Chris Webber

Chris Webber

Fun Fact: Refleksja po transmisji TNT z meczu numer 5 serii Cavs-Bulls: ktoś kiedyś nie wypomni przy pierwszej okazji Chrisowi Webberowi jego nielegalnie wziętego timeoutu z czasów NCAA i 15 minut później przez świat przetoczy się tętent galopujących koni Jeźdźców Apokalipsy. A potem wreszcie C-Webb pójdzie za to do piekła i wszyscy będą zadowoleni, że sprawiedliwości stało się zadość.

Zaraz po nim pójdą się smażyć Sam Bowie, za to, że nie jest Michaelem Jordanem oraz Nick Anderson. No dobra, Nick zasłużył.

Otagowane

Reggie Williams

Reggie Williams

Fun Fact: Reggie Williams to jeden z tych zawodników, którzy byli wielkimi gwiazdami w college’u, ale na początku kariery w NBA przylgnęła do nich łatka niewypału. W przypadku Reggie’ego problemem były dwie rzeczy: brak pewności siebie, przez który ucierpiała skuteczność rzutowa oraz fakt, że jego pierwszą drużyną zawodową byli Los Angeles Clippers. Po wyborze z 4 numerem w Drafcie 1987 (przed, m.in. Scottie Pippenem, Kevinem Johnsonem i Reggie Millerem), zespół z L.A. nazwał go następnym Michaelem Jordanem (choć tak właściwie powiedział to Donald Sterling, więc pewnie chodziło mu o to, że ma taki sam kolor skóry co Mike) i wywierał presję na wyraźnie niegotowego do gry w NBA debiutanta, który dodatkowo miał zaległości spowodowane kontuzjami. Kulminacją obopólnej frustracji Reggie’ego i Clippersów był mecz numer 79 sezonu 88/89, w którym Williams zrobił to o czym marzył do mniej więcej 2010 każdy gracz Clippers – odmówił wejścia na boisko. Zawieszony na resztę rozgrywek swingman po 5 spotkaniach kolejnego sezonu doczekał się wyzwolenia, lecz na happy end musiał jeszcze trochę poczekać. W Cleveland i San Antonio wiodło mu się nawet jeszcze gorzej (z obydwu klubów go zwolniono), ale ostatecznie po krótkiej tułaczce, Reggie odnalazł formę w Denver i to z niej jest dziś głównie znany jako przyzwoity choć nieco chuderlawy strzelec.

Otagowane

Ricky Pierce

Ricky Pierce

Fun Fact: Za każdym razem gdy ktoś mówi „nagroda Sixth Man Of The Year powinna nosić imię Jamala Crawforda”, ja odpowiadam: „zaraz, zaraz, a Ricky Pierce?” (ewentualnie „zaraz, zaraz, a Manu Ginobili?”, „zaraz, zaraz, a Kevin McHale?” albo „zaraz, zaraz, a Eddie Johnson?”). Z 969 meczów jakie Pierce rozegrał w sezonie zasadniczym NBA, aż 700 rozpoczynał na ławce. 193 razy wchodząc z ławki (regular season + playoffs) osiągał prestiżową granicę 20 punktów zdobytych w meczu, co jest najlepszym wynikiem jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie 30 lat (taki przedział statystyk pozwoliło mi podejrzeć Basketball Reference – w ramach oddawaniu Jamalowi Crawfordowi co jamalowo-crawfordowe nadmienię, że do wyniki Pierce’a brakuje mu 29 spotkań). Absolutny rekordem jest jego średnia punktowa z rozgrywek 89/90 wynosząca 23.0 – żaden gracz kwalifikujący się w danym sezonie do grona rezerwowych (przynajmniej połowa rozegranych spotkań zaczęta na ławce, w tamtym roku Pierce rozegrał 59 meczów i ani razu nie był starterem) nie osiągnął nigdy takiej średniej punktowej. Dalsze miejsca, biorąc pod uwagę zawodników spełniających wymogi oficjalnej klasyfikacji strzelców, należą do: Eddie’ego Johnsona (21.5, 88/89), Kevina McHale’a (20.9, 89/90), Xaviera McDaniela (20.5, 88/89) i – znów – Ricky’ego Pierce’a (20.5, 90/91). Ricky nagrodę Sixth Man Of The Year otrzymał 1987 i 1990 roku, a w 1991 roku zagrał w Meczu Gwiazd. O czym Pierce myślał gdy cały ten czas siedział na ławce? Najwyraźniej o koszykarskich wynalazkach.

