.

Troskliwy.

Pracowity.

Twardy.

Atletyczny.

Nieustępliwy.

Utalentowany.

Najmilszy.

Najlepszy.

Kochany.

Takie przymiotniki dominują w tekstach poświęconych śmierci Jerome Kerseya i nie odczuwam potrzeby silenia się na żadne zestawienia innych słów, które miałyby je zlepić w kolejny tekst upamiętniający postać Kerseya. Wszystko o nim – zarówno jako człowieku jak i koszykarzu – jest w tej wyliczance, a co najważniejsze, te przymiotniki padły z ust osób, które były zdecydowanie bliżej Jerome’a niż jakiś tam gość, który użył jego nazwiska w nazwie bloga (która zresztą została wymyślona przez Billa Schonely’ego, komentatora radiowego meczów Blazers).

Jerome Kersey był mi bliski bardziej jako symbol pewnej epoki w amerykańskiej koszykówce niż jako człowiek, czy nawet sportowiec. Gdy zaczynałem interesować się NBA, Kersey najlepsze piorunujące wsady, dewastujące bloki i odczuwalne sejsmicznie zderzenia z rywalami pod koszem, tudzież z parkietem, miał już za sobą. Wciąż jednak był postacią ekscytującą, która wpadła mi w oko podczas finałów z 1992 roku, a potem zapuszczała korzenie w koszykarskiej części mojego serca poprzez highlighty, naukę historii ligi i aktualne epizody, które od czasu do czasu pokazywały nam kultowe retransmisje meczów Blazers w telewizji publicznej. Kersey, nie do końca świadomie, stał się jednym z moich ulubionych zawodników, co uzmysłowiłem sobie dopiero gdy 3 lata temu szukałem nazwy dla tego bloga. Jerome był jednym z dwóch zawodników, którzy przyszli mi wtedy do głowy jako godni patroni stronki poświęconej latom 90 w NBA. Tym drugim był Orlando Woolridge, który też przedwcześnie zmarł, 31 maja 2012 roku, także w wieku 52 lat…

W jednym z pierwszych postów na tym blogu wyjaśniałem wybór Kerseya na głównego patrona następująco:

„Jerome Kersey po prostu pasuje na patrona czegoś co garściami czerpie z pierwszej połowy lat 90. w NBA. Był twardzielem. Miał flat topa. Michael Jordan pozbawił go tytułu mistrzowskiego. I już te trzy rzeczy czynią z niego chodzącą (i szybującą do kosza aby wykonać wsad) definicję zawodowej koszykówki amerykańskiej z tamtego złotego okresu. Nie ma zmiłuj.”

I tego trzymam się do dziś. I będę trzymał. Dlatego nie zmieniam nazwy strony i wciąż pozwolę sobie na posługiwanie się nazwiskiem i ksywką Jerome’a Kerseya jako wytrychem, otwierającym w naszych głowach sejf zawierający tęsknotę za złotą – w moim przekonaniu – erą NBA. Mam nadzieję, że będzie to też godny hołd dla koszykarza, który na pewno zasługuje na pamięć i który jeszcze nie raz pojawi się na łamach tego bloga.

Na zakończenie tej notki oddam głos byłemu koledze Jerome’a z pamiętnych składów Blazers, Terry’emu Porterowi. Mimo smutku i żalu postanowił on zwrócić się w kilku słowach do wszystkich osób, którym śmierć Kerseya nie była obojętna. Choć trudno patrzy się na nierówną walkę Portera z uczuciami, to uznałem, że warto w tym tekście w jakiś sposób oddać też hołd Kerseyowi jako człowiekowi, a to może zrobić tylko ktoś, kto dobrze go znał i był jego przyjacielem.

Otagowane

R.I.P.

JeromeKersey-byHollyAndres-760

Jerome Kersey nie żyje. Miał 52 lata.

Kondolencje dla rodziny, bliskich i wszystkich osób, które – tak jak ja – nie znały go zupełnie, a jednak miał on w ich życiu jakieś znaczenie.

[zdjęcie: Holly Andres]

Otagowane

Anthony Mason

Anthony Mason

Sad Fact: Właśnie się dowiedziałem, że Anthony Mason walczy o życie po poważnym ataku serca. Miał już kilka operacji i może potrzebować przeszczepu serca. Trzymajcie kciuki, ok?

Informacje o jego krytycznym stanie pojawiły się wczoraj, ja dziś planowałem ogłosić, że Mase jest small forwardem w mojej All-Time Favorite 3rd Team. W spin-offie MMJK publikowanym na MVP, myślę, że dość dobrze oddałem jego fenomen i popularność wśród fanów kosza z lat 90. nazywając go „point guardem uwięzionym w czołgu”. Nie wyobrażam sobie, żeby ten czołg miał nagle przestać tratować wszystko na swojej drodze…

 

EDIT: Anthony Mason zmarł dwa tygodnie po publikacji tego wpisu, 28 lutego 2015 roku. Miał 48 lat.

Otagowane ,

Jason Williams

Jason Williams

Fun Fact: Gdyby Jason Williams zaczął karierę nie na końcu a na początku lat 90 (dając mi więcej czasu na zbudowanie kultu jego osoby opartego na kreatywności jego podań), byłby pewnie w pierwszym składzie tej drużyny. Ale i tak pokazał mi tyle, że trudno było mi go pominąć przy domykaniu tej zbieraniny ulubionych graczy. Jego podanie łokciem było chyba jedynym kultowym zagraniem, którego nigdy nie próbowałem naśladować (a próbowałem naśladować nawet riderowe East Bay Funk Dunk i Shot of the Decade) – po prostu wiedziałem, że to inny świat….

Pewnego dnia wybiorę pierwszą piątkę do drużyny All-Time „How could you miss that shot?!” Team i Raef LaFrentz będzie jej centrem.

Otagowane ,

Shawn Kemp

Shawn Kemp

Fun Fact: Trzecią piątkę All-Time Favorite Team zacząłem od Vina Bakera, sens ma więc pojawienie się w ślad za nim Shawna Kempa – jednego z najefektowniejszych graczy w historii, gwiazdy o jednej z najbardziej rozczarowujących końcówek kariery, twojego ojca, mojego ojca. Baker i Kemp pozostają związani wyjątkowo depresyjnym transferem – jestem obecnie w stanie przypomnieć sobie tylko jeden bardziej niewłaściwy ruch kadrowy: oddanie Patricka Ewinga do Sonics. Kemp w Cleveland stracił swoją nietuzinkowość i formę, podczas gdy Baker nie dźwignął ciągle barowej pogody Seattle – Kemp odganiał smutki kopulując, Vin sięgnął po butelkę. Obydwaj stoczyli się ostatecznie w trakcie lokautu, w czasie którego „Reign Man” pił mniej niż Baker tylko dlatego, że dużo więcej zakąszał. Shawn nigdy już nie wrócił do formy z połowy lat 90, ale też nie dał rady zdyskredytować tamtych osiągnięć. W moim przypadku, te wszystkie podniebne wsady są jednak równie ważne dla kultu postaci Kempa co jego przyziemne problemy. No i jeszcze te buty:

Otagowane ,