Gerald Wilkins

Gerald Wilkins

Fun Fact: Prawie dwuletnia przerwa w ligowych występach między początkiem maja 1994 a końcem lutego 1996 – spowodowana zerwaniem Achillesa i późniejszym wypadnięciem dysku – de facto zakończyła wyróżniającą się karierę Geralda Wilkinsa. Trzeba jednak wspomnieć, że po 28 meczach w koszulce Vancouver Grizzlies w końcówce sezonu 95/96, w których rzucał średnio po 6.7 punktu, udało mu się zaliczyć mały comeback. Po podpisaniu kontraktu z Orlando Magic ery post-shaqowej w lipcu 1996, zaliczył kolejny, dziesiąty już w karierze sezon z dwucyfrową średnią punktową (10.6). W trzecim spotkaniu tamtych rozgrywek zdołał nawet dołączyć do klubu gości, którym udało się wykonać wsad nad Shawnem Bradleyem (klub może mało ekskluzywny, ale świadomość, że 33-letni Wilkins mimo kontuzji nadal potrafi fruwać cieszyła niezmiernie).

Otagowane

Lucious Harris

Lucious Harris

Fun Fact: Lucious Harris spędził w NBA aż 12 sezonów, nie robiąc w tym czasie nic ekscytującego. No, może poza ograniem w jednej akcji Michaela Jordana i Scottie’ego Pippena.

A skoro już o starciach Harrisa z Bykami mowa, warto sobie obejrzeć ten mecz z sezonu 97/98.

SPOILER ALERT: W powyższym starciu Nets – w których Harris miał grać jeszcze kilka lat, odgrywając kluczową rolę m.in. w wicemistrzowskich składach z początku lat zerowych – mieli wielką szansę pokonać obecnych, jak i przyszłych mistrzów ligi na własnym parkiecie. Ekipa z New Jersey nie była jeszcze w rękach Jasona Kidda, ale już była nad kreską po agresywnej przebudowie, której bucowatą twarzą był John Calipari. Młoda gwiazda trenerskiego fachu znana była z tego, że gdy była mała, wpadła do kociołka z gorącą wodą. Cal strofował swoich podopiecznych niezależnie od tego, czy byli to uczniowie, czy weterani ligi, szalał, darł się, obrażał (w tym reporterów i sędziów), płacił kary pieniężne i ogólnie był dupkiem, dlatego nikt nie tęsknił, gdy po fatalnym starcie w polokautowym sezonie został zwolniony. Tamtego wieczoru przeciw Bulls, Calipari miał jednak szansę utrzeć nosa Philowi Jacksonowi. Mecz był wyrównany (Lucious Harris nie grał wtedy zbyt wiele, przez 11 minut oddał tylko jeden niecelny rzut z gry, zebrał jedną piłkę i jedną stracił) i doszło do dogrywki, w której – na sekundę przed końcem – był remis 98:98. Na wysokości połowy boiska grę wznawiali goście, a trener Nets szykując się już do drugiej dogrywki zdjął z parkietu dwóch najlepszych łowców punktów grających z pięcioma faulami: Kendalla Gilla i Keitha Van Horna. Był jednak tak zajęty wykrzykiwaniem instrukcji, że nie zauważył, iż znalazł im tylko jedno zastępstwo i gospodarze bronili ostatnią akcję we czwórkę (nie licząc Keitha Van Horna, który, gdy piłka była już w grze, desperacko wbiegł z ławki na parkiet). Rezultat był do przewidzenia – niepilnowany Jason Caffey dostał pod koszem podanie na alley-oopa… którego schrzanił, ale wpadł na niego Jayson Williams i odgwizdano zbicie piłki opadającej, a punkty zaliczono. Zdruzgotany wpadką spowodowaną przez brak kontroli nad swoimi emocjami, Calipari zamknął się po meczu w swoim biurze, nieskutecznie pocieszany przez współpracowników i rodzinę, obiecując sobie i innym poprawę. Harris zresztą skorzystał na odejściu Cala, bo zaczął grać więcej, balansując w najlepszych – już XXI-wiecznych – latach Nets między rolą sixth-mana i startera.

