Category Archives: Karty

Keith Jennings

Keith Jennings

Fun Fact: W latach 1969-2014, NCAA przyznawała coroczną nagrodę imienia synowej twórcy koszykówki – Frances Pomeroy Naismith Award. Wręczano ją najlepszym koszykarzom akademickim mierzącym 6 stóp wzrostu lub mniej. Listę jej laureatów znajdziecie na Wikipedii, nie ma jednak na niej zbyt wielu znaczących zawodników NBA. Muggsy Bogues, Tim Hardaway, Brevin Knight, Earl Boykins, Jameer Nelson, Nate Robinson, Darren Collison – to w zasadzie jedyne nazwiska warte wspomnienia w kontekście Frances Pomeroy Naismith Award. Osobiście jednak zawsze chętnie dodaję do tego grona Keitha Jenningsa (nagrodę otrzymał w 1991) – ulubieńca kibiców Warriors w pierwszej połowie lat 90. Choć Mister Jennings nie został wybrany w drafcie i zagrał ledwie 164 mecze dla Golden State (pierwszy z trzech sezonów NBA stracił – po 8 meczach – z powodu kontuzji), pamiętany jest w Bay Area do dziś:

Mierzący 5 stóp i 7 cali koszykarz zdołał w krótkiej karierze wykręcić przyzwoite jak na 18 minut w każdym meczu średnie 6.6 PPG, 4.7 APG, 1.9 RPG i 1.0 SPG, ale ostatecznie uznano, że jego warunki fizyczne są większą wadą, niż jego przebojowość jest zaletą. Po expansion drafcie, w którym wybrali go Toronto Raptors, rezygnując jednak później z jego usług, Jennings już do NBA nie wrócił. Zupełnym przypadkiem, Keith obchodzi dziś 48 urodziny, także wiadomo: najlepszego, zdrówka i duży rośnij Panie Jennings.

Otagowane

Robert Parish

Robert Parish

Ugly Fact: Robert Parish został zapamiętany jako jeden z największych stoików NBA, zawsze opanowany poczciwiec budzący powszechny szacunek. Pod koniec kariery, jego była żona oskarżyła go jednak publicznie o wieloletnie używanie wobec niej przemocy. Kiedyś podobno zepchnął ją ze schodów, gdy była w ósmym miesiącu ciąży. Innym razem wysłał do szpitala po dotkliwym pobiciu w korytarzu hotelu z Los Angeles, na krótko przed pierwszym meczem Finałów 1987. Powtarzana była też historia o tym, jak wykopał ją – dosłownie – z samochodu, wyrzucając w ślad za nią synka Justina, bo krytykowała sposób w jaki prowadził auto. Plotki o tym, jak czasem kończyły się kłótnie między państwem Parish były wcześniej puszczane mimo uszu, bo wśród dziennikarzy żona Szefa uchodziła za osobę niezrównoważoną psychicznie (podobno potrafiła tak wściekać się na sędziów w trakcie spotkań, że konieczne były interwencje ochroniarzy). Kobieta nigdy nie zgłosiła sprawy do sądu, ale sam koszykarz nie wyparł się bycia damskim bokserem, wyrażając po latach żal za hotelowy incydent (nie natrafiłem na odniesienia do innych oskarżeń, których źródłem jest artykuł Sports Illustrated) i przyznając, że może być on powodem – razem z marihuanową wpadką z 1993 roku – problemów ze znalezieniem dziś pracy w NBA.

W tym kontekście poniższa anegdota Jeff Pearlmana (byłego dziennikarza SI i autora sportowych książek) jest bardziej straszna, niż śmieszna:

Lakers zatrudniali kiedyś PR-owca, który nazywał się Josh Rosenfeld. […] Po meczu w Boston Garden, schodząc z parkietu Kurt Rambis podał mu swój ręcznik, a kibice zdzierali gardła wykrzykując różne nieprzyjemne rzeczy, nazywając Kareema „Lew” i takie tam. Rosenfeld nie mógł już tego znieść, więc rzucił ręcznikiem w fanów Bostonu, trafiając prosto w twarz żony Roberta Parisha. Gracze Celtics strasznie się wkurzyli, niektórzy z nich dobijali się potem do drzwi szatni Lakers, wkurzył się także Pat Riley […] i zażądał, żeby Josh Rosenfeld przeprosił. Następnego dnia nie było meczu, PR-owiec poszedł więc na trening Celtics. Gdy zobaczył Roberta Parisha, poprosił go o chwilę rozmowy i siedząc na trybunach, ze łzami w oczach opowiadał o swoim szacunku i o tym jak bardzo jest mu przykro. Gdy skończył, Parish, The Chief, cichy gość, przez chwilę się nie odzywał, po czym odparł: „Nie ma problemu, całą wieczność czekałem aż ktoś sprawi, że ta kobieta się zamknie”.

