Scott Haskin

Scott Haskin

Fun Fact: Chyba się tydzień temu pospieszyłem z wyborem najbardziej białej karty koszykarskiej ever.

Oto karta debiutancka Scotta Haskina, choć niektórzy mogą tutaj równie dobrze dopatrzeć się platynowej blondynki w białym futrze, na białym koniu, w trakcie zamieci śnieżnej.

Ponieważ ostatnio bardzo zdawkowo potraktowałem byłego gracza Pacers, tym razem spróbuję napisać o nim nieco więcej, choć znów popastwię się trochę nad jego stylówką.

Bo, wyglądających jak on, było w tamtych czasach wielu – choćby na wiejskich dyskotekach w Polsce.

Grających jak on – przynajmniej w teorii – była naprawdę garstka, bo uczelniana próbka kazała spodziewać się finezyjnego podkoszowca pokroju Rika Smitsa, ale potrafiącego blokować rzuty.

Ostatecznie rozegrał w NBA raptem 27 meczów więcej, niż ci rachityczni wąsacze z dyskoteki w Starej Wsi.

W najlepszym występie miał 8 punktów, 5 zbiórek i 4 bloki uzbierane przez 20 minut, ale jego średnie zbiory to nikłe 2 punkty oraz 2 zbiórki.

Jeśli jednak zostajesz wybrany z czternastym numerem draftu i Twoja kariera tak szybko się kończy, to zazwyczaj stoi za tym coś więcej niż tylko bycie słabym w kosza.

W przypadku Haskina były to kontuzje.

Gdy podczas meczu z Orlando Magic, 23 lutego 1994 roku, Scott schodził z boiska z urazem kolana, nikt nie podejrzewał, że to ostatni raz, gdy grał zawodowo w koszykówkę.

Siedem miesięcy później, Haskin leżał już na stole chirurgicznym. W trakcie rehabilitacji kolana nabawił się bowiem kontuzji pleców. Ta operacja usunięcia wypukliny dysku miała go wyłączyć – według wstępnych doniesień – na minimum sześć tygodni. Ostatecznie jednak, Scott miał stracić cały swój drugi sezon.

To był już kolejny jego zmarnowany rok gry po operacji pleców. Wcześniej, dochodząc od siebie po – tym razem – przepuklinie dysku, opuścił rozgrywki akademickie 1990/91. Wtedy wrócił w życiowej formie – rzucał po 18 punktów w meczu dla Oregon State (o 10 więcej niż przed kontuzją). Tym razem mijały kolejne miesiące, a Scott wciąż nie był gotowy do gry. Nie znalazłem informacji co konkretnie działo się z jego zdrowiem, ale pod koniec września 1996, niemal równo dwa lata po zabiegu usunięcia wypukliny, Pacers ogłosili zamiar rozwiązania kontraktu z Haskinem, który obowiązywać miał jeszcze trzy lata.

To było jednak też przyznanie się Indiany do popełnionego błędu.

Gdy Twoi kibice wygwizdują zawodnika, którego właśnie wybrałeś i na zorganizowanej przez klub imprezie draftowej okrzykami domagają się zwolnienia generalnego menadżera, Donnie’ego Walsha, to – oczywiście – czasem tym zawodnikiem jest Reggie Miller, a fanbaza chciała po prostu bardzo białą gwiazdę lokalnego uniwerku, ale czasem jest to jednak po prostu Scott Haskin.

Nastroje doskonale oddaje ten materiał:

(Powolny aplauz za kończący segment diss na Geerta Hamminka)

Scott na pierwszej konferencji prasowej próbował ocieplać swój wizerunek, obiecując kibicom, że jeśli dostanie szansę, to postara się być drugim Kevinem McHale’em.

Niestety miało się okazać, że jedyne co ma wspólnego z bostońskimi legendami, to plecy starego Larry’ego Birda.

Postaw kawę
Otagowane ,

Dodaj komentarz