Kenny Williams

Kenny Williams

Fun Fact: Kenny (choć na karcie widnieje „Ken” to wszędzie indziej zdrobniała forma wydaje się bardziej popularna) Williams to kolejny Williams w NBA z lat 90, który miał przydomek „Wizard”. Walt Williams zasłużył na niego wszechstronnością, Kenny swoje czary uprawiał nad obręczami, będąc przez cztery lata swojej profesjonalnej kariery w USA jednym z najlepszych atletów ligi.

Niestety był też kolejnym przykładem wielkiej gwiazdy ze szkoły średniej (podobno w swojej klasie był jednym z czterech najbardziej pożądanych przez uniwersyteckich skautów graczy, obok Alonzo Mourninga, Shawna Kempa i Billy’ego Owensa), która szybko rozmieniła swój talent na drobne, nie potrafiąc uporządkować życia poza parkietem. Jeden z ostatnich artykułów na jego temat, ma klimat, jak z serialu „Homeland”: Williams przez kilka lat mieszkał nielegalnie w Izraelu, w jego najgorszej dzielnicy, zanim został – na muszce policyjnych karabinów – wsadzony siłą w samolot do Stanów, gdzie czekała na niego cela za notoryczne niepłacenie alimentów.

Otagowane ,

Kenny Gattison

Kenny Gattison

Fun Fact: Charlotte Hornets wczoraj w nocy zanotowali najlepszy w historii start sezonu (bilans 5-1, dodajmy, że historia Szerszeni to teraz też sezony rozegrane pod szyldem Bobcats, choć akurat oni wtedy wykręcali rekordy innego typu), oraz wyrównali rekord klubu pod względem największej ilości punktów w połowie. W pierwszych 24 minutach spotkania z Pacers rzucili 75 punktów, tyle samo, ile zaaplikowali 76ers 12 kwietnia 1993 i Nets 2 stycznia 1993. W obydwu rozegranych ponad 23 lata temu spotkaniach, równo po 18 minut zagrał Kenny Gattison (przeciw Philly miał 6 punktów i 6 zbiórek, a z New Jersey, odpowiednio, 8 i 1), wieloletni pierwszy podkoszowiec z ławki Hornets (w pierwszej piątce regularnie występował jedynie w sezonie 91/92 – zanim w Północnej Karolinie pojawił się Zo).

Sezon 92/93 to do tej pory najlepszy sezon w dziejach ataku klubu koszykarskiego z Charlotte – Hornets zdobywali wówczas 110.1 punktów w każdym meczu (na również rekordowym procencie z pola – 48.7). Pierwszą trójkę pod tym względem zamykają sezony sąsiadujące chronologicznie: 91/92 (109.5) oraz 93/94 (w obecnych rozgrywkach Szerszenie jak na razie rzucają po 105.3 punktu w każdym spotkaniu, co byłoby czwartym wynikiem w annałach tej drużyny). Gdy Hornets grali najbardziej ofensywnie w historii, Kenny Gattison rozpoczął biznesową ofensywę poza parkietem, otwierając własny interes – restaurację:

Nie wiadomo, jak dobre było tamtejsze jedzenie, ale jest spora szansa, że jadł tam coś mały Stephen Curry i wyszedł na tym nie najgorzej. To dla mnie wystarczająca recenzja knajpy Gattisona.

Kenny w ostatnim czasie zamiast na swoim interesie, skupia się na interesach innych – po latach pracy w roli trenera, został kilkanaście dni temu wiceprezydentem od spraw członkowskich i programowych w związku zawodowym koszykarzy (NBRPA Vice President Of Membership And Player Programming).