Otagowane

Frank Kornet

Frank Kornet

Fun Fact: Wreszcie – po czterech latach przerwy – mogę dokończyć cykl o Bardzo Białych Ludziach Grających w Bucks Na Początku Lat 90! Dopiero niedawno wszedłem bowiem w posiadanie karty Franka Korneta, brakującego członka tamtej ekipy. W 89 meczach rozbitych na dwa sezony, były 30 pick Draftu 1989 wiele nie dokonał, no może poza zaskarbieniem sobie sympatii leniwych statystyków, którzy nie mieli zbyt wiele roboty z protokołowaniem wyczynów silnego skrzydłowego z dyplomem Vanderbilt – jego średnie z kariery to 1.9 PPG, 1.1 RPG i 36.9 FG%.

Ulubionym koszykarzem Franka (dziś szkolnego trenera żeńskiej koszykówki) był bohater poprzedniego posta, Charles Barkley, na którego cześć nosił w college’u numer 34. Ulubionym wspomnieniem z NBA jest zaś pierwsze spotkanie z idolem – Sir Charles wyszedł 1.5 godziny przed meczem Sixers w Milwaukee na rozgrzewkę i gdy zobaczył Korneta siedzącego na ławce z nogą w ortezie, podszedł do niego i zapytał „Cześć Frank, jak się masz?”. Barkley i Konret nigdy wcześniej się nie spotkali, ale uniwersytety Auburn i Vanderbilt grały w jednej konferencji i Chuck zapamiętał naszego bohatera śledząc losy swojej alma mater. Frank twierdzi, że przegadał wtedy z Krągłym Pagórkiem Zbiórek dobrą godzinę. Cóż – Charles Barkley nie takie rzeczy robił, żeby uniknąć treningu.

Nie jestem w stanie napisać Wam o Kornecie wiele więcej, bo jak sami widzicie nie było zbyt dużo okazji, by lepiej go poznać w roli zawodnika NBA. Może powiedzie się w niej jego synowi, Luke’owi, który na chwilę obecną jest przymierzany do drugiej rundy przyszłorocznego draftu przez ekspertów z DraftExpress.

Otagowane , ,

Charles Barkley

Charles Barkley

Fun Fact: Choć Charles Barkley nie trenował, dużo jadł, pluł na małe dziewczynki i wygadywał głupoty, był (i jest po dziś dzień) ulubieńcem wszystkich. Jestem fanem wszystkich starych reklam z koszykarzami, a Sir Charles był ich bohaterem wyjątkowo często. Jego charakter i styl gry powodował, że również wyjątkowo często występował w reklamach animowanych.

Tutaj solo:

Tutaj z kolegami z Dream Teamu (John Stockton i Chris Mullin nigdy nie byli tacy cool):

Tu zaś razem ze społecznym przesłaniem dbania o serce:

W tym towarzystwie nie może zabraknąć reklamy z Godzillą, która co prawda nie jest rysunkowa, ale zainspirowała narysowanie kultowego w tych kręgach komiksu:

Warto też wspomnieć, iż rysunkowe wersje Charlesa Barkleya pojawiały się też w mniej lub bardziej znanych kreskówkach, w tym na przykład w animowanej wersji „Clerksów” Kevina Smitha (Chuckster podkładał głos swojemu bohaterowi):

Dacie radę rozpoznać wszystkich koszykarzy w scenie w windzie?

