
Fun Fact: Zawsze lubiłem koszykarskie szufladki – zarówno te dotyczące stylu gry/pozycji (point forwardzi, stretch foursi, combo guardzi i tweenerzy, podkoszowi wyrobnicy, łowcy punktów z ławki i tak dalej), jak i przebiegu kariery/poziomu talentu (bust, gwiazda, której karierę przerwały kontuzje, gość, który mógłby zostać gwiazdą, gdyby nie kontuzje, bardzo biały rezerwowy center, rookie, który fajnie się pokazuje w sezonie debiutanckim a potem mniej lub bardziej gwałtownie znika, „zagrał 20 meczów w NBA, ale wynalazł autorski trick i wszyscy znają go do dziś”, prawie-ale-nie-all-star, all-star, hall-of-famer, GOAT, Brett Szabo).
Grega Grahama w archiwum boiskowych archetypów znaleźlibyśmy zapewne w szufladzie „rzucający obrońca bez rzutu” (co jest dziwne, bo w ostatnim sezonie na Uniwersytecie Indiana stał się pierwszym zawodnikiem w historii, który przewodził konferencji Big 10 w skuteczności rzutów z gry – 55% – oraz rzutów za trzy – 51.4% – a jako debiutant w NBA trafiał ledwie 40% z gry i… 8% zza łuku, jakoś szczególnie się w kolejnych latach nie poprawiając).
Z kolei jeśli chodzi o przebieg karier, to byłby on przedstawicielem typu składającego się w 50% z nudy i 50% z depresji – uznanego gracza uznanego uniwersyteckiego programu (to była Indiana (nie)sławnego Bobby’ego Knighta, która rokrocznie walczyła o najwyższe laury), który w lidze spędza 4-5 lat i nie robi absolutnie niczego ciekawego.
Nie było tam żadnego dramatu w tle, żadnego „what-if”, po prostu był gościem, który nie robił niczego wystarczająco dobrze, żeby utrzymać się w lidze dłużej lub wywalczyć sobie bardziej prominentną rolę niż 15 minut na mecz w słabej drużynie, którą była – przez jego pierwsze dwa sezony w NBA – Philadelphia 76ers.
Siedemnasty zawodnik wybrany w Drafcie 1993 przez Charlotte Hornets i oddany jeszcze przed początkiem rozgrywek – razem z Dana Barrosem – do Sixers, za Herseya Hawkinsa, grywał też dla New Jersey Nets (45 meczów po transferze, którego głównymi elementami byli Shawn Bradley i Derrick Coleman), Seattle Supersonics (Ponaddźwiękowcy wymienili za niego Vincenta Askew i choć grał dla nich niewiele, George Karl na tyle cenił jego obronę, że wstawił go do składu na playoffy 1997 zamiast Craiga Ehlo, a dodatkowo Graham walnie przyczynił się do pobicia drużynowego rekordu NBA pod względem liczby przechwytów w meczu, liderując w tym względzie Sonics w starciu z Raptors w styczniu 1997) oraz, przez miesiąc, dla Cleveland Cavaliers (do których trafił via Denver, gdzie wylądował w ramach wymiany za Dale’a Ellisa, a Kawalerzyści dali Bryłkom za niego Shermana Douglasa czyniąc z Grahama specjalistę od bycia wymienianym za przebrzmiałych zawodników z klasy średniej). W międzyczasie, latem 1995 roku, nie był chroniony w czasie expansion draftu, ale większe zainteresowanie z opcji dostępnych w składzie Sixers wzbudził B.J. Tyler, wybrany przez Toronto Raptors.
Koniec końców, po pięciu sezonach i 207 meczach, w których średnio rzucał 4.5 punktu, przy skuteczności 40.7% z gry, 29.0% za trzy i 77.5% z wolnych, notując dodatkowo 1.1 zbiórki, 1.0 asysty oraz 0.6 przechwytu, jego czas w NBA dobiegł końca. Na zawodniczą emeryturę przeszedł trzy lata później, po grze w niższych ligach amerykańskich i sezonie w Szwecji.
A w świadomości polskich kibiców koszykówki pozostanie już na zawsze najgorszym graczem, jaki został wydrukowany na plakacie w „Magic Basketball”:

(Zdjęcie pochodzi z GRUPA NBA Historia na Facebooku, więc propsy dla autora zdjęcia i posta)