Otagowane

Michael Smith

Michael Smith

Fun Fact: Michael Smith został wybrany w drugiej rundzie Draftu 1994 przez Sacramento Kings i stworzył ekscytujący duet pierwszorocznych power forwardów z Brianem Grantem. Po pierwszym sezonie mógł się poszczycić występem w Rookie Game i najlepszym wśród debiutantów odsetkiem trafień z pola (54.2%). Po drugim sezonie miał już miano najlepszego zbierającego ligi wśród graczy, którzy ani razu nie wyszli w podstawowym składzie (6.0). W trzecim, został graczem pierwszej piątki i liderem Królów w średniej zbiórek (9.5). Był klasyczną podkoszową bestyjką, w której lęk budziły tylko wizyty na linii rzutów wolnych (w pierwszych trzech latach w lidze nigdy nie przekroczył granicy 50% celności). Jak na tak dobry początek, reszta jego kariery była rozczarowująca. Nigdy nie przestał dzielnie walczyć pod tablicami, ale po transferach do Vancouver i Waszyngtonu, wyjechał do Włoch w 2001 roku i to był – nieco przedwczesny – koniec jego przygody z NBA (Smith wrócił do USA, ale rozegrał jeszcze tylko dwa sezony w CBA, z przerwą na preseason w koszulce Indiana Pacers).

W pierwszych latach był jednak na tyle cenioną postacią w lidze, że artykuł na jego temat pojawił się w Tygodniku Koszykarskim Basket – jego tytuł przy okazji doprecyzowywał nieco dość pojemną ksywę Michaela Smitha – The Animal:

smithbasket

Otagowane

Mel Turpin

Mel Turpin

Fun Fact: Mel Turpin to kolejny przykład utalentowanego zawodnika, który wolał jeść, niż grać w kosza. Wybrany został w jednym z najlepszych draftów w historii – tym z 1984 roku – i to z numerem szóstym. Między legendarnym już Charlesem Barkleyem i słynącym z defensywy All-Starem, Alvinem Robertsonem. 10 miejsc przed Johnem Stocktonem. 40 miejsc przed Jerome’em Kerseyem. Ba – 150 miejsc przed Kenem Bannisterem.

Melvin spędził w NBA ledwie 5 sezonów, dorabiając się ksyw „Dinner Bell Mel” i „The Mealman”. Jego ostatnią szansą w lidze był kontrakt podpisany z Washington Bullets w 1989 roku (po rocznej przerwie na grę w Hiszpanii, gdzie trafił na mocy chyba jedynego w historii, nieoficjalnego transferu między klubem NBA a klubem międzynarodowym), który przeciągnął się na rok 1990 wciągając rzutem na taśmę Turpina do grona koszykarzy z lat 90 i umożliwiających mi sprzedanie anegdoty na temat tego, jak wyglądało zakończenie jego kariery.

Klub ze stolicy (który zresztą wybrał w drafcie Turpina, oddając go od razu do Cleveland) był zdeterminowany, aby doprowadzić Mela do formy pozwalającej na grę, dlatego załatwił mu osobistego trenera i dietetyka. Dodatkowo niefrasobliwego grubaska terroryzował przykładający niezwykłą wagę do dyscypliny trener Wes Unseld. Przyniosło to rezultaty, bo Turpin schudł i rozegrał 59 spotkań, w tym 12 w pierwszej piątce. Jednak pewnego dnia, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 90/91, Melvin pojawił się w hali treningowej, samotnie poszedł na wagę, po czym bez słowa zabrał swoje rzeczy z szafki i wyszedł. Nikt go więcej w Waszyngtonie nie widział. Generalny menadżer odebrał później telefon od agenta zawodnika, który przekazał, że Mel nie spełnił wymagań wagowych, wiedział, że Unseld się wkurzy, więc zdecydował się przejść na emeryturę.

Bardziej po angielsku chyba nikt nie kończył kariery.

Sad Fact: Melvin Turpin popełnił samobójstwo w lipcu 2010. Po zejściu z wagi w hali Bullets pracował m.in. jako ochroniarz.