Otagowane

David Wesley

David Wesley

Fun Fact: Choć stracił sporo kibicowskiej sympatii za udział w idiotycznym wyścigu samochodowym, który skończył się śmiercią Bobby’ego Phillsa i wyglądał trochę jak nietoperz z niezdrową cerą (stąd miejsce w zmontowanej przez Billa Simmonsa Drużynie Gwiazd „Dzięki Bogu, Że W Jego Czasach Nie Było Jakości HD”), David Wesley to koszykarz, którego należy szanować. Powód pierwszy: spędził 14 sezonów w NBA mimo iż był shooting guardem mierzącym zaledwie 182 centymetrów. Powód drugi: choć nikt nie wybrał go w drafcie (wyjaśnienie tej sytuacji zawiera się w punkcie pierwszym), okazał się bardzo cennym zawodowcem, który pozostaje rekordzistą pod względem ilości punktów w karierze (11842) wśród zawodników pominiętych w oficjalnym naborze do ligi (pomijam tu Mosesa Malone’a, który teoretycznie też zalicza się do tego grona, bo wybrano go tylko w drafcie do ABA, ale umówmy się, że gdyby przystąpił do draftu NBA, na bank znalazłby w nim swoje nazwisko). Powód trzeci: chciałem napisać, że do końca kariery był przydatny, ale choć jako 35-latek w sezonie 05/06 notował dla Rockets 9.9 PPG (0.1 zabrakło do 11 kolejnego sezonu z dwucyfrową średnią punktową), to już jako 36-latek w Cleveland robił tak:

Otagowane

Carl Herrera

Carl Herrera

Fun Fact: Wenezuelczyk w NBA był w pierwszej połowie lat 90 na tyle egzotyczną sprawą, że nazwisko Carla Herrery pojawiło się m.in. na sporządzonej w 1993 roku liście „Najbardziej wpływowych Latynosów w Stanach Zjednoczonych” według magazynu Hispanic Business. Choć nie był wirtuozem koszykówki, Carl Herrera bywał wpływowy także na boisku. Jak wtedy, gdy w szóstym meczu Finałów 1994 wszedł na parkiet, trafił 6 na 6 rzutów i był drugim strzelcem Rockets po Hakeemie Olajuwonie (tak, to były takie finały, w których 12 punktów starczyło by być drugim strzelcem), pomagając doprowadzić do siódmego starcia. Po drugiej mistrzowskiej kampanii w Houston, Herrera przeszedł do teksańskich rywali z San Antonio i po tankowaniu w sezonie 96/97 to właśnie on przekazał pozycję w pierwszej piątce Timowi Duncanowi.

Mogliście słyszeć, że w grudniu 2014 Carl Herrera (który po zakończeniu kariery zawodniczej rozpoczął karierę trenerską w Wenezueli) trafił do szpitala w stanie krytycznym, postrzelony podczas próby rabunku w jednej z restauracji na wyspie Margarita. Jak się jednak można było spodziewać po takim kawale chłopa, Carl się wylizał i wszystko skończyło się dobrze, choć bez znajomości języka hiszpańskiego trudno mi zrozumieć coś z najświeższych artykułów na jego temat.

Na koniec powtórzę jeszcze raz, to co jest tu najbardziej wstrząsające: gdy ostatnim razem Spurs zaczynali sezon bez Tima Duncana w składzie, ich podstawowym power forwardem był Carl Herrera (a pomagali mu pod koszem – jeśli pominiemy Davida Robinsona, który zakończył rozgrywki po 6 meczach – Will Perdue i Cadillac Anderson).

Otagowane

Gerald Wilkins

Gerald Wilkins

Fun Fact: Prawie dwuletnia przerwa w ligowych występach między początkiem maja 1994 a końcem lutego 1996 – spowodowana zerwaniem Achillesa i późniejszym wypadnięciem dysku – de facto zakończyła wyróżniającą się karierę Geralda Wilkinsa. Trzeba jednak wspomnieć, że po 28 meczach w koszulce Vancouver Grizzlies w końcówce sezonu 95/96, w których rzucał średnio po 6.7 punktu, udało mu się zaliczyć mały comeback. Po podpisaniu kontraktu z Orlando Magic ery post-shaqowej w lipcu 1996, zaliczył kolejny, dziesiąty już w karierze sezon z dwucyfrową średnią punktową (10.6). W trzecim spotkaniu tamtych rozgrywek zdołał nawet dołączyć do klubu gości, którym udało się wykonać wsad nad Shawnem Bradleyem (klub może mało ekskluzywny, ale świadomość, że 33-letni Wilkins mimo kontuzji nadal potrafi fruwać cieszyła niezmiernie).

