Category Archives: Karty

Tim Thomas

Tim Thomas

Fun Fact: Jeden z największych niezrealizowanych talentów. Nie był może totalnym niewypałem, ale fakt, że gość o jego potencjale i wachlarzu umiejętności (jak lubili mawiać jego fani z liceum i pierwszego roku studiów – wcale przy tym nie przesadzając – podawał jak PG, rzucał jak SG, biegał jak SF, zbierał jak PF i blokował jak C) nigdy nie rzucał więcej niż 15 punktów na mecz w sezonie to ordynarne marnotrawstwo. To powinien być drugi Kevin Garnett, albo pierwszy Kevin Durant – zamiast tego, statystyczne kombajny od Basketball Reference porównują jego karierę do karier takich graczy jak Danny Ferry, Kurt Rambis, Matt Bonner, Chris Gatling czy – i to najbardziej nobilitujące z dostępnych porównań – Cliff Robinson.

W późniejszej fazie kariery został specem od trójek (i od nie lubienia Kenyona Martina), ale nigdy mu nie wybaczę, że jego brak ambicji pozbawił nas regularnych dostaw takiej gry:

Fun Fact Deux: Nie wiem, kiedy następnym razem będę pisał o TT (bo w sumie mało ninetiesowa postać), więc jeszcze dorzucę ciekawostkę, że przed przyjściem do NBA grał z numerem 3 na koszulce, na cześć ulubionego koszykarza – Drażena Petrovicia.

Otagowane

Stuart Gray

Stuart Gray

Fun Fact: Stuart Gray – który zanim rozegrał 27 spotkań w koszulce Knicks na początku lat 90, był przez 5 sezonów graczem Pacers, spędzając też pół sezonu w Charlotte – jest jedynym koszykarzem NBA urodzonym w Strefie Kanału Panamskiego. W szkole średniej uważano go za wielki talent – podczas licealnych turniejów dla najlepszych zawodników zdarzało mu się przyćmiewać Patricka Ewinga. Niestety potem okazało się, że mierzący 7 stóp center ma w zwyczaju obżerać się pizzą i narzekać, stąd jego trzyletnia kariera w UCLA rozczarowała wiele osób. Potencjału wystarczyło na wybór na początku drugiej rundy słynnego Draftu 1984 (ten z Michaelem Jordanem… no i z Jerome’em Kerseyem, ma się rozumieć…), ale nawet te jego resztki nie zostały zrealizowane w Indianapolis, gdzie Gray rzadko przebywał na parkiecie dłużej niż 10 minut na mecz.

Choć w przeliczeniu na 36 minut wykręcał double-double, jego ogólną przydatność podsumowuje cytat z jednego z amerykańskich „skarbów kibica” z lat 80: „Urodzony w Strefie Kanału Panamskiego – nic dziwnego, że ją oddaliśmy”. Lektura odwrotu jednej z jego kart informuje nas o jego popisowym numerze – zablokowaniu w jednym z meczów obydwu Bliźniaczych Wież, czyli zarówno Hakeema Olajuwona, jak i Ralpha Sampsona. Z drugiej strony jednak na jego pierwszej karcie wydrukowano zdjęcie nie Graya, a klubowego kolegi Tony’ego Browna – chyba więc nie wybijał się na tyle często, by producenci kart go kojarzyli…

grayrc

(fot. Beckett.com)

Bonus Fun Fact: Stuart Gray, jak już wspomniałem, jest jedynym graczem NBA, który urodził się w Strefie Kanału Panamskiego, ale nie jedyną pochodzącą stamtąd osobą związaną z ligą – dziewięć lat po nim, w tym samym miejscu urodziła się prezenterka koszykarskich programów ESPN, Sage Steele.