Otagowane

Michael Jordan

Michael Jordan

Fun Fact: Ogłaszałem to już na Facebooku, ale chciałem o tym poinformować także na blogu – zapraszam wszystkich Czytelników, którzy grają w tym roku w Drive To The Finals na NBA.com zebrać w jednej lidze – o niezbyt wyszukanej nazwie Mercy Mercy Jerome Kersey – gdzie moglibyśmy porównywać swoje wyniki między sobą (można dołączać do dowolnej ilości lig, więc nie ma się co krygować).

Jeśli nie wiecie o czym mówię, krótkie wyjaśnienie o co chodzi w DTTF… To bardzo prosta zabawa organizowana przez NBA.com z okazji playoffów, w której na każdy dzień meczowy wybieramy jednego zawodnika (dany koszykarz może być wystawiony tylko raz na całe playoffy) i po zakończeniu spotkań otrzymujemy punkty będące sumą zdobytych przez niego danej nocy punktów, zbiórek i asyst. Proste. Trzeba tylko pamiętać, żeby tak przydzielać role, żeby mieć kim grać aż do samego końca Finałów!

Jak przystąpić do gry i dołączyć do ligi MMJK?

Odpalcie ten link do Drive To The Finals i po dołączeniu do gry, w zakładce „Leagues” wyszukajcie „Mercy Mercy Jerome Kersey”. Dużo nas nie będzie, ale nie powinno to wpłynąć na poziom emocji.

Trochę się ta propozycja ma nijak do kart koszykarskich z lat 90, więc uznajcie ją za taką dodatkową zajawkę, jaką gra w golfa była dla Michaela Jordana.

Otagowane

Matt Maloney i Rodrick Rhodes

Matt Maloney

Rodrick Rhodes

Fun Fact: Gdy zakładałem tego bloga, pomyślałem: „Pewnego dnia na pewno pojawi się tu Matt Maloney”. Kolejną myślą było: „I Rodrick Rhodes”. Postanowiłem wypełnić te przepowiednie za jednym podejściem. Maloney to był ten koleś, który znikąd pojawił się w pierwszej piątce drużyny z trzema przyszłymi Hall-of-Famerami…

…a Rhodes to ten zawodnik, który w ten świat wszedł bardzo odważnie, ale po sezonie debiutanckim dużo nie ugrał (a na poniższym montażu kończy piękne podanie Drexlera z piątego miejsca i daje się minąć Samowi Cassellowi na dziesiątym).

Otagowane ,

Dikembe Mutombo

Dikembe Mutombo

Fun Fact: Dwa dni temu ogłoszono, że Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean-Jacques Wamutombo znajdzie się wśród grona osób, które w dniach 10-12 września świętować będą włączenie do Koszykarskiego Hallu Sławy. Chyba wszyscy wiemy co to oznacza… PRZEMÓWIENIE!

Fun Fact 2: Kiedyś ściągnąłem z YouTube’a ścieżkę dźwiękową z powyższego klipu i używałem jako dzwonka do telefonu. Good times.

Otagowane

Dominique Wilkins

Dominique Wilkins

Fun Fact: Po tym jak został pierwszym w historii (i chyba jedynym jak do tej pory, choć niezbyt długo nad tym myślałem…) najlepszym strzelcem najlepszej drużyny w swojej konferencji, który został wytransferowany w połowie sezonu, Dominique Wilkins został wolnym agentem i latem 1994 roku mógł zrobić co chciał. Mimo iż skończył 34 lata, w poprzednim sezonie rzucał po 26 punktów w każdym meczu i zgłaszało się po niego wiele drużyn, w których mógł podjąć ostatnią próbę czynnej walki o pierwszy w karierze tytuł mistrzowski. Mógł dołączyć do Karla Malone’a i Johna Stocktona w Utah, Reggie’ego Millera, Rika Smitsa i Marka Jacksona w Indianie, Patricka Ewinga i reszty twardzieli w Nowym Jorku lub chociażby do regularnie playoffowej drużyny w Cleveland. Wszystkie te drużyny podobno wykazywały tamtego lata odwzajemniane zainteresowanie usługami Wilkinsa.

Tymczasem on wybrał Boston Celtics.

Bez Larry’ego Birda. Bez Kevina McHale’a. Bez Roberta Parisha. Bez Reggie’ego Lewisa. Celtowie rok wcześniej wygrali tylko 32 mecze, a ich pomysłem na budowę składu mogącego wraz z Wilkinsem walczyć o najwyższe cele było ściągnięcie Blue Edwardsa, Dereka Stronga, Davida Wesleya oraz Pervisa Ellisona i wybranie w drafcie Erica Montrossa. Jak się można było spodziewać, Celtowie mistrzami NBA w tym składzie nie zostali. Wygrali 35 meczów, ledwo wślizgnęli się do playoffów, gdzie z kwitkiem odprawili ich późniejsi finaliści, Orlando Magic, a Dominique Wilkins miewał tak kiepskie momenty, że trener Chris Ford, aż 13 razy wywalał go z pierwszej piątki – coś co legendarnemu dunkerowi we wcześniejszych 12 sezonach zdarzyło się łącznie 4 razy i to tylko z powodów zdrowotnych.

