Od lewej prawej stoją: Nirvana, Charles Barkley, Muggsy Bogues, Chris Bosh.
Fun Fact: Każdy wie kim byli ojcowie Stephena Curry’ego i Austina Riversa, ale nie każdy wie, że ojciec Eda Davisa z niespodziewanie wygrywających od jakiegoś czasu mecz za meczem Toronto Raptors, także grał w latach 90. w NBA.
Fun Fact: Za dwa tygodnie stuknie równo 20 lat od ostatniego meczu jaki rozegrał w NBA Mike Ansley – warszawska wersja Shaqa i Charlesa Barkleya w jednym i prawdopodobnie jedyny bohater tego bloga, którego oglądałem w akcji na żywo jednocześnie bijąc rekord w słuchaniu non stop piosenki „Przychodzę co noc” przedstawiciela polskiego power dance’u, Daniela.
Fun Fact: Chris Mills jest bohaterem jednego z najdziwniejszych momentów w historii zawodowej koszykówki nie tylko w Stanach Zjednoczonych – momentu, w którym dwóch graczy jednocześnie pomyliło kosze. Jego opis zostawiam niejakiej Patricii, która w 1999 roku na antycznym blogu o koszykówce zrelacjonowała całą sytuację tak:
Tylko w meczu Golden State-Dallas możesz zobaczyć jedno z najbardziej tępych zagrań w historii przebite przez jeszcze bardziej tępe zagranie.
Gdy zobaczyłam to na żywo, byłam kompletnie skołowana. Wiedziałam, że stało się coś bardzo złego, ale mój mózg nie potrafił tego zaakceptować. Moje skonfundowanie zwiększyło się jeszcze bardziej, gdy Golden State wznowiło grę z autu i przeniosło grę na drugą stronę parkietu.
Kilka minut po rozpoczęciu czwartej kwarty, Robert Pack i Terry Cummings stanęli do rzutu sędziowskiego na połowie Mavericks. Chris Mills złapał piłkę i wykonał rzut kelnerski ale Samaki Walker dogonił go i zablokował piłkę a sędziowie odgwizdali faul Walker. Tyle, że Mills rzucał na kosz Mavs (lub jak kto woli – na kosz Warriors – tzn. na kosz na który powinni rzucać gracze Dallas a nie Mills z GSW – przyp. MMJK).
Sędziowie zebrali się żeby ustalić co zrobić z tym gwizdkiem. P.J. Carlesimo chciał, żeby uznali to za faul przy rzucie, ale darował sobie gdy sędzia odpowiedział mu, iż, dobrze – niech to będzie faul, ale Mills musi rzucać do kosza Mavs. Skończyło się na faulu nie przy rzucie i piłce z boku dla Golden State.
Mills obśmiał całą sytuację po meczu, ale Walker nie chciał rozmawiać o tym z mediami. Koledzy z drużyny niemiłosiernie go wyszydzili gdy wrócił na ławkę podczas następnej przerwy na żądanie.
Ironia zajścia polega na tym, że Dallas przegrało jednym punktem.
Pozwólcie, że na koniec streszczę tę relację: Chris Mills z Warriors chciał rzucić do własnego kosza, a Samaki Walker z Mavs złapał faul próbując powstrzymać go przed zdobyciem dwóch punktów dla Dallas.
UPDATE: Po dwóch latach doczekałem się zapisu wideo tej akcji, dzięki Shaqtin’ A Fool:
Fun Fact: Trenowani przez Byrona Scotta Cleveland Cavaliers są w tym sezonie prawie tak źli jak Vancouver Grizzlies w swoim pierwszym sezonie w NBA, gdy Scott był ich zawodnikiem (Cavs mają jak dotychczas odsetek zwycięstw 18,5%, a Grizzlies rozgrywki 95/96 zakończyli z 18,3%).
Fun Fact: Uczciłem już 55. urodziny Kevina McHale’a na MVP-Magazyn.pl, ale postanowiłem zrobić „afterek” na MMJK, żeby móc wspomnieć o tym, że gdyby Boston Celtics nie byli w latach 80. tak mądrze prowadzoną drużyną, to Kevin McHale po 1983 roku mógł nie tworzyć Wielkiej Trójki z Larrym Birdem i Robertem Parishem, a z Bernardem Kingiem i Billem Cartwrightem w Nowym Jorku. Po sezonie 82/83 Knicks byli gotowi złożyć ofertę McHale’owi, który był ograniczonym wolnym agentem, ale Red Auerbach w odpowiedzi zastosował pierwszy wielki manewr w nowożytnej historii wolnej agentury składając oficjalne oferty trzem podstawowym graczom Knicks – Rory’emu Sparrowowi, Sly’owi Williamsowi i Marvinowi Websterowi. Knicks, którzy mieli tylko 1,5 miliona dolarów do wydania na kontrakty musieli zdecydować czy matchują jednego ze swoich zawodników i składają ofertę McHale’owi, ryzykując, że Celtics wyrównają (to był rok, w którym NBA wprowadziło salary cap i zespoły, które na koniec sezonu 82/83 przekraczały limit wynagrodzeń musiały zmieścić się w tej wysokości pensji – patrz Knicks, a drużyny poniżej salary cap mogły wydać dowolną ilość pieniędzy i dopiero potem poddać się nowym przepisom – patrz Celtics), czy zatrzymują całą trójkę i dają sobie spokój z pościgiem za graczem Celtów. Ostatecznie odpuścili McHale’owi, co również było dobrym ruchem kadrowym, bo oczywiście Auerbach nie pozwoliłby odejść swojemu skrzydłowemu i na pewno wyrównałby każdą ofertę Knicks, a przy okazji wzmocniłby skład podstawowymi graczami Knicks jednocześnie osłabiając bezpośrednich rywali w walce o prymat w Dywizji Atlantyckiej.
Czyli w zasadzie McHale nie był zbyt blisko Knicks, ale i tak wspomniana wizja jego wspólnej gry w Wielkim Jabłku z drugim najlepszym (po Larrym Birdzie) skrzydłowym NBA w tamtym czasie, Bernardem Kingiem, nie mówiąc o możliwości sparowania tej dwójki z Patrickiem Ewingiem, to bardzo fajne ćwiczenie dla wyobraźni fanów koszykówki.
Fun Fact: Zanim opublikowałem ten post zajrzałem do internetu i teraz już wiem kim jest Jim Petersen (byłym centrem NBA, który w najlepszych latach był zmiennikiem Dwóch Wież w Houston Rockets), ale gdy pierwszy raz zobaczyłem tę kartę, nie miałem pojęcia. Jej przód sugerował, że Petersen to koszykarz NBA, za to tył – że jest członkiem kiepskiego cover bandu Duran Duran.
Trochę źle, że nabijanie się z Chrisa Bosha już wyszło z mody, ale za to jemu samemu nie wyszły niedawno 3 kolejne wsady: