Shareef Abdur-Rahim

Shareef Abdur-Rahim

Fun Fact: Abdur-Rahim w swoim prime dawał drużynie 20 punktów, 10 zbiórek i 3 asysty (w ostatnich 5 latach udało się to tylko Blake’owi Griffinowi, Kevinowi Love i, dwukrotnie, DeMarcusowi Cousinsowi, a w obecnych rozgrywkach takie średnie ma tylko DMC i, oczywiście, Russell Westbrook), jednak mimo zawsze świetnej postawy ofensywnej i bycia z reguły najpewniejszym punktem ataku każdej drużyny, w której grał przez pierwsze 9 sezonów swojej kariery, nie dane mu było doświadczyć sukcesów drużynowych. W playoffs zagrał dopiero w sezonie 05/06, jako rezerwowy Sacramento Kings. Trudno jednak go winić jeśli pierwsze pięć lat w NBA spędził w Vancouver. Za jego kadencji Grizzlies wygrali 14, 19, 8 (w skróconym sezonie), 22 i 23 mecze. Niestety nie na wszystko miał wpływ, więc robił co mógł w drużynie, która miała zbyt wiele słabych punktów. Do dziś jest rekordzistą Grizzlies jeśli chodzi o średnią punktową (20,8), czwartym zbierającym (za Z-Bo i braćmi Gasolami – Marca Gasola wyprzedza w średniej zbiórek, gdzie ma trzeci wynik ever) a także szóstym blokującym i siódmym asystentem.

Mimo wszystko zostanie zapamiętany jako klasyczny przykład gracza notującego świetne statystyki w słabych drużynach. Na dodatek jego transfer (tuż przed oficjalnym przeniesieniem klubu do Memphis) położył podwaliny pod dzisiejszą, grindcore’ową drużynę – 27 czerwca 2001 został oddany do Atlanty Hawks (razem z Jamaalem Tinsleyem) w zamian za Pau Gasola, który właśnie został wybrany z numerem 3 draftu (plus Brevina Knighta i Lorenzena Wrighta).

Shareef Abdur-Rahim zakończył karierę w 2008 roku z 15 tysiącami punktów i ponad 6 tysiącami zbiórek i ze średnią 18,1 punktu na mecz plasuje się obecnie na 110 miejscu historii NBA. Pau Gasol jest na miejscu 111.

Otagowane

Scott Williams

Scott Williams

Sad Fact: Rezerwowy podkoszowiec z czasów pierwszego three-peatu Bulls (jak wszyscy środkowi Byków z lat 90, nie grzeszył nadmiarem talentu, ale on akurat dostał się do składu nie poprzez zmarnowany pick, a dzięki ciężkiej letniej pracy po tym, jak nie został wybrany w Drafcie 1990) został nieomal pozbawiony szansy na wieloletnią karierę koszykarską z powodu rodzinnej tragedii. Trzy lata przed debiutem w NBA, ojciec Scotta zastrzelił jego matkę a potem popełnił samobójstwo. Williams, który zaczynał wtedy drugi sezon gry dla North Carolina University, rozważał rezygnację z czynnego uprawiania sportu, ale ostatecznie koszykówka okazała się najlepszą terapią i azylem od życiowej traumy. Choć draft był dla Scotta policzkiem (menadżerowie przestraszyli się kontuzji ramienia, z którą się borykał), zaciąg do wielkich Bulls i trzy mistrzostwa w pierwszych trzech latach kariery zawodowej okazały się nagrodą adekwatną do pracy włożonej w formę sportową i psychiczną.

Rozwój w postchicagowskim, koszykarskim prime’ie torpedowało kapryśne zdrowie, stąd najlepszy statystycznie sezon – 7.6 PPG, 6.6 RPG i 1.0 BPG dla Milwaukee Bucks – Scott zaliczył już po trzydziestce.

Fun Fact: W lidze utrzymał się aż do 37 roku życia, a na sportowej emeryturze zajął się pracą komentatora. Obecnie jego głos można usłyszeć w czasie transmisji spotkań uniwerku Grand Canyon, którego trenerem jest inny ninetiesowy klasyk – Dan Majerle. W telewizji debiutował jednak znacznie wcześniej, poniekąd epizodyczną rolą w reklamie butów LA Gear, razem z Hakeemem Olajuwonem, Karlem Malone, Mike’iem Fratello i legendą futbolu amerykańskiego (która jednak na studiach grała także w kosza), Joe Montaną…

Scott Williams i dwóch przypadkowych kolesi kontra Olajuwon i Malone (pal licho Montanę)? To być może najbardziej jednostronny mecz koszykówki ever, po tej stronie USA-Angola.