Wilkins – który nawet w wieku 35 lat i średnio odnajdując się taktyce nowej drużyny i tak był najlepszym strzelcem Celtics – po roku zerwał docelowo trzyletni kontrakt. Poszedł tym na rękę Bostonowi, który po roku nagle stwierdził, że jednak nie zamierza walczyć o mistrzostwo a rozpocząć przebudowę. Celtowie usilnie chcieli się Wilkinsa pozbyć, ale nikt nie był zainteresowany przejęciem jego wysokiego (jak na tamte czasy i wiek Nique’a) kontraktu (około 4 milionów dolarów za rok). Wystawili go nawet do expansion draftu, ale ani Raptors, ani Grizzlies też nie podziękowali za podstarzałego, drogiego gracza. Obrażony Wilkins postanowił więc uciec do Grecji. Potem wrócił tylko jako kierownik projektu „Tankin’ For Duncan” w sezonie 96/97 i na pożegnalne tournee u boku brata Geralda w rozgrywkach 98/99 jako zawodnik Magic.

Przez złą decyzję zawodową Wilkinsa zostaliśmy więc pozbawieni dwóch sezonów wciąż produktywnego Nique’a i dlatego tamten kontrakt z Celtics pozostaje do dziś jednym z najbardziej znienawidzonych przez mnie ruchów kadrowych w historii NBA.

Otagowane

Jeff Ruland

Jeff Ruland

Fun Fact: Można się śmiać z Jeffa Rulanda, że wygląda jak twój wujek, ale trzeba pamiętać, że w pierwszej połowie lat 80 był jednym z najlepszych młodych centrów w NBA – oto statystyki z jego 2, 3, 4 i 5 sezonu w NBA:

82/83: 19.4 PPG, 11.0 RPG, 3.0 APG, 55.2 FG%
83/84: 22.2 PPG, 12.3 RPG, 3.9 APG, 57.9 FG%
84/85: 18.9 PPG, 11.1 RPG, 4.4 APG, 56.9 FG%
85/86: 19.0 PPG, 10.7 RPG, 5.3 APG, 55.4 FG%

W 1984 i 1985 został wybrany do Meczu Gwiazd. Niestety na początku lutego 1985 roku zaczęły się jego problemy z kontuzjami i Ruland wypadł z gry powracając dopiero w playoffach (w All-Star Game zastąpił go inny biały center, Bill Laimbeer). Niestety ciągły ból kolan sprawił, że po rozegraniu tylko 30 spotkań w kolejnych rozgrywkach i ledwie 5 w sezonie 86/87 (który zaczął już jako koszykarz 76ers), Ruland został zmuszony do zakończenia kariery w wieku 28 lat. Pięć lat lizał rany i w 1991 roku – już po przejściu operacji mikrozłamań, która dopiero zdobywała w tamtych czasach popularność – postanowił, jako 33-latek, spróbować znów swoich sił w NBA. Jego comeback został jednak zepsuty już po 13 meczach sezonu w wyniku jednej z najdziwniejszych kontuzji w historii ligi: kiedy czekał na klubowy autobus po meczu w Boston Garden, znikąd pojawił się wózek bagażowy, który wjechał w nogę Rulanda i zerwał mu ścięgno Achillesa, co podniosło i tak już okazały dorobek środkowego kończących karierę kontuzji. Udał mu się jeszcze jeden powrót – w sezonie 92/93 zagrał 11 meczów dla Detroit Pistons zdobywając 12 punktów, ale to było już wszystko na co było go stać.

Oczywiście nawet pamiętając o tym wszystkim, można się śmiać z Jeffa Rulanda, bo naprawdę wygląda jak twój wujek…

Otagowane

Willie Anderson

Willie Anderson

Fun Fact: Słynie dziś głównie z posiadania 9 nieślubnych dzieci. Jeśli Shawn Kemp nie jest Twoim ojcem, to prawdopodobnie jest nim Willie.

Otagowane

Rod Strickland

Rod Strickland

Fun Fact: Rod Strickland to być może najlepszy koszykarz spośród tych, którzy nigdy nie zagrali w All-Star Game, a już na pewno najlepszy koszykarz spośród tych, którzy mieli zwyczaj ekstremalnego obżerania się hot-dogami oraz pizzą przed spotkaniami, a potem wymiotowania w trakcie meczu.

Otagowane