Tag Archives: glenn robinson

Glenn Robinson & Jim Rowinski

Fun Fact: Glenn Robinson jest jednym z trzech zawodników uniwerku Purdue, który zdobył Srebrną Piłkę Chicago Tribune. To nagroda przyznawana, głosami trenerów i pracowników ligowych, najbardziej wartościowym graczom jednej z czołowych konferencji NCAA – Big Ten. Wręczano ją od lat 40. aż do 2007 roku i choć w sezonie 1984/85 pojawił się konkurencyjny, oficjalny plebiscyt, to chicagowskie wyróżnienie wciąż miało swoją wagę. Zresztą wyniki jednego i drugiego konkursu były zazwyczaj identyczne – Robinson, na przykład, wygrał i tu, i tu. Pierwszym tryumfatorem z Purdue był – dwukrotnie, w 1969 i 1970 roku – Rick Mount, a drugim, nagrodzonym w 1984, dziesięć lat przed Big Dogiem – Jim Rowinski.

Będzie jeszcze wiele okazji, żeby powspominać Glenna Robinsona, ale ta jest być może jedyna, żeby dowiedzieć się czegoś o Rowinskim.

Sam byłem nieświadomy jego istnienia, dopóki jeden z czytelników, Bartosz, nie wysłał mi na Messengerze tego zdjęcia:

Uwe Blab & Jim Rowinski

Ten twarzą do nas to nikt inny jak Uwe „Gram W NBA, Choć Wyglądam Bardziej Jakbym Prowadził Program o NBA na DSFBlab, a plecy należą właśnie do byłego MVP sezonu w Big Ten.

Ku mojej uciesze, 14 z 23 meczów jakie Jim rozegrał w NBA przypadły na sezon 1989/90 (podpisał wówczas kontrakt z Miami Heat i nawet miał kilka niezerowych zdobyczy statystycznych), który na tym blogu uznajemy za lata dziewięćdziesiąte, jest więc jego pełnoprawnym bohaterem, niestety bez karty koszykarskiej, stąd gościnny występ dzięki uprzejmości Glenna Robinsona.

No dobra, miał kartę upamiętniającą grę w CBA, gdzie spędził trochę czasu pomiędzy wyborem w szóstej rundzie Draftu 1984 przez Utah Jazz a pierwszym występem w NBA, do której trafił jako uzupełnienie składu zmierzających po mistrzostwo Detroit Pistons, po kontuzji Johna Salleya (sezon skończył w 76ers).

Jim Rowinski

Zanim jednak został jednym z najlepszych graczy niższej ligi, wykręcającym 20/10 liderem Topeka Sizzlers (dla których grał razem z Haywoode’em Workmanem i Duane’em Ferrellem, którzy byli potem solidnymi zawodnikami w NBA), po zwolnieniu przez Jazzmanów zrobił sobie czteroletnią przerwę w koszykarskim życiorysie. W tym czasie próbował przebranżowić się na futbol amerykański, biorąc udział w testach m.in. dla Green Bay Packers.

Nic dziwnego.

Jim Rowinski miał klatkę piersiową rozmiarów lotniskowca i bicepsy z własnym polem grawitacyjnym. Dodajmy do tego przystojną twarz i równie dobrze mógłby się w połowie lat 80. starać nie o angaż do NFL a o rolę bohatera kina akcji. Gdy stał się – w swoim ostatnim roku na uczelni – gwiazdą Purdue Boilermakers, Sports Illustrated nazwało go „Księciem Klatą” (Prince of Pecs). Artykuł o nim pojawił się po świetnym występie przeciwko Illinois, w którym poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa, gromadząc 24 punkty i 13 zbiórek (z czego 20/9 wykręcił w drugiej połowie). Jego drugi najsłynniejszy występ uniwersytecki także miał miejsce przeciwko Fighting Illini. To było rok wcześniej, Jim był wtedy jeszcze rezerwowym i po zdjęciu starterów przez zdegustowanego niekorzystnym wynikiem trenera, nasz bohater, razem z resztą ławki, poprowadził pogoń za rywalem zwieńczoną jego game-winnerem:

Wszystko, co w ostatnim roku wyczyniał Jim wywoływało szczególne emocje, bo parę lat wcześniej jego szanse na grę w NCAA były znikome.

Do Purdue trafił jako zwykły student, mierzący – w jego przypadku „jedyne” – 190 centymetrów. Dostał możliwość starania się o miejsce w składzie, ale nie reprezentacji szkoły, ale drużyny sparingpartnerów, którzy mieli imitować styl gry kolejnych przeciwników na treningach.

