Ten plakat Papy Kempa oraz basisty Pearl Jamu, Jeffa Amenta, istnieje naprawdę i przyjęcie tego faktu do wiadomości uważam za niezbędne dla prawidłowego rozumienia otaczającego nas świata.
Ten plakat Papy Kempa oraz basisty Pearl Jamu, Jeffa Amenta, istnieje naprawdę i przyjęcie tego faktu do wiadomości uważam za niezbędne dla prawidłowego rozumienia otaczającego nas świata.
Fun Fact: Był taki okres na początku 1994 roku, w którym Ellis był jednym z moich ulubionych zawodników. Przebojem wdarł się wtedy do składu Clippers, w swoim trzecim meczu w NBA (przed podpisaniem kontraktu z L.A. w styczniu ’94 grał dwa lata w lidze CBA) rzucił 23 punkty a w następnym – 29, dostał własny segmencik w NBA Action (to po jego obejrzeniu polubiłem Ellisa) i zaczął pojawiać się w ichniejszych wiązankach najlepszych akcji tygodnia dzięki swojej skoczności. Niestety po niespełna dwóch latach stracił miejsce w Clippers i do NBA wrócił już tylko w sezonie 97/98 aby rozegrać 27 meczów. Jeszcze większa szkoda, że prawie nic nie zostało po tym jego przebojowej połowie sezonu poza jednym blokiem, który uchował się na YouTube, na miejscu czwartym poniższego notowania:
Fun Fact: Na początku lat 90. Derricka Colemana zapytano czemu nie chciał iść na integracyjne polowanie z innym młodym power forwardem Nets. Coleman odpowiedział żartobliwie: „Nie zamierzam chodzić na polowania z kimś kto gra na tej samej pozycji co ja”. Tym „innym młodym power forwardem Nets” był Jayson Williams, który 10 lat później zastrzelił przez przypadek swojego kierowcę. Mówcie co chcecie, ale dla mnie Derrick Coleman to najrozsądniejszy koszykarz jaki kiedykolwiek grał w NBA.
Fun Fact: Dziś będę okrutny i oprócz tego pradziadka zdjęć obrabianych w Instagramie pokażę Wam także drugą stronę tej karty…
Miłego zastanawiania się przez resztę wieczoru czy to z tyłu to fragment ściągacza spodenek zlewający się z kolorem skóry, czy fragment dolnej partii pleców Ostertaga.
Fun Fact: Skoro dopiero co skończył się Weekend Gwiazd w Houston, pomyślałem, że wrzucę jakąś kartę gracza Rockets. A potem pomyślałem, że Vancouver Grizzlies z sezonu 99/00 to jedna z lepszych drużyn jakie kiedykolwiek zakończyły rozgrywki z bilansem 22-60. Dickerson (druga strzelba zespołu z 18,2 punktami na mecz), Shareef Abdur-Rahim, Mike Bibby, Othella Harrington, Dennis Scott, Grant Long, Doug West, Brent Price, Antoine Carr… ba – nawet Bryant Reeves. Jasne, że wszyscy oni byli albo dopiero przed szczytem kariery, albo już po nim, ale to i tak całkiem solidna zbieranina.
Im dłużej przypatruję się temu zdjęciu tym bardziej czuję potrzebę wzięcia „Prysznica Lęku”.
Fun Fact: 10,9 punktów na mecz zdobywane w trwającej 11 lat karierze NBA i bycie bardzo solidnym ale nigdy wybijającym się shooting guardem to coś z czego można być dumnym, ale niekoniecznie od razu uważać się za człowieka spełnionego. Tyle, że ja mierzę rzeczywistość inną miarką, według której każdy kto ma coś wspólnego z bohaterami serialu „The Wire” wygrał w życiu. Dlatego też uważam, że Kevin Edwards, który niedawno wyprodukował film z „Avonem Barksdale’em” w roli głównej, zdecydowanie rządzi. Oczywiście nie tak bardzo jak rządziłby gdyby miał coś wspólnego z „Clayem Davisem”.
Fun Fact: Pomyślałem, że oprócz niezbyt wyszukanych żartów w stylu „Przychodzi pijany koszykarz do Urzędu Stanu Cywilnego…”, rzucę tu odrobiną statystyki łamanej przez historię ligi, a mianowicie, w tym przypadku, ukradzioną z NBA.com listą „milionowych” punktów w NBA.
1000000 – 1962 – autor nieznany
2000000 – 1972 – autor nieznany
3000000 – 1978 – autor nieznany
4000000 – 1983 – Moses Malone
5000000 – 1988 – Ricky Green
6000000 – 1992 – Stacey Augmon
7000000 – 1996 – Hersey Hawkins
8000000 – 2001 – Eddie Gill
9000000 – 2005 – Juan Dixon
10000000 – 2010 – Ben Gordon
Tyle póki co. Wychodzi na to, że mniej więcej za rok możemy się spodziewać 11-milionowego punktu i że najprawdopodobniej padnie on w jakimś meczu Philadelphii, która jak do tej pory była jedną ze stron epokowego spotkania trzy razy (odkąd zaczęto liczyć dokładnie kto milionowe punkty zdobywa) – w 1983, 2005 i 2010. Historia sugeruje też, że będzie to jakiś obrońca. Zaczynam trzymać kciuki, żeby padło na Nicka Younga. Dzięki temu jego nazwisko na trwałe zapisze się w jakichś oficjalnych annałach i nie będę musiał żyć w obawie, że pamięć o autorze tego zagrania kiedykolwiek zaginie.
Fun Fact: Harvey Grant ma trzech synów o imionach: Jerai, Jerian (który zresztą był ostatnio na ustach wszystkich interesujących się NCAA) i Jerami. Podobno obiecał sobie, że jeśli urodzi mu się czwarty syn to nie będzie już pijany szedł do Urzędu Stanu Cywilnego i wreszcie nazwie go Jeremy.