Tag Archives: bob weiss

Bob Weiss

Bob Weiss

Fun Fact: Który koszykarz zasługuje na tytuł największego magika na boisku? Popularna odpowiedź to Magic Johnson, duh, choć pewnie są odpowiedzi mniej popularne, ale równie dobre. Michael Jordan lub Vince Carter zaprzeczający grawitacji? Młody Jason Williams mieszający zaklęcia Magica z voodoo? Larry Bird z jego niewidzialnym wąsem? Draymond Green? Russell Westbrook? A może Kermit Washington, który sprawił, że jego pięść zniknęła (w czaszce Rudy’ego Tomjanovicha)?

Znacznie bardziej pewny siebie jestem odpowiadając na pytanie o największego magika wśród trenerów. Jest nim Bob Weiss. Szkoleniowiec, który w latach 90. był, kolejno, asystentem w Orlando Magic, head coachem Atlanta Hawks i Los Angeles Clippers, oraz asystentem Seattle SuperSonics. Zaczął on hobbystycznie parać się prestidigitatorstwem jeszcze jako zawodnik (grał w latach 1965-1977, a w najlepszych sezonach wykręcał 11 punktów i 5 asyst w meczu). Może to dzięki czarom, dobijając do trzydziestki, wyglądał jak 60-latek.

Weiss specjalizuje się w sztuczkach z monetami i kartami, co widać np. tutaj…

…ale potrafi też podobno balansować widelcem na wykałaczce i wyciągnąć z nosa papierosa.

Nie wiem, czy potrafi przepiłować człowieka na pół, ale pewnie chciałby to zrobić Larry’emu Brownowi.

Brown (który jest zresztą przeciwieństwem Weissa, jeśli chodzi o filozofię trenerską i podejście do zawodników) najpierw przejął od niego pozycję głównego trenera San Antonio Spurs, zaraz po tym, jak Bob wprowadził ich do playoffs. Podkreślmy, że rok wcześniej wygrali loterię draftu, a wybrany z jedynką David Robinson nie grał, bo był w wojsku, więc postseason ze składem w trakcie zawieszonej przebudowy był dużym wyczynem.

Później role się odwróciły, ale i tak wyszedł na tym lepiej Larry – Bob zastąpił go na stanowisku głównego trenera Clippers w 1993 roku, ale dostał po poprzedniku drużynę w rozsypce, pełną sfrustrowanych weteranów (to w tamtym sezonie Ron Harper porównał bycie członkiem tego zespołu do więzienia). Oczywiście Weiss niewiele zdziałał, a jego los przypieczętował ostatni mecz sezonu, w którym David Robinson (czyli ten koleś, którego Bobowi pechowo nie dane było trenować) rzucił Clippersom 71 punktów.

Po tym pamiętnym spotkaniu, trzech liderów klubu z Los Angeles – Harper, Mark Jackson i Dominique Wilkins – praktycznie obwieściło w czasie pomeczowych wywiadów, że nie zamierza wracać na kolejny sezon, ale to wcale nie było najdziwniejsze, co wydarzyło się po zakończeniu tego starcia. To miano przysługuje tej scence:

„Na wyprzedanych trybunach była Madonna, która po meczu zeszła z parkietu obejmując ramieniem trenera Spurs, Johna Lucasa, a potem modliła się razem z Ostrogami w szatni.”

Clippers – którzy zatrudnili Boba tylko dlatego, że żaden inny szkoleniowiec, o którego zabiegali przed rozgrywkami, nie przyjął ich oferty – postanowili rozwiązać jego trzyletnią umowę, a potem nie chcieli mu zapłacić 1,2 miliona dolarów za pozostałe dwa gwarantowane sezony. Weiss musiał zaciągnąć Donalda Sterlinga do sądu, a sprawa skończyła się poufną ugodą.

Nic dziwnego, że po roku w kloace ligi dał sobie spokój z byciem head coachem i to aż do 2005 roku (stracił posadę w Seattle po 30 meczach, w czym Larry Brown też miał swój udział, bo jego ówczesna drużyna, Knicks, była odpowiedzialna za jedną z 17 przegranych Sonics).

Cóż, szkoda, że nie odnosił większych sukcesów jako trener. Chętnie zobaczyłbym, jak prowadzi drużynę do mistrzostwa, a w ramach świętowania wyciąga z nosa cygaro.

Otagowane