Otagowane

Chris Childs

Chris Childs

Fun Fact: Zanim Chris Childs został unieśmiertelniony w pamięci hejterów Kobe’ego jako ten gość, który dał ryj czwartorocznemu wówczas obrońcy Lakers…

(przeżyjmy to jeszcze raz)

…był on stałym punktem składu New York Knicks w erze Spree i Allana Houstona – twardym defensorem potrafiącym trafić trójkę, wjechać bez lęku pod kosz i rozegrać piłkę. Jeszcze wcześniej, trafił do New Jersey Nets (dla których rozegrał w 95/96 najlepszy statystycznie sezon kariery z prawie 13 punktami i 7 asystami na mecz) w 1994 roku jako 27-letni debiutant, mający za sobą już pięć lat gry w ligach ABA i CBA. Właśnie w CBA załatwił sobie bilet do NBA, zdobywając tytuł MVP tej ligi grając dla zespołu Quad City Thunder (co ciekawe, jest też muzyk Chris Childs, który gra na basie w zespole o nazwie Thunder). Grał z jedynką na koszulce, bo uważał, że zasługiwał na wybór w pierwszej rundzie draftu 1989 – został w nim jednak pominięty całkowicie z powodu obaw menadżerów związanych z pogłoskami o alkoholizmie Childsa. Koszykarz faktycznie miał problem z piciem oraz imprezowaniem i dopiero interwencja jego kolegów z jednej z drużyn ABA (oraz osobista konstatacja, że jest na drodze do powtórzenia grzechów swojego ojca) sprawiła, że wybrał się na odwyk, a ostatnią kroplę alkoholu przed przyjściem do NBA wypił w czerwcu 1993.

Zmierzam do tego, że Chris Childs stoczył w życiu trochę więcej walk, niż tylko tę z Bryantem.

Otagowane

Cedric Ceballos

Cedric Ceballos

Fun Fact: Od sezonu 91/92, do dziś, był tylko jeden gracz Los Angeles Lakers, który notował powyżej 20 punktów w meczu i nie nazywał się Shaquille O’Neal lub Kobe Bryant. To był Ceballos i dokonał tego w rozgrywkach 94/95 (21.7) i 95/96 (21.2). Był liderem i najlepszym strzelcem hollywoodzkiej drużyny w sezonie, w którym na parkiet powrócił Magic Johnson, a Jeziorowcy w biegu zmienili się w contendera, ale zupełnie sobie z nią nie poradził – po meczu z Sonics 19 marca 1996 roku zniknął bez słowa na pięć dni. Nie wystąpił w dwóch meczach, opuszczając też wszystkie obowiązki treningowo-organizacyjne, przez cały ten czas nie nawiązując żadnego kontaktu z klubem czy kolegami. Po powrocie tłumaczył się, że musiał natychmiastowo wyjaśnić pewną sprawę rodzinną, dzięki życzliwym gapiom wszyscy jednak wiedzieli, że był to jeden z tych osobistych problemów, który wymagał imprezowania w klubie nocnym w arizońskim kurorcie oraz jazdy na nartach wodnych.

Włodarze klubu udawali, że kupują tłumaczenie, iż powodem absencji była rodzinna interwencja, a nie złość na trenera Dela Harrisa za niespodziewane redukowanie minut Ceballosa po powrocie Magica, ale koledzy z zespołu nie ukrywali, że złamał im serca. Nick Van Exel oznajmił dziennikarzom wprost, że nie ma ochoty rozmawiać ze kapitanem drużyny, który porzucił ją na miesiąc przed playoffami. Zdruzgotany Magic, zapytany dlaczego w ogóle wracał do ligi w czasach, gdy takie przejawy nieodpowiedzialności są na porządku dziennym, odpowiedział, że być może w przyszłym roku już tego nie zrobi…

Inna sprawa, że Cedric Ceballos nie był jedynym, który wyrażał swoje niezadowolenie z braku jasno określonych przez Dela Harrisa ról w drużynie. Sam Magic Johnson nie dźwignął niezdecydowania trenera odnośnie jego osoby i mocno skrytykował coacha po pierwszym meczu playoffs 1996, z których Lakers odpadli w pierwszej rundzie mimo przewagi własnego parkietu, po 1-3 z Rockets (zresztą umówmy się, że nagły powrót Magica też był winny tym wszystkim problemom z określaniem ról).