Otagowane ,

Keith Jennings

Keith Jennings

Fun Fact: W latach 1969-2014, NCAA przyznawała coroczną nagrodę imienia synowej twórcy koszykówki – Frances Pomeroy Naismith Award. Wręczano ją najlepszym koszykarzom akademickim mierzącym 6 stóp wzrostu lub mniej. Listę jej laureatów znajdziecie na Wikipedii, nie ma jednak na niej zbyt wielu znaczących zawodników NBA. Muggsy Bogues, Tim Hardaway, Brevin Knight, Earl Boykins, Jameer Nelson, Nate Robinson, Darren Collison – to w zasadzie jedyne nazwiska warte wspomnienia w kontekście Frances Pomeroy Naismith Award. Osobiście jednak zawsze chętnie dodaję do tego grona Keitha Jenningsa (nagrodę otrzymał w 1991) – ulubieńca kibiców Warriors w pierwszej połowie lat 90. Choć Mister Jennings nie został wybrany w drafcie i zagrał ledwie 164 mecze dla Golden State (pierwszy z trzech sezonów NBA stracił – po 8 meczach – z powodu kontuzji), pamiętany jest w Bay Area do dziś:

Mierzący 5 stóp i 7 cali koszykarz zdołał w krótkiej karierze wykręcić przyzwoite jak na 18 minut w każdym meczu średnie 6.6 PPG, 4.7 APG, 1.9 RPG i 1.0 SPG, ale ostatecznie uznano, że jego warunki fizyczne są większą wadą, niż jego przebojowość jest zaletą. Po expansion drafcie, w którym wybrali go Toronto Raptors, rezygnując jednak później z jego usług, Jennings już do NBA nie wrócił. Zupełnym przypadkiem, Keith obchodzi dziś 48 urodziny, także wiadomo: najlepszego, zdrówka i duży rośnij Panie Jennings.

Otagowane

Robert Parish

Robert Parish

Ugly Fact: Robert Parish został zapamiętany jako jeden z największych stoików NBA, zawsze opanowany poczciwiec budzący powszechny szacunek. Pod koniec kariery, jego była żona oskarżyła go jednak publicznie o wieloletnie używanie wobec niej przemocy. Kiedyś podobno zepchnął ją ze schodów, gdy była w ósmym miesiącu ciąży. Innym razem wysłał do szpitala po dotkliwym pobiciu w korytarzu hotelu z Los Angeles, na krótko przed pierwszym meczem Finałów 1987. Powtarzana była też historia o tym, jak wykopał ją – dosłownie – z samochodu, wyrzucając w ślad za nią synka Justina, bo krytykowała sposób w jaki prowadził auto. Plotki o tym, jak czasem kończyły się kłótnie między państwem Parish były wcześniej puszczane mimo uszu, bo wśród dziennikarzy żona Szefa uchodziła za osobę niezrównoważoną psychicznie (podobno potrafiła tak wściekać się na sędziów w trakcie spotkań, że konieczne były interwencje ochroniarzy). Kobieta nigdy nie zgłosiła sprawy do sądu, ale sam koszykarz nie wyparł się bycia damskim bokserem, wyrażając po latach żal za hotelowy incydent (nie natrafiłem na odniesienia do innych oskarżeń, których źródłem jest artykuł Sports Illustrated) i przyznając, że może być on powodem – razem z marihuanową wpadką z 1993 roku – problemów ze znalezieniem dziś pracy w NBA.