Otagowane , ,

Mark Price

Mark Price

Fun Fact: Mark Price jest być może najbardziej zapomnianą gwiazdą lat 90. Choć sprawił, że Cleveland Cavaliers otarli się o bycie największym rywalem chicagowskich Byków, to spadek formy związany z kontuzjami w końcowej fazie kariery (w rozgrywkach 95/96 pojawił się tylko w 7 meczach nowej drużyny, Washington Bullets, a już dwa sezony później był zmuszony zakończyć karierę w wieku 33 lat) nie przysłużył się jego legendzie. Legendzie, na którą składa się, wybór do All-NBA First Team w 1993 roku (oraz, trzykrotnie, do 3rd Team), 4 występy w Meczu Gwiazd, złoty medal MŚ 1994 z Dream Teamem II, dwa tryumfy w Three Point Contest, bycie drugim w historii NBA członkiem klubu 50-40-90 (chodzi oczywiście o procent celności rzutów z gry-dystansu-osobistych) i posiadanie zupełnie niereformowalnej fryzury.

Sukcesy Price’a robią podwójne wrażenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że wyglądał nie jak zawodowy koszykarz, a jak ministrant. Talent, sokole oko i spryt pomagały mu jednak dominować wśród najlepszych atletów ligi.

Po zakończeniu 12-letniej kariery Price zajął się trenerką – po zbieraniu szlifów na szczeblu szkolnym i epizodzie w roli komentatora meczów Cavs i Hawks, nasz bohater doczekał się posady w NBA, jako konsultant rzutowy w Memphis Grizzlies w sezonie 07/08. Współpracował też m.in. z Celtics i mówiło się wtedy, że to jemu należy dziękować za progres w umiejętnościach rzutowych Rajona Rondo w 2010 roku (choć nie wiem, czy jest się czym chwalić). Był członkiem sztabu trenerskiego (kolejno) Warriors, Magic i Bobcats, a od 2015 roku jest głównym coachem na uniwerku UNC Charlotte, gdzie trenuje m.in. swojego syna, Hudsona.

Lista największych sukcesów w zawodowej karierze Kevina Johnsona to – w tej kolejności – awans do Finałów 1993 z Suns, utrzymanie Kings w mieście jako burmistrz Sacramento i pchnięcie Marka Price’a do zostania gwiazdą NBA, bez której lata 90. nie byłyby takie same…

Otagowane

Charles Smith

Charles Smith

Fun Fact: Gdyby chcieć ująć karierę Charlesa Smitha dwoma słowami, to to drugie słowo brzmiałoby „mać”. A przynajmniej takich słów użyliby kibice New York Knicks, dla których Smith będzie już na zawsze kojarzył się z być może najboleśniejszą porażką w historii ich ukochanego klubu – w piątym meczu Finałów Konferencji Wschodniej z 1993 roku z Bulls. Ta wygrana w MSG dała Bykom prowadzenie 3-2 i awans do Finałów w następnym, rozgrywanym u siebie meczu, mimo iż Knicks zaczęli półfinały od prowadzenia 2-0. Wielu uważa, że to była najsilniejsza drużyną jaką Knicks zebrali w latach 90. i że jedyne co powstrzymało ich w tamtym roku od upragnionego mistrzostwa (i, co być może wielu fanów ceniłoby nawet bardziej, utarcia nosa znienawidzonemu Jordanowi), to właśnie nieporadny popis Charlesa Smitha w ostatnich sekundach wspomnianego starcia półfinałowego z Bulls.

Niby możecie zobaczyć tę akcję w poprzednim smithowym występie na MMJK, ale ponieważ fani Knicks to znani masochiści – przeżyjmy to jeszcze raz…

… mać!

To klasyczny przykład pecha Knicksów, zwłaszcza, że Charles Smith grając wcześniej w Clippers miał zadatki na gwiazdę, zdobywając po 20 punktów w meczu na przestrzeni dwóch sezonów, w tym ponad pięćdziesiąt w jednym spotkaniu (jego 52 punkty to do dziś rekord klubowy). Nie poradził sobie jednak z przestawieniem się z pozycji silnego skrzydłowego na małego skrzydłowego, której oczekiwali od niego Knicks, oraz z powrotem do pełni formy po operacji kolana (33 opuszczone mecze w sezonie 91/92). Już cztery lata po nieszczęsnym zagraniu kontuzja zmusiła go do zakończenia kariery. Cztery lata i dwa mecze za późno – pomyślą pewnie niektórzy.

