
Fun Fact: Wiele lat temu jeden z komentujących zwrócił mi uwagę, że niedopatrzeniem jest brak na tym blogu wpisu o Donaldzie Royalu. W pełni się zgodziłem, ale też nie poczułem przejmującej potrzeby pisania o nim. To był taki gracz środka, element – nieco nieostry – ninetiesowego tła. Pamiętamy go, bo biegał obok Shaqa i Penny’ego, ale trudno znaleźć pretekst żeby zacząć zdanie od „A pamiętacie, jak Donald Royal…” i jeszcze trudniej znaleźć dla takiego zdania zakończenie.
Ale spróbujmy.
A pamiętacie, jak Donald Royal trafił pierwszy w historii klubu z Orlando zwycięski rzut równo z końcową syreną?
To było 16 marca 1994 roku, w spotkaniu z Dallas Mavericks a rzut był numerem jeden w ówczesnym toptenie akcji tygodnia:
To był drugi sezon Royala na Florydzie, ale jego pozycja była wówczas już mocno ugruntowana. Niski skrzydłowy, który przez pięć poprzednich lat przeplatał występy w NBA (Minnesota Timberwolves, San Antonio Spurs), CBA (Pensacola Tornados, Cedar Rapids Silver Bullets, Tri-City Chinook) oraz Europie (Maccabi Tel Aviv) był solidnym rezerwowym. Co prawda jego rzut za trzy był koszykarską wersją libacji na skwerku (gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że korzystał z niego w całej karierze tylko 14-krotnie, nie trafiając ani razu), ale siał zamęt w szeregach obronnych rywali wpychaniem się pod kosz.
W sezonie 1992/93 miał tylko jedną więcej próbę rzutu z pola niż prób rzutu wolnego, sugerując, z jednej strony, talent do wymuszania fauli, ale też profil ofensywny bliższy graczom podkoszowym niż obwodowym.
W historii NBA, jeśli weźmiemy pod uwagę zawodników, którzy w sezonie oddali minimum 100 rzutów z pola, jedynymi z wyższą liczbą wykonywanych rzutów wolnych byli DeAndre Jordan, Danny Fortson, Reggie Evans i Omer Asik – sami centrzy/silni skrzydłowi (świadomie nie liczę dwóch point guardów, Buddy’ego Jeannette’a i Frana Currana, którym trafiły się takie sezony pod koniec lat 40., gdy ten sport był jednak zupełnie inny, a NBA nawet jeszcze nie nazywała się NBA).
A pamiętacie, jak Donald Royal narzekał na czas gry w trakcie finałów NBA?
W najlepszych latach, Royal był zadaniowcem który wyszarpywał 10 punktów i kilka zbiórek w każdym meczu. Był przydatny na tyle, że w sezonie 1994/95, trener Brian Hill zrobił z niego gracza pierwszej piątki, ale zmienił koncepcję w trakcie playoffs i zastąpił go specjalistą od trójek, Dennisem Scottem.
Średni czas gry naszego bohatera wynosił w sezonie zasadniczym ponad 26 minut, ale od trzeciego meczu drugiej rundy już tylko 6. W finale przebywał na boisku tylko przez jedną minutę pierwszego meczu.
Co prawda mówiło się, że ma problemy z kostką, ale on uważał, że jest gotowy do gry – a w każdym razie gotowy trafić przynajmniej jeden z czterech rzutów osobistych. Po drugim meczu finałowego pojedynku, w którym Magic przegrali 106:117 a Nick Anderson i Scott wspólnie trafili 7 rzutów na 27 prób, Royalowi deczko się ulało:
„Wiem, że mogę pomóc w defensywie, a Nick jest w dołku. Zaczyna mnie to bardzo irytować”.
Royal żałował później publicznego narzekania w momencie, w którym jego drużyna najbardziej potrzebowała zwarcia szeregów, ale w kolejnym sezonie nie przestał otwarcie mówić o rozczarowaniu swoją sytuacją.
Nadal miał powody.
Grał 15 minut na mecz i kilka razy pojawił się nawet w podstawowym składzie, ale znacznie częściej zdarzało mu się przesiedzieć cały mecz na ławce ze statusem „DNP (can’t shoot threes)„. Starał się jednak nie narzekać, dla dobra drużyny, która kroczyła ku rekordowej w historii klubu ilości zwycięstw – 60. Pogodzony z losem Royal w jednym z wywiadów pod koniec rozgrywek 1995/96 skwitował swoją sytuację słowami:
„Mogło być gorzej. Mogłem grać w Filadelfii.”
Wtedy jeszcze nie wiedział, że po jednym meczu następnego sezonu będzie grał w równie depresyjnym wówczas Oakland.
Bardziej mógł wykrakać tylko, gdyby powiedział wtedy, że „Mogło być gorzej. Mogłem grać w Golden State Warriors, dostawać nawet mniej minut w kiepskiej drużynie, podczas gdy koleś, którego poznałem parę miesięcy wcześniej, szantażuje mnie i moją żonę kompromitującymi zdjęciami”, bo dokładnie to się stało w kolejnych rozgrywkach.
A pamiętacie, jak Donald Royal został właśnie wtedy, w 1997 roku, uznany, przez przedstawiciela jednego z klubów NBA, za posiadacza szybszego pierwszego kroku niż Michael Jordan i Allen Iverson?
Szybki pierwszy krok, w zmieniającej się NBA, wciąż jednak nie równoważył rzutu z wyskoku, który pokochać mogła tylko matka. Dlatego właśnie Royal nie został w Kalifornii zbyt długo, bo przed trade deadline przeniósł się do Charlotte Hornets (tam też nie grał dużo).
Swój ostatni sezon – 1997/98 – zaczął od 10-dniowej umowy podpisanej z Magic, a potem – po kolejnych dwóch dziesięciodniówkach – wrócił na resztę rozgrywek do Hornets. Niestety, gdy jego koledzy tracili formę w trakcie przerwy lokautowej, on przechodził półroczną chemioterapię z powodu raka jelita grubego, zdiagnozowanego niedługo po zakończeniu playoffów 1998.
Ślad po Royalu trochę się w tym momencie urywa.
Widocznie, tak jak i ja przez ostatnie kilkanaście lat, nikt nie miał specjalnej ochoty o nim pisać.
Można się domyślić, że zdrowie pewnie przyspieszyło decyzję o zakończeniu kariery (efekty uboczne leczenia sprawiły, że sporo stracił na wadze). Znalazłem informację, że po chemioterapii i lokaucie pojawił się jeszcze na obozie treningowym Milwaukee Bucks, ale na pewno już więcej zawodowo nie grał w kosza. Nie udało mi się znaleźć nic na temat tego, co dziś u niego słychać, ale – jak to czasem bywa – brak wiadomości jest tu dobrą wiadomością. Wszystko wskazuje na to, że wczesne wykrycie nowotworu pozwoliło Donaldowi zrobić chorobie mniej więcej to, co zrobił kiedyś Clarence’owi Weatherspoonowi…
…zwłaszcza, że Royal to specjalista od wychodzenia obronną ręką ze śmiertelnie groźnych sytuacji.
Gdy grał w Izraelu, prawie zginął w wybuchu bomby w centrum handlowym. Zamachowczyni postawiła ukryty w torbie ładunek wybuchowy obok niczego nie podejrzewającego Donalda i gdyby nie pewien mężczyzna, który kazał mu uciekać, sytuacja mogła skończyć się dla niego tragicznie.
Chyba już nigdy później nie zrobił lepszego użytku ze swojego szybkiego pierwszego kroku.