W tym kontekście poniższa anegdota Jeff Pearlmana (byłego dziennikarza SI i autora sportowych książek) jest bardziej straszna, niż śmieszna:

Lakers zatrudniali kiedyś PR-owca, który nazywał się Josh Rosenfeld. […] Po meczu w Boston Garden, schodząc z parkietu Kurt Rambis podał mu swój ręcznik, a kibice zdzierali gardła wykrzykując różne nieprzyjemne rzeczy, nazywając Kareema „Lew” i takie tam. Rosenfeld nie mógł już tego znieść, więc rzucił ręcznikiem w fanów Bostonu, trafiając prosto w twarz żony Roberta Parisha. Gracze Celtics strasznie się wkurzyli, niektórzy z nich dobijali się potem do drzwi szatni Lakers, wkurzył się także Pat Riley […] i zażądał, żeby Josh Rosenfeld przeprosił. Następnego dnia nie było meczu, PR-owiec poszedł więc na trening Celtics. Gdy zobaczył Roberta Parisha, poprosił go o chwilę rozmowy i siedząc na trybunach, ze łzami w oczach opowiadał o swoim szacunku i o tym jak bardzo jest mu przykro. Gdy skończył, Parish, The Chief, cichy gość, przez chwilę się nie odzywał, po czym odparł: „Nie ma problemu, całą wieczność czekałem aż ktoś sprawi, że ta kobieta się zamknie”.

Otagowane

Frank Kornet

Frank Kornet

Fun Fact: Wreszcie – po czterech latach przerwy – mogę dokończyć cykl o Bardzo Białych Ludziach Grających w Bucks Na Początku Lat 90! Dopiero niedawno wszedłem bowiem w posiadanie karty Franka Korneta, brakującego członka tamtej ekipy. W 89 meczach rozbitych na dwa sezony, były 30 pick Draftu 1989 wiele nie dokonał, no może poza zaskarbieniem sobie sympatii leniwych statystyków, którzy nie mieli zbyt wiele roboty z protokołowaniem wyczynów silnego skrzydłowego z dyplomem Vanderbilt – jego średnie z kariery to 1.9 PPG, 1.1 RPG i 36.9 FG%.

Ulubionym koszykarzem Franka (dziś szkolnego trenera żeńskiej koszykówki) był bohater poprzedniego posta, Charles Barkley, na którego cześć nosił w college’u numer 34. Ulubionym wspomnieniem z NBA jest zaś pierwsze spotkanie z idolem – Sir Charles wyszedł 1.5 godziny przed meczem Sixers w Milwaukee na rozgrzewkę i gdy zobaczył Korneta siedzącego na ławce z nogą w ortezie, podszedł do niego i zapytał „Cześć Frank, jak się masz?”. Barkley i Konret nigdy wcześniej się nie spotkali, ale uniwersytety Auburn i Vanderbilt grały w jednej konferencji i Chuck zapamiętał naszego bohatera śledząc losy swojej alma mater. Frank twierdzi, że przegadał wtedy z Krągłym Pagórkiem Zbiórek dobrą godzinę. Cóż – Charles Barkley nie takie rzeczy robił, żeby uniknąć treningu.

Nie jestem w stanie napisać Wam o Kornecie wiele więcej, bo jak sami widzicie nie było zbyt dużo okazji, by lepiej go poznać w roli zawodnika NBA. Może powiedzie się w niej jego synowi, Luke’owi, który na chwilę obecną jest przymierzany do drugiej rundy przyszłorocznego draftu przez ekspertów z DraftExpress.

Otagowane , ,

Charles Barkley

Charles Barkley

Fun Fact: Choć Charles Barkley nie trenował, dużo jadł, pluł na małe dziewczynki i wygadywał głupoty, był (i jest po dziś dzień) ulubieńcem wszystkich. Jestem fanem wszystkich starych reklam z koszykarzami, a Sir Charles był ich bohaterem wyjątkowo często. Jego charakter i styl gry powodował, że również wyjątkowo często występował w reklamach animowanych.

Tutaj solo:

Tutaj z kolegami z Dream Teamu (John Stockton i Chris Mullin nigdy nie byli tacy cool):

Tu zaś razem ze społecznym przesłaniem dbania o serce:

W tym towarzystwie nie może zabraknąć reklamy z Godzillą, która co prawda nie jest rysunkowa, ale zainspirowała narysowanie kultowego w tych kręgach komiksu:

Warto też wspomnieć, iż rysunkowe wersje Charlesa Barkleya pojawiały się też w mniej lub bardziej znanych kreskówkach, w tym na przykład w animowanej wersji „Clerksów” Kevina Smitha (Chuckster podkładał głos swojemu bohaterowi):

Dacie radę rozpoznać wszystkich koszykarzy w scenie w windzie?