Jeśli jednak myślicie, że koszykarska wersja skeczu Benny’ego Hilla ze starcia z Bulls, to najczarniejszy wpis w jego sportowym CV – jesteście w błędzie. W 2014 roku przebił ten wyczyn wybiegając na boisko w Korei Północnej, jako jeden z błędnych rycerzy Dennisa Rodmana, dołączając do pokaźnego grona rzeczy, na które patrzył Kim Dzong Un.

Otagowane

Mark Eaton

Mark Eaton

Fun Fact: W latach 90, Mark Eaton pełnił rolę gracza drugoplanowego, ale tylko dlatego, że na początku tamtej dekady kończył karierę (w 1993 roku) – w poprzedniej zahaczał bowiem o status gwiazdy. Zwieńczeniem tej tendencji był wybór do All-Star Game w 1989 roku, a najważniejszym wydarzeniem – dwukrotne zdobycie nagrody Defensive Player Of The Year za bycie jedną z najbardziej przerażających bestii patrolujących pole trzech sekund. Rudy Gobert, ma komu dorównywać w sercach fanów Jazz, bo do tej pory jeszcze żaden gracz Utah nie przeskoczył poprzeczki ustawionej przez Wielkiego Marka… No, chyba że dosłownie…

Choć w ataku był lekko nieporadny, Eaton nadrabiał wszystkie braki w obronie. Oj, nadrabiał – do dziś jest rekordzistą NBA pod względem średniej bloków na mecz z całej kariery (3.5), ilości bloków w jednym sezonie (456 – w tamtym sezonie, 84/85, miał ponad dwa razy większą średnią czap niż drugi w klasyfikacji Hakeem Olajuwon: Eaton notował ich 5.6, „The Dream” – 2.7), a także zajmuje czwarte miejsce na liście wszech czasów za Hakeemem Olajuwonem, Dikembe Mutombo i Kareemem Abdul-Jabbarem, którzy po prostu grali zdecydowanie dłużej niż center Utah, stąd ich nieznaczne prowadzenie. Prawdopodobnie przewodzi jednak lidze, pod względem bloków zaliczonych bez odrywania stóp od parkietu…

Otagowane

Kendall Gill

Kendall Gill

Fun Fact: Kendall Gill był w latach 90. prototypem dwóch rodzajów graczy: swingmana i gracza skonfliktowanego z trenerem.

Kendall rozpoczął karierę u boku Larry’ego Johnsona i Muggsy’ego Boguesa w Charlotte Hornets. To właśnie tam, w drugim sezonie w karierze przekroczył średnią 20 punktów na mecz. Wynik ten powtórzył dopiero 5 lat później jako gracz New Jersey Nets, tuż przed tym jak jego kariera zanotowała nagły i trwały spadek jakościowy, a Gill z lidera ofensywy przebranżowił się na gracza drugiego planu w porywach do sprawnego obrońcy – w sezonie 88/89 był liderem ligi w przechwytach na mecz. Pomiędzy obiecującym początkiem kariery a jej odrodzeniem (krótkim, ale jednak) w New Jersey, miał miejsce najszerzej komentowany etap gry Kendalla w NBA – dwa sezony w Seattle SuperSonics.

Gill trafił do zespołu Kempa i Paytona w 1993 gdy Hornets uznali, że nie uda im się pogodzić gwiazdorskich zapędów jego, LJ’a i Alonzo Mourninga. Ponieważ „Rękawica” i „Reign Man” byli nie mniejszymi gwiazdorami, Gillowi i tak nie udało się więc uniknąć zmniejszenia roli w ataku, choć 14 punktów jakie zdobywał za swojej kadencji w Seattle było bardzo przyzwoitym wynikiem. Problemem było głównie to, że zdaniem George’a Karla ta rola ofensywna Gilla była i tak za duża. Gdyby nie wysoka pensja Kendalla, trener Sonics najchętniej w ogóle by nim nie grał, bo uważał go za mięczaka i malkontenta (klasyczny „Furious George”). Taką opinię wyrażał też publicznie co zaogniło dodatkowo zatargi Gilla i Karla. Kiedy trener nie przestawał prześladować Gilla, a u tego zdiagnozowano depresję, włodarze Sonics postanowili nie ryzykować dalszej eskalacji i oddali Kendalla z powrotem do Hornets.