Del Harris trenował Lakers jeszcze dwa i pół roku. Magic po raz kolejny wrócił na emeryturę, a Ceballos po ośmiu meczach i miesiącu na liście kontuzjowanych został w styczniu 1997 oddany z powrotem do Phoenix – gdzie zaczynał karierę i wyprzedzał epokę wprowadzając rekwizyty do konkursów wsadów. Lakers – którzy latem wzmocnili się pozyskując Shaqa – nie tylko pozyskali wówczas Roberta Horry’ego (o Joe Kleinem nie zapominając), ale też zwolnili trochę minut i rzutów dle Eddie’ego Jonesa i Kobe’ego Bryanta, kładąc podwaliny pod przyszłe mistrzowskie składy. Ceballos był bardzo krótko kolegą z drużyny O’Neala, ale dogadywali się na tyle dobrze, że parę lat później Diesel wystąpił w teledysku Cedrica, nakręconego do kawałka z płyty „Nuff Ced”…

A ponieważ w tym przypadku jeśli się powiedziało „A” to trzeba też powiedzieć „G” i przypomnieć pierwszy szlagier „Ceda” z niesławnej płyty „B-Ball’s Best Kept Secret”:

Otagowane

Chris Dudley

Chris Dudley

Fun Fact: Szybki ranking ludzi, którzy są wybitni w robieniu czegoś źle:

1. Syzyf – wtaczanie kamienia na szczyt góry
2. Goście ze Studio YaYo – rozśmieszanie ludzi
3. Michael Jordan – przegrywanie
4. Pablo Escobar – uczciwa praca i golenie wąsów
5. Chris Dudley – rzuty osobiste

Dudley to jeden z tych gości, których pokraczna technika na linii (której to poświęciłem niedawno całą Pierwszą Piątkę) często nabierała czekających na zbiórkę przeciwników i prowokowała zbyt szybkie wchodzenie w pole trzech sekund. Tak jak Marv Albert na powyższym wideo, wątpię jednak aby cieszyło to Dudleya, który kiedyś w wyniku opisanego zjawiska rzucał 5 kolejnych wolnych i nie trafił żadnego. Już nie za jednym podejściem, spudłował kiedyś 13 wolnych z rzędu (co jest chyba rekordem NBA).

Co ciekawe – do kosza z kilku metrów nie był w stanie trafić, za to w tyłek Shaqa z połowy boiska trafił za pierwszym podejściem… ale to już chyba dowcip o rozmiarze tyłka Shaqa.

Otagowane , ,

Kenny Smith

kenny-smith

Fun Fact: Trójka na wyrównanie i dogrywkę Kenny’ego Smitha z pierwszego meczu Finałów 1995 to po dziś dzień mój ulubiony rzut w ninetiesowej historii mistrzowskich potyczek (z tego miejsca wypada podziękować Nickowi Andersonowi, bez którego nie byłoby to możliwe). Pamiętacie jednak cokolwiek z kariery Kenny’ego po tamtym rzucie i tamtych finałach?

Ja nie, bo i w sumie niewiele więcej się wydarzyło. Sezon 95/96 Kenny niby spędził w pierwszej piątce, ale było już jasne, że to Sam Cassell jest najlepszym point guardem Houston Rockets. Smith w wieku 30 lat miał najgorsze w karierze osiągi w pięciu podstawowych statystykach oraz odsetku trafień z gry i gdy Rakiety wzięły się za zabawy w doktora Frankensteina sprowadzając Charlesa Barkleya, Kenny’ego bez szczególnego żalu zwolniono. Bohater finałów sprzed ledwie roku rozegrał jeszcze jeden sezon w NBA, dzieląc go pomiędzy Pistons (9 meczów), Magic (6) i Nuggets (33).

Tego pewnie nie pamiętacie:

Sam nie wiem, w której koszulce widok Smitha wydaje mi się najdziwniejszy. Detroit, Orlando, Denver…

smithpan

…czy może jednak houstońska piżama.

smithhr

Otagowane

Chris Smith

Chris Smith

Fun Fact: Dziś Chris Smith kojarzy się fanom NBA z niesławnym bratem J.R. Smitha, który próbował Chrisa wepchnąć na siłę do NBA. W latach 90 z tym nazwiskiem grał jednak zdecydowanie lepszy koszykarz, choć wciąż zbyt słaby, by wydłużyć swoją karierę w NBA ponad trzy sezony.