Otagowane

Kevin Willis

Kevin Willis

Fun Fact: Ta karta niezmiennie budzi we mnie wesołość. Nie wiem czy pamiętacie, ale z Kevina Willisa często nabijano się, że ma nieproporcjonalnie krótkie ramiona i akurat perspektywa zdjęcia użytego na tej karcie upamiętnia Willisa właśnie jako tyranozaura wśród koszykarzy NBA.

Tyranozaur to w ogóle trafne porównanie, nawet jeśli pominiemy motyw krótkich rączek (a także motyw pociągłej twarzy) – Willis był bowiem silny jak T-Rex oraz prawie tak samo stary jak wymarły 65 milionów lat temu gad. Dzięki niesamowitemu nawet jak na warunki NBA dbaniu o swoje ciało, Willis, który zaczynał karierę w 1984 roku i szczytował w 1992 gdy zagrał w All-Star Game, dociągnął w lidze do 44 roku życia i przeszedł na emeryturę dopiero w 2007. To niesamowity wyczyn nawet jeśli w sezonie 06/07 zagrał jedynie kilka meczów dla Dallas Mavericks pod koniec rozgrywek.

Krótkie ramiona i małe dłonie nie wydawały się jednak znacznie ograniczać Willisa, który nie tylko do perfekcji opanował półhak, ale też słynął ze świetnych efektów w walce pod tablicami – na liście graczy NBA, którzy od sezonu 83/84 zaliczyli spotkania z 20 punktami i 30 zbiórkami, znajduje się na czele z dwoma takimi meczami. Pozostali znajdujący się na niej zawodnicy – Charles Barkley, Charles Oakley i Kevin Love – mają tylko po jednym takim występie. Choć lata 80 uznaje się za czas rozczarowań ze strony Willisa, który nie spełniał pokładanych w nim nadziei i denerwował trenerów nieodpowiedzialnym zachowaniem na boisku, a kadrę zarządzającą – narzekaniem na niski kontrakt debiutancki, to w lata 90 wszedł mocno. Skończył rozgrywki 91/92 (przepołowione występem w All-Star Game) ze średnią ponad 18 punktów (wtedy najwyższy wynik w karierze) i zbierając po 15.5 piłki w każdym meczu co pozostaje jego osobistym rekordem i 6 wynikiem we współczesnej historii NBA (czyli od czasu wprowadzenia rzutu trzypunktowego w sezonie 79/80) – lepszy był tylko, pięciokrotnie, Dennis Rodman.

Otagowane

Rich King

Rich King

Fun Fact: Bogaty Król, tudzież Król Ryszard to postać, z której braku w pamięci fani NBA są rozgrzeszeni. Wszak rozegrał ledwie 72 mecze w tej lidze, boleśnie rozciągając ten wynik na cztery wypełnione głównie rehabilitacją sezony w Seattle SuperSonics. Rich King łącznie, przez 7 lat orbitowania wokół NBA (po wygaśnięciu jego debiutanckiego kontraktu pojawiał się jeszcze na obozach treningowych Wolves, Nuggets i Grizzlies, zaliczył też przygodę z CBA) przeszedł 6 operacji i składane miał praktycznie wszystko – kciuk, stopę, plecy oraz obydwa kolana, a mecze opuszczał także z powodu tak egzotycznie brzmiących powodów, jak choroba części twarzowej czaszki – zespół Costena.

Co prawda, gdy był zdrowy (przez cały pierwszy sezon) King nie pokazał zbyt wiele, ale nie dostał szansy na awans w hierarchii podkoszowej rotacji Sonics, który w dniu Draftu 1991 wydawał się nieuchronny. Guru ligowych skautów, Marty Blake, nazwał Richa „stealem draftu”, a fani Seattle, które wybrało go z numerem 14, porównywali go do kultowego centra Ponaddźwiękowców, Jacka Sikmy. Co prawda inna łatka – luksusowa wersja Willa Perdue – nie była aż tak podniecająca, jednak wszyscy doceniali jego warunki fizyczne – 7 stóp i 2 cale wzrostu przy niezłej mobilności – dryg do bloków, rzut z wyskoku i brak lęku przed podkoszowymi kolizjami mimo ogólnej chuderlawości. Podobno w swoim dziewiątym meczu w karierze, trafił kluczowe cztery rzuty wolne, które pozwoliły Sonics pokonać po dogrywce Warriors, a George Karl w nagrodę za ciężką pracę na treningach wystawił go też dwukrotnie w pierwszej piątce, w tym raz przeciw Patrickowi Ewingowi. Na tym jednak kończą się opowieści o jego boiskowych wyczynach wśród zawodowców. Na przedwczesnej emeryturze Rich King odnalazł się jednak całkiem dobrze. Razem z najlepszym kumplem z Sonics – Detlfem Schrempfem – założył firmę zajmującą się doradztwem finansowym dla sportowców i celebrytów. Był też potem m.in. przedstawicielem handlowym firmy oferującej leasing prywatnych samolotów. Ogólnie – radzi sobie. I trzyma się z dala od chirurgów.