Kendall Gill podkreślał wtedy jak bardzo skrzywdził go George Karl i tłumaczył, że wszystkie jego wypowiedzi o tym jak to bliski jest pobicia szkoleniowca nie są w jego stylu, bo on jest spokojny i od fizycznych konfrontacji stroni. To przestało być prawdą po zakończeniu kariery przez Gilla w 2005 roku – z parkietów NBA przeskoczył bowiem bezpośrednio na… zawodowy ring bokserski. Stoczył na nim 4 walki, wygrywając wszystkie, w tym 3 przez techniczny nokaut. Ostatni raz walczył w 2010 roku, choć ta informacja jest nie do końca ścisła, bo w 2013 roku Gill – pracujący wówczas jako komentator meczów Bulls – pobił się z kolegą po fachu Tomem Doyle’em z którym chwilę wcześniej poróżnił się na antenie w kwestii interpretacji nieuznanej przez sędziów dobitki Joakima Noah w meczu z Nuggets.

Gill jest też być może jedynym koszykarzem, którego wideo-zlepek boiskowych akcji nie ma w tle hip hopu a klasyczny rock…

Otagowane

Pete Myers

Pete Myers

Fun Fact: Nie byłem fanem Bulls w latach 90. ale wyobrażam sobie jak mogli się oni czuć w 1993 roku, gdy jednego dnia shooting guardem pierwszej piątki ich drużyny był Michael Jordan, a kilka tygodni później był nim Pete Myers. To trochę tak jak zerwać ze Scarlett Johansson a potem zacząć umawiać się z tym kolesiem z Robocopa, który wpadł do wielkiego zbiornika z toksycznymi odpadami.

Otagowane

Vernon Maxwell

Vernon Maxwell

Fun Fact: Trudno przecenić wkład jaki Vernon Maxwell miał w pierwszy z dwóch tytułów mistrzowskich jakie Houston Rockets zdobyli w połowie lat 90. Był twardzielem, niestrudzonym defensorem oraz świetnym strzelcem, zwłaszcza z dystansu, dzięki czemu nie raz wygrywał mecze dla Rakiet. No i był szurnięty przez co przeciwnicy woleli trzymać dystans, choć tak naprawdę żaden dystans nie był wystarczający jeśli „Mad Maxowi” akurat odwaliło: w 1995 roku, w czasie meczu rozgrywanego w Portland, wbiegł na trybuny i uderzył fana, który rzekomo go obrażał. Tak jest. Był takim Ronem Artestem lat 90. (a ponieważ NBA była wówczas zdecydowanie bardziej pobłażliwą ligą, został za to zawieszony tylko na 10 meczów).

Niestabilny charakter Maxwella sprawił, że jego kariera po zdobyciu mistrzostwa z Rockets trochę rozmieniła się na drobne. Nominalnie jest też mistrzem z 1995 roku, ale faktycznie zagrał tylko w pierwszym meczu pierwszej rundy play offs a potem poprosił o… urlop. Oficjalnie powodem był uraz uda, ale podobno Mad Max był obrażony na klub za to, że ściągnęli do składu Clyde’a Drexlera ograniczając tym samym jego rolę. Rockets po sezonie bez żalu zwolnili do niedawna swojego kluczowego gracza.