Udało mu się, a trenerzy w końcu dali mu szansę na debiut w koszulce Boilermakers. Nie przeszkadzało też to, że przez parę lat urósł do 203 centymetrów i mógł próbować swoich sił jako center. Tyle, że jako 21-latek wciąż był dość cherlawy. Kiedy jednak kontuzja zakończyła przedwcześnie jego drugi sezon, Rowinski chwycił za sztangę i przeszedł przemianę niczym książę Adam podnoszący miecz i krzyczący „Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj!”. Jego transformacja w He-Mana dopełniła się rok później, gdy podstawowy center Purdue, Russell Cross, odszedł do NBA a Jim poprowadził swój zespół do bilansu 22-7 i zgarnął wspomnianą nagrodę dla najlepszego gracza konferencji Big Ten.

Przy tym wszystkim był podobno sympatycznym chłopakiem, gnębionym na początku przez starszych kolegów z drużyny, ale nigdy nie tracącym pozytywnego nastawienia. Niczym Nikola Jokić, jarał się wyścigami konnymi, na sportowej emeryturze zaczął pracę w branży medycznej a wolny czas poświęcał na pomoc porzuconym i źle traktowanym zwierzętom. Jego wielkie serce przestało bić dwa lata temu, w wieku 63 lat.

Mimo, że nie przełożyła się na sukces w NBA (ani NFL), jego historia to klasyczne i ukochane przez kibiców „od zera do bohatera”. Zainspirowała też pewnego kultowego koszykarza.

Tym koszykarzem jest Steve Scheffler.

On też grał dla Perdue. Też był przypakowanym bardzo białym człowiekiem. Też robił postępy z sezonu na sezon, szczytując na ostatnim roku. Też został najlepszym graczem konferencji Big Ten (w 1990 roku, ale w tym drugim, nie rozpisanym przez Chicago Tribune plebiscycie, bo Srebrną Piłkę dostał wtedy Steve Smith).

„[Rowinski] był jednym z głównych powodów, dla których wybrałem Purdue. Dostał się do drużyny jako walk-on, stopniowo wyrabiał swoją pozycję aż został graczem roku Big Ten jako senior. Pomyślałem, że skoro jemu się udało, ja też mogę tego dokonać. Można powiedzieć, że jest dla mnie kimś w rodzaju mentora. No i miał wszystkie szkolne rekordy w podnoszeniu ciężarów, które przez całą karierę starałem się pobić.”

– mówił Scheffler, który te rekordy w końcu Rowinskiemu zabrał.

Gdy Steve został wybrany w drugiej rundzie draftu przez Charlotte Hornets, Jim starał się o kolejny kontrakt od Heat. Panowie spotkali się w czasie ligi letniej, co dla Schefflera było wielką sprawą. Podczas meczu, Rowinski podobno rzucił nim raz o ziemię, Steve odwdzięczył się tym samym a potem obydwie legendy Purdue serdecznie uścisnęły sobie dłoń, co musiało wyglądać tak:

Predator Handshake

Steve – w odróżnieniu od Jima – zakotwiczył w NBA i trzymał się końca ławki aż przez siedem lat.

Jim Rowinski chodził, żeby Steve Scheffler mógł latać.

Postaw kawę
Otagowane , , ,

Glenn Robinson

Glenn Robinson

Fun Fact: 68 milionów dolarów płatne w 10 lat, to wciąż najwyższy kontrakt debiutancki w historii (gdy David Stern się o nim dowiedział, błyskawicznie przeforsował sztywne stawki kontraktowe dla debiutantów), choć Big Dog Robinson myślał, że namówi Bucks na zagwarantowanie mu 100 milionów. Cóż, Bucks też myśleli, że dostaną getto-wersję Larry’ego Birda, a nie Rudy’ego Gaya. Mnie jego rozczarowująco nie-mega-gwiazdorska kariera zawsze przygnębiała, ale i tak podtrzymuję zaproszenie dla Glenna na ławkę mojej All-Time Favorite Team