Otagowane

David Wesley

David Wesley

Fun Fact: Choć stracił sporo kibicowskiej sympatii za udział w idiotycznym wyścigu samochodowym, który skończył się śmiercią Bobby’ego Phillsa i wyglądał trochę jak nietoperz z niezdrową cerą (stąd miejsce w zmontowanej przez Billa Simmonsa Drużynie Gwiazd „Dzięki Bogu, Że W Jego Czasach Nie Było Jakości HD”), David Wesley to koszykarz, którego należy szanować. Powód pierwszy: spędził 14 sezonów w NBA mimo iż był shooting guardem mierzącym zaledwie 182 centymetrów. Powód drugi: choć nikt nie wybrał go w drafcie (wyjaśnienie tej sytuacji zawiera się w punkcie pierwszym), okazał się bardzo cennym zawodowcem, który pozostaje rekordzistą pod względem ilości punktów w karierze (11842) wśród zawodników pominiętych w oficjalnym naborze do ligi (pomijam tu Mosesa Malone’a, który teoretycznie też zalicza się do tego grona, bo wybrano go tylko w drafcie do ABA, ale umówmy się, że gdyby przystąpił do draftu NBA, na bank znalazłby w nim swoje nazwisko). Powód trzeci: chciałem napisać, że do końca kariery był przydatny, ale choć jako 35-latek w sezonie 05/06 notował dla Rockets 9.9 PPG (0.1 zabrakło do 11 kolejnego sezonu z dwucyfrową średnią punktową), to już jako 36-latek w Cleveland robił tak:

Otagowane

Carl Herrera

Carl Herrera

Fun Fact: Wenezuelczyk w NBA był w pierwszej połowie lat 90 na tyle egzotyczną sprawą, że nazwisko Carla Herrery pojawiło się m.in. na sporządzonej w 1993 roku liście „Najbardziej wpływowych Latynosów w Stanach Zjednoczonych” według magazynu Hispanic Business. Choć nie był wirtuozem koszykówki, Carl Herrera bywał wpływowy także na boisku. Jak wtedy, gdy w szóstym meczu Finałów 1994 wszedł na parkiet, trafił 6 na 6 rzutów i był drugim strzelcem Rockets po Hakeemie Olajuwonie (tak, to były takie finały, w których 12 punktów starczyło by być drugim strzelcem), pomagając doprowadzić do siódmego starcia. Po drugiej mistrzowskiej kampanii w Houston, Herrera przeszedł do teksańskich rywali z San Antonio i po tankowaniu w sezonie 96/97 to właśnie on przekazał pozycję w pierwszej piątce Timowi Duncanowi.

Mogliście słyszeć, że w grudniu 2014 Carl Herrera (który po zakończeniu kariery zawodniczej rozpoczął karierę trenerską w Wenezueli) trafił do szpitala w stanie krytycznym, postrzelony podczas próby rabunku w jednej z restauracji na wyspie Margarita. Jak się jednak można było spodziewać po takim kawale chłopa, Carl się wylizał i wszystko skończyło się dobrze, choć bez znajomości języka hiszpańskiego trudno mi zrozumieć coś z najświeższych artykułów na jego temat.

Na koniec powtórzę jeszcze raz, to co jest tu najbardziej wstrząsające: gdy ostatnim razem Spurs zaczynali sezon bez Tima Duncana w składzie, ich podstawowym power forwardem był Carl Herrera (a pomagali mu pod koszem – jeśli pominiemy Davida Robinsona, który zakończył rozgrywki po 6 meczach – Will Perdue i Cadillac Anderson).

Otagowane