A kariera w NBA nie była całkowicie zmarnowana. W czasie jednego z meczów złapał kontakt wzrokowy z jedną z fanek Sonics siedzących niedaleko ławki rezerwowych. Tego samego wieczora spotkał ją przypadkiem w restauracji i do dziś są małżeństwem. Tak się grzeje ławę dzieciaki!

Otagowane ,

Tom Gugliotta

Tom Gugliotta

Fun Fact: Gdzie w hierarchii najlepszych białych zawodników ligi lat 90 był Gugliotta?

John Stockton był lepszy, Mark Price był lepszy, Chris Mullin był lepszy, Jason Kidd w połowie był lepszy, ale już z porównania z Detlefem Schrempfem, Danem Majerle, Rikiem Smitsem i Christianem Leattnerem „Googs” mógł wyjść zwycięsko.

W najlepszych latach (1996-1998 w barwach Timberwolves), Gugliotta wykręcał statystyki na poziomie 20 punktów, 8,5 zbiórek, 4 asyst i 1,5 przechwytu w meczu – takie średnie w całym sezonie udało się uzyskać tylko 14 graczom w całej historii ligi. Gdyby znów wziąć pod uwagę rasę, to jedynym „białasem”, któremu się to udało poza Googsem był nikt inny jak Larry Bird.

Inny powód, dla którego nie powinniśmy o byłym graczu Bullets, Warriors, Wolves, Suns, Jazz, Celtics i Hawks zapominać, to fakt, że jest prawdopodobnie jedynym graczem w historii NBA, który trafił na listę kontuzjowanych po zażyciu pigułki gwałtu.

Jest też pewnie jedynym graczem w historii NBA wyrzuconym z trybun podczas meczu swojej drużyny akademickiej, w hali pod której sufitem od lat wisi jego zastrzeżony numer.

Otagowane

Jim Jackson

Jim Jackson

Fun Fact: Popełniona w lutym 1998 roku wymiana między Golden State Warriors i Philadelphia 76ers, to być może najbardziej bezsensowny transfer lat 90. Brało w nim udział czterech zawodników o dość znanych nazwiskach – Joe Smith i Brian Shaw trafili do Sixers, a Jim Jackson i Clarence Weatherspoon do Warriors – jednak wszyscy oni byli wówczas w ostatnich latach swoich umów i po dokończeniu sezonu w barwach nowej drużyny podpisali kontrakty gdzie indziej. Smith przeniósł się do Wolves, Weatherspoon do Heat, a Shaw i Jackson do Blazers. Dla Jacksona Portland było piątym miastem, w którym grał zawodowo w koszykówkę, ale nie był nawet na półmetku swojej tułaczki.

„Architektami” tej bezproduktywnej zmiany miejsc byli dwaj znani trenerzy, którzy w tamtym czasie pełnili rolę generalnych menadżerów – Larry Brown i Garry St. Jean. Sixers w kolejnym sezonie zatrudnili oficjalnego GM’a w osobie dziś już nieco niesławnego Billy’ego Kinga, St. Jean – kiedyś trener Kings ery Mitcha Richmonda – pozostał zaś szefem kadr Warriors do 2004 roku, dokonując w tym czasie jeszcze więcej mało ważnych trade’ów (za to często bardzo rozbudowanych) i jeden, niestety, ważny: to on oddał Vince’a Cartera do Raptors za Antawna Jamisona.

Otagowane

Hakeem Olajuwon

Hakeem Olajuwon

Fun Fact: Kariera Hakeema Olajuwona była zdominowana przez momenty chwalebne, ale żeby nie było, że tylko dream shake i dream shake, wyszperałem trzy, być może najmniej godne zapamiętania boiskowe momenty z udziałem byłego reprezentanta Nigerii w juniorskiej piłce nożnej i Stanów Zjednoczonych w koszykówce.

1) Petro Shake:

2) Niezgodne z regulaminem i konwencją genewską spotkanie z Kobe’im (swoją drogą, to druga widowiskowa akcja z lat 90, którą unieważniono z powodu nielegalnego wieszania się na houstońskiej obręczy):

3) Dream Sucker Punch (ten wybryk debiutującego w NBA Akeema miał miejsce w decydującym spotkaniu pierwszej rundy playoffs z Jazz i był momentem przełomowym, po którym drużyna z Salt Lake City odwróciła losy meczu na swoją korzyść, eliminując Rockets z post season):

Otagowane

Terry Dehere

Terry Dehere

Fun Fact: Sorry Terry, ale wrzucam Twoją kartę tylko po to, żeby mieć pretekst na wklejenie filmu, na którym ninetiesowa duma Australii i rookie w składzie Timberwolves, Shane Heal, aplikuje Sonics pięć trójek w jednej (czwartej) kwarcie…

Z Deherem łączy go to, że należą do ośmioosobowej grupy zawodników, którzy w debiutanckim sezonie trafili przynajmniej 5 razy za trzy w mniej niż 20 minut (pozostałe nazwiska w tym gronie to Kyle Korver, Marco Belinelli, Rasual Butler, Sarunas Jasickievicius, Nate Robinson i Gary Neal – Neal i Heal jako jedyni zmieścili się w 15 minutach).