Smith umiał grać (do dziś jest rekordzistą Connecticut Huskies pod względem punktów – rzucił ich więcej niż tacy goście jak Ray Allen, Richard Hamilton czy Kemba Walker), ale był niestety kolejnym przykładem rzucającego obrońcy NCAA, który był za niski by sprawdzić się na tej pozycji w NBA, a jednocześnie jego nauka gry na jedynce nie szła tak dobrze jak spodziewali się trenerzy.

Chris był na studiach specem od trójek (jego 242 trafienia także były rekordem UConnu gdy przechodził na zawodowstwo), ale też nie dał rady przestawić się na większy dystans rzutu trzypunktowego. Przez pierwsze dwa lata kariery trafił 12 z 53 prób (22.6%) i dopiero gdy liga w sezonie 94/95 przybliżyła łuk, był w stanie trafiać na dawnym poziomie: oddał 108 rzutów ze skutecznością 43.5% co było wówczas rekordem klubu z Minnesoty.

To był jednak jego łabędzi śpiew w Timberwolves i całej NBA. Po trzech latach solidnej gry z mało seksownymi średnimi 5.1 PPG oraz 2.8 APG. Najbardziej pamiętne momenty miały miejsce w drugim, najlepszym jego sezonie – dwa double-double w 3 meczach (15/10 i 11/12, oraz 21/9 w następnym spotkaniu), dwa kolejne spotkania dwudziestopunktowe (25 i 21) i game-winner w marcowym starciu z przyszłymi mistrzami NBA, Houston Rockets (dobił własny rzut). Po NBA była Hiszpania, Portoryko, Belgia, Francja, Izrael i przynajmniej pięć klubów w CBA.

Warto też dodać, że w lata 90 Chris Smith (który zresztą jest kuzynem Mario Chalmersa) wszedł jako członek ostatniej reprezentacji koszykarskiej USA, która nie mogła mieć w swoich szeregach zawodowców. Na MŚ w Argentynie wywalczył brązowy medal (porażka z Jugosławią w półfinale, rewanż za porażkę w drugiej fazie grupowej z Portoryko w meczu o trzecie miejsce), a jego kolegami z drużyny było wielu naszych dobrych znajomych, takich jak: Alonzo Mourning, Christian Laettner, Kenny Anderson, Billy Owens, Todd Day & Lee Mayberry, Chris Gatling i Bryant Stith.

Otagowane

Mike Smrek

Mike Smrek

Fun Fact: Jeśli ktoś lubi facebookowe wydanie tego bloga, zapewne pamięta, że jakiś czas temu wybrałem się z powyższą kartą na króciutkie wakacje nad morze. Myślę, że tę fotorelację należy wrzucić także tutaj…

Mike był dzielny przez cały wyjazd, nie narzekał nawet jak zepsuł nam się samochód, dlatego zasługuje na poświęcony sobie wpis na MMJK.

Mike Smrek trafił do NBA jako 25 pick Draftu 1985 (to wtedy był 1 pick drugiej rundy). Wybrali go Portland Trail Blazers, ale natychmiast oddali do Chicago Bulls (Blazers nie zabrali Bulls Jordana ORAZ oddali im Mike’a Smreka?!), gdzie Mike przez rok grywał w co drugim meczu (notując mniej więcej po 2 punkty i 2 zbiórki, co miało być motywem przewodnim jego kariery), załapując się jednak do playoffs i zaliczając dwie minuty i jeden faul w spotkaniu, w którym Bóg przebrał się za Michaela Jordana.