Otagowane

Glenn Robinson

Glenn Robinson

Fun Fact: Trudno było mi się pogodzić z odsunięciem od pierwszego składu All-Time Favorite Team Glenna Robinsona, ale Jerome Kersey musiał się w nim znaleźć. Dla Big Doga stworzyłem więc pozycję szóstego gracza – niby poza pierwszą piątką ale jednak zasługującego na miejsce w niej, równorzędnego. Do Robinsona mam sentyment bo naprawdę kupiłem hype na jego wybór z numerem 1 draftu 1994. Grant Hill i Jason Kidd zadziwiali i zgarniali wspólnie nagrody dla Debiutanta Roku, ale ja cały czas wierzyłem, że to Robinson ostatecznie okaże się najlepszym zawodnikiem. Tak się niestety nie stało, choć Robinson ma za sobą udaną karierę (20.7 punktów na mecz w karierze to nie byle jaki wynik), w której najpierw stworzył w latach 1994-2002 kilka całkiem ekscytujących drużyn razem z Vinem Bakerem, Rayem Allenem, Terrellem Brandonem, Samem Cassellem czy Timem Thomasem (i Jerome’em Kerseyem – nie zapominajmy o kończących karierę 22 meczach Kerseya w Milwaukee w czasie rozgrywek 00/01!) a na koniec odrobinę się potułał (Atlanta, Philadelphia i San Antonio) by zakończyć swoją przygodę z NBA mistrzostwem (dołączył do Spurs tuż przed playoffami 2005). To naprawdę udana kariera, Big Dog jest tylko winny nie bycia megagwiazdą, która podpisała najwyższy w historii debiutancki kontrakt, warty 68 milionów (choć Robinson walczył o 100 milionów – NBA tak się przeraziła jego żądań, że od następnego sezonu wprowadziła system kontraktów debiutanckich). Nikt jednak nie ma prawa nazwać go „bustem”, po moim i Anthony’ego Bennetta trupie. On po prostu nie miał „iskry bożej” ani fiksacji na punkcie pracy nad sobą. Fani Milwaukee Bucks pewnie mają dziś ambiwalentny stosunek do porównań Big Doga i Jabariego Parkera – z jednej strony na pewno życzyliby sobie takiej ofensywnej broni, z drugiej strony woleliby kogoś poważniej myślącego o byciu najlepszym możliwym koszykarzem. Koniec końców myślę, że każdemu warto życzyć bycia kimś kto zasłużył sobie na powołanie do Dream Teamu III (nie zagrał na IO w Atlancie z powodu kontuzji, zastąpił go Gary Payton, ale i tak miałem jego plakat w stroju reprezentacyjnym na ścianie).

Nosił też jedne z najbardziej niedocenianych modelów buta z lat 90.

Tyle o Big Dogu (na razie), na koniec jeszcze szybkie podsumowanie mojej All-Time Favorite 1st Team:

PG – Mark Jackson

SG – Isaiah Rider

SF – Jerome Kersey

PF – Orlando Woolridge

C – Chris Webber

6th – Glenn Robinson

Drugi skład zacznę kompletować niebawem…

Otagowane ,

Glenn Robinson

Glenn Robinson

Fun Fact: W czasach gdy Anthony Bennett wygląda jak najgorszy numer jeden draftu w historii, Derrick Williams był 1069 razy handlowany na niby i tylko 1 raz naprawdę, a ludzie machnęli już ręką na potencjał Anthony’ego Randolpha i Austina Daye’a, warto przypomnieć, że kiedyś nazywanie skrzydłowego per „tweener” nie miało pejoratywnego wydźwięku (może i „Big Dog” nie był aż tak dobry jak myślano przed draftem ale karierę na pewno trzeba zaliczyć do udanych).

Otagowane

Glenn Robinson

Glenn Robinson

Fun Fact: Wiesz, że jesteś stary, kiedy, podczas szukania informacji o tym co teraz robi jeden z twoich ulubionych zawodników, którzy debiutowali w NBA w latach 90., nagle zdajesz sobie sprawę, że jego syn właśnie zaczyna koszykarską karierę w NCAA. Syn „Big Doga”, Glenn Robinson III, jest już po słowie z uniwerkiem Michigan. Small forward z Lake Central High School jest wg ESPN 18 najbardziej obiecującym zawodnikiem szkół średnich, którzy w tym roku kończą grę na tym szczeblu. „Szczeniak” Robinson prezentuje się mniej więcej tak:

Jeszcze jedna ciekawostka: Glenn III będzie czwartym synem byłego gracza NBA w składzie Michigan obok synów Tima Hardawaya, Joe Dumarsa i Tito Horforda (którego jeden syn już oczywiście gra w lidze).

Otagowane