Otagowane

Lucious Harris

Lucious Harris

Fun Fact: Lucious Harris spędził w NBA aż 12 sezonów, nie robiąc w tym czasie nic ekscytującego. No, może poza ograniem w jednej akcji Michaela Jordana i Scottie’ego Pippena.

A skoro już o starciach Harrisa z Bykami mowa, warto sobie obejrzeć ten mecz z sezonu 97/98.

SPOILER ALERT: W powyższym starciu Nets – w których Harris miał grać jeszcze kilka lat, odgrywając kluczową rolę m.in. w wicemistrzowskich składach z początku lat zerowych – mieli wielką szansę pokonać obecnych, jak i przyszłych mistrzów ligi na własnym parkiecie. Ekipa z New Jersey nie była jeszcze w rękach Jasona Kidda, ale już była nad kreską po agresywnej przebudowie, której bucowatą twarzą był John Calipari. Młoda gwiazda trenerskiego fachu znana była z tego, że gdy była mała, wpadła do kociołka z gorącą wodą. Cal strofował swoich podopiecznych niezależnie od tego, czy byli to uczniowie, czy weterani ligi, szalał, darł się, obrażał (w tym reporterów i sędziów), płacił kary pieniężne i ogólnie był dupkiem, dlatego nikt nie tęsknił, gdy po fatalnym starcie w polokautowym sezonie został zwolniony. Tamtego wieczoru przeciw Bulls, Calipari miał jednak szansę utrzeć nosa Philowi Jacksonowi. Mecz był wyrównany (Lucious Harris nie grał wtedy zbyt wiele, przez 11 minut oddał tylko jeden niecelny rzut z gry, zebrał jedną piłkę i jedną stracił) i doszło do dogrywki, w której – na sekundę przed końcem – był remis 98:98. Na wysokości połowy boiska grę wznawiali goście, a trener Nets szykując się już do drugiej dogrywki zdjął z parkietu dwóch najlepszych łowców punktów grających z pięcioma faulami: Kendalla Gilla i Keitha Van Horna. Był jednak tak zajęty wykrzykiwaniem instrukcji, że nie zauważył, iż znalazł im tylko jedno zastępstwo i gospodarze bronili ostatnią akcję we czwórkę (nie licząc Keitha Van Horna, który, gdy piłka była już w grze, desperacko wbiegł z ławki na parkiet). Rezultat był do przewidzenia – niepilnowany Jason Caffey dostał pod koszem podanie na alley-oopa… którego schrzanił, ale wpadł na niego Jayson Williams i odgwizdano zbicie piłki opadającej, a punkty zaliczono. Zdruzgotany wpadką spowodowaną przez brak kontroli nad swoimi emocjami, Calipari zamknął się po meczu w swoim biurze, nieskutecznie pocieszany przez współpracowników i rodzinę, obiecując sobie i innym poprawę. Harris zresztą skorzystał na odejściu Cala, bo zaczął grać więcej, balansując w najlepszych – już XXI-wiecznych – latach Nets między rolą sixth-mana i startera.

Otagowane

Chris Childs

Chris Childs

Fun Fact: Zanim Chris Childs został unieśmiertelniony w pamięci hejterów Kobe’ego jako ten gość, który dał ryj czwartorocznemu wówczas obrońcy Lakers…

(przeżyjmy to jeszcze raz)

…był on stałym punktem składu New York Knicks w erze Spree i Allana Houstona – twardym defensorem potrafiącym trafić trójkę, wjechać bez lęku pod kosz i rozegrać piłkę. Jeszcze wcześniej, trafił do New Jersey Nets (dla których rozegrał w 95/96 najlepszy statystycznie sezon kariery z prawie 13 punktami i 7 asystami na mecz) w 1994 roku jako 27-letni debiutant, mający za sobą już pięć lat gry w ligach ABA i CBA. Właśnie w CBA załatwił sobie bilet do NBA, zdobywając tytuł MVP tej ligi grając dla zespołu Quad City Thunder (co ciekawe, jest też muzyk Chris Childs, który gra na basie w zespole o nazwie Thunder). Grał z jedynką na koszulce, bo uważał, że zasługiwał na wybór w pierwszej rundzie draftu 1989 – został w nim jednak pominięty całkowicie z powodu obaw menadżerów związanych z pogłoskami o alkoholizmie Childsa. Koszykarz faktycznie miał problem z piciem oraz imprezowaniem i dopiero interwencja jego kolegów z jednej z drużyn ABA (oraz osobista konstatacja, że jest na drodze do powtórzenia grzechów swojego ojca) sprawiła, że wybrał się na odwyk, a ostatnią kroplę alkoholu przed przyjściem do NBA wypił w czerwcu 1993.