Po 1,5 sezonu spędzonego w San Antonio i 6,5 latach w Houston, Maxwell rozpoczął tułaczkę, która zakończyła się przejściem na emeryturę w 2001 roku. Przez te 6 sezonów Mad Max zmieniał klub ośmiokrotnie (na Sixers, Spurs, Magic, Hornets, Kings, Sonics, znów Sixers i Mavericks) a w międzyczasie ogłosił, w trakcie pierwszego sezonu w Philly, iż rozważa przejście testów w lidze NFL i grę dla Philadelphia Eagles. 76ers niedługo potem spełnili połowę jego marzenia wywalając go ze składu.

Vernon Maxwell był graczem, którego trudno zapomnieć, ale byłby zapewne jeszcze lepiej pamiętany, gdyby nie zmarnował swojego talentu i sportowych okazji swoim nastawieniem. Z drugiej strony gdyby nie to nastawienie, to nie byłoby Mad Maxa.

Otagowane

Terry Mills

Terry Mills

Fun Fact: W świetnym artykule Patricka Hayesa z SB Nation, Terry Mills został słusznie zaliczony do pionierów zjawiska zwanego „Stretch Four”, czyli power forwardów grożących rzutem z dystansu. Dziś to powszechna umiejętność, ale w latach 90 takich zawodników było jednak zdecydowanie mniej, a na ich tle wybijał się właśnie Mills. Początkowo używał długodystansowej broni raczej sporadycznie i był bardziej tradycyjnym podkoszowcem, gdy rozgrywał najlepszy sezon w karierze – w rozgrywkach 93/94 był obok Joe Dumarsa liderem słabiutkich Pistons (to ten sezon dał im 3 miejsce w drafcie i Granta Hilla) z 17,3 punktami i 8,4 zbiórkami na mecz. Wtedy w jednym meczu oddawał niecały 1 rzut za trzy, ale już w następnym sezonie robił to 4 razy częściej stając się poważnym zagrożeniem z dystansu…

W rozgrywkach 96/97 Terry Mills należał do ścisłej ligowej czołówki z 8 najlepszym wynikiem w procentowej skuteczności „trójek” (42,2) i 10 w ilości trafionych rzutów z dystansu (175). Złośliwi dodadzą, że nazwa „Stretch Four” w jego przypadku nie odnosiła się tylko do jego umiejętności rozciągania defensywy, ale też rozciągania gumki w spodenkach, które z sezonu na sezon musiały opinać coraz to większy brzuszek Millsa.

Otagowane

Chris King

Chris King

Fun Fact: Bohater wczorajszego wpisu, Alvin Robertson, może się pochwalić mianem zdobywcy pierwszych oficjalnych punktów w historii Toronto Raptors. Chris King zajmuje to samo miejsce w historii Vancouver Grizzlies, ale nie tylko: jest też autorem pierwszego game-winnera w dziejach Miśków, w pierwszym meczu we własnej hali ekipy z Kolumbii Brytyjskiej. Jego akcja przetrwała w tym okropnym promocyjnym wideo podsumowującym pierwszy sezon Grizzlies, uważajcie w 50 sekundzie:

Spuścizną Kinga – gościa który grał zawodowo w kosza aż do 2008 roku, spędzając w NBA tylko jeden pełny sezon (był small forwardem pierwszej piątki w Vancouver zanim pojawił się Shareef Abdur-Rahim) i dwa epizody (15 meczów dla Sonics w 93/94 i 8 meczów dla Jazz w 98/99) – jest jednak co innego.

To bowiem Chris King… odkrył Tima Duncana.

W 1992 roku, King – uczęszczający na uniwersytet Wake Forest – razem z kilkunastoma innymi koszykarzami uniwersyteckimi wziął udział w charytatywnym turnieju na Wyspach Dziewiczych, gdzie grali przeciw lokalnym drużynom. Tam był świadkiem jak 16-letni dryblas blokuje Alonzo Mourninga, a potem biegnie pod kosz i nad nim dunkuje. Po powrocie do szkoły spotkał swojego trenera, który niezobowiązująco zapytał czy widział podczas turnieju kogoś interesującego. Chris King przypomniał sobie wówczas o tym cichym chłopaczku imieniem Tim. Przebijcie to, skauci.

Otagowane