Potem kanadyjski podkoszowiec znalazł się w jeszcze lepszym miejscu i czasie – przez dwa lata siedział na ławce Los Angeles Lakers, którzy z nim w składzie wygrali dwa kolejne tytuły mistrzowskie. Gdyby w latach 1987 i 1988 był powszechny dostęp do World Wide Web, za kadencji Smreka wygraliby też Internety swoją antynarkotykową piosenką (Mike wchodzi w 37 sekundzie):

Smrek, który wygląda tu jak T-800 na wakacjach, nie udziela zbyt wielu przydatnych rad w walce z uzależnieniem od narkotyków, za to wyrapowuje swoje koszykarskie credo: „Call me Smrek, I give my team my best // When you really care, you can do no less”. Dzięki niemu utrzymał się w NBA przez sześć (niepełnych) sezonów i kontynuował karierę w Europie mimo braku smykałki do tego sportu. Zanim trafił do Golden State Warriors w rozgrywkach 89/90 (grał tam – z przerwą na 10 meczów w koszulce Clippers w trakcie sezonu 90/91 – do końca swojej amerykańskiej kariery w 1992 roku) rozegrał swój najlepszy indywidualnie sezon jako Ostroga, notując 4.5 PPG, 3.0 RPG i 1.3 BPG, 18 razy wychodząc w pierwszej piątce.

Latem 1992 roku był najlepszym strzelcem reprezentacji Kanady w meczu przeciwko Dream Teamowi. Choć ekipa spod znaku klonowego liścia nie uzyskała na Mistrzostwach Ameryki awansu na igrzyska w Barcelonie, a z USA przegrała 61:105, Mike Smrek rzucił najlepszej drużynie wszech czasów 14 punktów i wykonał wsad na Davidem Robinsonem, który poszedł w świat.

Jeśli lubicie przy okazji bardzo białych koszykarzy rzucać żartami o drewnie, Mike Smrek jest wybitnie wdzięcznym ich obiektem. Nie tylko jego nazwisko w gwarze góralskiej oznacza świerk, ale po zakończeniu kariery zaczął pracować z drewnem – jest cieślą, nauczycielem zetpetów w liceum próbującym zaszczepić uczniom miłość do drewna i pisuje artykuły do kanadyjskich portali o obróbce drewna.

Otagowane ,

Dominique Wilkins

Dominique Wilkins

Fun Fact: Jeśli nie pamiętacie Dominique’a Wilkinsa grającego w Clippers – nic dziwnego. To coś, co i tak nie powinno się zdarzyć i szybko zostało zapomniane (tak jak epizody w Celtics, Spurs i Magic). Mimo wszystko te 25 spotkań w gorszej części Miasta Aniołów to był ostatni taniec dominującego Wilkinsa, mającego wtedy już 34 lata – rzucał wówczas po 29 punktów w meczu i ostatkiem sił kręcił highlighty, których jest zdecydowanie za mało, gdy weźmiemy pod uwagę, że tamten dziwaczny okres połączył jednego z najefektowniej punktujących graczy ligi z najefektowniej asystującym – Markiem Jacksonem

Wciąż nie mogę sobie przypomnieć bardziej bezowocnej dla obydwu stron wymiany niż tamten transfer Wilkinsa za Danny’ego Manninga z trade deadline 1994. Obydwa teamy tak się bały, że swoich najlepszych zawodników szykujących się do wolnej agentury stracą za nic, że postanowili ich wymienić… za nic – kilka miesięcy po transakcji Wilkins uciekł z LA podpisując kontrakt z Celtami, a Manning wypiął się na Hawks (w których zresztą zawodził), dogadując się ze Słońcami.

Czasem też trudno mi znaleźć więcej niż dwa gorsze transfery ever niż pozyskanie Johna Drew i Freemana Williamsa za Wilkinsa, a właśnie to zrobili Utah Jazz przed sezonem 82/83, po tym jak wybrali przyszłego Hall-Of-Famera, 9-krotnego All-Stara i 7-krotnego członka składów All-NBA z numerem trzecim draftu (Drew i Williams byli solidni, a ‚Nique nie chciał grać w Salt Lake City, but still…).

A wracając jeszcze do niego i Manninga:

Otagowane

Muggsy Bogues

Muggsy Bogues

Fun Fact: Muggsy Bogues rozleniwił pracowników agencji reklamowych w latach 90. Niemal za każdym razem, gdy dostawali oni zadanie wymyślenia scenariusza spotu z mierzącym 159 centymetrów koszykarzem, kończyło się na tym, że Bogues miał w reklamie pakować piłkę z góry…

Co do karty (isn’t that cute?) – wiemy już, że syn Muggsy’ego przerósł tatę, a zaraz dowiemy się, jak Bogues bawił się z synem Della Curry’ego

Syn Della Curry’ego też przerósł Muggsy’ego.

Otagowane