Dehere Fact: No dobra, to jeszcze coś o Terrym, żeby nie było – jest jednym z koszykarzy NBA, na którego cześć nazwano konia (inny przykład to chociażby Ruben Boumtje-Boumtje).

Nieco więcej i bardziej osobiście pisałem o byłym combo guardzie Clippers, Kings i Grizzlies cztery lata temu.

Otagowane ,

Joe Smith vs Shawn Kemp

Joe Smith, Shawn Kemp

Fun Fact: Nie ma tu mowy o żadnym wyrównanym pojedynku. Smith może i na początku kariery zapowiadał się na gracza, który będzie dotrzymywał kroku najlepszym power forwardom ligi, ale tę narrację pogrzebał już w trakcie trzeciego sezonu w lidze. Nawet w kwestii zauważalnego spadku formy Kemp był lepszy – Reignman przynajmniej rozmienił się na drobne imprezując i opychając się pysznym, niezdrowym żarciem, podczas gdy Smith po prostu wyblakł, bez żadnego rozrywkowego powodu. Jedyne rzeczy, w których byłego gracza Warriors możemy uznać za lepszego to:

– talent raperski;

– poziom gry w sezonie debiutanckim;

pozbawianie Minnesoty wyborów w drafcie;

– jakość wsadów nad Dikembe Mutombo, choć to już sprawa bardziej dyskusyjna:

Na powyższym wideo Kemp to #13 a Smith #6 i choć poniższy klip pewnie dałby temu pierwszemu awans w rankingu…

…to seria Sonics i Nuggets z playoffów 1993 powoduje, że mówienie o momentach wyższości Kempa nad Mutombo to wchodzenie na dość grząski teren…

Otagowane ,

Terry Teagle

Terry Teagle

Fun Fact: Gdybym miał wyznaczyć jakiś pierwszy impuls, od którego zaczęła się moja fascynacja bulwarowym ujęciem NBA, byliby to chyba Włodzimierz Szaranowicz i Ryszard Łabędź komentujący w czasie retransmisji meczu Lakers wytrzeszczone oczy Terry’ego Teagle’a. To była moja pierwsza lekcja na temat tego, że w sporcie równie satysfakcjonujące jak oklaskiwanie wspaniałych zagrań, bywa śmianie się z czyjejś twarzy.

Gra Teagle’a w Los Angeles, to była z kolei jedna z jego ostatnich koszykarskich lekcji. Znów trudna. Pochodzący z liczącej 200 mieszkańców wioski w Teksasie Terry był znany z nieustannej ciężkiej pracy, ale też z ciągłych kłód rzucanych mu pod nogi. Po udanym sezonie debiutanckim (82/83), jego minuty zostały obcięte o ponad połowę przez nowego trenera Rockets, Billa Fitch. Po transferze do Golden State, w trzecim roku jego kariery, mniej więcej co dwa lata zmieniał się szkoleniowiec Warriors i Terry na nowo musiał udowadniać swoją wartość. Ostatni z nich, Don Nelson, mimo iż swoim systemem pomógł naszemu bohaterowi rozegrać najlepszy sezon w karierze (89/90: 16.1 PPG, 4.5 RPG), wcześniej przykleił go do ławki. Trener Nellie w ten bucowaty sposób wymierzał bowiem karę za to, że Teagle nie chciał zgodzić się na niższy kontrakt od wice-prezydenta Nellie’ego. Gdy Terry przeszedł do Los Angeles, zajarany możliwością biegania z Magikiem Johnsonem, akurat nastąpił koniec Showtime. Nieco wolniejszy styl nowego trenera, Mike’a Dunleavy’ego, nie pasował mu już tak bardzo. Choć momenty były:

Teagle był pożytecznym zawodnikiem (choć w sieci natkniecie się na nagrodę jego imienia przyznawaną graczom, którzy oddają dużo rzutów w przegranych meczach i nie robią przy okazji niczego innego), co udowodnił np. w trakcie gry w smallballowym systemie Dona Nelsona, gdy został wystawiony jako power forward na przeciw Karla Malone’a (Malone to czołg, Teagle – mierzący 6 stóp i 5 cali wzrostu suchoklates) i poprowadził Warriors do wygranej, notując 44 punkty, 8 zbiórek, 6 asyst i 2 przechwyty. No i faktycznie – w ferworze boiskowej walki trochę się wybałuszał.

Otagowane