Zmierzam do tego, że Chris Childs stoczył w życiu trochę więcej walk, niż tylko tę z Bryantem.

Otagowane

Cedric Ceballos

Cedric Ceballos

Fun Fact: Od sezonu 91/92, do dziś, był tylko jeden gracz Los Angeles Lakers, który notował powyżej 20 punktów w meczu i nie nazywał się Shaquille O’Neal lub Kobe Bryant. To był Ceballos i dokonał tego w rozgrywkach 94/95 (21.7) i 95/96 (21.2). Był liderem i najlepszym strzelcem hollywoodzkiej drużyny w sezonie, w którym na parkiet powrócił Magic Johnson, a Jeziorowcy w biegu zmienili się w contendera, ale zupełnie sobie z nią nie poradził – po meczu z Sonics 19 marca 1996 roku zniknął bez słowa na pięć dni. Nie wystąpił w dwóch meczach, opuszczając też wszystkie obowiązki treningowo-organizacyjne, przez cały ten czas nie nawiązując żadnego kontaktu z klubem czy kolegami. Po powrocie tłumaczył się, że musiał natychmiastowo wyjaśnić pewną sprawę rodzinną, dzięki życzliwym gapiom wszyscy jednak wiedzieli, że był to jeden z tych osobistych problemów, który wymagał imprezowania w klubie nocnym w arizońskim kurorcie oraz jazdy na nartach wodnych.

Włodarze klubu udawali, że kupują tłumaczenie, iż powodem absencji była rodzinna interwencja, a nie złość na trenera Dela Harrisa za niespodziewane redukowanie minut Ceballosa po powrocie Magica, ale koledzy z zespołu nie ukrywali, że złamał im serca. Nick Van Exel oznajmił dziennikarzom wprost, że nie ma ochoty rozmawiać ze kapitanem drużyny, który porzucił ją na miesiąc przed playoffami. Zdruzgotany Magic, zapytany dlaczego w ogóle wracał do ligi w czasach, gdy takie przejawy nieodpowiedzialności są na porządku dziennym, odpowiedział, że być może w przyszłym roku już tego nie zrobi…

Inna sprawa, że Cedric Ceballos nie był jedynym, który wyrażał swoje niezadowolenie z braku jasno określonych przez Dela Harrisa ról w drużynie. Sam Magic Johnson nie dźwignął niezdecydowania trenera odnośnie jego osoby i mocno skrytykował coacha po pierwszym meczu playoffs 1996, z których Lakers odpadli w pierwszej rundzie mimo przewagi własnego parkietu, po 1-3 z Rockets (zresztą umówmy się, że nagły powrót Magica też był winny tym wszystkim problemom z określaniem ról).

Del Harris trenował Lakers jeszcze dwa i pół roku. Magic po raz kolejny wrócił na emeryturę, a Ceballos po ośmiu meczach i miesiącu na liście kontuzjowanych został w styczniu 1997 oddany z powrotem do Phoenix – gdzie zaczynał karierę i wyprzedzał epokę wprowadzając rekwizyty do konkursów wsadów. Lakers – którzy latem wzmocnili się pozyskując Shaqa – nie tylko pozyskali wówczas Roberta Horry’ego (o Joe Kleinem nie zapominając), ale też zwolnili trochę minut i rzutów dle Eddie’ego Jonesa i Kobe’ego Bryanta, kładąc podwaliny pod przyszłe mistrzowskie składy. Ceballos był bardzo krótko kolegą z drużyny O’Neala, ale dogadywali się na tyle dobrze, że parę lat później Diesel wystąpił w teledysku Cedrica, nakręconego do kawałka z płyty „Nuff Ced”…

A ponieważ w tym przypadku jeśli się powiedziało „A” to trzeba też powiedzieć „G” i przypomnieć pierwszy szlagier „Ceda” z niesławnej płyty „B-Ball’s Best Kept Secret”:

Otagowane